Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Dzieci nie rozumieją

Freeman Dyson stał się matematykiem mając 15 lat, gdy rozwiązywał ćwiczenia z zamówionego przez pocztę podręcznika równań różniczkowych. Nie miał jeszcze 20 lat gdy C.P.Snow (ten od „Dwóch kultur”, łącznik między środowiskami rządowymi i naukowymi w Zjednoczonym Królestwie w czasie WWII) przekonał go do podjęcia pracy w Dowództwie ataków bombowych. Pracował w dziale nazywanym Badania operacyjne; ta nazwa przeniosła się później na cały dział matematyki.

Pracował nad wcale nie abstrakcyjnymi kwestiami przeżywania lotników po locie z bombami nad Niemcy. Pięknym przykładem potrzeby myślenia była rekomendacja owego działu dotycząca wzmocnienia osłony samolotu. Analiza powracających samolotów nasuwała myśl, by wzmocnić części najbardziej ostrzelane i uszkodzone. Ale ludzie tam pracujący zasugerowali coś wręcz odwrotnego: osłaniać te części, które były nietknięte. Uważali, że brak samolotów wracających ze śladami ostrzału w owej części oznaczał właśnie, że tam trafione samoloty były tracone.

Nie pracował nad wyborem miejsc do bombardowania, ale odczuwał odpowiedzialność za całość rozwijanych tam badań.

Jego drugą żoną jest Niemka Imme, młodsza od niego o 13 lat. Mają czwórkę dzieci. I po podaniu tych informacji ma sens zacytowanie zakończenia rozdziału „Krucjata dziecięca” jego książki „Disturbing the Universe”.

Po trzydziestu latach ja, moja żona i czwórka naszych dzieci odwiedzaliśmy antybombowy schron w ogrodzie przy domu wujka mojej żony, we Wschodnich Niemczech. Zbudował solidny schron, z cegieł i ze stali. Dookoła można jeszcze było dojrzeć parę kraterów po bombach. Po trzydziestu latach dach schronu trzymał się solidnie a podłoga była sucha. Dom jest w miasteczku w pobliżu Berlina. W latach, gdy byłem w Dowództwie ataków bombowych, moja żona mieszkała w owym domu. Była jeszcze dzieckiem. Nocami gdy pojawiały się bombowce, chowała się w schronie. [...] Nieudolnie próbowaliśmy wyjaśnić to dzieciom.

– To znaczy, że mama była tutaj kiedy przyjaciele taty rzucali bomby na ogród?

Rzeczywiście, nie da się wyjaśnić rzeczy tego typu siedmioletnim dzieciom.

niedziela, 06 grudnia 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/12/06 11:47:30
Mozę tylko nam się tak wydaje, że się"nie da".
Popatrz...jak logiczne jest to dziecięce pytanie. Gorzej z sensownościa odpowiedzi.
Bo dzieci w tym wieku n a szczęście mają swoje małe światy o wiele lepsze,niż ten nasz "świat dorosłych".

Z 10 lat temu zimową porą w Austrii przebywając miałam okazję uczestniczyć w "prezentacji"takiego schronu przeciwatomowego wybudowanego przez naszego gospodarza. Mówił on, że wtedy kiedy starał się o możłiwośc wybudowania domu( a nie było to zbyt dawno) miała obowiązek wybudować rzeczony schron.
Na szczęscie nie służył mu on do niczego innego jak do przechowywania win i własnoręcznie sporządzonych pysznych nalewek...
-
2009/12/06 23:25:29
Alez te dzieci DOSKONALE zrozumialy, jak to bylo.
To tylko dorosli maja problemy, bo usiluja wynalezc usprawiedliwienia dla rzeczy tak oczywistych.
Zrzucanie bomb na cywili jest zrzucaniem bomb na cywili. A ideologie maja to do siebie, ze potrafia poroznic rodziny i zmusic ich do zabijania sie (akurat nie w wypadku Dysona, ale).
-
Gość: Wiechu, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/12/07 15:19:10
Tylko że ci cywile wyprodukowali tysiące ton bomb do zrzucenia na innych cywili.
Wojna to polityka, jej przedłużenie, tylko środki są inne.
Gdyby tym intelektualnie wyrośniętym dzieciom pokazał był tata film z bombardowania dwa lata wczaśniej Londynu, pewnie pytanie by było: to starsi koledzy mamy bombardowali dom w którym tu mieszkałeś?
Co nie zmienia zasadności pytania o cel i środki wojny.
-
2009/12/07 16:36:44
Wieśku, boję się, że jeśli próbować uczciwie rozpatrzeć kwestię to nie będzie ani tak krótko ani prosto. Wiem, że bombardowanie nie-wojskowych części miast zaczęli Niemcy (Warszawa 1939, Rotterdam 1940) ale jeśli taka polityka jest zbrodnicza, to jest zbrodnicza niezależnie od tego kto ją wykonuje - i bardzo szybko miałeś brytyjskie lotnictwo zrzucające bomby na cywilne cele w Niemczech. Pierwsze wielki nalot to chyba Lubeka w 1942, ale potem - jak zupełnie jasno opisuje to Dyson - wcale nie starano się o trafienie w cele wojskowe, wręcz odwrotnie, były to naloty dla zastraszenia ludności cywilnej. Najgorsze jest to, że - zgodnie z jego świadectwem - z wysokimi własnymi stratami i prawie zupełnie nieużyteczne. Drezno, Hamburg, Szczecin, Głogów - nie ma jak uzasadnić tych jatek wojskowymi terminami. Pamiętaj, że był on tam w centrum dowodzenia i doskonale wiedział jakie były motywacje i jakie założenia bojowe.
-
Gość: Wiesiek, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/12/07 17:29:58
A jak do tego dodać strzelanie ichnich asów Luftwafe do cywilów na drogach, we wsiach, uciekających przed takim w krzaki, do rowu, z tobołkiem to już problem staje się omal nierozstrzygalny.
On był w centrum dowodzenia, ja z matką i bratem wśród tych do których strzelali ze Stukasów. Autentyczne ! Wieś Rybianka.
Odwet za bombardowanie Londynu i np. Coventry zmuszał przeciwnika do zastanowienia, że jego obiekty też i już są w zasięgu i jego obywatele też. A w stanie wojny wszystko pracuje na stopie wojennej. Produkuje bezpośrednio lub pośrednio środki do prowadzenia wojny i ułatwia prowadzenie wojny. A te trzeba niszczyć w zarodku.
Tylko Drezno mogło nie być tak zniszczone. A jak tam było, to ojciec opowiedał. Był tam wtedy. Był i doświadczył stosunku cywili do innych cywili którym zabraniano wejścia do schronów, do stacji kolei podziemnej.
I tego dzieciom niesposób wyjaśnić.
-
2009/12/07 18:52:24
Powtarzasz z emfazą to, co powiedziałeś wcześniej. Zbrodniarze. Nie wiem czemu mi to przypominasz, chyba nie podejrzewasz mnie o niewiedzę w tej dziedzinie. I używasz słowa "odwet". Niestety jest ono tu poprawne i ono właśnie przynosi te moralne konflikty. Bo odwet na ogół nie jest obroną i ten odwet w oczywisty sposób nią nie był. A zdaniem "w stanie wojny wszystko pracuje na stopie wojennej" prawie dopisujesz ciąg dalszy do artykułu z czasów wojny. Który miałby stronę emocjonalną zrozumiałą - i fałszywą. Dzieci stanowiły znaczny procent cywilnej ludności - i z pewnością nie pracowany na stopie wojennej.

Jakby nie było trudnym powiedzenie tego, rzecz musi być jasno powiedziana: czym by decyzje aliantów nie były motywowane, często decydowali się oni na podjęcie działań zbrodniczych. I to dlatego, że ta oczywista i prosta prawda nie przechodzi do dziś przez gardło spadkobierców tych, którzy w 1945 wygrali, wszelkie ruchy neo-nazistowskie mają ciągle poparcie ideowych młodych ludzi, którzy nie chcą wiedzieć "kto był pierwszy" i domagają się wyznania winy drugiej strony.

Boję się, że tych parę linijek może przynieść oskarżenia o krypto-nazizm (no wiadomo, bezbożnik), nadzieja w tym, że mało kto to czyta. Ale u nas samo rozumienie motywów drugiej strony jest już zdradą. My nie skończyliśmy wojny.