|
Blog > Komentarze do wpisu
Pasja
Dzi¶ mia³o byæ co¶ zupe³nie innego. Ale czas i ja chodzili¶my bez wspólnych wskazówek i rozle¼li¶my siê. Dlatego poka¿ê co¶, co mam gotowe w komputerze. Mo¿e to znasz, ale jest tak dobre, ¿e da siê przeczytaæ wiele razy. Recenzja filmu. Nie, nie ogl±da³em go, bywaj± filmy, do których nawet tak wy¶mienita recenzja mnie nie zachêci. A wiêc po¿yczka: Umberto Eco, Rak, esej ze stron 306-309. Orygina³ opublikowany w „L'Espresso” w kwietniu 2004 roku.
Rêce precz od mojego syna!
A wiêc tak, obawiaj±c siê serii pytañ i chc±c za³atwiæ sprawê
raz na zawsze, poszed³em obejrzeæ Pasjê Mela Gibsona.
I to z wyprzedzeniem, w obcym kraju (gdzie przynajmniej ogl±dania
filmu zakazano nieletnim), bo przecie¿ na ekranie i tak mówi± po
aramejsku, tote¿ mo¿na zrozumieæ najwy¿ej Rzymian, którzy
krzycz±: „I!”, ¿eby powiedzieæ „Spadaj!”
Muszê od razu wyznaæ, ¿e film, technicznie bardzo dobrze zrobiony,
nie jest (o czym w ostatnich tygodniach czêsto i bezmy¶lnie
dyskutowano) wyrazem antysemityzmu, czy te¿ chrze¶cijañskiego
fundamentalizmu, obsesyjnie ow³adniêtego mistyk± krwawego po¶wiêcenia.
To tylko zwyczajny splatter, film, który ma zrobiæ kasê,
proponuj±c widzom tak du¿o krwi i przemocy, ¿e Pulp Fiction
wydaje siê przy nim kreskówk± dla przedszkolaków.
Filmy rysunkowe w rodzaju Toma i Jerry'ego korzystaj±
z wzorca opowiastki, której bohaterowie zostaj± rozsmarowani
przez walec drogowy i przeniesieni na CD, wypadaj± z wie¿owca
i rozbijaj± siê na drobne kawa³ki, zostaj± zmia¿d¿eni przez drzwi.
Tyle ¿e tutaj p³ynie znacznie wiêcej krwi, ca³e hektolitry krwi,
któr± wyra¼nie dowioz³y na plan cysterny, nape³nione dziêki
staraniom wampirów z ca³ej Transylwanii.
To nie jest film religijny. Wizerunek Jezusa nie odbiega od
obrazu wyniesionego z nauk do Pierwszej Komunii i karmi siê
z góry przyjêtym za³o¿eniem, ¿e Chrystus by³ dobry. Jego stosunki
z Bogiem Ojcem s± histeryczne i ca³kowicie ¶wieckie, równie
dobrze mog³yby obrazowaæ stosunki Charliego Mansona z Szatanem,
ale tutaj nawet Szatan przemyka siê chy³kiem, przebrany za
ma³ego pedzia, a wobec tak wielkiego marnotrawienia czerwonych
krwinek w koñcu on równie¿ czuje siê nieswojo. Z drugiej strony
najmniej przekonuj±co wypada fina³owa scena zmartwychwstania,
tak¿e rodem raczej z tablic anatomii ni¿ z dzie³a Summa
theologica.
Ten film nie ma nic wspólnego z wysublimowan± pow¶ci±gliwo¶ci±
Ewangelii, pokazuje wszystko to, co Ewangelie przemilczaj±, ¿eby
pozwoliæ wiernym na bezg³o¶n± medytacjê nad najwiêkszym w historii
ludzko¶ci po¶wiêceniem, a tam, gdzie Ewangelie ograniczaj± siê do
powiedzenia, ¿e Jezus zosta³ poddany ch³o¶cie (po trzy s³owa
u Mateusza, u Marka i u Jana, ani s³owa na ten temat u £ukasza),
Gibson ka¿e go najpierw biczowaæ trzcinami, potem w ruch id± nabite
¿elaznymi kolcami rzemienie, wreszcie drewniane pa³ki, a¿ stan finalny
budzi u publiczno¶ci skojarzenia z maksymalnie zbitym miêsem, które
wygl±da jak niedosma¿ony hamburger.
Nienawi¶æ Gibsona do Nazareñczyka musi byæ niewyobra¿alna, kto wie,
jakie dawne urazy wy³adowuje on na coraz bardziej skrwawionym ciele
Jezusa, i ca³e szczê¶cie, ¿e filologia na to nie pozwala, inaczej nie
omieszka³by mu pod³±czyæ do j±der elektrod i na dok³adkê zaaplikowa³by
jeszcze lewatywê z ropy naftowej. W³a¶nie dziêki takim zabiegom powinno
siê w mniemaniu niektórych odczuwaæ zdrowy dreszcz w obliczu Ocalenia.
Mo¿e i tak.
Czy jest to film antysemicki? Je¿eli mia³ powstaæ splatter wed³ug
receptury westernu, role musia³y byæ jednoznaczne: dobry wystêpuje tu
przeciwko z³ym, a ¼li powinni byæ tak ¼li, ¿e bardziej ju¿ nie mo¿na.
Ale je¿eli w rolach z³ych charakterów obsadzono tutaj kap³anów ze ¶wi±tyni,
to jeszcze gorsi s± Rzymianie, typu Czarny Piotru¶, który z szyderczym
¶miechem przybija Myszkê Miki do krzes³a tortur.
Zapewne Gibson powinien by³ pomy¶leæ o tym, ¿e obsadzenie Rzymian w roli
z³ych (zreszt± podsun±³ nam to ju¿ Asterix) nie grozi podpaleniem Kapitelu,
podczas gdy w przypadku ¯ydów nale¿y zachowaæ wiêksz± ostro¿no¶æ. Ale od
kogo¶, kto zamierza nakrêciæ splatter, nie mo¿na oczekiwaæ zbyt wiele.
Ca³e szczê¶cie, ¿e zdjêty skrupu³ami, pokaza³ po trzech prawie dobrych
¯ydów i Rzymian, którym coraz to nasuwaj± siê w±tpliwo¶ci (patrz± na
publiczno¶æ, jakby chcieli zapytaæ: „Czy my czasem nie popadamy
w przesadê?”), ale nawet ich wahanie s³u¿y wy³±cznie spotêgowaniu
wra¿enia, ¿e wszystko w tym filmie jest niezno¶ne, je¿eli ju¿ wcze¶niej nie
dopad³y was md³o¶ci na widok tego, co wytryskuje spomiêdzy ¿eber.
Gibson w lot chwyta my¶l, ¿e Jezus musia³ cierpieæ, i podobnie jak Poe,
który uwa¿a³, ¿e najbardziej wzruszaj±c± i romantyczn± scen± jest ¶mieræ
piêknej kobiety, przeczuwa, ¿e najbardziej kasowy splatter powinien
przepu¶ciæ Syna Bo¿ego przez maszynkê do miêsa. ¦wietnie mu to wychodzi,
i muszê powiedzieæ, ¿e kiedy Jezus wreszcie kona i przestaje nas drêczyæ
(lub epatowaæ) swoj± mêk±, i kiedy zrywa siê huragan, a ziemia dr¿y
i rozrywa siê zas³ona ¦wi±tyni, ogarnia nas niejakie wzruszenie, poniewa¿
w tym momencie, choæby nawet w formie meteorologicznej, odczuwamy podmuch
owej transcendencji, której filmowi tak nieszczê¶liwie brakuje.
Tak, i w³a¶nie wtedy daje siê s³yszeæ g³os Boga Ojca. Ale zdroworozs±dkowy
widz (a równie¿, mam nadziejê, i wierny) zrozumie, ¿e Bóg Ojciec w³a¶nie
w¶ciek³ siê na Mela Gibsona.
Glosa
Ten mój Zapisek na pude³ku od zapa³ek wywo³a³ na internetowej
stronie tygodnika „L'Espresso” o¿ywion± dyskusjê. Jak by³o
do przewidzenia, jedni byli za, drudzy przeciw. Ale w¶ród licznej rzeszy
tych, którzy byli przeciw (pominê takich, którzy wrêcz oskar¿yli mnie o to,
¿e sta³em siê longa manus ¿ydowskiego lobby), wiêkszo¶æ by³a zdania,
¿e ironizujê na temat Mêki Chrystusa (tej historycznej), a nie na temat
Pasji Gibsona.
To znaczy, ¿e nie potrafili dojrzeæ ró¿nicy miêdzy Chrystusem z filmu
a Chrystusem z Ewangelii. Oni nie patrzyli na aktora, który wcieli³ siê
w postaæ Jezusa, oni ujrzeli Jezusa z krwi i ko¶ci.
Uto¿samiæ wyobra¿enie z Rzecz± Sam± – to jedna ze wspó³czesnych
form ba³wochwalstwa.
W ka¿dym razie winien jestem wdziêczno¶æ czytelnikowi, który napisa³:
„Drogi Umberto, nigdy Ci nie wybaczê, ¿e opowiedzia³e¶ mi
zakoñczenie filmu”.
wtorek, 09 lutego 2010, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Go¶æ: Jurgi, d27-195.icpnet.pl
2010/02/09 09:41:46
Zakoñczenie filmu, jak zakoñczenie filmu, ale zakoñczenie felietonu wydar³o z p³uc moich ca³e powietrze. ¦miechem. Dawno ju¿ nie czytywa³em Eco i prawie zapomnia³em, jak perfekcyjnie w³ada piórem, dziêkujê za przypomnienie.
2010/02/09 12:42:43
Nie ogl±da³am filmu. Ale dziêki za recenzjê Eco. Po wszystkich protest-songach wiem o co chodzi. By³am niedoinformowana a jednocze¶nie przeinformowana.Teraz ju¿ wiem.
2010/02/09 15:00:05
Filmu nie by³am ciekawa skutkiem recenzji jakie siê na jego temat ukaza³y, choæ ¿adna nie przypomna³a niniejszej. Nadal filmu ogl±daæ nie chcê, za to tê recenzjê chêtnie bêdê polecaæ.
Pozdrowienia Gospodarzowi i Go¶ciom :) 2010/02/09 22:06:02
Chcia³bym spotkaæ osobê, która widzia³a ten film i wyra¿a siê o nim w terminach "podoba³ mi siê" lub "to dobry film" - oczywi¶cie natychmiast bym prosi³ o wyja¶nienie o co chodzi. A poniewa¿ takie spotkanie jest ma³o prawdopodobne, kojarzê sobie fenomen sukcesu kasowego z filmami, gdzie przez piêæ minut widaæ szczê¶liw± rodzinê, potem pojawiaj± siê zdecydowanie z³e typy, z wygl±du Meksykanie i bior± siê do gwa³cenia. A ¶miej± siê przy tym ohydnie i przez pó³ godziny gwa³c± wszystkie panie. Ale gdy w koñcu gwa³c± jeszcze ulubion± psicê collie, kto¶ uwalnia siê z pêt i strzela bandytom w ³eb i ca³a sala szczê¶liwa bije brawo i w zasadzie jest happy end.
Bo ludzie lubi± jak dobro zwyciê¿a. 2010/02/09 22:11:25
Swietna recenzja ;)
Filmu nie mialam nigdy ochoty obejrzec, ale teraz wiem napewno, ze nikt mnie do tego nawet wolami nie zaciagnie. Nigdy tez nie ogladalam kretynskich kreskowek o ktorych wspomina Eco, czemu juz po przyjezdzie do USA dziwiono sie okrutnie - zaden Amerykanin nie byl w stanie zrozumiec mojego wstretu do produkcji disneyowskich... 2010/02/09 23:33:31
Andsolu, rozumiem, ze tlumaczyles bezposrednio z wloskiego, bo o plagiat cudzego tlumaczenia Cie nie podejrzewam. Zastanawia mnie jak byly wyrazone w orgyinale "histeryczne stosunki z bogiem". We wloskim moze byc to idiom, ktory w polskim ma inny odpowiednik?
2010/02/10 00:11:14
Oj, dobrze, ¿e¶ zahaczy³ o to, bo kopn±³em siê z tytu³em tomu. Nie Rak a Rakiem - a pe³en tytu³ ma rozwiniêcie: Gor±ca wojna i populizm mediów. Tytu³ orygina³u A passo di gambero. Guerre calde e populismo mediatico rozumiem, ale nie wiem czy nadejd± dni gdy bêdê t³umaczy³ z w³oskiego.
Ten typ przekroczenia nie nazywa siê plagiat a skan. Strony poda³em poprawnie. Tekst te¿. T³umaczy jest trójka; czê¶æ, w której ta recenzja le¿y t³umaczy³a Anna Wasilewska. W t³umaczeniu s± stosunki z Bogiem, nie z bogiem, i chêtnie obstawiê obie karty: mo¿e to w istocie jaki¶ w³oski idiom, a mo¿e sensowny polski tekst, no bo jak pamiêtasz Jezus ma jakie¶ pretensje do ojca, ¿e bêd± go maltratowaæ, a przecie¿ umówili siê, ¿e syn ma umrzeæ. Mo¿e o te narzekanie autorowi chodzi? 2010/02/10 05:31:54
Na wstêpie zaznaczam, ¿e nie ogl±da³em filmu Gibsona. Nie z powodu recenzji Eco, któr± przeczyta³em teraz po raz pierwszy. Inne recenzje, nawet "spoilers", czyta³em - mia³y one wp³yw o tyle, ¿e zapowiada³y horror. Horroru, jako gatunku filmowego - zw³aszcza explicite - nie znoszê. Unikam, jak mogê.
W Glosie do Recenzji jest pewien szkopu³. Dotyczy on logiki, i rzuca pewne ¶wiat³o (czy cieñ raczej) na b³yskotliwo¶æ Eco. Eco podaje przes³ankê "wiêkszo¶æ by³a zdania, ¿e "ironizujê na temat Mêki Chrystusa (tej historycznej), a nie na temat Pasji Gibsona. " Wiadomo, ¿e ba³wochwalstwo - to czczenie symboli, a nie Rzeczy Samej. Przyjmijmy to jako aksjomat - definicjê ba³wochwalcy. Nadajmy mu formê implikacji, pos³uguj±c siê symbolem |= , jako ¿e nie wiem, jak niniejszy HTML edytor zniesie bardziej popularny symbol ⇒. Kto dobrze traktuje ba³wana, ten dobrze traktuje Bóstwo. Zapiszmy symbolicznie: b |= B (dla uproszczenia: ba³wan=filmowy opis mêki, Bóstwo = Prawdziwa Mêka) Przes³anka mówi dos³ownie: "Eco ¼le traktuje ba³wana, wiêc ¼le traktuje Bóstwo". Jest to zabieg stylistyczny, wiêc jêzykowy. Eco sugeruje, ¿e chodzi tu o rozumowanie "a maiore ad minus", wiêc nie chodzi akurat o Eco, ale ka¿dego na jego miejscu. Gdyby nie zrobiæ tej poprawki, wtedy, z tego co mówi Eco, nijak nie mo¿na by wnioskowaæ o tym, co mówi± inni ludzie. Wiêc pójd¼my mu na rêkê, i wzmocnijmy przes³ankê. Zatem, po tym wzmocnieniu, przes³anka mówi: "kto ¼le traktuje ba³wana, ten ¼le traktuje bóstwo." Zapiszmy w symbolach, gdzie "~" - falka/tilde - oznacza zaprzeczenie: ~b |= ~B Z tej przes³anki Eco wyciaga wniosek, ¿e ci, co dostarczyli tej przes³anki - to ba³wochwalcy. Inaczej, Eco twierdzi, ¿e nastêpuj±ca implikacja jest prawdziwa: (~b |= ~B) |= (b |= B) A jest? Pytanie jest retoryczne: implikacja, czyli rozumowanie Eco, jest fa³szywe (nawet wzmocniwszy przes³ankê). 2010/02/10 13:05:46
tichy, pominê w tej chwili Twoj± analizê (tak subteln±, ¿e bêdê musia³ dobrze nad ni± przysi±¶æ, by mieæ pewno¶æ, ¿e j± rozumiem) a wezmê pod uwagê zdanie autora:
To znaczy, ¿e nie potrafili dojrzeæ ró¿nicy miêdzy Chrystusem z filmu a Chrystusem z Ewangelii. Oni nie patrzyli na aktora, który wcieli³ siê w postaæ Jezusa, oni ujrzeli Jezusa z krwi i ko¶ci. Wydaje mi siê zupe³nie zrozumia³e co on pisze: kto uto¿sami³ Ewangeliê z filmem a postaæ znan± z Ewangelii z rol± tytu³ow± filmu, uzna³, ¿e kpienie z narracji filmowej jest kpin± z historii biblijnej. I do pojêcia jego glosy nie musia³em przyjmowaæ niewys³owionej przez niego definicji ba³wochwalcy. Czy Twoja analiza pomaga zrozumieæ intencje jego uwagi? 2010/02/10 18:00:18
Analiza nie jest subtelna. Polega na uproszczeniu. Uproszczenie jest pierwszym krokiem.
Subtelno¶ci zaczn± siê wtedy, gdy wyjdziesz poza logiczn± dychotomiê, dorzucaj±c juz continuum etyczne i emocjonalne. Na przyk³ad, Eco wnioskuje nie z implikacji, tylko z reakcji emocjonalnej na immlikacjê, i tez - nie wnioskuje, tylko podk³ada znaczenia. Lecz, gdy na poziomie logicznym rozumowania s± bezb³êdne, po rozszerzeniu mog± (ale nei musza przestaæ) byæ takie. Ale, ale! Gdy wpadka na pierwszym poziomie, to ju¿ siê nie da poprawiæ, za to ³atwo pogorszyæ. Jakie s± intencje uwagi Eco, mogê tylko spekulowaæ. Tez, czy braæ pod uwagê jego ¿yciorys, czy tylko "czyst± my¶l". Nie jest to dylemat ma³y. Oczywi¶cie, mam swoj± hipotezê, i te¿ nie w zwi±zku z Eco, raczej na zasadzie "been there and done that". Ale masz ju¿ w notkach do przodu... wiêc ta zapada siê ju¿ w archiwa. 2010/02/10 19:41:25
@tichy: Ale masz ju¿ w notkach do przodu... Delikatna dezaprobata rytmu nowinek :) Wiesz, jest parê osób, o których wiem, ¿e mogê im w ten sposób sprawiæ trochê przyjemno¶ci, nie tre¶ci±, ale tym, ¿e oni wiedz±, ¿e to dla nich... te¿ nieco delikatne.
Ale nie ma ¿adnej zapa¶ci w archiwa, tym bardziej, ¿e nie za bardzo Ciê rozumiem. To nawet pasuje do tematu, bo przy czytaniu Eco (Misreadings, Il secondo diario minimo) czêsto czego¶ nie rozumiem. S± dwa typy nierozumieñ, pochodz±ce od ludzi jednego typu i od ludzi drugiego typu. Od pierwszego olewam i nie martwiê siê. Od drugiego nie olewam i martwiê siê. Jeste¶ z drugiego typu, czyli tego, który mo¿e mnie wpêdziæ w kompleksy. I dlatego oczekujê (if it were possible) na jakie¶ u³atwiaj±ce wyja¶nienia. Pamiêtasz, ¿e jestem z pó³-bia³oruskiej wsi i tam mówiono niewyrafinowanym jêzykiem? 2010/02/12 05:42:53
No, wiêcej ju¿ ni¿ dwa wpisy jeste¶ do przodu. Przy tym masz ciekawsze komentarze, tak¿e ciekawiej odpowiadasz.
Wiêc, mówiê "pas". 2010/02/13 01:56:47
"pas" - jak w bryd¿u; nastêpne rozdanie, proszê.
A, by³y... tylko przespa³em. |
|