Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Żartowniś

To były łatwe czasy na skomplikowane życiorysy. Urodzony w Sopocie, odrzucał styl życia ojca-bankiera (nawiasem, Holendra), i zapewne to go pchnęło do komunizmu. Mieszkał z matką (pół-Żydówką) w Wiedniu i był jako nastolatek pacjentem Freuda. Niedługo, bo przyznał się doktorowi, że wymyślał swoje sny. Wkrótce oddał talent i inteligencję fizyce. Mając 26 lat Fritz Houtermans był w Getyndze jedną z gwiazd naukowych.

Rasowe prawa Hitlera z 1933 roku nie od razu przekonały go do opuszczenia Niemiec, ale wyjechał w końcu do Cambridge, skąd wreszcie wybrał się do kraju swoich snów, do Związku Radzieckiego.

Tam niestety zaśmiał się z żartu o gospodarzu, chozjainie, więc wkrótce przyznał się enkawudzistom, że był trockistą i niemieckim szpiegiem. (Jego odsiadka jest powiązana z historią Weissberga, ale tę opowiem przy innej okazji, zresztą jeszcze nie skończyłem czytać jego autobiografii „Oskarżony”; jeden z moich dziwniejszych zakupów, choć nadjedzony przez termity, to odpłakałem żądaną cenę, bo to trudne do znalezienia tutejsze wydanie z 1951 roku. Aha, obecne opowiadanie to skutek lektury ósmego rozdziału Thomasa Powersa „Heisenberg's War”). Na jego szczęście dwaj panowie ministrowie podpisali w 1939 roku pakt (mniej szczęśliwie pamiętany w Polsce) i jako wyraz wiecznej przyjaźni NKWD przekazało Houtermansa pod opiekę Gestapo. Tam go uratowali czyści rasowo przyjaciele i dostał zatrudnienie w programie nuklearnym. I wtedy powiadomił telegramem (wysłanym ze Szwajcarii) Wignera w Stanach: „spieszcie się, jesteśmy blisko”. W 1945 roku wrócił do Getyngi.

Zagadkę frapującą wiele osób o tym jak słynna grupa Węgrów z von Neumannem, Wignerem, Szilardem i Tellerem pośrodku, mogła tak odmienić świat, wyjaśniał prosto: to byli w istocie Marsjanie, i udawali Węgrów, żeby nie rozpoznano ich marsjańskiego akcentu. Wikipedia cytuje książkę „Leonium und andere Anekdoten um den Physikprofessor Dr. F. G. Houtermans” w której na 40 stronach są zebrane różne jego próbki poczucia humoru. Szkoda, że nie w tym języku co (mi) trzeba...

Osobiste życie też było należycie skomplikowane, wystarczy powiedzieć, że jego żony, trzecia i pierwsza, były tą samą osobą. Ale tak naprawdę, chciałem opowiedzieć jego jeden dowcip, związany z ową ćwiartką jego żydowskiego pochodzenia, z którego był bardzo dumny. Powtarzał swoim przyjaciołom: „kiedy wasi przodkowie jeszcze żyli na drzewach, moi już fałszowali czeki”.

Czemu my nie mamy zdolności do śmiania się z siebie?

Może siedzenie na drzewach źle nam podziałało na humor?

poniedziałek, 23 listopada 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Wiechu, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/11/23 12:27:25
kiedy wasi przodkowie jeszcze żyli na drzewach, moi już fałszowali czeki.
Teraz juz wiadomo skąd pochodzą czekiści.
Ale chwalić się przodkami oszustami to zaszczyt czy ... ?
Wiechu
-
2009/11/23 13:25:09
Dostrzegasz tu chwalenie się? Ja widzę autoironię, pożądaną dla mentalnej równowagi.
-
2009/11/23 15:43:35
Świetne.
Jakie to swoją drogą dziwne. Ja do żartownisia dotarłem nie tak dawno temu z zupełnie innej strony - poprzez Maxa von der Laue (który go ratował przed Gestapo), a do von der Laue dotarłem przez tych, których zwalczał - Lenarda i Starka, twórców pojęcia "Deutsche Physik".
Ta "niemiecka" fizyka to dopiero historia, przymierzam się od dłuższego czasu, w zasadzie czekam tylko na kolejne doniesienia dotyczące którejś z dziedzin "nauki polskiej".
-
2009/11/23 17:11:51
@telemach: cIerpliwie poczekam. I rozumiem, że wszelkie podobieństwa postaci będą zupełnie, ale to zupełnie przypadkowe.

A przyciąganie do tych samych postaci z pewnością wyjaśnia astrologia.
-
2009/11/24 05:00:08
Ale jak mozna sie smiac, jesli czlowiek caly czaas dzwiga na plecach niedzwiedzia o wdziecznym imieniu Wina?
Mozna odczuwac - jedynie sluszne - trwoge, gniew, wznioslosc, dume - ale smiech... e... nie pasuuuuje....TO PRZECIEZ TAKIE INFANTYLE, NIE WYPADA powie niedzwiedz i walnie piąchą w łeb...
-
2009/11/24 16:59:38
@Nina: myślisz, że cierpniętnictwo nam weszło w geny? Chwileczkę, jeśli podobno jednego pana uśmiercili, a po 80 czy 100 generacjach spora część 40-milionowego narodu jest skrzywiona jakby im podawano od rana rosół na tarninie - to jak ja w tych warunkach mam nie wierzyć w homeopatię?
-
2009/11/24 22:31:06
oh nie, cierpietnictwo dziedziczy sie nie z genami, ale przemuje z kultura :)
pl.wikipedia.org/wiki/Mem