Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Trzeźwo, więc bez złudzeń

Artykuł André Glucksmanna (to ten filozof od XI-go przykazania), z którego przekładam parę zdań, ukazał się w niedawnym wydaniu City Journal. Nie ma w nim epatujących tez. Są oczywistości, zbyt chętnie zapominane przez cywilizację Zachodu.

Zamęt Zachodu pojawił się, bo nie był on przygotowany na tak zasadnicze przemieszanie powojennej geopolityki. Podczas czterech dekad ideologicznej konfrontacji, teoretycy i dziennikarze dyskutowali jak społeczeństwo powinno przechodzić od kapitalizmu do socjalizmu. Nie badano odwrotnej kwestii – czyli przejścia od socjalizmu do kapitalizmu, o ile nie liczyć paru nieprzekonywujących badań, szczególnie w Polsce, dotyczących możliwości wprowadzenia pewnych elementów wolnego rynku do komunistycznego społeczeństwa. Jak zauważył filozof Josep Ramoneda, cały świat – komuniści, antykomuniści i ci pomiędzy – przyjmowali, że Związek Radziecki i jego przyległości nie mogły wrócić do kapitalizmu. Więc kiedy w czasie Aksamitnej Rewolucji demonstrujący postawili właśnie to pytanie, „jak możemy przejść od socjalizmu do kapitalizmu?”, nie było żadnej gotowej odpowiedzi.
[...]
Koniec zimnej wojny pogrążył rzucił tak zwany „wolny świat” w bezmiar euforii. Zachodnia Europa natychmiast zlikwidowała swoje wojskowe budżety, a Waszyngton ogłosi „nowy porządek świata”.

Inna Europa, świeżo wyzwolona spod moskiewskiej dominacji, nie podzielała tego optymizmu. Ludy wydobywające się z totalitarnych despotyzmów włączały się jednocześnie do historii jako podmioty obdarzone wolną wolą.

A odkryły przed sobą dwie możliwe przyszłości. Jedną symbolizuje dziś Havel i Lech Wałęsa, Karta 77 i polska Solidarność; drugą – Slobodan Milošević i Władimir Putin.
[...]
Zachwyconym ludziom Zachodu śniło się, że okres okrucieństwa totalitarnego zakończył się, jak gdyby dawni sowieccy biurokraci mogli wyłonić się po 70 latach prania mózgów jako nowi ludzi, albo jak gdyby chaos radykalnych dyktatur nacjonalistycznych miał się sam łatwo rozwiązać.
[...]
Antytotalitaryzm rozwija swe przekonania pozbawione sekciarstwa; opozycjoniści nie starają się zastąpić oficjalnego dogmatu innym, ale wprowadzają rewolucję intelektualną, która poprzedza – i umożliwia – zmiany społeczne i polityczne, mające przetworzyć mapę Europy.

Ta rewolucja nie skończyła się, i to dlatego Kremla nie cieszą insurekcje w Gruzji czy na Ukrainie. Stawką są nowe granice Europy w niepewnym terenie historii, i nadal istnieją alternatywy: Havel lub Milošević.

środa, 17 lutego 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/02/17 05:57:34
Bo ja wiem... czy to aż taka oczywistość, gdy odwrotność tezy bardziej by na owa pasowała:

opozycjoniści nie starają się zastąpić oficjalnego dogmatu innym, ale wprowadzają rewolucję intelektualną, która poprzedza i umożliwia zmiany społeczne i polityczne, mające przetworzyć mapę Europy.

O rany, drugi Manifest w miejsce pierwszego?! Czy z tej historii bolesnej żadna nauka nie wypływa?
-
2010/02/17 06:57:02
Od wprowadzania rewolucji i przetwarzania mapy robi mi się niedobrze w estetyce.
-
2010/02/17 07:46:34
Przeczytałem cały tekst Glucksmanna, to trzeciorzędny polityk czy filozof? Poza tym niemal wstrzymam się od komentowania, bo nie chcę się kłócić. Zauważę tylko, że o demoludach wie mało, nie wie nawet, że elementy wolnego rynku były na Węgrzech, a w Polsce bardzo późno. A przywołując Sołżenicyna wychodzi na palanta, tak jakby nie wiedział, że Sołżenicyn chwalił Putina. Szkoda gadać.

Natomiast bardzo mi się podoba Twoje "pogrążył w euforię".
-
2010/02/17 11:51:01
Kwik, co do jakości tez Glucksamanna trudno się spierać. To wielki uogólniacz (z zamiłowaniem do medialnych fajerwerków), filozof salonowy i bardziej gwiazda popu niż myśliciel. Mimo to zdumiewający człowiek o obszernym dorobku. Widzi (nadal) swą rolę w tłumaczeniu rzeczy (dla nas oczywistych) politykom zachodnim (dla których nasza oczywistość wcale taka oczywista nie jest). Dobry przykład radykalnej ewolucji radykalnej lewicy w stronę oświeconego konserwatyzmu. Wierz mi - on przebył niesamowicie długą drogę od skrajnego maoizmu (we wczesnych latach 70-tych) do roli czołowego francuskiego krytyka wszelkich totalitaryzmów. Prawdą jest, że to takim konwertytom jak on Sołżenicyn zawdzięczał swą zdumiewającą popularność na zachodzie.

A co do Sołżenicyna? Ten też zmieniał poglądy. Sołżenicyn popadł w nacjonalistycznie zabarwiony konserwatyzm wielkorosyjski dopiero w latach 90-tych. Glucksmann nawiązuje natomiast do okresu 1986-1989 (rok śmierci Sacharowa). Wówczas Sołżenicyn i Sacharow (mimo istotnych różnic poglądów) istotnie szli ręka w rękę zjednoczeni wspólnym wrogiem. Putin był wówczas szeregowym funkcjonariuszem KGB w Dreźnie. Czyli nikim. Romans Sołżenicyna z Putinem to już XXI wiek.
Ludzie (co doskonale widać na przykładzie opisywanych postaci) diametralnie się zmieniają. Glucksmann z maoisty w postmodernistycznego antykomunistę. Putin z funkcjonariusza komunistycznego aparatu ucisku w technokratę z zamiłowaniem do carskich insygni. Sołżenicyn z zawodowej ofiary totalitaryzmu w piewcę wielkości (również) stalinowskiego okresu. Sacharow z przekonanego komunisty nagrodzonego nagrodą stalinowską za prace nad atomową potęgą ZSRR - w dysydenta i męczennika walki o prawa człowieka. Ciekawe.
-
2010/02/17 13:38:36
@ telemach - dzięki, rozumiem, po prostu niepotrzebnie czytałem.
A może mógłbyś poświęcić jakiś cykl cudownie nawróconym?
-
2010/02/17 14:04:29
@kwik:

"A może mógłbyś poświęcić jakiś cykl cudownie nawróconym?"

A wiesz, to nawet jest pomysł. Nie myślałem o tym. teraz myślę. Jak widzisz, nawet z Glucksmanna może być jakiś pożytek.
Dziękuję.
-
2010/02/17 14:16:13
@ telemach - mnie najbardziej ciekawi dlaczego cudownie nawróceni nie potrafią pogrążyć się w czystej radości ze swojej przemiany, tylko zaraz lecą nawracać innych. Kojarzy mi się to z jakąś wielce zakaźną chorobą (zarazą).
-
2010/02/17 14:44:57
@tichy: nie tę część wypowiedzi mam za oczywistość. Co do przemysłu przetwórczego, można (istnieje mentalna możliwość) interpretować to jako manifest, skoro Ty to czynisz. A można interpretować jako po części konstatację, po części próbę przewidywania. Mapa jest przetworzona, rzecz nie w granicach narodowych (choć i tu przetwarzanie też było, ale bardzo krwawe). Jest tu więcej do powiedzenia, będzie w odpowiedzi kwikowi.
-
2010/02/17 15:40:37
@kwik: zaskoczyła mnie ostrość tonu, nie sądziłem, że Glucksmann może wywoływać aż takie reakcje w tej części świata.

Więc może od podstaw. Wierzący ludzie mają tekst, który bez wahań mogą cytować przez całe życie z poczuciem słuszności. Bardziej sceptycznie nastawieni mają kłopot, wszystko jest do zwątpienia i podważenia, a im dłuższy ciąg słów tym mniejsza szansa, że zostatnie chętnie przyjęty bez zastrzeżeń. A szczerze samodzielni to nawet na złożone z dwóch słów zdanie (coś w stylu "Pieniądz istnieje") nie zgodzą się i wyrażą sprzeciw w formie memoriału.

Może to niezgodny z naturą i danymi przez nią limitami zamiar, by prowadzić blog zachęcający osoby z różnych grup wiekowych, niepołączonych typem i poziomem wykształcenia, ideologią i doświadczeniami, do zwracania uwagi na ten czy ów ułomek rzeczywistości i to w sposób odmienny niż joemonster. Ale robi się co się da. Więc cytowani ludzie nie są mesjaszami (chyba, że robię interludium rozrywkowe), a nawet wycinając kawałki z ich uwag nie wszystko i nie dla wszystkich jest strawne.

Oczywistościami, na które tym razem chciałem zwrócić uwagę to brak u nas entuzjazmu dla bełkotu o "końcu historii" - a ile egzemplarzy takich książek obczytywano na ex-Zachodzie - oraz niedawne a powszechne dawanie dupy zwane konwergencją do socjalizmu. A także zupełnie obłąkana nagła wiara, że typy wychowane w kulturze Czeki znienacka staną się partnerami w budowie sensownego świata.

Reszta? Może dokładam moją kielnię z zaprawą na nowy narodowy pomnik, ale miło mi, że wpływowy francuski komentator zestawia Wałęsę z Havelem, a z zupełnie innej strony niż dwóch innych panów. Ale oczywiście znam troszkę historię i wiem, że rola Wałęsy wcale nie jest tak jednoznaczna i ma on tyle zasług w sprytnym pozbyciu się wojsk rosyjskich co i win za niszczenie świeżutkich pędów polskiej demokracji.

Wolny rynek? W zasadzie (główna linia argumentacji) ma on rację, ale jak się wejdzie w szczegóły, to i CCCP miał 3% ziemi na działki przyzagrodowe, a dawały one 50% warzyw i jarzyn. Gruzinki latające samolocikami z Tbilisi do Moskwy z paru melonami. Więc fantastyczny element wolnego rynku.

Trzeciorzędny polityk czy filozof? Dodam (choć telemach sporo wyjaśnił), że czytałem artykuły wysławiające go jako krytyka literackiego i mniej ceniące jego wkład filozoficzny. Ale w zasadzie pytanie ma w sobie coś, ileż nazwisk filozofów przychodzi mi na myśl, gdy wywołujesz skojarzenie z trzeciorzędnymi politykami.

Artykuł może nie cały nadaje się do przyswojenia, ale jak zwykle dobre pytanie to takie: czy ta lektura pomaga mi samemu w układaniu klocków we własnej głowie? Oczywiście nie przez przyjęcie sugerowanych schematów. Najważniejszy zarzut, który stawiam całemu wywodowi, to brak refleksji, że alternatywa "Havel czy Putin" stoi wszędzie i zawsze, nie jest ograniczona do byłych demoludów.
-
2010/02/17 16:11:10
No bo się zirytowałem. Zupełnie absurdalne zestawianie Milosevica z Putinem, Wałęsy z Havlem, Jugosławi z Czechosłowacją. Za karę powinien sto razy napisać "Gazociąg Północny".
-
2010/02/17 18:11:04
"Zupełnie absurdalne zestawianie Milosevica z Putinem, Wałęsy z Havlem, Jugosławi z Czechosłowacją. "

Kwiku - DLA NAS absurdalne. Ten tekst nie jest skierowany do nas. To jest wytwór francuskiego intelektualisty próbującego wyjaśnić pewne podstawowe kwestie tym, dla których wszystko było blokiem wschodnim to (nadal) monolit zasługujący na takie samo traktowanie. Upraszcza. Ale zawsze można się przyczepić, że upraszcza. To kwestia perspektywy i dystansu. Dla niektórych zachodnich odbiorców odkrycie, że istnieją dwie zupełnie odmienne drogi - to już kolosalne wzbogacenie ich mało zróżnicowanego sposobu postrzegania wschodnioeuropejskiej rzeczywistości.
-
2010/02/17 18:28:00
Tak przy okazji, pogrążanie w euforię ("plunged into an euphoria") to w istocie spore dziwadło, jedno z wielu, którymi płacę za mieszankę językową, w której jestem. Jak to poprawić na przyzwoity polski?
-
2010/02/17 18:44:18
kwik:

"mnie najbardziej ciekawi dlaczego cudownie nawróceni nie potrafią pogrążyć się w czystej radości ze swojej przemiany, tylko zaraz lecą nawracać innych"

No, sam nie wiem. Ale z neofitami tak już zawsze było. To nie jest nowy wynalazek. Wayne Wheeler (en.wikipedia.org/wiki/Wayne_Wheeler) który Amerykanom zmajstrował prohibicję zmarł podobnież na marskość wątroby.
-
2010/02/17 19:45:15
@ andsol - nim bym wymyślił coś ładniejszego poprzestałbym na wprowadzeniu się w stan euforii.

@ telemach - a może jadł dużo tłustego? Są chyba granice cynizmu i hipokryzji.
-
2010/02/17 23:57:57
"The end of the Cold War plunged the free world, as it had been called, into a boundless euphoria."

Koniec Zimnej Wojny rzucił tak zwany "wolny świat" w bezmiar euforii.

????
-
2010/02/18 00:04:34
Koniec Zimnej Wojny wprawił tak zwany "wolny świat" w stan euforii.
?
-
2010/02/18 00:38:56
Wszystkie poprawki poprawkami; najbardziej mi odpowiada to, co podpowiada tichy. Bardzo Wam dziękuję.
-
2010/02/18 02:26:39
"plunged" - jest bardzo dynamiczne, a jeszcze bardziej, gdy "kogoś" lub "coś".

Ale ja dopiero przeczytałem angielski quasi-oryginał (to zjawisko "zdrugiejrękości" prześladowało mnie od dawna, ale tym mocniej po kwikowym wpisie o aferze Lema, gdzie zlinkował on bardzo "kreatywne" tłumaczenie w Atlas'ie tekstu Lema, które - jeżeli nie rozpętało całej afery, to dolało oliwy do ognia).

I, Andsolu, Ty pprzetłumaczyłeś "łagodnie", jakbu wygładzając pokrzykiwania Glucksmanna. Albowiem, on pokrzykuje. W euforii, oczywiście.

No, ale to może być osobista impresja.

Przyrównanie Czechów do Serbów jest absurdalne - jakby mieli oni wybór... Zasudecie - to nie podbałkanie.

Gruzja i Ukraina - też coś, znowu....

A Fukuyama, jako "reprezentant Zachodu"! Chyba, że tej jego przemądrzałej części...

Broń mnie panie Boże przed filozofami, socjologami, i ich natchnionym tekstami.
-
2010/02/18 13:27:13
andsol:
Z tą "zamszową filozoficzną rewolucją" Glucksmann kolęduje już prawie od roku. Nie ma w zasadzie rocznicowego sympozjum (w 2009) aby tekst się nie pojawił, czasem tylko są pewne przeróbki, aby dostosować do aktualnej okazji.
Ciekawy jest np. ten:
www.oswiecimianaward.org/page/une-revolution-philosophique-douce
(to z okazji Nagrody Oświęcimskiej)
lub ten:
doc-iep.univ-lyon2.fr/Ressources/Bases/DP/articleDP.html/243050?id_fnsp[0]=1833&orderby=chrono+DESC&limit=50&position=0&suite=1&npos=4
(z okazji upadku muru berlińskiego)

Ale najfajniejszy jest list napisany z równie sławnym kolegą do pani Kanclerz:
www.lemeilleurdesmondes.org/A_chaud-Andre-Glucksmann-Bernard-Henri-Levy-lettre-Merkel-Allemagne-Nicolas-sarkozy-mdm.htm

Tekst ta który się powołałeś to taki sympatyczny recycling. Zręczny człowiek z tego Glucksamanna.
-
2010/02/18 14:40:28
@telemach: wybacz, naprawdę nie chciałem Cię nim dręczyć :)

A więc jednak marzy o odegraniu roli w polityce... Znam fajniejsze zboczenia seksualne.
-
2010/02/18 17:30:07
@andsol: nie dręczysz. W Europie francuskoniemieckiej gość jest ikonką. Dżinsy ma ładne, czuprynkę (niegdyś kruczoczarną), pociągłą, ascetyczną twarzyczkę. Ot taki intelektualny Jim Morrison dla postdoców - gdyby tylko żył zdrowo i dużo czytał. Wszystko mu się łączy ze wszystkim i potrafi o tym mówić. Ostatnie 30 lat spędził w studiach telewizyjnych. Specjalista od słów i modulowania głosu. Beau dyżurny tolkszołów z ambicjami.

Zazdrość ze mnie przebija. Tacy to umieją...
-
2010/02/18 17:46:22
Acha - tak wyglądał niegdyś:
www.tanvien.net/Nhat_Ky_5/52.html

Tak wygląda obecnie:

www.welt.de/kultur/literarischewelt/article732037/Warum_es_philosophisch_ist_wild_um_sich_zu_schlagen.html

-----
Nie chciałbym abyś sądził, że z niego szydzę. Po prostu medialny overkill Glucksmanna sprawił, że mówię z przekąsem.
A tak na marginesie: G. zrobił dużo dobrego, nie zabrakło go nigdzie, mówił o tym dużo a reporterzy robili zdjęcia. On jest profesjonalnym przeciwnikiem wszelakiego zła na tym padole. Zawsze po stronie słabszego. Feminista. Ekolog. Eseista. Dzieci wietnamskie ratował z Morza Chińskiego. W Afganistanie był - aby pokazać się u boku bojowników walczących z radzieckim imperializmem. W Czeczenii był. Wszędzie był.
Takich jak on już nie ma.
-
2010/02/18 18:00:59
Tak, o jego Czeczenii pamiętam. Pisał prawie tak jasno jak Kurczab-Redlich.
-
2010/02/18 19:25:21
Znaczy cosik chwyciło w dwa palce i wrzuciło gdzie wrzuciło, toto zaś chrząka a i figluje tak, że tęczą odbija ?