Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Słów tyle ile trzeba

Związki sztuki i rzeczywistości zależą nie tylko od społeczeństwa ale i od okresu. Rabindranath Tagore miał w niskim poważaniu któryś utwór muzykalny baroku, bo imitował śpiew skowronka. Może miało to dlań estetykę jelenia na rykowisku. Cały świat Islamu jest pełen wyrafinowanych wzorów geometrycznych, a odrzuca przedstawianie ludzkich twarzy. Ale w Europie nie zawsze słownictwo przypominające realną ludzką mowę było dopuszczalne w formach literackich. Zabawne, że młodopolskiej literaturze odbiła szajba i używała udziwacznionego języka o składni bizantyjskiej.

Te zjawiska są z pewnością badane w niejednej pracy doktorskiej, więc wystarczy tu tylko wspomnieć, że istnieją. I że bywają okresy „parcia na rzeczywistość”, gdy artyści starają się włączyć całe jej gotowe bloki do swoich tworów, nierzadko ograniczając do niezbędnego minimum własny dostrzegalny wkład. Muzyka konkretna, obrazy z collage, formy literackie lepiące teksty gazet i dokumentów.

Był człowiek, który zdołał skomponować całe dzieło ze zdań doskonale naśladujących wiadomości prasowe. Nie była to zaledwie gra słów, bo doniesienia o zgonach, skandalach, spięciach społecznych malowały wizerunek epoki tak nieprzychylny, że mógł zastąpić okrzyk oburzenia kogoś żądającego zmiany systemu. Wydaje się, że rozwijał styl pisząc dla swych kolegów memoranda i raporty gdy pracował w Ministerstwie Wojny w latach 1881-1894.

Félix Fénéon był zwolennikiem anarchizmu ale nie brał udziału w zamachach i gdy kiedyś został aresztowany, policja nie zdołała obwinić go za żadne działania. Choć typ francuskiej demokracji z końca XIX wieku nie przystaje do naszych pojęć o wolnościach osobistych, to jednak posiadanie poglądów nie było karalne.

Swoje miniaturki drukował w 1906 roku w gazecie Le Matin. Miały od 100 do 135 znaków graficznych. Wystarczały, by Guillaume Apollinaire orzekł, że już przed futurystami Fénéon „wyzwolił słowo”. Ale choć był krytykiem, wydawcą, przyjacielem wielu słynnych artystów, nie chciał być publikowany. Powiedział kiedyś, że jego aspiracją jest milczenie. Chyba ma to związek z jego wcześniejszą kpiną: „jestem jak te małpy, co milczą ze strachu, że Murzyni przymuszą je do pracy”.

Jego towarzyszka zachowała wycinki prasowe, stały się one podstawą książki Les Nouvelles en trois lignes wydanej w 1948 roku. Potem odszukano w prasie inne jego perełki i kolejne wydania rosły rozmiarami i wpływami. Jeden z krytyków nazwał je „skondensowaną Komedią ludzką”.

W 2007 pojawiło się w Stanach tłumaczenie Novels in Three Lines (Powieści w trzech liniach) i Félix Fénéon zaistniał w świecie.

Oto parę próbek.

W sporze politycznym dziennikarz, pan Bégouen i poseł, pan Bepmale, wyzwali się od „złodzieja” i „kłamcy”. Doszło do pojednania.

„Jeśli mój kandydat przegra, zabiję się”, oświadczył pan Bellavoine z Fresquienne w Seine-Inférieure. Zabił się.

Był to już dworzec w Vélizy, ale pociąg jeszcze się toczył. Niecierpliwa pani Gieger połamała nogi.

Bóg nie dba już o pijaków: Kersilie, z Saint-Germain, który wziął okno za drzwi, jest martwy.

Pomoc kuchenna z Nancy, Vital Frérotte, która właśnie wróciła z Lourdes uleczona z gruźlicy, zmarła w niedzielę przez pomyłkę.

Siedemdziesięcioletni żebrak Verniot, z Clichy, umarł z głodu. W swoim sienniku ukrywał 2000 franków. Ale nie należy uogólniać.

Między Vautour, Lenoir oraz Atanisem w kawiarni na Rue Fontaine doszło do wymiany paru kul w kwestii tyczącej ich żon, które nie były obecne.

Zbyt wiele osób ogłasza „obetnę ci uszy”. Vasson, z Issy, nie powiedział słowa Biluetowi, ale obciął krótko i gładko.

Odpalona przez jej pięcioletniego syna, raca świetlna wybuchła pod spódnicą pani Roger, z Clichy. Szkody były znaczne.

Córy Brestu sprzedawały iluzje, także pod postacią opium. U wielu policja znalazła pastę i fajki.

„Och, wykrzyknął przebiegły człek spożywający ostrygi, perła!” Siedzący obok biesiadnik kupił ją za 100 franków. Cena: półtora franka na bazarze w Maisons-Laffitte.

Lekarz przeprowadzający autopsję tajemniczo zmarłej panny Cuzin z Marsylii ogłosił wyniki: samobójstwo przez uduszenie.

„Macie, nie będę wam więcej przeszkadzał” powiedział pan Sormet z Vincennes swojej żonie i jej kochankowi i wypalił sobie w łeb.

Scheid, z Dunkierki, strzelił trzy razy do swojej żony. Ponieważ za każdym razem spudłował, wycelował w teściową. Strzał był udany.

W Oyonnax panna Cottet, 18, spaliła kwasem twarz pana Besnard, 25. Miłość, oczywiście.

wtorek, 02 lutego 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/02/02 06:06:51
O Lourdes smakowite. Wszystkie smakowite.


Miały od 100 do 135 znaków graficznych.

Twitter powienien się nazywać Fénéon, nie Twitter
-
2010/02/03 01:26:26
Cudne. Dziękuję.
P.S. Skąd go wytrzasnąłeś?
-
2010/02/03 02:16:47
Chodzę po księżycowej stronie ulicy i jakieś dziwne typy łapią mnie za łokieć...
-
Gość: Throgh, kyi66.internetdsl.tpnet.pl
2010/02/03 09:18:41
Mikador cieszył się widząc podążającego w jego kierunku swego przyjaciela Kajtka- do czasu aż przekonał sie, że Kajtek niesie w zębach jego ulubioną kość. Była to kość niezgody.
-
2010/02/03 12:57:08
@Throgh: nawet z daleka psinki błyszczą i pachną, a te zabiegi są czasochłonne. To kiedy one dbają o swój rozwój umysłowy i moralny?
-
Gość: Throgh, kyi66.internetdsl.tpnet.pl
2010/02/03 13:26:29
Mają wolne wtorki i piątki- uczęszczają na kursy wieczorowe :)
-
2010/02/03 20:10:46
fantastyczne, i mimo ciężaru, rozweselające. Upiorny chichocik to wprawdzie jest, ale zawsze :)