|
Blog > Komentarze do wpisu
Żart profesury wart
Słynny niemiecki matematyk Ernst Zermelo w 1910 roku (mając 39 lat) przyjął pozycję profesora w Zurychu. Młodzik, jak na owe czasy. Większość źródeł podaje, że zrezygnował z niej w 1916 roku z powodu złego stanu zdrowia, ale w książce Lebenskreise z 1968 roku Abraham Fraenkel cytuje inny możliwy powód. Zermelo spędzał wakacje w Niemczech i w księdze rejestracyjnej w hotelu zapisał: „Gottseidank kein Schweizer” (nie Szwajcar, chwalić Boga). Parę dni później w tym samym hotelu zatrzymał się szwajcarski minister Edukacji. PS. Nigdzie nie pasuje, więc dopiszę tu. Blog Borovika cytuje blog z NYT pewnej pani piszącej: „Łatwiej rodzicom rozmawiać z dziećmi o seksie i narkotykach niż o matematyce i nauce” – ale tam jest odesłanie do raportu Intela, w którym stoi w mniej epatującej formie: „rodzice przyznają, że rozmowa na tematy matematyczne i naukowe jest trudniejsza niż o używaniu narkotyków”. poniedziałek, 07 grudnia 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/12/07 15:26:34
Za słusznością wersji Fraenkla przemawia fakt, że mimo złego stanu zdrowia Zemelo "pociągnął" jeszcze do 1953 roku. Jak na kogoś bardzo chorego - świetny wynik. W każdym razie jego stan zdrowia polepszył się do tego stopnia, że mógł objąć w 1926 roku profesurę we Freiburgu. Tam jednak też nie zagrzał zbyt długo miejsca. W 1935 roku został zadenuncjowany przez swego kolegę Gustava Doetscha, który zaobserwował że Zermelo wzbrania się przed rozpoczynaniem swych wykładów od tradycyjnego wyciągnięcia prawicy i wrzeszczenia Heil Hitler. Doetsch udzielał się wówczas aktywnie nawołjąc do szykanowania Landaua i Bernsteina (a zatem swego nauczyciela i koautora). Popierał też starania Biebaracha, który w ramach krucjaty o "niemiecką matematykę" zaatakował Haralda Bohra. Nic mu to nie dało bo naziści i tak mu potem wypomnieli wcześniejszy pacyfizm. Po wojnie natomiast, zostały te denuncjacje Doetschowi wyciągnięte poprzez jego głównego konkurenta do roli nadwornego matematyka NSDAP Wilhelma Suessa. I pomyśleć że oni po 1945 roku wszyscy kłębili się dalej we Freiburgu i w Szwajcarii dzieląc te same sale wykładowe. Sympatyczna i kolegialna atmosfera musiała tam wówczas panować.
2009/12/07 15:34:16
Co dowodzi, że do zrobienia piekiełka nie trzeba finansować IPN. Ludzie to robią dla idei.
2009/12/07 15:45:27
telemachu, Twoje wspomnienie Ludwika Bieberbacha od razu mi przypomniało innego dużej klasy matematyka walczącego o "niemiecką matematykę", Wilhelma Blaschke. Jego pewne (alternatywnie) genialne powiedzonko utrwaliłem w moim panopticum...
2009/12/08 00:14:53
Wcale mnie nie dziwia wyniki tej ankiety.
O narkotykach wiekszosc rodzicow rozmawia tak: to jest ZUO, trzymaj sie jak najdalej, nigdy nie probuj, robi wode z mozgu, uzaleznia i tak dalej. Zeby porozmawiac o matematyce i nauce to juz cos trzeba konkretnego wiedziec, i stad trudnosc. Sama zreszta chyba nie umialabym. Musialabym najpierw jakas sensowna ksiazke przeczytac i nieco sobie przypomniec, zeby bzdur nie gadac... |
|
Mimo to świetny w profesji.