Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jaki kołek na wampira

Na popularnym blogu dotyczącym biologii w początku września PZ Myers wstawił filmik kreacjonistów obalający w krótkich abcugach teorię ewolucji. Przedstawiony hasłami zastępującymi fanfary, a głoszącymi, że „matematyka jest językiem nauki” pojawił się nauczyciel matematyki ze średniej szkoły w Kilgore w Teksasie i używając szkolnej matematyki dowiódł, że gdyby człowiek pojawił się pół miliona lat temu, to ludzi by było dziś więcej niż elektronów w Kosmosie. Potem równie szybko obalił inne możliwości (że na przykład ludzie zaczęli się rozmnażać 100 tys. lat temu i dużo wolniej - ale i tak by nas było 22 razy więcej niż jest obecnie), po czym elegancko i sprawnie dowiódł, że


przyjmując za początek Potop 4500 lat temu, cztery pary osób oraz naukowy model wyciągnięty z podręcznika używanego na Uniwersytecie w Kilgore (roczny przyrost 0,456 procenta) dostaniemy na dziś sześć i pół miliarda osób, co zgadza się ze rzeczywistością, czyli Biblia ma rację.

Dyskusja była bardzo ożywiona, ale niepotrzebnie długa, bo autor bloga kopnął się w szacowaniach populacji w starożytności i często mu to wypominano. Pomijając ten szczegół, jak należało argumentować w wydajny sposób z człowiekiem dowodzącym, że kalendarz biblijny jest jedynym właściwym?

Użyto w dyskusji (czytaj: w masakrze) powszechnie dostępnych danych, tak o realistycznych modelach wzrostu populacji (bo zastosowanie postępu geometrycznego, jedynego narzędzia matematycznego owego kreacjonisty, ma oczywiste ograniczenia) oraz danych botanicznych i archeologicznych – ale ja bym tego tak nie robił.

Doświadczenie (moje czy cudze, to nie ma znaczenia) uczy, że fanatyka nie da się przekonać. Gdyby miał cień zdrowego rozsądku, nie byłby kreacjonistą. Zatkanie go argumentami, które wielu z nas by uznało za „naukowe” byłoby po prostu zatkaniem go, czyli wodą na jego młyn: jest światowa konspiracja darwinistów i zatykają prawdomówne usta. Wampirowi należy wbić wprost w serduszko jego własny kieł.

Zastanawiałem się czemu tyle osób źliło się tam, wymyślało kreacjoniście (jeszcze jeden dowód na światowy spisek) i używało różnych modeli na dowiedzenie kiedy i ile ludzkość miała na świecie swoich przedstawicieli, a nie użyto jego własnego modelu dla pokazania, że albo założy niechybny koniec świata (więc niech będzie to jasne dla jego słuchaczy, zapewne wszystkim bardzo to się spodoba), albo bzdura scenariuszy o przepełnieniu Kosmosu ludźmi wyłoni się także z jego własnego, czyli biblijnego podejścia.

Dla rzetelnego wypyszczania się przedarłem się przez wszystkie komentarze i dobrze uczyniłem, bo niejaki Reverted (w komentarzu #126 z 162 tam umieszczonych) zauważa to mówiąc:

Creationists: project your own "theory" into the distant future.

(Kreacjoniści, przedłużcie swoją własną „teorię” w odległą przyszłość.)

Chodzi o to, że używając modelu tego pana, za tysiąc lat (a chyba zgodzimy się, że końce świata następują w okrągłych datach), będzie nas na Ziemi 615 miliardów. A jeśli świat nie skończy się do roku 4000, to przekroczymy liczbę 58 bilionów osób.

Urok takiej argumentacji w tym, że jeśli postanowi zaprzeczyć, zaprzeczy sobie samemu.

Gdzie nauczyłem się tej techniki walki z wampirami? Od starożytnych Greków. Staroć, koło 2500 lat. To się nazywa reductio ad absurdum i jest ulubionym narzędziem matematyków. Techniczne detale tego greckiego pomysłu wyjaśniałem tutaj. A użycie tego w rozmowie nie-matematycznej jest częściową odpowiedzą na niepokój Niny wyrażony w jej komentarzu gdy pytała jak to się wszystko ma do rzeczywistości społecznej. A tak.

piątek, 06 listopada 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/11/06 01:54:14
To prawda - z kreacjonizmu, zwłaszcza tego młodoziemskiego, zawsze mnóstwo uciechy.

A im pompatyczniejszy, im bardziej podautorytetyzowany, im bardzie unaukowiony - tym mnóstwiej.

Słusznie się komentatorzy wyśmiewają z krzywej eksponencjalnej, lecz niektórzy dają zły argument. Że dlatego nie ma krzywej eksponencjalnej, bo jest wymieranie. Otóż, nie tak. Albowiem, biorąc t=czas od momentu 0, zas h=długość życia, populacja przeżywająca będzie wynosić
exp(t)-exp(t-h) =c*exp(t), gdzie c=exp(h)-1,
czyli też eksponencjalna.

No, bo nie widzieli wyprowadzenia krzywej logistycznej - by ją dostać (powiedzmy, w najprostszej postaci), trzeba przyjąć iż wymieranie jest proporcjonalne do kwadratu populacji.

Ale to tak na marginesie.

Cenne są linki (dla mnie) do wcześniejszcych Twych notek, Andsolu. Czy można się upomnieć o The Mathematical Turn in Logic?

Przy okazji, co do komentarza Niny: jezyk naturalny MA SIE NIJAK DO LOGIKI. -
taka uwaga:

Kiepski lub niedbały język naturalny ma się nijak, fakt. Natomiast porządny lub poprawny jest czystą logiką samą, nawet nadlogiką. Tak bardzo, że aż poraża.

A jak nie jest? Widać użytkownik się nie stara...

-
2009/11/06 09:40:52
Chodzi o to, że używając modelu tego pana, za tysiąc lat (a chyba zgodzimy się, że końce świata następują w okrągłych datach), będzie nas na Ziemi 615 miliardów. A jeśli świat nie skończy się do roku 4000, to przekroczymy liczbę 58 bilionów osób.

No jakże? To on wtedy powie, że koniec świata jest bliski!
-
2009/11/06 12:05:07
Tak to jest, gdy szaleńcom i kiepskim da się matematykę jako narzędzie. Potem mamy m.in. tylu doktorów w "edu".

-
2009/11/06 21:47:54
andsol:
czyli, ma sie do rzeczywistosci w sposob przewrotny :)

-
2009/11/07 02:37:23
@tichy: The Mathematical Turn in Logic? Oj, nie tej miary są moje możliwości. Miałem jakieś tam idące ambicje, ale... Handbook of the History of Logic pokazuje ile to trzeba by było się nauczyć, by mówić z sensem. Nawet Leibniza nie poczytam przez łacinę... A potem, tyle dobrych tekstów jest już, np. Michała Walickiego Introduction to Logic z 2006... I w dodatku nie uniknąłbym wtedy uczciwszego pogrzebania w Wittgensteinie i Gödlu, a wolę tego uniknąć... I trzeba elementarz dokończyć czyli dopisać dwa ostatnie odcinki do owego cyklu.

Skończy się to chyba kiedyś esejem o tym, że u Halmosa i Givanta mamy Logic as Algebra (zresztą jestem bardzo rozczarowany tym zakupem), a u Victora Valencii The Algebra of Logic. Raczej znaczące zamieszanie. No i chcę przebrnąć wreszcie przez ten przydługi esej Paula Benacerrafa What Numbers Could Not Be...
-
2009/11/07 02:45:05
@anuszka: powie. I będzie dobrze, bo więcej osób przełknie jego wywody o świecie sprzed 4500 lat niż informację, że cyrk będzie zamknięty. I przestaną go tak bezkrytycznie słuchać.

@bedowska: nie widzę podstaw do takich konkluzji. Tę matematykę jako narzędzie on sobie wziął ze szkoły średniej. Procent składany. Nie wyszedł poza to. Każdy człowiek z ukończonym średnim wykształceniem miał to w programie. I "doktorzy w edu" nie biorą się z tego, że religijny fanatyk coś bredzi jak Piekarski na mękach - i wcale nie widzę motywów, by stąd przypuszczać atak na ludzi z doktoratami na uczelniach. Nie bronię ich (a przed czym niby?) ale nie widzę tu żadnej platformy do ataku.

@Nina: no nie, nie możesz mi zarzucać przewrotności, bo Platon jest po mojej stronie. Dziesiątki razy używa tej redukcji.
-
2009/11/07 05:02:03
No, ja Cię nie chciałem zmuszać. Chciałem tylko choć rzucić okiem (tak coś w genre "The Collector"), boś napisał:

"więc gdybyś tego chciał, daj znać, doślę Ci za US$0.00.
-
2009/11/07 12:19:32
Andsolu, nie warto bronić doktorów wykreowanych (sic!) w polskim, obecnie panującym, systemie "edu". 456 wyższych "edu" porozmieszczanych w różnych Wólkach, 2 mln tam studiujących i dziesiątki tysięcy wykreowanych przez nie ("edu") doktorów- oto stan i dorobek szkolnictwa wyższego w Polsce w ostatnich latach.
Owi młodzi doktorzy, wypchani z taśmy edukacyjnej wraz załączonym kwitkiem (dyplomem), zamiast pokazać się w swojej dyscyplinie, zrobić coś na rzecz rozwoju nauki i edukacji, gospodarki- puszą się swoim dr i biadolą albo wchodzą ze swoją "wiedzą" na obce im podwórko (np. wypociny niektórych na temat Powstania).
Przytoczony "wampir" zapomniał o potrzebie sformułowania problemu, jednego z pierwszych, podstawowych kroków w dociekaniach naukowych. Poprawne jego opracowanie pozwala na krytyczną ocenę doboru narzędzi matematycznych przy konstruowaniu modelu i jego samego, jako takiego.
dL/ dt= f(L, dZ/dt, t)
dZ/dt= g(Z, dL/dt, t) ,
gdzie, np. :
L- może być liczność zbiorowości ludzkiej,
Z- zasób życiowy.
Powyższy układ równań różniczkowych prezentuje model (?) rozwoju ( wykorzystałem do opisu procesu starzenia się obiektu)- nieistotne czego.
Należycie sformułowany problem ( cel, badanie otoczenia, założenia, przedmiot, podmiot, zadania) wykaże jego mankamenty w zastosowaniu do przytoczonego zagadnienia i rozważanego przez "wampira".
A propos- w inżynierii finansowej obecnie nie wykorzystuje się procentu skladanego (za trudne dla ekonomistów i prawników), ważniejszy jest natomiast relatywizm.
Tak też "wampir" dostosował się i racje swoje przedłożył. Tylko starsi i mądrzejsi wiedzą w czym rzecz.
Pozdrawiam.
-
2009/11/07 13:27:40
@tichy: wybacz, zapomniałem o zapisanej tam (otwartej dla wszystkich) obietnicy, z jakichś powodów zrozumiałem, że zachęcasz mnie do napisania mojego własnego eseju. Błąd już naprawiłem, pdf z Grattanem (776Kb) już Ci posłałem. Widzę, że życie z Alzheimerem będzie pełne przygód.
-
2009/11/07 20:44:25
No, to ślicznie dziękuję za przesłanie. Ale Twój własny esej... czemu nie?

Bo przecież cóż innegu tu robisz? Nic tylko esejujesz, tylko kawałki sa porozrzucane...
-
2009/12/28 13:59:37
Ja wierzę w Darwina, świat ma miliardy lat.