|
Blog > Komentarze do wpisu
Mózgu strawa codzienna
Tajemnica przepowiadaczy pogody
New York. W Nowym Yorku miejscowy urząd przepowiadania pogody nie
cieszył się zbytnim zaufaniem społeczeństwa. Obok tego instytutu
meteorologicznego istnieje również firma, która utrzymuje się z
przepowiadania pogody. W soboty panuje tu zawsze ruch. Za pewną opłatą
klienci dowiadują się o pogodzie, jak ma być w niedzielę, by móc udać się na
wycieczkę. Firma ta zrobiła olbrzymią konkurencję stacji meteorologicznej. W
tym tygodniu tajemnica przepowiadania pogody wyjaśniła się. Między
czerwonowłosą sekretarką, duszą całego przedsiębiorstwa, a szefem, nastąpił
krach. Sekretarka, wzburzona opuściła biuro i została zastąpiona przez
brunetkę. Szef nie mógł jednak wydawać żadnych przepowiedni i zmuszony
został z powrotem zaangażować czerwonowłosą. A więc tajemnica przepowiadania
pogody leżała we właściwościach włosów sekretarki, no i w kolorze jej
włosów. – Przepowiadacz pogody nie patrzył nigdy na barometr lub na
inne przyrządy, obejrzał tylko pukiel włosów swojej sekretarce i hygrometrem
mierzył ich wilgotność. – Z przeprowadzonego badania mógł dokładnie
określić, kiedy będzie padał deszcz, jak długo będzie trwał i w jakim
nasileniu. Ciemno-szatyn kolor włosów nie nadaje się do tego celu; jedynie
delikatny włos złotej blondynki posiada dostateczną ilość wilgotności i,
opierając się na wynikach badań hygrometrycznych, można wydać prognozę na
jutro.
Przeciętny nakład ubiegłego tygodnia: 12.000 egzemplarzy dziennie.
Durchschnitts-Auflage der letzten Woche 12.000 Exemplare täglich.
Odpowiedzialny redaktor: Verantwortlich für den Inhalt: Hubert Schray
Druk „Kurier Częstochowski”. – Gesamtleitung als Treuhänder:
Paul Majunke Lange.
Kurier Częstochowski 2/I/1940 r.
Rzecz jest wręcz klasyczna i wnioski potrafi wyciągnąć uczeń z podstawówki: okupant traktował prasę codzienną jako narzędzie do ogłupiania
narodu, im głupsza jest masa roboli tym łatwiejsze jest dyrygowanie nią.
Ale to nie złowrogie cele hitlerowców zatrzymały mnie przy tej
historyjce. Zaskoczyło mnie, że te banialuki w zasadzie niczym nie
odróżniają się od bełkociku z polskich dzienników czy tygodników z XXI wieku. I podobieństwo,
więcej powiem: pokrewieństwo tych treści przynosi mi niepokój pojęciowy. To musi być jakiś okrutny zbieg okoliczności, bo przecież w Polsce teraz nie ma okupacji, prawda?
poniedziałek, 11 stycznia 2010, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2010/01/11 04:02:10
@kwik: chyba. Ale co to jest "brukowiec", gazeta, która nie unika takich materiałów? Które tytuły nie zasłużą wtedy na ten epitet?
A jeśli to jest pewien stan "normalności", to cóż, z godnością trzeba wytrzymać pojawiającą się inną myśl: że okupant nie musiał się wysilać, żeby ogłupić, po prostu zachował pożądany przez publikę poziom... Też niemiła opcja, bo trzeba będzie odmienić parę tez w Księgach Martyrologii Narodu. 2010/01/11 04:33:23
Rzepy ani Wyborczej nie nazwałbym brukowcami (mimo wszystko).
No ja właśnie zupełnie nie wierzę w ogłupianie. Czytanie głupot jest zupełnie nieszkodliwe, czytelnik przed i po jest identycznie głupi, nic mu z głowy nie ubywa. Tyle że pewnie czytając coś innego mógłby ewentualnie odrobinę zmądrzeć, a od czytania głupot nie zmądrzał wcale. 2010/01/11 13:43:40
Pogląd, że stałe dawki głupotek jednostkowego poziomu głupoty nie podnoszą źle się wkomponowuje w powszechnie przyjęte teorie edukacyjne, ale to nie jest dostateczny powód, by go odrzucić. Ma pewien urok, przynosi ulgę, że niechcąco zła się nie przyczyni - ale byłby łatwiejszy do przyjęcia gdyby na głupotach stało napisane "głupota". W braku właściwej etykietki głupoty stają się cegiełkami gmachu popularnej wiedzy - a w niej łatwo i chętnie rozmieszczą się alternatywna medycyna, astrologia stosowana, różdżkarstwo i podobne.
2010/01/11 14:18:25
Pisząc o głupotach miałem na myśli higroskopijne włosy sekretarki. A Ty wymieniłeś całą serię zjawisk, mniej lub bardziej szkodliwych, które nie mogą być głupotami, bo budzą bardzo żywe uczucia, płynnie przechodzące w chronione w Polsce prawem "uczucia religijne". Wolę nie rozwijać tematu, bo teoretycznie grożą mi nawet 2 lata więzienia.
2010/01/11 22:52:54
"okupant traktował prasę codzienną jako narzędzie do ogłupiania narodu"
Nie wiem. Do mnie bardziej przemawia Hanlon's rasor. Potrafię sobie taką "prasę" świetnie wyjaśnić modelem, w którym gromada cwaniaków z Reichu ciągnęła za eszelonami aby w obrębie New Territories wypróbować (bez konkurencji) to, czego się nauczyli w domu. Robienia badziewia udającego gazetę a będącego jedynie nośnikiem reklam, badziewia za które target reklam zapłaci. Chłopcy, chłopcom dają zarobić. Ot takie Schindlery prasowe. Ponieważ taka wersja jest trywialna, zrozumiała i obywa się zarówno bez diabolicznych knowań okupanta jak i cierpiącego narodu - dużo (moim zdaniem) za nią przemawia. 2010/01/12 00:08:27
Hmmm, wzmacniasz moją wiarę w głupotę... Ale i przy tym oglądzie sytuacji teoria, że nasz naród to nic, tylko cierpiał ciurkiem i działał w konspiracji, jakoś chwiejnie wygląda.
|
|
Tekst przemyca wywrotową treść: niektóre goldblondynki w USA farbują się na rudo. Potem "dziennikarz" gadzinówki mógł się tłumaczyć, że wcale nie kolaborował, tylko uprawiał dywersję ideologiczną.