Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Co można zrobić w 45 minut


Jak widać z powyższego zrzutu, autor bloga zawiesił notkę (z podpiętą filmową relacją w 5 częściach) w poniedziałek – u racjonalistów stoi to już od połowy listopada.

Skoro zaczynam zrzutem z pierwszego miejsca, koniec debaty zatrzymam tak jak go widać w drugim:


i wszystko jedno gdzie postanowisz to obejrzeć, komentarze w obu miejscach są w nieco odmiennych stylach, więc warto je zobaczyć tu i tam.

Powstrzymam się tutaj od zamieszczania własnych uwag o treści dyskusji, bo nie mam ochoty na otwieranie furtki na dyskusję o KK. Interesuje mnie zjawisko nieokreśloności czasowej w tytule debaty (który tak przełożę: „Teza: Kościół katolicki jest na świecie wsparciem dobra”), co przyniosło korzyści stronie elastyczniej poruszającej się w czasie. I interesuje mnie dramatyczna odległość między UK a Polską, ujawniona w tym pokazowym starciu.

Dyskutanci byli niebanalni z obu stron ale potrafię sobie wyobrazić, że przy innym składzie drużyn, gdyby rzecznicy KK mieli bliżej oka swoich ludzi a nie swoje racje, w 45 minut można by odrobić to, co w tych 45 minut zrobiono.

Drobna uwaga arytmetyczna: trudno powiedzieć dokładnie jaka była fluktuacja postaw widowni, bo ona sama powiększyła się w czasie debaty o 3% (2126 na początku, 2178 na końcu). I z pewnością kilkaset osób, które mniej życzliwie widziały KK na końcu debaty nie były na jej początku katolikami – może byli sympatykami katolicyzmu, na przykład Szkotami, wolącymi Mary Stuart od Elżbiety I. Nie zmienia się nastawienia do własnej religii w 45 minut.

Więc i w Polsce można wypełnić salę inteligentnymi słuchaczami, w większości nie-katolikami, ale rozstanie po polsku z katolicyzmem nie bywa miękkie i w takiej grupie o ciepłych sympatyków KK by było trudno.

Jeszcze trudniej by było o brawa dla dobrze przedłożonych argumentów, która by strona ich nie użyła – a bardzo trudnym do wyobrażenia w granicach Rp III jest widownia oglądająca jak jej wiara jest rzetelnie obijana i nie intonująca dwugłosem „Allach jest wielki” i „śmierć niewiernym”. Czy coś podobnego, w dialekcie podtoruńskim.

I na koniec drobiazg, nie wspomniany w dwóch podlinkowanych miejscach: do takiego spektaklu trzeba nie tylko sali pełnej tradycji i gadgetów, trzeba też kogoś z czarem, inteligencją, silną ręką i refleksem pani Zeinab Badawi. Wprawdzie my mamy Lisa ale w futbolu mamy Arkonię, a o Manchester nam nieco trudniej. Bo futbol i dyskusje to są sporty zespołowe. I wszyscy muszą szanować sędziego, który jest godny szacunku.

czwartek, 24 grudnia 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/12/24 05:25:33
Dobry wpis.

Na pohybel papistom.

slomski.us
-
Gość: QQ, abgo207.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/12/24 13:14:00
No ale kultura dyskusji wyspiarzy jest w ogóle inna od kontynentalnej od setek lat, szczególnie w temacie religii. Ciekawe jak by wyglądała taka debata w hiszpańskiej tv np.

A teraz ogólna uwaga na marginesie, z własnego doświadczenia: Mimo, że penetrujemy i asymilujemy się w UK od co najmniej pięciu już lat masowo, to jednak kulturowo mamy do Brytyjczyków wciąż dalej niz przyjezdni Hindusi, mimo, że język znamy zwykle lepiej.
-
2009/12/24 21:49:06
QQ:
jakby to powiedziec. Hindusi najpierw byli pod okupacja angielska przez ponad sto lat, a potem juz po odzyskaniu niepodleglosci sciagali tlumnie.
Nie dziwne, ze "kulturowo" sa blizej...co do jezyka tez bym sie nie zgodzila. Prawda, ze wymowe swiezo przybyci z Indii maja fatalna, ale z drugiej strony na poziomie pisania bija Polakow o glowe. Przeciez u nich jezyk angielski jest oficjalnym jezykiem urzedowym i jesli ktos tam konczy szkoly i studiuje, to wlasnie w tym jezyku.