|
Blog > Komentarze do wpisu
Kim był Czesław Smoliński?
Frederick Forsyth opublikował „Akta Odessy” w 1972 roku. „Powieść sensacyjna” było określeniem tego dzieła. Powszechnie uważano, że było tam coś więcej. Uki Goñi opublikował „The Real Odessa” w roku 2002. Trzeba było 30 lat i zmiany rządzących ekip w Argentynie, by ten dziennikarz mógł zbadać archiwa i dowieść jak blisko powieść oddawała bieg wydarzeń. Podtytuł tej książki to „How Peron Brought the Nazi War Criminals to Argentina” (Jak Peron sprowadził nazistowskich zbrodniarzy wojennych do Argentyny).
Dzięki jego wytrwałości znamy dziś osoby i miejsca zasłużone w jednym z największych w dziejach świata eksporcie zbrodniarzy. Ponad 90 tysięcy osób. Taki tłum tak słynnych i zasłużonych dla Rzeszy osób – a tak mało o nich mówiono przez 50 lat. Uwaga skoncentrowała się na Eichmannie i paru innych. A tyle tam ciekawych postaci...
I pomyśleć, że w tym transporcie międzykontynentalnym niepoślednie zasługi miał nasz rodak, Czesław Smoliński. Błyskawiczna i fenomenalna kariera. Przybył do Buenos Aires w sierpniu 1947 roku i tak Goñi o nim pisze:
[...] Polak mówiący po niemiecku z arystokratycznym akcentem w „hochdeutsch”. Zaledwie cztery miesiące później był z powrotem w Europie, by spotkać się z ważnymi urzędnikami szwajcarskimi jako osobisty przedstawiciel Perona. Jego misją było wysondowanie skłonności Szwajcarów, by pomogli w stworzeniu etapu tranzytowego dla nazistów rekrutowanych przez argentyńskiego prezydenta.
A kłamał przy tym Szwajcarom, że był w Argentynie od wielu lat. W istocie, naturalizował się tam dopiero 4 lata później.
Oficjalnie chodziło o ściągnięcie ludzi, którzy mieli pomóc w rozwijaniu Argentyny (jaśniej mówiąc: w stworzeniu argentyńskiej bomby atomowej), ale wkrótce okazało się, że „technikiem” był każdy nazista.
Goñi pisze, że spotkania z Peronem w pałacu prezydenckim Casa Rosada, w których brał udział Smoliński, miewały niebanalnych gości, trudnych do wyobrażenia sobie w innych pałacach prezydenckich:
W najlepiej udokumentowanym z tych spotkań, na początku grudnia 1947 roku, z prezydentem spotkało się jednocześnie trzech skazanych sądownie zbrodniarzy wojennych.
Byli to Belg Pierre Daye, Holender René Lagrou i Francuz Georges Guibaud. Dowodzi to, że Peron nie miał przesądów narodowościowych, ważne było, by goście byli zasłużonymi nazistami.
Inne sformułowanie pytania z tytułu: czym wkupił się w łaski Perona ów Polak? Niestety, wszystkie odniesienia z Sieci powtarzają frazy z książki „Prawdziwa Odessa”. Jakiś Jan Czesław Smoliński umarł w Argentynie w 1996 roku. Z drugiej strony, Smoliński ma w przybliżeniu numer 250 na liście podającej najczęściej spotykane polskie nazwiska. Przypuszczam, że o tym Polaku nie dowiemy się wiele. Może to i lepiej. piątek, 11 grudnia 2009, andsol-br
TrackBack
|
|