Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Równanie, równość, tożsamość

Zamiar był prosty, chciałem pokazać jak geometrycznie wymyśla się prawie jak na taśmie produkcyjnej różne tożsamości kombinatoryczne. Na pierwszy rzut oka to brzydkie słowo na k mogło zastraszyć, ale wiedziałem jak sobie z tym poradzić. Poprosiłbym: zajrzyj tutaj na trzy odcinki o liczbach figuralnych (jeśli znasz, to tylko przypomnij sobie troszkę). Bo w gruncie rzeczy chodzi mi o liczby trójkątne i o krojenie kwadratów na trójkąty.

Ale na powtórny rzut oka dotarło do mnie, że to z „tożsamością” miałbym kłopoty. Nic dziwnego, pojęcie jest lekko pokręcone. Jeśli mam dwie rzeczy te same i mówię, że są tożsame, to mogą patrzeć na mnie jak na wariata, albo jak na filozofa. A jeśli dwie rzeczy nie są te same, to cóż to za gadanie, że są tożsame? „Iks jest iks” to marnowanie czasu, a „iks to jest coś innego niż iks” może być wstępem do schizofrenii. Więc musiałbym wyjaśnić, że tożsamość to pewne równanie, ale może jakiś poprawny humanista mnie zapyta czemu nie mówię, że „tożsamość to równość” i co ja wtedy zrobię z równością w jednej ręce i z równaniem w drugiej? Zamiast rozwijać temat, zwijałbym się jak w ukropie, żeby odróżnić te słowa i może w pośpiechu bym się wił, sprawiając wrażenie, że temat jest zawiły, a przecież nie jest i mogę to poświadczyć u notariusza. Ale nawijać o tak elementarnych kwestiach nie jest zabawne, więc może mógłbym zaproponować wycieczkę do Wikipedii?

Lepiej sprawdzić co tam stoi, żeby później nie leżeć i kwiczeć. No więc wszystko jest tam świętą prawdą:

Równość to pewna specjalna relacja, która jest relacją równoważności (czyli jest zwrotna, przechodnia i symetryczna). Ważną własnością relacji równości jest to, że jeśli a=b, to dla dowolnego wyrażenia f: f(...,a,...) = f(...,b,...).

Azaliż nie jest to piękne i proste?

No dobrze, dla zdecydowanych psujek i opornych niedowiarków opowiem to w trochę inny sposób.

Jesteśmy w dużej poczekalni dentystycznej i sekretarka organizuje sobie pracę pytając: „kto tu ma nazwisko na A?” Podała ona pewien wymóg, który wyróżni część obecnych. Pomyśl, że masz o tym opowiedzieć swojemu ulubionemu komputerowi, który lubi nawiasy, a nie lubi długich linii. Więc w kąciku zanotujesz: „x to jakakolwiek z osób, p(x) to pierwsza litera nazwiska x-a, pani Cecylia najpierw ustawia tych x-ów, że dla nich jest p(x)=A”

Jej działanie jest zapisane równaniem. Są w nim jakieś dane i jest symbol na oznaczenie którejkolwiek z osób tam będących. I rozwiązaniem tego równania jest grupa (zbiór, powie matematyk) tych, którzy będą na początku kolejki.

Ale na nic równanie nie przyda się, jeśli pani Cecylia zapyta kto ma nazwisko pisane z dużej litery. Może w Indonezji czy w jakimś kraju tak biednym, że ma tylko małe litery, spełni to jakąś rolę,  ale w Polsce każdy zaczyna się na dużą. Proszę mi nie mówić o von, to nie nazwisko a przeżytek i chwalenie się.

Równanie samą swoją konstrukcją gwarantowałoby, że wszyscy będą wyróżnieni. I takie równanie, które z pewnością każdy x spełni, nazywa się tożsamością. Identycznością, jeśli chcesz ułatwić sobie zapamiętanie terminu po angielsku.

A równość to stwierdzenie, że jakiś obiekt pojawia się w dwóch różnych zapisach, ale jest ten sam tu i tam. Na przykład, możesz powiedzieć o liczbach, że mamy równość liczb 7 i 21/3 – tutaj nie ma żadnych równań, warunków, żadnej selekcji obiektów spełniających jakieś wymogi.

Uff, zdaje się, że zdołałem uniknąć mówienia o relacji równoważności. Na szczęście. Często nawet pod koniec pierwszego roku studiów matematycznych ten i ów miewa z tym kłopoty. Czemu? Tak, to jest bardzo ciekawe pytanie.

środa, 13 stycznia 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/01/13 05:28:04
Andsol, zachichotałem nieraz, czytając, co piszesz o równościach, równaniach i tożsamościach. Jak w piosence No To Co - "Gwiazdki z nieba nie dostaniesz, a zachichoczesz nieraz".

www.youtube.com/watch?v=hLTtUnk6yHg

(sorry za kiczowate video, ale lepsze kiepskie video, niż kiepskie audio - czy na tym bloxie można toto jakoś wkleić?)

Ciekaw jestem, co Twoi komentatorzy napiszą, którym pojęcie zdażyło się już utrwalić, a Ty żeś (IMHO) naruszył.
-
2010/01/13 13:21:01
tichy, Blox nie rozpieszcza komentatorów. Nawet nie przyzwala, by ich linki otwierały się w innym okienku.

Co do zalinkowanej lekcji życia, jej wizualna część jest w istocie porażająca. Ile pokoleń artystów musiało pracować nad łabędziami i jeleniami, żeby je wciągnąć na ten szczyt graficzny. Kuranda, jesteś tu? Ty miałeś jakieś kłopoty z sercem? To lepiej nie zaglądaj tam, proszę Cię.
-
Gość: Wiechu, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2010/01/13 14:15:57
Andsol, zapytam nieśmiało, czy można mieć dwie te same rzeczy? A może takie same,
takie co to jedna ma wszystkie cechy drugiej ?
Wiechu
-
Gość: Throgh, abuw23.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/13 14:24:05
Nie całkiem rozumiem chichot szanownego koleżeństwa, jeśli mogę się tak do Was zwracać, odnoszący się do oprawy wizualnej utworu muzyczno-wokalnego tak zwanego zespołu skifflowego No To Co i jego przewodnika (lidera) Janczerskiego Piotra. Otóż odniesienie do podmiotu lirycznego wzmiankowanego utworu jest bardzo wyraźne i obrazuje znakomicie nieadekwatny stosunek do otaczającej nas rzeczywistości i najoczywistszego swiatopoglądu propagowanego i wzorcowo wyznawanego przez ogół i rzesze. Jak bowiem rzeczony podmiot płci żeńskiej wyobraża sobie zdobycie i gwiazdy z nieba, i księżyca blasku przy trwającej obecnie grabieży Rzeczpospolitej? I o jaką gwiazdę tu chodzi- czy przypadkiem nie o taką spod znaku sowieckiego sierpa i młota? Te neoburżuazyjne i wykształciuchowe podejście do świata ukształtowane przez SLDowsko- POwską propagandę i wyindywidualizowaną garstkę zboczeńców spod znaku tęczy, którzy tkwią tam, gdzie sterczały pały zomowców, w oczywisty sposób prowadzi do takich zwichrowanych zachowań, co znakomicie puentuje autor oprawy wizualnej utworu. Uważam, stojąc na gruncie wiary, nadziei i przepełniony miłością bliźniego, że należy takie mrzonki piętnować i wypalać żelazem i stalą w prapolskich hutach choćby miały one przybrać postać owych, przepięknej urody, landszafcików. Nie śmiejcież się! Nie wykpiwajcie! Nie pozbawicie Narodu prawa do tożsamości i równości, a o równaniach rachunków krzywd jeszcze IPN Wam przypomni.
-
2010/01/13 15:00:05
@Throgh: absolutnie. Tylko że są takie niesłowiańskie dusze co mówią, że te huty nie były wcale prapolskie a prawizytgotyckie gdy oni mieli postój w swoim Drag nach Westen.

@Wiesiek: ależ możesz śmiało, bo jeśli unika się mówienia o tym w szkole, to znaczy, że to ma swoją niełatwą stronę, ale to nic, my sobie z tym lekko poradzimy. "Niedbałym machnięciem płetwy", jak mawiały wrocławskie foki. Więc to, co ujmujesz wyrażeniami "wszystkie cechy" albo "takie same" to chodzi dokładnie o te relacje równoważności.

Pomyślmy o monecie dwuzłotowej (banknoty tu nie służą, bo jeśli nie są domowego wyrobu to mają odróżniające je numerki). Jeśli się nimi wymienimy, jest do ustalenia która jest którą (jakiś pyłek z mojej portmonetki zachował się na jednej z nich), więc nadal nie są nierozróżnialne, ale dla celów praktycznych są "tym samym". Owe "to samo" czy "takie samo" to nie opis zjawisk w czasoprzestrzeni a nasze decyzje o użytkowaniu pojęć (obiektów, danych). Mamy dużo słów na mówienie o tym (kopia, egzemplarz, replikacja, na początek) - to znaczy, że działanie utożsamienia (a to znaczy: niezwracania uwagi na jakieś odróżniające elementy) jest częste i pojawia się w różnych sytuacjach. "Wszyscy mężczyźni są tacy sami" - zawołała Zosia porzucając swojego drugiego Tadeusza.
-
Gość: Throgh, abuw23.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/13 16:50:44
to nie dusze, to szatani
-
Gość: Wiesiek, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2010/01/13 17:52:07
@andsol
Nie przekonałeś mnie.
Czy mogę mieć, obok mnie, dwu Andsolów jadnocześnie?
Przykład z bilonem nie jest najlepszy. Ta moneta dwuzłotowa co mam ja na prawej dłoni nie jest tą monetą dwuzłotową którą mam na lewj dłoni. Nominały, obrazki na awersach i rewersach, rozmiary i tworzywa mogą być identyczne w oby monetach. Ale ta "lewa" nie jest ta "prawą". To są dwie nie te same monety choć o takich samych cechach.
Wiesiek
-
2010/01/13 18:09:10
Jak sklonowano Dolly to i z andsolem by poszło, bo jest mniej puchaty. Co do bilonu, przeć powiedziałem, że to nie są te same zjawiska w czasoprzestrzeni, a Twoja (moja, nasza) nieprzymuszona decyzja, by mieć różnice między nimi za nieistotne. Jak już zacząć myśleć o zakresie działania "relacji równoważności", zauważ tę dziwną końcową równość (równość, nie równanie) w zacytowanym kawałku z Wikipedii: chcemy, by nierozróżnialność rozszerzała się na matematyczne użytki dwóch symboli przypisanych jakiemuś obiektowi. Z bilonem nie będzie podstawiania jako i-tego argumentu funkcji f, ale jako wymóg, by każdy kupiec traktował jako wymienne obie monety. Ale jedna z nich może być czystsza i przez to milsza czyjemuś zmysłowi estetycznemu, a to znaczy, że on nie akceptuje naszej umowy, ze to jest "to samo". Tak jak i nie akceptujesz jej Ty w chwili gdy mówisz, że ta z lewej ręki nie jest tą z prawej.

Kwestia umowy, tylko tyle. Jak zaczniemy szukać cech immanentnych, skończymy czytając Kanta, a nie jest to koniec, którego bym Tobie życzył.
-
2010/01/14 00:44:09
Może wyjaśnię, skąd te "gwiazdkowe" skojarzenia. Z przedszkola mojego dziecka. Tam taki był zwyczaj był, iż za opanowanie różnych ważnych umiejętności - jak np. pokolorowanie kształtu wewnątrz obrysu bez przekraczania jego granic - przyznawane były gwiazdki róznych kolorów, ze złotą gwiazdką na czele.

Zresztą, w dorsołym życiu - czy nie jest często tak samo (identycznie lub równoważnie)?

Niektóre z tych umiejętności były trudniejsze niż inne, i dziecko czasem wychodziło z przedszkola bez gwiazdki, z płaczem. A potem z uśmiechem - o dostałam gwiazdkę. Z czasem, już gwiazdek nikt nie przyznawał, choć rzeczy do opanowania i zrozumienia były coraz trudniejsze, chyba że żartem - o, dostaniesz gwiazdkę, bo zrozumiałaś zadanie domowe. A potem - juz takie trudne, żadnej gwiazdki....

W którymś momencie starożytny przebój No To Co musiał się skojarzyć.

No więc, gdy widzę teraz, że ultymatywne zrozumienie lub osiągnięcie - czegokolwiek - jest nierealne,i wbrew temu człek ma nadzieję, że może jednak... refren zaczyna pobrzękiwać mi w uszach.

Dla zdrowia mentalnego - może lepiej chichotać niż płakać...

W polskim wydaniu pierwszego tomu Fellera "Wstępu do rach. prawd." (tłumaczenie Bartoszyńskiego i Bieleckiego) - Rozdział III, paragraf 2, str.58 - "Statystyki Bosego-EInsteina i Fermiego Diraca" - stoi o problemach z rozróżnianiem wsród - jak tłumacze to ładniw określają - "drobin fizycznych". Jedne zachowują się tak, jakby miały buźki (teoretycznie, bo jeszcze takich nie zaobserwowano, przynajmniej do roku wydania w/w dzieła - lata 60-te), a inne jak by były identycznymi kulkami (te w/w statystyki je tak opisują).