|
Blog > Komentarze do wpisu
Przewrót: niech to stanie na nogach!
W jakiejś rozmowie o UK vierablu powiedziała, że tam wiele instytucji działa inaczej, że nawet kościół często wypowiada się z sensem. Nie zaskoczyło mnie to, kościół walczący i zwyciężający jest bardzo pyskaty i nietolerancyjny, ale gdy walczy z trudem o swój kęs ciasta, łatwiej mu przychodzi tolerancja i zrozumienie. A w UK różne kościoły walczą nie o panowanie, a o przetrwanie.
Okazuje się, że znacznie odmienna instytucja, wojsko, też podlega Prawu Mądrzenia w Kryzysie. Wystarczy nieco upokorzeń i pojawiają się głęboko ludzkie rozważania nad sensem wygranej i celem gry.
Gdy pół roku temu generał Stanley McChrystal spisał swój tajny raport o ryzyku przegranej w Afganistanie (nie wiem czy wielu obserwatorów oprócz Azraela mówiło o nim) włączył tam niesłychanie głęboką myśl, która dopiero teraz zdobywa rozgłos – powiadomił mnie o tym wczoraj Der Spiegel:
„Zabijanie wroga nie jest najlepszą drogą do sukcesu”.
A więc w obecności widma porażki wojskowy może zastanowić się nad tym co tam robi i o co w tym szaleństwie chodzi. To niesłychany postęp w historii myśli wojskowej i przybliża się do refleksji, że ta druga strona może mieć swoje racje. A racje, jak wiadomo, pod wpływem ostrzału mogą się zdegenerować, ale nieczęsto zanikają. Szczególnie, gdy teren jest cudzy, a własna motywacja nienajlepszej jakości. wtorek, 12 stycznia 2010, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2010/01/12 02:50:53
Ach, to teraz rozumiem czemu tak babcia jak i mama mówiły, że do tego kościoła lubią chodzić, a do innego nie. A ja myślałem, że w całym mieście leci ten sam program.
Gość: Throgh, afba243.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/12 12:42:15
program leci ten sam- spikerzy są różni. Podobnie jak z uczeniem matematyki- u jednego nauczyciela miałem 3=, a u Pani Kozłowskiej musiałem chodzić na kółko matematyczne, bo uważała, że się marnuję. I jeden, i drugi nauczyciel (hmmm czy nie brzmi to nazbyt antyfeministycznie?) chcieli mnie nauczyć tego samego. Podobnie w kościołach, a nawet w jednym kościole. Jednego kaznodziei słucha się z zapartym tchem, a drugiego nie da się słuchać wcale-choć nie jest o. dyrektorem.
Co do meritum zaś - nie wierzę wojskowym i, przede wszystkim, politykom. Jesli już wleźli w g.... to do końca będą przekonywać, że jeśli nie smakuje, to chociaż pachnie jak czekolada. 2010/01/12 13:21:57
@[Throgh: ja zastanawiam się przede wszystkim nad kolegami z jego zawodu, co za zamieszanie! Jeden z drugim musi siedzi i myśli: "jak ja nie będę zabijał to co ja będę robił?"
Co do polityków, to oczywiste, dużo łatwiej będę wierzył księżom niż politykom. Dziwne, to ledwie 9 lat a mało kto pamięta zmartwienie w Stanach przy odchodzącym Clintonie: co my zrobimy z tym potwornym superawitem? No, zrobili ale nie wyparowało. Robienie wojny zawsze i wszędzie było wspaniałym interesem. I polityk nie zrezygnuje z tego, raczej to zrezygnuje z polityka. |
|
Nie jest to jedyny mechanizm. Wiem skądinąd (znaczy, od Sporothrix), że w jednej aglomeracji - a więc w tych samych warunkach w kwestii kęsów ciasta - potrafią być rzymsko-katolickie kościoły jakby żywcem wyjęte z Polski, i takie, w których ksiądz przeprasza, że dzisiejsze czytanie (a więc Biblia!) miało wydźwięk antyfeministyczny.