Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Lepiej się głaskać czy być głaskany? (2)

Kontynuję przekład uwag Mengera o polskiej nauce. I załączam sympatyczne zdjęcie Mengera z omawianego okresu, które znalazłem w artykule z pisma Isis.


Pierwszym polskim logikiem, którego spotkałem w pobliżu Krakowa, jadąc do Warszawy, był Chwistek i wkrótce znaleźliśmy punkty porozumienia dotyczące niejasności w fenomenologii Husserla i w popierających ją wypowiedziach Weyla.

Stanisław Leśniewski, którego mi opisano jako polskiego Wittgensteina, właśnie wtedy opublikował w Fundamenta Mathematicae bardzo rozwlekłe przedstawienie swoich idei. Niestety, prawie z nim nie rozmawiałem, bo gdy mnie zobaczył wykrzyknął szczerze zdumiony: „to w Wiedniu młodzików robią profesorami?” Bardzo mnie to rozbawiło i mi pochlebiło, bo zdawało się, że skutecznie zdołałem zakamuflować zanikanie mojej linii włosów. Ale moi matematyczni gospodarze byli bardzo rozgniewani, w obecności Leśniewskiego przeprosili za jego uwagę, którą mimo moich protestów uznali za obrazę tak Uniwersytetu Wiedeńskiego jak i mnie, i odciągnęli mnie. Ponieważ nie zdołałem przekonać ich do widzenia na mój sposób tej błahostki, nigdy więcej nie spotkałem Leśniewskiego.

Łukasiewicz, skrajnie formalny, aż do przejścia tego w sztywność, był w osobistych kontaktach dokładną odwrotnością Leśniewskiego. W roku 1929 był we Lwowie i spotkałem go przy kolejnym przyjeździe do Polski. Ale o jego ważnych osiągnięciach w logice (niektóre z nich omówię w tym rozdziale) dowiedziałem się od Alfreda Lindenbauma, Tarskiego i innych młodych logików od razu po przyjeździe do Warszawy. Jednak u polskich logików uderzyły mnie nie tylko osiągnięcia w formalnej logice. Natychmiast zauważyłem, że interesowali się problemami filozoficznymi podobnymi do niektórych z omawianych w Kole Wiedeńskim, ale atakowali je przy pomocy i po części na podstawie swoich ścisłych studiów logicznych. Zawsze ograniczali się do konkretnych kwestii i kompletnie unikali niejasnych ogólników, które w moim odczuciu pokrywały chmurami pewne z wiedeńskich dyskusji z końca lat 1920-tych.

Dlatego zdecydowałem zapoznać Koło Wiedeńskie a także członków mojego Matematycznego Kolokwium z logiczno-filozoficznymi pracami warszawskiej szkoły i zaprosiłem Tarskiego do wygłoszenia trzech wykładów na Kolokwium; zamierzałem na dwa z nich zaprosić także całe Koło. Tarski chętnie zgodził się.
[...]
Przed ostatnim wykładem Tarskiego, zaprosiłem z wielkim – być może z nadmiernym – pośpiechem wszystkich członków Koła dzwoniąc do każdego z nich. (Niestety, zawsze mi brakło cierpliwości by działać dyplomatycznie przy przekonywaniu ludzi, by przyjęli coś, co, słusznie czy nie, miałem za zaoferowane im dla ich własnego dobra). Tak czy inaczej, ostatniego wieczoru do Kolokwium dołączyło się całe Koło.
[...]
W czasie pobytu Tarskiego w Wiedniu zorganizowałem dla Gödla okazję, by przedstawił gościowi zarys swojej tezy i te wyniki zrobiły na Tarskim wielkie wrażenie. Ponadto, Carnap i Tarski wdali się w długą dyskusję, w której Tarski zaprosił Carnapa do wygłoszenia w Warszawie wykładu. Carnap pojechał do Polski wiosną 1930 roku. Powiązania Carnapa z polskimi logikami miały wywrzeć znaczny wpływ na jego rozwój, a wizyta Tarskiego w Wiedniu z pewnością była jednym z pierwszych ważnych kroków, którymi polska logika i filozofia wychodziła z izolacji. Przed odjazdem, na stacji Tarski entuzjastycznie mi dziękował za dni, w których był moich gościem, choć podkreślałem, że wszystko, co robiłem było usiłowaniem, by popierać wspólne zainteresowania dwóch naukowo-filozoficznych grup. Ale on mnie uścisnął i powiedział, że nigdy nie zapomni tego, co dla niego uczyniłem.

Na temat tego rozdziału książki Mengera pojawi się tu później jeszcze jeden wpis, ale pod innym tytułem i dotyczący dużo bardziej technicznej tematyki: związków między językiem codziennym i matematyczną notacją.

PS. Zapomniałem dodać, że jeśli uwagi Mengera spełniły w drobnej mierze swoją rolę i zachęciły kogoś do włączenia nowych portretów do Galerii Wartościowych Rodaków, to chyba warto wykorzystać moment gdy ramki, młotek i gwóźdź są pod ręką i od razu wstawić tam jeszcze jedną osobę. Warszawiak, Ignace Strasfogel. Pani Google zaprowadzi do jutuby, gdzie jest parę minut jego muzyki.

niedziela, 14 lutego 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/02/14 17:21:00
Tak, jestem tutaj i pracowicie wyklejam swój panteonik konterfektami. Czekam na więcej!
-
2010/02/14 18:07:33
Ładne to wszystko. Muszę strawić.

A Strasfogel mnie zaskoczył gdy wysłuchałem tego:
www.nme.com/awards/video/id/wWY_BhBEq3E

17 lat miał gdy to skomponował! W niemieckiej Wiki piszą o nim: "polnischer Komponist und Dirigent."
We francuskiej: un compositeur et chef d'orchestre polonais

W polskiej nic nie piszą. Ani nigdzie indziej. Jakże łatwo, głupio i lekkomyślnie pozbywamy się tego co dobre! Zamiast tego kółkujemy bez przerwy wokół tego samego.
-
2010/02/14 21:19:11
@babaqba: przyznaję, o seryjnej produkcji nie da się tu mówić. Więc o cierpliwość upraszam. A w międzyczasie sprawdzę czy jest jakieś dojście do wyśmienitego reżysera argentyńsko-brazylijskiego Hectora Babenco. Wprawdzie po tacie jest Ukraińcem a tylko po mamie Polakiem, ale jest pewien kłopot - z obu stron jest Żydem. Więc nie wiem czy u nas go chcą do Panteonu - o czy on nie krzywi się okropnie słysząc o Polsce. Niestety niektórzy Polacy nie-mazowieckiego pochodzenia wyjechali z tak strasznymi wspomnieniami, że się potem wzdragają do siódmego pokolenia. Dziwne, bo myśmy byli tacy tolerancyjni...

A poza tym to mam kandydata dużej klasy ale zasługuje na odrębny opis, więc nie będę się spieszył. Powiem tylko tyle, że nawet kiedyś wiersz o nim napisałem, chyba najlepszy wiersz w moim życiu.







PT KOMENTATORZY, wiedzcie: wyrzucam (prawie) wszystkie komentarze gdy link z ksywki prowadzi do działań komercjalnych. To jest blog psa ogrodnika: sam nie zarobię tu i innym nie pomogę.