Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Długi cień fajnego żartu

Jeśli „być antyklerykałem” znaczy coś w stylu „zwalczać wszystkich księży KK”, to proszę mnie szybko wypisać z tej grupy.

Kto mnie czytuje domyśla się, że nie jestem w żadnym z licznych ateistycznych stowarzyszeń, bo jako uczciwemu i poważnemu bezbożnikowi są mi ciężko obojętne wszelkie religie (oprócz wiary w Latającego Potwora Spaghetti) – i wezwania do skończenia z wszystkimi czy szczególnie upatrzonymi religiami wydają mi się niemądre, a co gorsza śmieszne. Wszyscy fanatycy mają w sobie coś podobnego. (Wskazówka dla osób potrzebujących jej: to coś zaczyna się na fana i kończy się na tyzm). Religia była, jest i będzie, bo nie wszyscy są podobni do andsola, więcej powiem, większość osób potrzebuje magiki, mistyki i cudów w nieprzyzwoitych dozach i moim rozmarzonym marzeniem o lepszym świecie nie jest świat bez religii, a sprawienie, że z jej powodu ludzie nie będą wzajemnie się wyrzynali. Na przykład w tej chwili jeden ma angorę a drugi papugę, każdy uważa swoje stworzonko za najpiękniejsze na świecie, ale nie mordują się z tej przyczyny. I nie próbują przyłożyć andsolowi, któremu zwisają angory i papugi.

Skoro to tak, zapyta ktoś, to czemu w ciągu trzech lat pojawiło się w tym blogu ponad 100 wpisów kpiących, drwiących czy szydzących z kwestii powiązanych z wiarą? Ano dlatego, że w różnych okresach dyrygenci najpopularniejszej w tym kraju religii miewają widzenia i słyszą głosy im mówiące, że ich wiara ma panować nad ludem i wszystkim, co ludu dotyczy – i w takich okresach czego się człowiek nie dotknie to wchodzi na tereny aneksowane do sacrum. Instynkt samozachowawczy każe sprzeciwiać się temu ale staram się nie przekraczać granic koniecznej obrony. Tylko raz, na dobrą sprawę, użyłem naprawdę mocnego słowa w temacie, ale i wtedy, gdy ks.prof. Jerzy Bajda bredził jak Piekarski na mękach, słówko odnosiło się nie do osoby, a do wypowiedzi. Owszem, uważam, że stężenie głupot wypowiadanych przez ludzi tytułujących się profesorami UKSW usprawiedliwia podejrzenie, że to nie w klasycznym sensie uniwersytet a filia afgańskiej prowincjonalnej medresy, ale nawet w przypadku tego miejsca nie przyszłoby mi do głowy zarzucać głupoty ludziom tylko dlatego, że tam pracują.

Oceniam, krytykuję, wyśmiewam fakty, zdarzenia, konkretne wypowiedzi, a nie samą przynależność do kleru. Wydaje się, że tam odsetek pedofili i nawiedzonych przekracza znacznie średnią krajową, ale nawet jeśli dochodzi to do 20%, to przecież nie przyczyna, by wygłaszać opinie o pozostałych osobach, wśród których z pewnością jest wiele mądrych i dobrych osób. Może zbyt starannie milczących, ale co ja wiem o ich opcjach?

Tak więc, choć brak głosów niezależnych i wiele artykułów mówiących o tym człowieku jest napisanych bez wyjątku przez ludzi Kościoła, przyjmuję chętnie, że koszaliński biskup Ignacy Jeż był dobry, mądry, z poczuciem humoru, pracowity i sprawiedliwy. Kto ma podstawy, by dopisać inne ładne określenia, niech się nie krępuje. I nawet zachęcam do przeczytania dwóch artykułów o nim: tego oraz innego, z którego zacytuję urywek ważny w moim wywodzie:

Do legendy przeszła jego walka o parafię w Charzynie, niedaleko Kołobrzegu. Gdy PRL-owscy urzędnicy nie zgadzali się na jej utworzenie, Jeż uderzył w patriotyczne tony. Mówił, że tę parafię założył sam Bolesław Chrobry, że to prapolskie ziemie, tylko sprusaczone, a teraz trzeba wrócić do korzeni i stworzyć polską parafię. Będzie dowodem, że na tych pruskich terenach my – Polacy „Byliśmy, jesteśmy, będziemy” – tłumaczył. Władze się ugięły, a ten sam sposób – udowadnianie, że przed Prusakami na tych ziemiach był polski Kościół – Jeż zastosował w 50 przypadkach!

Każde ośmieszenie ciemniaków partyjnych cieszy, tym bardziej, że biskup użył ich własnej broni. Ale tu właśnie wyraźnie widać źródła przyszłej tragedii. Ciemniaki poszły sobie (lub przechrzciły się na prawicowych patriotów), Kraj się zmienił, ale użyty w walce argument stoi i jest powtarzany, jak gdybyśmy wszyscy byli ciemniakami. A przecież to nie kwestia niewiedzy, bo o jeden paragraf wcześniej stoi wyraźnie napisane:

W 1972 r. został pierwszym biskupem nowoerygowanej diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej. Przez prawie dziesięć wieków na tych terenach nie było polskiego Kościoła. Jedynym przed Jeżem biskupem związanym z Polską był na tym terenie ustanowiony w 1000 r. Reinbern. – Co to za niezwykła diecezja? Pierwszego biskupa mieli w 1000 r., a następnego dopiero teraz.

W Wikipedii widać, że nie było tam przez tysiąc lat żadnego biskupa. Chrześcijaństwo tych ziem jest raczej domniemane niż dowiedzione. A jak spojrzeć na inne strony, to jeszcze śmieszniej – jeśli Andrzej Bobola (zgadujmy: nie poprzez piękno słowa i wewnętrzną dobroć, skoro go później zabito) codziennie łączył katolickim małżeńskim więzem po kilkadziesiąt par dziennie, które żyły w swojej religii jako małżeństwa, to też nie był to arcykatolicki kraj. Nie mówiąc o wielu innych mniejszościach, którym KK mógł być odbiorcą danin, ale nigdy wzorcem moralnym czy umysłowym.

Ale po co to gadanie? Przecież każde dziecko uczy się w szkole „Dziadów” – a potem, być może bezpośrednio, idzie na lekcje religii, gdzie słyszy bajki o tysiącletnim związku KK z Krajem. A może by przestać traktować ambony jako areny walki politycznej i zostawić Polaków z wolną wolą teoretyczną i praktyczną? Przecież spora ich część pozostanie przy wierze ojców (Rydzyków), więc czemu tu strach przed prawdą?

piątek, 26 lutego 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/02/26 10:16:58
Ano dlatego, że w różnych okresach dyrygenci najpopularniejszej w tym kraju religii miewają widzenia

W tym kraju, znaczy - w Brazylii?
Czy może ty wciąż żyjesz duchem gdzie indziej? Tymczasem przenieś moję duszę utęsknioną do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych... ;-)
-
2010/02/26 11:43:28
@anuszka: Twoja uwaga podkreśla wątpliwość mogącą pojawić się u niektórych czytelników gdy widzą, że piszę o tym kraju. Mam nadzieję, że ten element analizy graficznej pomoże im rozstrzygnąć kwestię:

quando no texto aparecem os sinalzinhos parecidos com õ, ç, à, é, devo estar pensando no Brasil. Natomiast gdy zjawia się coś takiego jak ę, ć, ż, ń, z pewnością myślę o Polsce.