|
Blog > Komentarze do wpisu
Okresy niepamięci, chwile pamięci
Baldur von Schirach, przewodniczący Hitlerjugend, gauleiter Wiednia, miał
opóźnione ale widocznie szczere przebudzenie: „Całe nieszczęście wzięło
się z polityki rasowej”.
Julius Streicher, jako wydawca Der Stürmer rozniecający żydożerstwo
nazistowskich Niemiec, gauleiter Frankonii, wykazał swą obsesję nawet w
stosunku do procesu. „Ten proces to triumf Światowego Żydowstwa!”
Reakcje oskarżonych gdy G.Gilbert przedstawiał im do podpisania
akt oskarżenia, ze str.12 jego Nuremberg Diary, wydanie Signet Book
z 1961 r.
Komentarz telemacha cytujący kardynała Stefana Wyszyńskiego z lat 30-tych zeszłego wieku to mocny cios w splot słoneczny. Tego się nie zapomni.
Jeśli się nie zapomni, jak to się stało, że zapomniano? I znikło ze świadomości do tego stopnia, że gdy wyrzucano „im. B.Bieruta” z nazwy jednego uniwersytetu można było wstawić imię apologety Hitlera do nazwy innego?
Znam z lektur artykułów psychologów niecodzienne słowa wyjaśniające – a raczej opisujące – technicznie to zjawisko. Ale nie rozumiem. Całe społeczeństwo?
Na ogół nie przyjmuję teorii konspiracyjnych, ze względu na brzytwę Ockhama. Dużo prościej takie zjawisko tłumaczyć powszechną bezmyślnością niż powszechnym spiskiem. Ale to równie przerażające jak konspiracja.
Radujmy się. Nie jesteśmy jedyną nacją specjalizującą się w nazywaniu gówna babką z czekolady. Całkiem niedawno pewna autorka wyprowadziła Niemców z podobnego stanu przedłużonej amnezji.
Rzecz w Instytucie o nazwie... ale najpierw powtórzę tę wypowiedź z roku 1936:
W chrześcijańskim życiu serce zawsze musi być otwarte dla Żyda... Jako
chrześcijanin mogę, muszę i powinienem zawsze mieć lub znaleźć most w moim
sercu do Żyda. Ale jako chrześcijanin muszę także iść za prawami mego Ludu
(Volk)... Nawet jeśli wiem, że „Nie zabijaj” jest Boskim
przykazaniem, lub że „będziesz miłował Żyda”, bo on też jest synem
wieczystego Ojca, zdołam mieć jednocześnie wiedzę, że muszę go zabić, muszę
go zastrzelić. I mogę to uczynić jedynie jeśli wolno mi powiedzieć:
Chrystus.
To Siegfried Leffler, spiritus movens założonego trzy lata później Institut zur Erforschung und Beseitigung des judischen Einflussen auf das deutsche kirchliche Leben (Instytut badania i usuwania żydowskich wpływów z niemieckiego życia kościelnego). To nie był izolowany klub, Instytut zrzeszał wśród protestantów około 600 tysięcy osób, wśród nich teologów, biskupów, kościelnych wychowawców i działaczy. Jak to możliwe, że tak znacząca instytucja znikła ze społecznej świadomości aż do 2008 roku, gdy przypomniała ją światu Susannah Heschel w dziele The Aryan Jesus: Christian Theologians and the Bible in Nazi Germany (Aryjski Jezus: chrześciańscy teolodzy i Biblia w nazistowskich Niemczech)?
Jako graficzny przerywnik, zdjęcie ołtarza ze str.12 jej książki:
Chyba jasne o co szło. Nie taka znowu nowinka. To nie przypadek, że jest tyle historycznych portretów Jezusa - blondyna. Przez całą historię chrześcijaństwo wahało się czy nienawidzić Żydów za ich rasę i nawet nie dopuszczać do chrztu, czy też nieufnie i udaremniając recydywę wiary w złą religię przyjmować na łono Kościoła. A to tak proste i genialne rozwiązanie: odżydzić Nowy Testament. Jakieś inne plemię, walczące z Żydami od zawsze, zrodziło Jezusa. Kwestia Taty wymagała dodatkowych studiów i pomysłów, ale ważne było zdecydowane oderwanie się od niemiłego ludu. Jakże to ułatwiało zwalczanie niebezpieczeństwa Weltherrschaft des Judentums...
Teolog i organizator ruchu, Walter Grundmann, zabiegał o poparcie czołówki nazistowskiej w tym (powiedzmy) zbożnym celu, ale mógł dziękować Panu, że owa grupa miała inne projekty na religię, Bogów i idoli. Odrzucili go i cały ten pomysł, więc gdy weszli do kraju Rosjanie i Amerykanie, lud z Instytutu mógł przedstawić się jako ofiary hitleryzmu. I zostali cenionymi biblistami. Teolog Paula Fredriksen, wybitna specjalistka od powiązań Starego i Nowego Testamentu, autorka artykułu o książce Heschel, opowiada, że uczyli jej ci ludzie... Wystawiali sobie wzajemnie opinie o dzielnym ruchu antyhitlerowskiego oporu kościelnego i dobrze sobie radzili. Sam Walter Grundmann do emerytury w 1975 w NRD był członkiem jakiejś Rady Kościelnej – a przy okazji i współpracownikiem Stasi.
Potrwało to nieco, ale sława Instytutu wypłynęła na powierzchnię. Czasami trzeba troszkę poczekać.
A czemu zacząłem od zdań z książki więziennego psychologa dającego
świadectwo o procesie z Norymbergi? Aby przypomnieć, że czasami do procesów dochodzi.
Tak nawiasem, gdyby na UKSW ogłoszono nabór do Katedry Odżydzania Nowego Testamentu, czy brakowałoby kandydatów? piątek, 12 lutego 2010, andsol-br
TrackBack
Komentarze
szukajmysie
2010/02/12 13:28:32
Tak, społeczeństwo zapomina, łatwo zapomina, wypiera... ach... To trochę jak z idolami... że zaliczał panienki po hotelach, lał w siebie wódę i odgryzał głowy kurczakom? Muzę dobrą robił, przede wszystkim i klimat na koncertach. Z Wyszyńskim, myślę, jest tak samo... Nawet jeśli społeczeństwu wytknie się, podstawi pod oczy te wszystkie wypowiedzi, społeczeństwo odkrzyknie: "Nie za to go przecież cenimy". Tylko... ja jakoś nie mogę wpaść na to, za co go cenić. I jemu podobnych.
2010/02/12 14:21:26
Och, ten Grundmann to był bardzo interesujący i pomysłowy duchowny. Utworzył komisję (na czele której stanął) której celem było "odżydzenie" biblii. Biblia miała być napisana na nowo - tym razem bez jakichś tam Żydów w środku. Miała to być biblia słuszna. Postulował też objęcie zakazem dotchczasowych czterech Ewangelii (jako wytworu czterech rabinów: Jana, Mateusza, Łukasza i Marka) i zastąpienie ich (co wymyślił Rosenberg) piątą, narodowo-socjalistycznie słuszną i pozbawioną żydostwa. Prace rozpoczęto...
A w NRD zrobił naprawdę dużą karierę jako teolog, wychowawca i nauczyciel. 2010/02/12 14:38:27
Będzie wkoło tak samo, póki nie zacznie się szeroko mówić o używaniu pogardy w celu dowartościowania własnej dumy żywiącej się zawiścią i mściwością. Póki powszechnie sobie tego uświadamiać nie będziemy póty "nie ma zmiłuj", co najwyżej adresaci tego potwora się zmieniają. Możliwość złapania się na gorącym uczynku to jedyna skuteczna odtrutka. Ktoś mnie poprze? Uprzejmie proszę :)
2010/02/12 16:45:51
Ja jeszcze nie mogę wyjść ze stuporu spowodowanego cytatami z Wyszyńskiego. A jak wyjdę, to uprzejmie poproszę o pozwolenie na wzięcie ich w zęby (brr!!!) i zaniesienie na mój blog. O czymś takim jak najwięcej osób powinno się dowiedzieć.
2010/02/12 17:03:19
Bobiku, Bobiku, choć jesteś mądrym i dorosłym psem, to taka kość nawet brytanowi w gardle stanąć może i nie wiem jaki tu byłby ratunek. Chyba nie ma. No ale sam wiesz co dla Ciebie lepsze, choć podejrzewam, ze coś tak śmierdzącego nigdy nie leżało blisko Twojej budy.
Nerwów mnie to nie kosztowało, bo po tym jak Kołakowski ujrzał Bronie Masowej Zagłady w Iraku postanowiłem nigdy więcej się nie wściekać, ale te cytaty od telemacha trochę mnie kosztowały (35 zł + 50 za przesyłkę), już leci do mnie książka Ronalda Modrasa Kościół katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933-1939. Nie dam się więcej zaskoczyć takim historiom, wolę wiedzieć od teologów. Szczęście, że ten Modras to nie krewny Grassa, bo co by z niego zrobiono... A tak, to po prostu przemilczano. 2010/02/12 18:14:03
Krewny Grassa czy Grossa?
Tak dla porządku muszę zaznaczyć, że nie jestem dorosłym psem, tylko wiecznym szczeniakiem, psim Piotrusiem Panem, który postanowił nigdy nie dorastać. Ale nie ma to oczywiście nic wspólnego z Wyszyńskim. W mojej budzie leżą czasem rzeczy przedziwne, bo towarzystwo pod psem stara się urozmaicać mój żywot różnymi linkami, nie zawsze ładnie pachnącymi. Ale jakoś to dobrze robi mej psiej duszy, kiedy uzyskam trochę pisemnych dowodów na to, że nie tylko mnie te linki pośmierdują. 2010/02/12 20:36:13
Grossa, jasne. Jeden był tylko nasz główny oszczerca. Ale padł na Przedmurzu.
2010/02/13 04:56:19
Zamówienie książki Ronalda Modrasa - bardzo mądre. Doczekamy się omówienia?
W międzyczasie, sięgnąłem po recenzję www.ess.uwe.ac.uk/genocide/reviewsh14.htm. Recenzję napisał Neal Pease, historyk z University of Wisconsin-Milwaukee (bardzo porządna uczelnia), jego stronę departamentalną łatwo znależć. Specjalista od spraw polskich, przedwojennych. Pytanie oboczne - dlaczego nigdy przedtem o nim nie słyszałem? Tu wtrącę swoje przemyślenia; siłą rzeczy, w skrócie. Sa dwa antysemityzmy, rozdzielone cezurą roku... powiedzmy 1942 - Die Endlösung. Utożsamianie ich jest nadużyciem, choć ten wcześniejszy jest wstrętny, choć do zrozumienia - ten późniejszy jest ohydny i nie do wybaczenia. (żeby tu mi nikt nie wyrywał słów z kontekstu - rozumieć nie znaczy wybaczać) Mają inną wagę. Nie wolno jednego używać do oskarżania o drugi. Wydaje się - z recenzji, że książka Modrasa jest o tym. Ale nie całkiem. Recenzent pisze: "As for the ultimate, excruciating question--what did this have to do with the Holocaust?--the author rightly states that "Christian antisemitism" bore no direct tie to the neopagan Nazi racism that reached fulfillment in the Shoah. " Lecz kontynuuje: "But he adds his verdict that it acted as a tragic precursor, a conditio sine qua non. " Rozważmy przez chwilę sens tych dwóch zdań. W pierwszym - iz ów chrześcijański antysemityzm nie miał żadnego bezpośredniego związku z neopogańskimi nazistowskim rasizmem, którego kulminacją był Holocaust. W drugim - że był warunkiem koniecznym. Innymi słowy - bez tej postawy chrześcijan, katolików w szczególności, w szczególności polskich katolików - nie byłoby Holocaustu? Abstrahując od oburzenia, te dwa zdania są sprzeczne. To jest jedno możliwe spojrzenie na cytaty z Wyszyńskiego. Drugie - wyraziłem to w komentarzu pod poprzednią notką andsola - te cytaty zostały zebrane w pakiet, i ten pakiet cyrkuluje po sieci, kopiowany od jednego do drugiego. Możliwe, że ktoś je wyciął - i zgrabnie przyciął - z książki Modrasa. Wątpię, by ktoś udał się osobiście do Włocławka, i z archiwum tamtejszego "Ateneum Kapłańskiego" ręcznie powypisywał (Modras mógł był). Z jednej "prawdy" robi się półprawdę (co najwyżej)... Kardynał Wyszyński, w latach 30-tych, wraz z całym KK (i sporą populacją europejską - nie tylko polską) był antyżydowski - dziś to się określa antysemityzmem. Z tego utożsamienia - wtedy i dziś (po roku 1942) bierze się pakiet. Pytanie - po co? Jego celem jest porażenie "prawdą" - w istocie nawet nie "półprawdą", nawet nie "ćwierćprawdą". KK przebył daleką drogę od tych lat 30-tych. Powiedzieć, a choć zasugerować, że nic się nie zmieniło - to manipulacja. Nie zapominajmy o tym, zanim zaczniemy pakietami rozwalać swój system wartości. 2010/02/13 07:56:54
Tichy, ja mam bardzo poważny problem ze zdaniem:
"KK przebył daleką drogę od tych lat 30-tych. Powiedzieć, a choć zasugerować, że nic się nie zmieniło - to manipulacja." Sugestia, że się nic nie zmieniło - byłaby istotnie manipulacją. Szkopuł w tym, że ja czegoś takiego nie sugeruję. Stwierdzam natomiast, że zmieniło się zbyt mało. Zastraszająco mało. Gdy przyglądam się (subiektywnie wybranym) stacjom tej drogi - opadają mnie poważne wątpliwości. 1946 rok i jakże niechlubna rola kard. Hlonda w osłanianiu i usprawiedliwianiu tych hierarchów, którzy swą obojętnością umożliwili pogrom kielecki. 1949 rok i wybór Stefana Wyszyńskiego na prymasa (przecież jego nastawienie w latach 30tych było reszcie purpuratów doskonale znane). Brak jakiegokolwiek stanowiska episkopatu w czasie nagonki 1968/69. Tichy - obskurancki, zaściankowy nurt w polskim kościele (niestety) nadal istnieje, ma się dobrze i jest ewenementem na światowa skale. Nie w całym - ale w jego przygnębiająco dużej części zdecydowanej kontynuować to czego wyrazicielami byli Hlond, Wyszyński, Kolbe i "Rycerz Niepokalanej". W ten nurt wpisuje się Nowy Dziennik i think tank zgromadzony wokół RM. Długoletnia bezkarność wypełnionych nienawiścią tyrad prałata Jankowskiego. Wypowiedzi Pieronka i Głodzia usiłujące z jednej strony zaklinać rzeczywistość, a z drugiej dyskretnie przerzucić część winy ze sprawców na ofiary i ich domniemanych spadkobierców. I proszę, nie mów mi, że są to nieistotne marginalia. Przed dwoma laty byłem w wiejskim kościółku w zachodniej Polsce światkiem kazania, w którym miejscowy proboszcz zręcznie przerzucił most od zamordowania Pana Naszego do obrażających osobiście Najśw. Panienkę żydowskich wymysłów z Hollywoodu i TVNu. Wierz mi - ja tych "brudnych żydowskich szponów" sięgających po niewinne katolickie duszyczki naszej dziatwy długo nie zapomnę. W kontekście takich okoliczności przypominanie wypowiedzi księdza Prymasa (poczynionych w czasie gdy działa się noc kryształowa a w Zbąszynku tysiące wysiedlonych przez Rzeszę polskich Żydów koczowały pod gołym niebem) wydaje się być niemiłym obowiązkiem. Może uchroni nas od hańby beatyfikacji zagorzałego antysemity. Przepraszam, nie antysemity. Nacjonalisty z nastawieniem antyżydowskim. Sugestia, że polski KK anno 2010 to wyłącznie arcyb. Zydziński, Tygodnik powszechny i klerycy wychowywani na pismach i w duchu ks. Tischnera - to dopiero manipulacja. 2010/02/13 16:31:20
Ciągle trafiają mi się wpadki - tu zapomniałem, że mówimy innymi językami. Pryzmat mojego spojrzenia zdążył się był w ciągu ćwierćwiecza zmienić.
Gdy ja mówię "KK", myślę najpierw - całość wiernych... i także niewiernych (tzw. zagubionych owieczek), dopiero potem elity i książęta; gdy Ty mówisz "KK"- myślisz: hierachowie i elity, a dopiero potem lud, zwłaszcza ta jego część, która "wpisuje się w nurt" patologii. W powyższym zdaniu tkwi zamierzona przesada dla podkreślenia różnicy - nie traktuj go więc dosłownie, co do litery. Wciąż się upieram, że jest wiele rodzajów antysemityzmu (wiecej niż dwa). Jest wśród nich ten "prawdziwy" - druzgoczący i ohydny, dyszący nienawiścią i ocierający się o zbrodnię. Powiedz więc, czy wystąpienia polskich hierarchów, w których głupota walczy o lepsze z arogancją - tu nie ma kontestowania, zaliczysz do powyższego? Nic, użyjesz jednego słowa, a kto ma czas na dysklajmery? Z jednego skrótu robi się następny, podparty kolejnym i znów, i znów. Zechciałbyś rozwinąć następujący skrót? "tych hierarchów, którzy swą obojętnością umożliwili pogrom kielecki. Pytanie jest retoryczne (nawet Gross by takiego skrótu nie uzył). "Wpisywanie w nurt" i wypracowywanie "kontekstu" - to figury stylistyczne wielce subiektywne i zbyt podatne na nadmierne uogólnienia. PS. Do recenzji pewnie żeś nie zajrzał, bo inaczej byś mnie ochrzanił za włączenie kropki. Podaję link jeszcze raz, tym razem bez kropki: www.ess.uwe.ac.uk/genocide/reviewsh14.htm Różnica spojrzeń przejawia się nie tylko między nami. Na przykład, w recenzji historyk nie zgadza się z teologiem co do wpływu hałaśliwych diatryb antyżydowskich, choćby masowo publikowanych przez ND i RN, na elity intelektualne. 2010/02/13 18:55:44
@5-grid: jestem skłonny zgodzić się z tym, że przedwojenny retoryczny antysemityzm Wyszyńskiego i antysemityzm Juliusa Streichera to jednak dwa różne rodzaje antysemityzmu. Możliwa była (i zapewne jest) cała gama odcieni. Wyszyński wyciągnął (co wnioskuje z jego postawy) po 1945 wnioski. I nie powrócił już nigdy (w nowej funkcji) do tego co głosił przed 1939 rokiem.
Tyle że, jak się zastanowimy, najgorszy w antysemityzmie (podobnie jak w każdej innej postaci rasizmu) jest irracjonalny element przyzwolenia na zło, zło które przez innych będzie czynione w naszym imieniu. A ci inni to już tylko często obojętni technokraci. Populiści. Psychopaci. Ci inni nie muszą być antysemitami, Rudolf Hoess zeznał na procesie - że "w zasadzie" nigdy nie miał nic przeciwko Żydom. Nawet nie darzył ich antypatią. On po prostu starał się wypełniać patriotyczny obowiązek, w myśl zasad wpojonych mu przez społeczeństwo które go wychowało. Hoessów bać się nie trzeba. Nie trzeba bać się podpalacza. O wiele niebezpieczniejszy (moim zdaniem) jest dobrotliwy pan, który mu kiedyś, w dobrej wierze, sprezentował zapałki. Po 1945 roku nikt nie może twierdzić, że nie wie do czego kultywowanie niechęci rasowej może doprowadzić. Dlatego mam nadal problem z Jankowskim, Rydzykiem, Pieronkiem i Głodziem. Ale największy problem mam z mieszkańcami wsi, z którymi wysłuchałem wspomnianego już powyżej kazania. Gdy zapytałem ich, czy zgadzają się z głoszonymi z ambony objawieniami, roześmieli się tylko, machnęli ręką i powiedzieli: zdążyliśmy się przyzwyczaić. On tak zawsze... Nad rozróżnieniem KK vs. KK zastanowię się. Może mieć istotnie konsekwencje. P.S. Kropka w linku była ewidentna. Wystarczyło ją wymazać. 2010/02/13 18:59:29
czy tak wyglądają krwiożerczy antysemici:
en.auschwitz.org.pl/m/images/stories/newsy_stare/img_pictures/20080528_1049344471_ff_1.jpg Cóż, ludzie jak my wszyscy. 2010/02/13 19:49:46
@ telemach - części naszych porządnych przedwojennych antysemitów nawet o rasizm oskarżyć nie można, skoro wierzyli w możliwość transmutacji Żyda. Sam cytowałeś: "przeobrażenie może się dokonać tylko na drodze religijnej - przez szczere, bezinteresowne przyjęcie chrześcijaństwa". I to jest ten ludzki rys naszego antysemityzmu. Przypominający zresztą wielkoduszność komunistów, do których też zawsze można było dołączyć, po równie szczerym i bezinteresownym przeobrażeniu.
2010/02/13 20:25:50
Kwik - racja. Istotna różnica. Ale jak sobie przypomnę los marranos w Hiszpanii po 1492 roku, to nie wiem ile wiary można dawać takim deklaracjom. Tam też pozwolili się przechrzcić - tylko po to żeby mieć materiał dla Inkwizycji na następne 200 lat. Tak, że nie wiem. Deklaratywne to jakieś. Obiecają - a potem i tak wypomną.
2010/02/13 20:44:06
Lekko wściekła polemika z książką Alicji Całej odnaleziona w ND z 10.2. 2007 rzuca bardzo interesujące światło na to czy przed II wojną był, czy też nie było w II RP antysemityzmu.
www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20070210&typ=my&id=my17.txt Warto poczytać pomiędzy linijkami. Perły. 2010/02/13 22:13:29
Tiaaa... Samo już nazwisko: Jerzy Robert Nowak, autora polemiki, jest gwarancją jakości artykułu. To jakby Andriej Januarjewicz Wyszyński gwarantujący rzeczowe i kulturalne rozważenie rzeczowych dowodów.
2010/02/13 23:34:10
Jest to zwykły stek demagogicznych bredni. Istotne (i ciekawe) jest co przeziera pomiędzy linijkami. W polemicznym ferworze (i chęci aby za wszelką cenę wytknąć autorce manipulację lub choćby małą nieścisłość) Nowak podaje fakty które mają dopuszczać inną interpretację. Te jednak są równie szkaradne i przerażające jak to co ona opisuje.
Np. gdy rozprawia się ze zdaniem że "policja nie interweniowała i przyglądała się obojętnie antysemickim ekscesom, Nowak znajduje gdzieś wypowiedź, że i owszem niejednokrotnie interweniowała i to przy pobiciach, szykanach, napadach na sklepy itd. I obwieszcza tę nowinę triumfalnie. Zapominając , że daje świadectwo pobiciom, szykanom, dyskryminacji, napadom ... Czyli temu wszystkiemu, co wg. niego nigdy się nie zdażyło i jest wymysłem syjonistycznej propagandy. I tak punkt po punkcie. Ciekawy materiał. 2010/02/13 23:48:49
Możesz mi proszę skorygować to "zdarzenie" ortograficzne? Chyba powinienem już pójść spać...
2010/02/14 00:08:47
Ten artykuł Alicji Całej wydaje mi się zrównoważony i rzetelny; pisze w tym stylu:
Gdy w latach 1936-38 przez Polskę przeszła fala ponad 100 pogromów, Episkopat wprawdzie ich nie pochwalał, ale wielu duchownych usprawiedliwiało przemoc wobec Żydów. A gdy cytuje... cóż, jedyną radą byłoby nie cytować. Oto przykład z przypisu na str 2.: W ,,Ateneum Kapłańskim" Ks. W. Gronkowski podważał teologiczny sens sakramentu chrztu, stwierdzając: ,,nie jest zdolny przekształcić krwi, koloru skóry, cech rasowych tego osobnika, który go przyjmuje" (1939, vol. 43, nr 5), a ks. S. Solarz proponował stworzenie dla ochrzczonych Żydów odrębnej organizacji kościelnej o obrządku ,,syryjsko-chaldejskim", z językiem aramejskim jako liturgicznym (1935, vol. 36, ss. 79-86). Ta sama argumentacja pojawiła się równie w tygodniku Obozu Narodowo-Radykalnego, ,,Prosto z Mostu" (1938, nr 31), w artykule sygnowanym ,,Ks. C. O". W piśmie ,,Pro Christo" (1934, nr 8), wydawanym przez księży marianów z warszawskich Bielan, można było przeczytać: ,,w Polsce rdzennym aryjczykiem może być ten, kto może udowodnić, że przynajmniej od pięciu pokoleń nie było w jego rodzie osoby rasy żydowskiej". Ks. F. Błotnicki argumentował na łamach ,,Gazety Kościelnej" (1939, nr 37): ,,Istnieje coś fizycznego, coś, co nas od żydów odtrąca, jak np. białego od murzyna, których dzieli nie tylko kolor skóry, lecz i odmienny zapach". 2010/02/14 00:15:33
Nie mam jak, autor bloga może w Bloksie wyrzucić komentarz, ale nie może go korygować. Pogódź się z tym, że przy braku korektora ortograficznego raz na 75Kb pojawia Ci się zmyłka. To i tak jest bliskie środkowoeuropejskiego rekordu poprawności.
2010/02/14 01:07:19
Poważnie? Co za badziewie ten bloks, w głowie się nie mieści. Będę musiał pisać (w przyszłości) na brudno. Teraz do dysgrafii doszła mi jeszcze dysleksja - normalka po północy. Czyli czas aby zamknąć oczy.
Do jutra. Reszta będzie jutro, nieprawdaż? 2010/02/14 01:33:24
telemachu, nie mogę Ci przytaknąć, bo przecież i ja jestem w gościach, nie płacę a piszę i czytam. Ale zaprzeczyć Ci też nie potrafię. Powiem tylko, że wbrew początkowym podejrzeniom, mój admin tutaj, Ols, ma dobrze w głowie, więc nie wiem gdzie się sprawy skręcają.
Z tą resztą to wygląda mi podejrzanie, bo "reszta będzie jutro" oraz "jutro będzie reszta" to ta sama figura językowego menueta. 2010/02/14 14:22:14
@Dora: bardzo dziękuję za wytknięcie nieprzyjemnej pomyłki. Z przyczyn wyjaśnionych przed czterema komentarzami, nie mam jak nanieść poprawki. Pozostanie to jako ponowna przestroga przed nieuwagą przy nocnym pisaniu.
Gość: cmss, adgi28.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/14 17:37:22
Czytając wpis jak i komentarze migoczą mi nie słowa lecz cytaty, mianowicie:
Cztery nogi: dobrze, dwie nogi: lepiej! i Krasnoludki bowiem rozmnażają się bezpłciowo, znaczy - przez pączkowanie na pożywce z odpadów drzewa dolarowego. Drzewo dolarowe opisał w swoim czasie Kurt Vonnegut. Liście ma ono ze studolarówek, a owocuje obligacjami pożyczki państwowej. Do drzewa dolarowego ciągną ludziska z najdalszych krańców świata, a kiedy już tam dotrą, to zabijają się nawzajem, dostarczając drzewu doskonałego nawozu. Wprawdzie Kurt Vonnegut już tego nie dodał, ale skądinąd wiemy, że pielęgnowaniem drzew dolarowych zajmują się też krasnoludki, przy okazji pączkując aż miło i to jest jeden z przykładów symbiozy w przyrodzie. Jak sądzisz, andsolu, słusznie migoczą? 2010/02/14 21:02:29
Michalkiewicz migoczący u andsola? Ach, cóż za nieoczekiwaność... A co do ilości kończyn, mam takie coś do powiedzenia. Kiedyś zapytałem pewnego specjalistę od TeX-u czemu nie przepisze się różnych nut w jakimś programie, np. Lilypond - i usłyszałem, że problem w znakach palcówek, ligatur itp. Kompozytor mógł dawno umrzeć, ale te elementy nadal były prawnie zastrzeżone.
To chyba powszechne zjawisko, interpretacje są dużo cenniejsze niż oryginały. 2010/02/14 23:19:30
Że czegoś w TeX-u nie można zrobić to dla lenistwa sympatyczna wiadomość. Podrzuć info Stallmanowi a może go ucieszysz. Patenty, zastrzeżenia to bardzo poważny temat. Interpretacje odnośnie ilości nóg też i ciekawe, przykładem małpa na lodowisku polityki. Małpa oczywiście z brzytwą lub dwiema nawet. Tnie taka czasy, miejsca, kontekst, otoczenie itd. i już: tylko Prawda jest ciekawa Wtedy proces mitologizacji rzeczywistości rozwija jakąś złowrogą autodynamikę a to stanowczo wszystkich nas czyni bezbronnymi. Łatwo okazać się może, interpretacje są dużo droższe niż oryginały a tego, wierzę, byśmy nie chcieli. 2010/02/15 01:06:16
@cmss: oj, inne znaczenie słów nie można! Technicznie można, ale nie wolno, właśnie z powodu copyright. Ktoś (jaki tam ktoś, Peters i podobni) ma prawo do intelektualnej pracy włożonej w ligatury i palcowanie - i koniec sprawy.
Gość: cmss, adgi28.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/02/15 01:45:39
Andsolu, uwierz proszę, czytanie już opanowałem. Czy to samo można powiedzieć o Tobie? :)
2010/02/15 02:44:17
@cmss: no to wybacz niedoczytanie... czasami z własną, znaną od lat żoną człowiek w jakimś detalu się nie zrozumie, a co dopiero tam, gdzie głosów mieszanka...
2010/02/15 05:47:51
Tentelemachu - czyżby to był mój wkład?
"jestem skłonny zgodzić się z tym, że przedwojenny retoryczny antysemityzm Wyszyńskiego i antysemityzm Juliusa Streichera to jednak dwa różne rodzaje antysemityzmu. Ale, jeżeli aż tyle wysiłku potrzeba, by przekonać do oczywistego, to ileż więcej - do nieoczywistego, choć odrobinę skomplikowanego? |
|