|
Blog > Komentarze do wpisu
Z uniwerku wyrzucona na okładkę
Przy rozmowie o „pierwszej kobiecie, która...” marzatela zapytała mnie o historię studentki wydalonej z brazylijskiego uniwersytetu za noszenie zbyt kusych szatek podając tę linkę.
Afera była tu sławna, tv dziesiątki razy powtarzała sceny nagrane na komórkę, gdzie widać wrzeszczących studentów i policję chroniącą dziewczynę przy wychodzeniu z uniwersytetu. Ale dla mnie historia nie trzymała się kupy, bo w tym kraju łatwiej być wygwizdany z powodu nadmiaru odzienia a nie dla jego braku. Napisałem wtedy:
Władze tej uczelni twierdzą, że prowokowała zachowaniami od dawna i nie została relegowana za ubranie a za zachowania.
Potrzebowałem tygodnia na przygotowanie się do dodania tu czegoś (mam nadzieję) sensownego – postanowiłem poprosić o pomoc wszystkie grupy studenckie, z którymi mam kontakt w tym semestrze. Chciałem tak informacji jak i interpretacji. Najbardziej zastanawiała mnie kwestia czy to, co zdarzyło się na Uniban mogłoby ich zdaniem zdarzyć się na UFSC, czyli na tutejszym uniwersytecie. Próbka statystyczna (ponad 130 zapytanych osób) nie jest tak mała a i wiarogodne informacje pojawiły się – i najbardziej rzuca mi się w oczy, że (jak zwykle) interpretacja polskiej gazety:
Nie spodziewała się, jak wielkie zamieszanie tym wywołała
jest skrajnie bzdurna.
W głupich sprawach wszyscy uczestnicy głupio wyglądają (może dlatego nie lubię żadnych masowych rozrywek), ale okazuje się, że władze uczelni mówiły prawdę. Oczywiście, relegowanie Geisy Arruda było błędem i przy pierwszym nacisku ministerstwa musieli wycofać się, ale...
Przyjaciółka jednej z moich studentek jest dziennikarką w São Paulo, która zbierała na ten temat materiały i relacjonowała, że dziewczę od długiego czasu odrywało na uczelni rolę kurewki, prowokując wykładowców i kolegów w czasie zajęć. Mówię o „roli”, bo w życiu prywatnym zachowywała się zupełnie normalnie i ubierała się w niewyróżniający się sposób. Wydaje się, że postanowiła skorzystać z modelu sugerowanego przed dwoma laty przez znaną aktorkę, która odgrywanej prostytutce nadała glamour i wyrafinowanie. Czyli Geisy postanowiła się wybić z tłumu.
Owszem, udało się jej to przedsięwzięcie, jest twarzą z okładki wczorajszego wydania tygodnika „Isto É” i ma rzekomo negocjować ujawnienie jeszcze szczegółowsze swego czaru dla „Playboy'a”.
Okładka jest wstępem do długiego artykułu o zacofaniu, męskiej dominacji i wielu innych modnych zwrotach. Wszystko to jest prawdą a nawet słuszną prawdą. Niby nie jest tu źle, bo ponad 90% moich studentów uważa, że sprowokowanie tutaj (na UFSC) tłumu samców do wywrzaskiwania wulgaryzmów byłoby nieprawdopodobne, choć możliwe. Jest spora różnica między poziomem kulturalnym darmowego i jednego z lepszych uniwersytetów, a molochem rozrzuconym po 13 miastach, mającym 60 tys. studentów (czwarty w kraju co do wielkości), stanowiącym jedną z najtańszych wśród prywatnych wyższych uczelni (koło 450 zł miesięcznie). I do tego jedną z najgorszych – w ocenie ministerstwa usytuowaną na 159 pozycji wśród ocenianych 175.
To jedna strona zjawiska. Jakie są inne? Ano moi studenci, co bardziej męscy, uważają za normalne, że prowokowani mężczyźni mogą ostro reagować. Nie powiedzą mi wprost w oczy, że obić dziewczynę też mogą, ale podejrzewam, że wiele dziwnych robaczków siedzi im w głowie. Nie pytałem ich czy dziewczyna ma prawo bić w ryło gościa, który zgrywa się na donżuana, ale i tu domyślam się ich odpowiedzi.
Jeszcze inna strona? Artykuł w „Isto É”, wyjątkowo ostry atak na złe obyczaje i zacofanie owego uniwersytetu, ile by nie miał racji, parę razy przypomina pozycje i powiązania polityczne właściciela owego pedagogicznego konglomeratu; to nie kwiatek do wąchania, skrajna prawica z lekko zabagnionymi koneksjami, ale wygląda to na początek artyleryjskiego ostrzału przed przyszłorocznymi wyborami do władz wykonawczych i do parlamentu. Jest tam olbrzymia doza demagogii, ale takiej niekosztownej, wszyscy się zgodzą i nikt nic nie zmieni we własnym zachowaniu.
Wygląda więc na to, że kariera dziewczyny startuje nie dzięki jej przyciężkiemu makijażowi i staraniom, by odbić się od tłumu konkurentek (ach, te tłumy pań zrzucających fatałaszki na dźwięk słowa Playboy), ale dlatego, że ustawiły się przeciw niej władze uczelni, ideologiczni wrogowie pisma. Ważny jest ten timing polityczny przy odgrywaniu roli bad girl.
A przy okazji pytania studentów o poza-wykładowe kwestie spytałem owe grupy czy wiedzą o podpisaniu przez Brazylię konkordatu. Pięć osób słyszało o tym.
Chciałem też wiedzieć czy postanowienie o nauczaniu religii w publicznych szkołach podstawowych zmieni obecną sytuację. W owych grupach w sumie 42 osoby uczyło się w szkołach publicznych i 40 miało tam naukę religii, zawsze prowadzoną przez „normalnych” nauczycieli. Czyli dano klerowi to, co i tak w praktyce jest. I bardzo bym się zdziwił gdyby w brazylijskiej szkole miał się pojawić do prowadzenia lekcji religii katolicki ksiądz. Ale Watykan słynie z cudów... czwartek, 19 listopada 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/11/19 06:52:02
dziewczę od długiego czasu odrywało na uczelni rolę kurewki, prowokując wykładowców i kolegów w czasie zajęć
Prowokując do czego. bo nie rozumiem? 2009/11/19 06:55:59
Czy byłby możliwy "chłopak od długiego czasu odgrywający na uczelni rolę kurewki, prowokując wykładowczynie i koleżanki w czasie zajęć"?
(Próbuję zrozumieć znaczenie tego tajemniczego czasownika "prowokować". Czy on ma to samo znaczenie w stosunku do kobiet i do mężczyzn.) 2009/11/19 11:19:21
@marzatela: ciekaw jestem jak można na słabej uczelni oblać kogoś na kursie turystyki i hotelarstwa, szczególnie jeśli płaci punktualnie czesne... Nawiasem, na takich uczelniach wykładowcy zarabiają parę procent więcej niż nauczyciele szkół średnich, co pomaga w doborze właściwej kadry.
@anuszka: stawiasz mnie w kłopotliwej sytuacji, bo zobowiązujesz do wyjaśniania pewnych faktów życia, które na ogół nabywa się przed wejściem w blogi. Ale dobre wychowanie to najwyższy nakaz, więc informuję, że nie wszystkie formy rzeczowników, przymiotników i obyczajów żeńskich automatycznie przekłada się na męskie. Że np. męską formą od ta krowa nie jest ten krów ale ten byk; że w większości zachodnich społeczeństw ona pokazała piersi i on pokazał piersi nie ma tego samego efektu praktycznego na widzach (płci odmiennej do osoby ujawniającej posiadanie piersi); że wyobrażalną prowokacją kobiety może być (podkreślam słowo "może", bo nie mam pojęcia czy właśnie to było w repertuarze Geisy) wzdłużno-skośny ruch kończyny górnej obiecujący odręczne rozkosze, dość zrozumiały powszechnie gdy połączony ze stosownymi znakami dźwiękowymi - i że takie działanie nabiera nieoczekiwanych znaczeń gdy jest dokonywane publicznie. A także wyjaśniam, że wdanie się w kolejne detale należące do ogólnego hasła "prowokacja" ujawniałoby nie tyle opis zajść we wrześniu w São Paulo (bo mnie tam nie było i nie wiem jakie elementy wykorzystano w tej sztuce) co moją wiedzę na te tematy, a to nie ma wielkiego związku z Geisy. Wyjaśniam także, że prowokacje męskie często nie są rozgrywane na poziomie podświadomym przy pomocy odsłonięć, zasłonięć, szeptów i przymrużania oczu, ale na planie intelektualnym, gdy mężczyzna zawierza inteligencji kobiety informując ją skrótowo w stylu "mam 23 centymetry". Gdyby moje wyjaśnienia nie były wystarczające, proszę Cię, nie wahaj się z zadaniem kolejnej porcji pytań. A jeśli nie chodzi o Twoją ciekawość świata a o odmianę manifestu mówiącą: "pewne różnice istnieć nie powinny" to przepraszam za niepotrzebny elementarz i powiadamiam, że niekiedy zgodzić się mogę, a kiedy indziej nie mogę. 2009/11/19 13:40:51
asymetria prowokowania
Gdy Anuszka zwróciła na to uwagę, ja nieodzownie tez, ale również dlatego, że kilka dni temu obejrzałem sobie francuski film Hors de prix (Priceless) z Audrey Tatou w roli głównej i jakimś innnym aktorem w roli głównej, którego nazwiska nie pamiętam. Uwaga! Poniżej będzie psuj (spoiler). Film był o symetrii prowokowania. No, poczatkowo była asymetria, albowiem protagonistka grała rolę kurtyzany (jakoś przez e-usta nie chce przejść mi słówko kurewka), zaś jej filmowy antagonista (też proganista) poczatkowo tej roli nie grał. Ale później oboje grali, i stąd mnóstwo zabawnych perypetii, które tylko we francuskich filmach są możliwe. Gdy nastąpiła ocena moralna bohaterów, dowiodła ona mej mentalnej asymetrii. Co gorsza, przyznaję to bez żadnej skruchy, bo co będę udawać. 2009/11/19 14:52:39
@Anuszka: Pozwolę sobie odpowiedzieć na pytanie o to co znaczy prowokować, bo jako kobieta pewnie nie tak szybko posłużę jako przykład męskiego szowinizmu przeciw kobietom. Prowokować znaczy, między innymi oczywiście, to co tutaj robisz, w komentarzu przemycając zarzut o nierówne traktowanie mężczyzn i kobiet, które chyba jednak, jeżeli chodzi o autora tego bloga, jest chybione. Rozumiem to trochę jako przeniesienie na ten temat dyskusji, które toczyły się na zupełnie inne tematy. I o ile na przykład dyskusję na Twoim blogu na temat krzyży przeczytałam z dużym zainteresowaniem, bo nie ma nic lepszego niż temat, który ogniskuje energetyczną wymianę zdań, to trochę mi szkoda, że miałoby się to porozmywać na milion innych sprzeczek i zamienić na wyciąganie pojedyńczych słów z ich kontekstu.
2009/11/19 17:47:39
@tichy: Audrey Tautou, Gad Elmaleh, Vernon Dobtcheff - to potrafię wyguglować. Ale ciągle nie wiem czy warto, a to jednak 104 minuty z mojego życia. Jakaś sugestia?
2009/11/19 18:25:58
Sugestia spędzenia 104 minut?
Ja polecam najwyzej krótkie filmy. Innych - nie polecam (ani nie niepolecam). Każdy ma swó genre i powód. Ja oglądam filmy w celach czysto rozrywkowych, gdy nie mam lepszego sposobu spędzenia czasu. Jest też tzw. filmowy "quality time", ale tu niestety żaden mój wybór. A więc, mam extra 100 minut, i wtedy - co by tu obejrzeć. Klikam po Netflixie, i coś tam sobie wybieram, w zależności od nastroju. 2009/11/20 10:15:47
Bardzo ciekawe, w internecie zaczynają mnie traktować jako szczególną hybrydę wojującej feministki z wojującą maskulinistką...
Tak na poważnie. Mam taki defekt mózgu, że rzeczy dla innych oczywiste dla mnie nie są oczywiste. To się objawia dosłownie co chwila, a już zwłaszcza przy czytaniu blogów i forów. Jeśli wśród zarzucających mi tutaj prowokację są kobiety, to być może nigdy im się nie zdarzyło spotkać z zarzutami "bo ty prowokujesz na płaszczyźnie damsko-męskiej", więc powszechnie obowiązujące wyobrażenia uważają za oczywistość. Powiem w skrócie, że mam pewien zasób doświadczeń. (Teraz, na mocy tychże powszechnie obowiązujacych wyobrażeń, wystawiam się na zarzut, że się chwalę. Względnie, że mam kompleksy.) Zdarzają mi się w życiu sytuacje, że ja pojmuję granice tego typu prowokacji inaczej, niż strona druga. Oraz inaczej niż inne kobiety. Takie rozróżnienia nie są oczywiste. A wy mi tu czynicie wyrzuty, że próbuję dyskutować o oczywistościach. Jeśli nie chcecie, uszanuję to i zamilknę. Ale w takim razie, jaki cel ma ta notka, jeśli nie dyskusję o granicach prowokacji damsko-męskiej? 2009/11/20 10:30:55
@Andsol
1. dziewczę od długiego czasu odrywało na uczelni rolę kurewki, prowokując wykładowców i kolegów w czasie zajęć 2. mnie tam nie było i nie wiem jakie elementy wykorzystano w tej sztuce Nie wiesz, co robiła, ale wiesz, że kurewka? 2009/11/20 11:55:47
@Anuszka: Tak, Anuszko, są też tu kobiety, i ja jestem jedną z nich niewątpliwie, ale chciałaby jedynie dodać, że dla mnie konfrontacja pomiedzy komentatorami to tylko konfrontacja, nie bardzo mi się wiąże z koniecznością Twojego zamilknięcia. Podobnie jak mój komentarz odnoszący się do prowokacji wobec autora tego bloga - nie czuję go jako wyrzut. Ja tam swoją drogą z upływem lat widzę czasem wiele pozytywnych stron prowokacji. Obca mi nie jest. Zawsze to próba zbliżenia ;) Prowokacja damsko-męska stara jak świat. I jak poszukiwanie przez płci wzajemnie kontaktu ze sobą. Dobrze jest jednakże wiedzieć, że takowa ma miejsce. Otwiera to rozmaite możliwości.
(Sprawa powiązania - splecenia, bądź wzajemnych relacji - na poziomie wewnętrznym i zewnętrznym feminizmu z pierwiastkiem męskim przeciekawa i mogłabym nad tym zastanawiać się godzinami, ale nie wiem czy tu to będzie na temat, może kiedyś gdzie indziej przy okazji.) 2009/11/20 16:55:40
@anuszka: przy zdarzeniach znanych ogółowi nie wdaję się w narrację i mogę iść bezpośrednio do komentarzy. Wtedy dopytywanie się (w najlepszym stylu arabsko - izraelskiej dyplomacji) co oznacza każde kolejne słowo oraz przecinek jest usprawiedliwione i ze stylu oraz typu przymiotników można wnosić coś o poglądach autora a nawet (jak ktoś to lubi) atakować je.
Tu relacjonowałem to czego się dowiedziałem, bo chodziło o wyjaśnienie co tam się w istocie stało. W sygnalizowaniu mojej postawy zatrzymałem się na daniu do zrozumienia, że "męskie" postawy niektórych moich studentów mam za głupie. Nie w głowie mi modyfikowanie przekazu, bo to by była forma "bowdlerizing" - i nie wdam się w analizę ogólnobrazylijskiego rozumienia pojęcia prowokacji i pochodnych. Nie chcę robić żonglerki różnymi tematami, celem było zrozumienie samemu i przekazanie zainteresowanym co się stało, że w kraju słynnym z niepruderyjnych zachowań i ubiorów pojawił się ten skandal. "Prowokacje po brazylijsku" mogłyby być tematem zupełnie innej bajki, ale chyba nie mojej, bo tu nie mam nic ciekawego do opowiedzenia. |
|
Jeśli chodzi o tę dziewczynę - to teraz moze mieć jeszcze mniej czasu na naukę. Strach będzie oblac ją jednak na egzaminie, gdyż znowu trafi na medialne czołówki.
Jak widac - dobry PR to potęga.