|
Blog > Komentarze do wpisu
Karnawał 2010
Choć brakuje jeszcze paru miesięcy, przygotowania do karnawału są zaawansowane. Tradycyjna Szkoła Samby Pycha i Rozpycha nie zasypia gruszek w popiele. Kostiumy są już gotowe:
a enredo, czyli wątek karnawałowej fabuły to „Montezuma Czerwona Twarz”. niedziela, 08 listopada 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
nina.mazur
2009/11/08 07:14:31
Pieeeeekne :) Ci sie udalo ;))))
2009/11/08 13:10:29
Wylazł znany powszechnie humanizm (bliżej człowieka) Andsola- nawet o batmanach z gatunku ozdobnych nie zapomni. No, nie powiem: pikne te błony, zlotem kapiące.
Czy ten wystrój znajdzie uznanie u balowiczów w karnawale brazylijskim ? Pójdą śladem SIWCA? 2009/11/08 15:06:59
@bedowska: daj jakiś trop, żebym złapał o kim (i o czym) myślisz. Czy chodzi Ci o posła Marka Siwca? Jeśli tak, to jak on tu wchodzi?
2009/11/08 16:42:00
Andsol, nie idź tą drogą ! Nie bądź bardziej bazyliszkowy niż Gowin.
Gesty Kozakiewicza i SIWCA są powszechnie znane. Co to będzie , gdy do samby tańczących w szatkach batmańkich dojdą wzloty i upadki z pocałunkiem Mamusi Ziemi? 2009/11/08 17:29:03
@bedowska: no tak, po krótkim zważeniu opcji (podsuniętych mi przez panią Gugl) podejrzewałem, że chodzi o całowanie Matki Ziemi przez posła Siwca... Ale weź poprawkę na moje oddalenie od ojczystej codzienności, gest Kozakiewicza w istocie jest tak powszechnie znany, że i ja go znam, ale o tym Siwcu jakoś żyłem i nigdy nie słyszałem. Wstyd się przyznać (a może i nie?) ilu nowych gwarowych porzekadeł nie znam, ile modnych postaci mi przelatuje niezauważalnie... Nawiasem, często piszą o jakimś Tusku, co to jest Tusk?
2009/11/08 18:34:23
Wyprawy za ocean kończą się niekiedy pozyskaniem "szlachetnych" tytułów.
Np., dziś nam panujący przywióżł jakże wielce wzniosły tytytuł: "Śłońce Peru". Cała Hameryka wraz z jej prowincjami (z ojczyzną samby również) o tym trąbiły. Mamy także męrdrca, którego namaściło i na salony europejskie wysłało owo "słoneczko", a to dzięki światłości jaka nań spłynęła po tej wizytującej wyprawie. Przewidująco ,tak o o proroku i mędrcu gdzieś ( w bloogu z pewnością) pisałem: " Tyle "łask" na nas spłynęło: mamy już proroka i cudotwórcę w jednej osobie, a dziś objawił nam się mędrzec. Będzie też Rada, ta zapowiadana*- Rada Mędrców, mająca ponoć władać globalną Europą. Ów mędrzec ma wyrabiać (uchodzić- jak kto woli) u niej za błazna na dworze, a zarazem też "godnie" reprezentować nasz kraj. Uff! Należy pamiętać jeszcze o nadejściu...ale on już był, zapętlił nas długami i odszedł, a na pamiątkę po "wielkich" dokonaniach- czynach swoich i dziełach, nakazał nam spłacać zaciągniętą lichwę, co czynić mamy przez wieki. Amen i alleluja." * Protokoły Mędrców Syjonu. Morał jest taki: Uwaga!- wyprawy hamerykańskie mogą klepki poniektórym uczestnikom poprzestawiać. 2009/11/08 22:11:49
@bedowska: najpierw kwestia formalna, w Twoim blogu jesteś w rodzaju męskim, a tu w nicku - w żeńskim. Nie, żeby to było istotne, ale lubię być w zgodzie z gramatyką.
Potem merytoryczna. Zrobiłem sobie abstrakcyjny żarcik na temat nazwiska pana premiera, użyłeś tego (w moim odczuciu: nierzetelnie) do odegrzania jakichś skierowanych przeciw niemu ataków. Nie powinno to pojawić się tu. Prawdę mówiąc, nie powinno nigdzie się pojawić, rzecz była dokładniutko w stosownym czasie omówiona. Pokpiwanie sobie z orderu peruwiańskiego było niedorzeczne, czysta i niczym nie uzasadniona agresja. Jeśli już, to obśmiałbym raczej "wielkie krzyże orderu" niż "wielkie słońce", bo krzyże w naszej kulturze z niczym miłym nie kojarzą się, a słońce - owszem. Natomiast wspominanie na moim blogu na poważnie "protokołów mędrców Syjonu" ma tyle sensu co wejście w warszawskiej katedrze na ambonę i odczytanie jako kazania rozdziału "Harry'ego Pottera". Poetyka zupełnie niewłaściwa. W końcu, zwrot "Cała Hameryka wraz z jej prowincjami (z ojczyzną samby również)" bardzo wyraźnie mówi, że wiedzę o Brazylii masz z jakichś nieprzetrawionych dyskursów politycznych. O zależnościach (często dla Brazylii niełatwych) od USA często i krytycznie piszę, ale nawet w okresie najostrzejszego północnego imperializmu nie było mowy o "prowincji". To za duży tort na jakiekolwiek gardło. 2009/11/09 00:53:33
1) Bedowska- a dlaczego Krajewski Anna, znajoma, która za Francuza polskiego pochodzenia wyszła za mąż? "Bedowska" jest zlepkiem danych osobowych , tak jak w nicku "andsol".
2) To pomówienie - nie szargałem w mojej wypowiedzi odznaczenia peruwiańskiego. "Słońce Peru"- stało się popupalrnym określeniem używanym przez media i w obiegu potocznym po wizycie jaśnie panującego za oceanem. 3) Dla górali podhalańskich zagranica, z której przywozi się mieszek dutków ( np. dularów) jest Hameryką. 4) Każda Hameryka (patrz punkt 3), jako kraj bogaty i kapitalistyczny był lub jest państwem imperialnym ze swoimi podległymi prowincjami ( co nie znaczy , że kraje samby i Polski do niej nie należały lub nie należą). 3) Żadnym ewangeliom, bibliom, talmudom i innym "świętym" księgom nie dawałem wiary, jak również "nawiedzonym" księgom pokroju "Protokoły..." czy też "testamentowi" fuhrera. W "Protokołach ..." wzmiankowana jest Rada Mędrców- stąd proste skojarzenie Z Radą Mędrców Europy z komicznym w niej udziałem mędrca naszego chowu. 4) Jaśnie nam panujący ma w tej nominacji swój udział. Tak się składa, że te wyprawy za ocean niektórych naszych mężów dla kraju źle się kończą: potem w kraju za ich sprawą legły w gruzach gospodarka i szkolnictwo oraz cała sfera edukacji, nie wspominając już o moralności całego społeczeństwa. 5) "Specjaliści i manipulatorzy"- autor tego artykułu i jego klakierzy mają potem podstawy (w związku treścią pktu 4) do rozważań socjologiczno- filozoficznych, przynosząc swoimi konkluzjami "splendor" macierzystemu uniwesytetowi. Andsolu, jeśli już wszedłem przez nieformalne, a jednak, zaproszenie na Twój blog, to nie znaczy że mam być w nim jeszcze jednym uczestnikiem towarzystwa wzajemnej adoracji. Zawsze miałem słabość do matematyki i ludzi nią się zajmujących. Prof. Bobrowski mawiał, że Pan Bóg był przede wszystkim matematykiem, a matematycy jego przyjaciółmi, jakby to wynikało z prostej implikacji. Moja pamięć sięga wydarzena z 1956 roku, gdy jako uczestnikowi okręgowej olimpiady matematycznej we Wrocławiu prof. Steinhaus usisnął moją dłoń i zechciał poświęcić mi trochę czasu na rozmowę. A Potem już Warszawie, w tym samym roku, niezapomniane spotkanie w tych samych okolicznościach z prof. Sierpińskim. Jego "Teoria liczb" stanowiła zawsze podstawowy kanon lekturowy w przygotowaniach do olimpiady. Na koniec zostałem iżynierem. Tak więc andsolu, kłopotów będzie ze mną co niemiara, jeśli tylko nie wpadnę w zniechęcenie. 2009/11/09 01:34:05
@bedowska: w ściskaniu ręki Steinhausa jesteśmy skwitowani, mi też raz, choć mniej na to zasłużyłem, po prostu byłem na jego drodze na korytarzu nad biblioteką.
jeszcze jednym uczestnikiem towarzystwa wzajemnej adoracji? Taki zwierz tu nigdy nie zajrzał. Najbliższe wylewności uczuciowej są tu dzieci zaglądające do opisu tabliczki mnożenia i piszące, że taka tabliczka jest do dupy. I całe szczęście (mówię o braku TWA, nie o "naszych milusińskich"). kłopotów będzie ze mną co niemiara? Jedyny kłopot, który przewiduję, to moje trudności z szybkim zrozumieniem o co Ci chodzi, ale w końcu kto zadekretował, że na tym blogu jedynym typem o niejasnych motywach mam być ja? Seja bem-vindo e divirta-se.
Gość: Throgh, kyi66.internetdsl.tpnet.pl
2009/11/09 11:06:05
jakiż poczułem się malutki wśród Tytanów- ja, który uścisnąłem rękę jedynie Profesora magistra Mieczysława Sz. zwanego w określonych kręgach pieszczotliwie "Mietkiem" lub "Rumcajsem" - co prawda również w korytarzu nad biblioteką, ale jednak nie nad TĄ.
2009/11/09 13:22:15
W istocie, ściskając dłoń H.S. można było poczuć się tytanem. I jadąc do Bułgarii też czułem się dość wielki. Ale za to w Holandii...
2009/11/09 16:28:37
Ale za to w Holandii...{/i] spadły mi łuski z oczu- tak porażąjący był dla mnie ogrom konsumpcji, kończąc zdanie za Waść. A wartości to co, mały pikuś może ? Potęga ducha już się nie liczy ? Do czego ten kapitaliżm nie doprowadza...
2009/11/09 17:08:55
Nie, w Holandii ja byłem najmniejszy na ulicy. Ale chyba najładniejszy. Gdybym był gejem, spływałbym z Holandii choćby i do Niemiec.
|
|