|
Blog > Komentarze do wpisu
Tragedia chyba globalna
Zdjêcie pokazuje kawa³ek tablicy. Rachunki na tablicy dowodz±,
¿e pewna funkcja wyk³adnicza (2n) ro¶nie szybciej ni¿
pewna funkcja wielomianowa (n2). Jest to zapis tragedii
dydaktycznej.
Jedyne s³owo w naturalnym jêzyku to „hipoteza”, które
zreszt± tylko w greckim jest naturalne. Znaczny procent nauczycieli
z najró¿niejszych miejsc na ¶wiecie zapewne powie, ¿e wszystko jest
w porz±dku, bo rachunki s± poprawne.
I ucz siê w takich kretyñskich szko³ach... poniedzia³ek, 26 pa¼dziernika 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/10/26 11:07:20
Dzie³o cz³owieka, który za parê semestrów bêdzie nauczycielem, mo¿e w podstawówce, mo¿e w ¶redniej szkole. Z³apa³em sytuacjê w ostatnim stadium choroby, gdy upewnia³ siê (retorycznie zreszt±, chyba wewn±trz nie mia³ cienia w±tpliwo¶ci): "rozumiecie, nie?" a widz±c cyfrówkê nawet ustawia³ siê do pozowania obok wyprodukowanego obrazu.
Przed laty wywo³a³em na Wydziale zdumienie o¶wiadczaj±c, ¿e by³em z o¶rodka, w którym m³ody doktor móg³ dawaæ wyk³ady z ostatnich semestrów, a pierwsze lata by³y zastrze¿one dla najbardziej do¶wiadczonych merytorycznie i dydaktycznie wyk³adowców. Patrzyli na mnie jak na raroga, bo sprzeciwia³o siê to z powszechnie przyjêt± m±dro¶ci±, ¿e trudne wyk³ady (czyli o z³o¿onej technicznie tre¶ci) bierze profesor, a z ³atwym (bardziej elementarna zawarto¶æ) nawet "professor substituto" poradzi sobie. Przy okazji: "profesorem" jest ka¿dy stwór, którym zda³ konkursowe egzaminy na posadê, nikt nie chce pamiêtaæ o dope³nieniu typu "professor assistente", "professor adjunto". No wiêc pos³uchali, pokiwali g³ow± i rozwi±zali w prosty sposób: uznali, ¿e kto z nich wiêcej lat siedzi na dupie w tym miejscu ten jest bardziej do¶wiadczony. Narzêdzia presji na kolegów pope³niaj±cych b³êdy s± zerowe. Pe³na demokracja, w wyniku jej nie znam jednego jedynego przypadku w ca³ej Brazylii, by na uniwersytetach federalnych (a znaczna wiêkszo¶æ co¶ wartych uniwerków jest tego typu) kto¶ utraci³ posadê za niewydolno¶æ dydaktyczn±. No i dzia³a siê w takiej ogólnej galarecie, maj±c tylko nadziejê, ¿e ten i tamten student odró¿ni w³asnym oczkiem ró¿nice miêdzy stylami pracy i zechce (po dobroci, bez nieistniej±cego przymusu) w³±czaæ do swych zasobów elementy bardziej przyjazne nastêpnemu pokoleniu uczniów.
Go¶æ: taria, 37-bem-6.acn.waw.pl
2009/10/26 13:57:17
Czy wiesz, andsolu, ¿e od zesz³ego roku z zakresu rozszerzonej matury z matematyki wypad³a zasada indukcji matematycznej. Twórcy podstawy programowej t³umacz± to nastêpuj±co:(www.cen.edu.pl/cen_serwis/userfiles/file/link2/pp_matematyka/komentarz_liceum.doc)
Co z zasad± indukcji? Zasada indukcji matematycznej zosta³a usuniêta ca³kowicie, równie¿ z zakresu rozszerzonego. Jest specyficznie trudna. Stosowanie jej sta³o siê pewnym rytua³em, którego sens pojmowali nieliczni uczniowie. Na tej tablicy mamy w³a¶nie wykre¶lone kred± pentagramy konieczne do przeprowadzenia takiego rytua³u. Co oznaczaj±? Nie wie tego ani kap³an, ani obserwuj±cy go wierni :D A przecie¿ (¿ywiê tak± gor±c± wiarê) zatrzymany na korytarzu szkolnym licealista poproszony o s³owne wyt³umaczenie (nie "udowodnienie", czy "wyliczenie"), czemu dla du¿ych liczb 2^n jest wiêksze ni¿ n^2 u¿yje argumentów, bêdacych w zasadzie szkicem (krótkiego!) poprawnego indukcyjnego dowodu. 2009/10/26 14:20:28
@taria: nie, nie wiedzia³em o tym postêpie dydaktycznym. Sens jego jest oczywisty: "nie wiem jak to powiedzieæ, wiêc nie bêdê o tym mówi³". I problem znika.
Specyficznie trudna? Oj, ca³e my¶lenie jest specyficznie trudne. W odró¿nieniu od takich, powiedzmy, regulaminów musztry. No to bardzo pocieszaj±ce wie¶ci dosta³em od Ciebie :) 2009/10/26 18:36:44
Rzeczywi¶cie, tego nie ma ju¿ w liceum. Uczy³am indukcji studentów informatyki na pierwszym roku. Rzeczywi¶cie, istnieje jaka¶ trudno¶æ, próg mentalny do przeskoczenia, ¿eby zacz±æ to rozumieæ. Ale jak ludzie naprawdê za³api± o co chodzi, to ju¿ potem nie zapominaj±. W sumie nie wiem, na czym polega ta trudno¶æ, ale ona jest.
Ten go¶æ to by³ twój student? Je¶li tak, to na twoim miejscu bym siê tym nie chwali³a ;-). Stojê na stanowisku, ¿e nauczyciel odpowiada za to, co zrozumiej± studenci. Je¶li narzeka, ¿e nie rozumiej±, to tak naprawdê narzeka sam na siebie. 2009/10/26 19:56:40
Nie rozumiem, jak mo¿na mieæ z zasad± indukcji problem i co w niej "specyficznie trudnego"? Przecie¿ to prosta zasada domina.
2009/10/26 20:44:31
@anuszka: ja takich nie tworzê, ja ich dostajê gotowych. I przez parê semestrów naszych kontaktów oni intensywnie walcz±, bym sta³ siê dobrym wyk³adowc±, to znaczy takim, który mówi co bêdzie na egzaminach, ka¿de pojêcie æwiczy na trzydziestu przyk³adach, a¿ do wbicia tego w najbardziej oporn± g³owê oraz nie pieprzy im o odpowiedzialno¶ci przed ich przysz³ymi klientami. Czasami widz±c, ¿e po dobroci wiele ze mn± nie wskóraj±, sk³adaj± donosy, które zamieniaj± siê w rozkoszne procesy administracyjne - a¿ siê sam dziwiê, ¿e tylu baranów z rektoratu skaka³o na tê ska³kê czyli na mnie i wszyscy odpadali. Czasami mam ochotê zrobiæ na mojej stronie drwi±cy wyci±g z g³upot, które mi ju¿ zarzucano, ale potem przypominam sobie ten film Disclosure ("W sieci") gdy okazuje siê, ¿e postaæ grana przez Demi Moore dostaje wy¶mienite propozycje, bo ¶wiat potrzebuje chamide³ek. I postanowi³em graæ m¶ciwie, czyli nie robiæ g³upolom reklamy.
banderzwierz: szanujê znan± analogiê z domino, ale wolê jej nie nadu¿ywaæ, bo z domino klocki padaj±, a tu chodzi tylko o sprawdzenie czy stoj± jeden za drugim. Wiêc wolê mówiæ o kamienistej ¶cie¿ce przez jezioro: potrzebujemy tylko sprawdziæ czy jest pierwszy kamyk tu¿ przy brzegu i czy za ka¿dym kamykiem wystaj±cym nad taflê jeziora jest w ma³ej odleg³o¶ci natêpny.
Go¶æ: Wiechu, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/10/26 22:31:01
banderzwierz pisze:
"Nie rozumiem, jak mo¿na mieæ z zasad± indukcji problem i co w niej "specyficznie trudnego"? Przecie¿ to prosta zasada domina" Najgorsi s± ci nauczycieke, którzy nie rozumiej± ¿e ich uczniowie mog± mieæ i maj± problemy z pojêciem czego¶, czego¶ nie rozumiej± co dla nich jest tak oczywiste. Geniusze nie powinni byæ nauczycielami. Wiechu. Kiedysiejszy kontraktowy belfer w szkole ¶redniej. 2009/10/27 00:08:04
Po zastanowieniu siê, doszed³em do konkluzji, i¿ Twa ocena "tragedii dydaktycznej", Andsolu, jest zbyt surowa.
Zdjêcie zamro¿onego zapisu - to za ma³o. Wszak dochodzi w realu jeszcze g³os, jakie¶ zdania, komentarze, jaka¶ gadka-szmatka ³±cz±ca i wyja¶niaj±ca poszczególne kroki. Dodaj±c zapis do mo¿liwego g³osu, by³aby to "matematyka od kuchni" - tak, jak j± naprawdê siê robi zanim znajdzie siê w wycyzelowanych podrêcznikach. A, wiêc, go¶ciu mówi, udowodnimy przez matematycznê indukcjê pewn± nierówno¶æ. Mo¿liwe, ¿e przedtem opowiedzia³ jakie¶ historyjki o Malthusie, o wzro¶cie geometrycznym i o wzro¶cie arytmetycznym. Podosz±c do kwadratu Malthusa - dostaje siê z grubsza omawian± nierówno¶æ . Z grubsza, to znaczy w koñcu wzrost geometryczny przebije wzrost potêgowy. W angielskim istnieje ¶liczne s³owko "eventually", co - niestety - w polskim oznacza "jak Bóg da a okoliczno¶ci pozwol±". A mo¿e nie opowiedzia³ historyjki... Zaczyna dowód, wszystko idzie dobrze, rachunek prosty - a¿ tu nagle - ³ups - znowu jaka¶ nierówno¶æ (tu siê przyda³aby znów historyjka o Malthusie). Jak j± wywie¶æ? Ano, tak samo. Wiêc, mówi go¶ciu, zawie¶my na razie ten nasz dowód, i zabierzmy siê za t±. No, tu siê myli, i opuszcza "2", ale dalej idzie samo, choæ te¿ takie - tym razem ma³e - ³ups! - znowu jaka¶ nierówno¶æ. Na szczê¶cie, bardzo ³atwa. A wiêc, wracaj±c po ¶ladach, widaæ, ¿e wszystko wysz³o jak trzeba, C.B.D.O. Jaka z³a dydaktyka? Gdy chodzi o nauczenie umiejêtno¶ci dowodzenia, to tak siê w³a¶nie uczy - przez ból i pot. Ksi±¿ki i podrêczniki podaj± wyczyszczony zapis - powy¿sze miszmasz trzeba by zapisaæ od koñca, ³adnie, liniowo, bez rozkrzaczania ani rozga³eziania, ¿e gdy z czego¶ trzeba korzystaæ, to ju¿ wcze¶niej zosta³o to wyprowadzone i elegancko zapisane jako lemacik czy wzór z numerem do odwo³ania siê. Taki adept ju¿ wy¿szego stopnia potrafi sobie w g³owie ca³y wywód przeprowadziæ, ³±cznie z wielokrotnym cofaniem siê, zawieszaniem g³ównej my¶li, etc., by nastêpnie ³adnie zacz±æ od "Proszê pañstwa, zacznijmy od takiego ma³ego lemaciku" -- i pojawia siê co¶ ni w 5 ni w 10, które potem magicznym sposobem okazuje siê g³ownym gwo¿dziem programu (dowodowego). Dobra dydaktyka taka? No, dla s³uchaczy, którzy wiedz±, co jest grane, mo¿e i dobra. Ale dla takich raczkuj±cych - kana³. Primo, wci±¿ i wci±¿ bêda usi³owali skopiowaæ takie podej¶cie "od lemaciku", bo takie widzieli, a nie widzieli tego ca³ego procesu tworzenia, czyszczenia i porz±dkowania, który zaszed³ w g³owie wyk³adowcy. 2009/10/27 00:32:58
Jeszcze a propos tego, co napisa³a TARA...
Po pierwsze, ten linkowany scenariusz (czy to ze starego filmu Barei lub Monty Python?) ¶ci±gn±³em, przeczyta³em, zapisa³em do ewentualnego pó¼niejszego nad nim siê pastwienia. Super! Tak, z ka¿dej niemal tezki tam zamieszczonej mo¿na (byæ mo¿e nawet i trzeba) siê wy¶miaæ. Na przyk³ad, ¿e symbol "v" na logiczne "lub" jest zakazany, bo siê mo¿e pomyliæ z prêdko¶ci± lub objeto¶ci±. Albo, ¿e w rachunku prawdopodobieñstwa trzeba unikaæ oznaczeñ dzia³añ na zbiorach - bo siê nie wytworzy intuicji probablistycznych (chyba chodzi o te za króla Æwieczka). Niemal... bo jest jeden wyj±tek. Jedna m±dra rzecz - wyrzucenie indukcji matematycznej z programu. Na poziomie szko³y - za wcze¶nie! A propos napotkanego ucznia na korytarzu - IMHO, taki - jak nawet bêdzie widzia³ o co chodzi, to raczej zastosuje indukcjê, a nie indukcjê matematyczn±. Ró¿nica jak miêdzy krzes³em a krzes³em alektrycznym. Tak a propos, indukcja mat. nie jest jedyn± metod± dowodu owej nierówno¶ci, i - s±dzê - najmniej intuicyjn±. Na poziomie szkolnym nikt (no, prócz jakich¶ prodiges) nie bêdzie widzia³ sensu i znaczenia tej - czy innej - relacji przez pryzmat jej mo¿liwego dowodu. 2009/10/27 01:15:10
tichy: rozumiem ¶wietnie, ¿e co najwa¿niejsze w dowodzie to sz³o w ¶cie¿ce d¼wiêkowej - i za to w³a¶nie walê jak w kaczy kuper.
Tradycja publicznych argumentacji dotycz±cych matematyki ma za oczywiste, ¿e wa¿ne s± rachunki, które maj± w sobie mityczne warto¶ci i bez nich nikt nic nie zrozumie, natomiast d¼wiêkiem dolewamy ¿elatynê, ¿eby to siê nie rozpad³o w czasie na odrêbne odcinki. A oczywi¶cie skalê wa¿no¶ci mam zupe³nie inaczej ustawion±, rachunki (wa¿ne) mo¿e wykonaæ ka¿dy je¶li ma trochê w nich treningu oraz je¶li rozumie kierunek poruszania siê. Natomiast owe wyja¶nienia, po których b³yskawicznym falowym pojawieniu siê nie pozostaje materialny ani duchowy ¶lad, one s± esencj±, bo mówi± w jakie to kulki gramy. To wszystko jest powi±zane z kultur± (a raczej brakiem kultury) brudnopisu, gdzie nieszczêsny rdzeñ "brudny" zachêca do kojarzenia z za¶winianiem a nie ze sporz±dzaniem pierwszej, jasno w zdaniach wyra¿onej redakcji. To co mówiê nie jest wezwaniem do redagowania artyku³ów, w których wszystko jest przemy¶lone, ustawione w ci±gi mrówek w±chaj±cych sobie pupy i ponumerowane liczbami jak nie przymierzaj±c u Spinozy czy Wittgensteina. Chodzi mi po prostu o umiejêtno¶æ robienia memo. Tak sobie my¶lê, ¿e gdyby z ministerstwa Leppera zosta³y jakie¶ memo, ich odczyt linearny by by³ w formie "o kurwa ale kurwa". Od dziecka tak u nas siê robi ¶winiopisy. 2009/10/27 03:19:17
Te mrówki w±chaj±ce sobie pupy...
Wci±¿ mnie trzêsie ze ¶miechu. No w³a¶nie - Twoja komórka nie zarejestrowa³a ¶ciezki d¼wiêkowej, przez co proces dynamiczny (dowodzenia) pojawi³ siê jako statyczny, zamro¿ony w momencie. Tak¿e, przecie¿ celem jest okre¶lona audiencja, a nie wo¼ny, przychodz±cy zmazaæ tablicê, ani przypadkowy przechodzieñ, który akurat wetkn±³ g³owê w drzwi. Obaj siê zadziwiaj±, co tez mog³o byæ takiego dziwnego wyk³adane... A popatrz na pozytywn± stronê. Konieczno¶c ¶cie¿ki d¼wiêkowej, ¿elatyny - jak to nazywasz, st±d - kogo¶, kto te poplatane ¶cie¿ki splata, i b³êdy poprawia, i scala te miszmasze w twarde rozumowanie... Bo inaczej - co? Jaki¶ zdalnie nadawany, wycyckany do absolutnej ¶liczno¶ci wywód faceta (lub facetki, ja tam p³ciom odmiennym nie ¿a³ujê) z Princeton, a reszta, niepotrzebna - won na bruk. Co do innego w±tku - czasy i zapotrzebowanie na gaje Akademosa dawno siê skoñczy³y. Ju¿ nie ma mistrza przechadzaj±cego siê po parku, ci±gn±cego ogon gar¶ci uczniów ws³uchuj±cych siê w jego s³owa, nawet wyprzedzaj±cych je (jak co który zdolniejszy). Jest - ta¶ma, fabryka, kopalnia soli, machina przerabiajaca szare na z³ote. ¯al gaju Akademosa? Ano, ¿al. Jeszcze czasem, tu i tam, na obrze¿ach... I co poradzisz? PS. Niechêæ wy¿szej kadry do babrania siê z tymi Algebrami 101, Chemiami 101, Jêzykami 101, Biologi±ami 101, etc. - jest wrêcz prowerbialna. Been there, done that. 2009/10/27 05:04:33
Ja jestem prosty czlowiek i terminow matematycznych nie znam (zajrzenie do wikipedii to zadna znajomosc), ba, te literki i symbole na tablicy to dla mnie czarna magia jest i nic z tego nie rozumiem.
ALE. sa dwie funkcje. No to bym se napisala program, ktory bedzie te dwie funkcje wykonywal, podstawiajac pod variable kolejne coraz wieksze liczby naturalne. Pozniej wystarczy zrobic tylko print i se porownac dwie kolumny wynikow, a jak ktos sie nudzi popoludniem to wstawic se liczby na przyklad do takiego excela i niech policzy a potem dziabnie ladny wykresiczek. I JUZ. Wydaje mi sie, ze po takim cwiczonku wizualnym wiekszosc uczniow bedzie PAMIETAC jak wyglada wykres ktorej funkcji i zaczna sie zastanawiac DLACZEGO. Od razu bez bicia mowie, ze mnie w szkole tak nie uczyli, o nie. I moze dlatego dzis absolutnie NIC z matematyki nie pamietam ani nie umiem. 2009/10/27 09:58:31
@andsol: nie bardzo rozumiem, czym istotnym siê ró¿ni domino od kamieni na jeziorze. Wydaje mi siê, ¿e w dominie sprawdzamy "czy - przynajmniej od pewnego miejsca kolejki - upadek kamienia zawsze spowoduje upadek nastêpnego". (Je¶li na pocz±tku kolejki stoj± w zbyt du¿ych odstêpach, to znaczy, ¿e trzeba popchn±æ kamieñ, który jest dalej, gdzie s± ju¿ ustawione gê¶ciej).
@wiechu: na szczê¶cie nie mam ci±got do nauczania w szkole. Ale zasada indukcji jest prosta do zrozumienia. K³opotliwe jest tylko zrozumienie formalnego zapisywania dowodów indukcyjnych. 2009/10/28 01:41:23
@banderzwierz: domino jest ¶wietne i takie samo, ale strasznie obt³uczone po bokach. Przez tyle lat co¶cik siê zu¿y³o. Wiêc dobrze czasem podmieniæ, a to dzwonkami zawieszonymi na nieskoñczonej linii, a to srokami, przekazuj±cymi w prawo ¶wie¿e plotki... a tak powa¿niej, z domino k³opot, ¿e gdyby¶ zrobi³ model, kto¶ by popchn±³ my¶l±c, ¿e dokonuje indukcji. A po kamieniach po jeziorze chodziæ nie bêdzie, zrozumie tylko, ¿e chodzi o sprawdzenie czy s± dobrze poustawiane.
@nina: jak zwykle w wa¿nych rzeczach, tak i nie. Eksperyment jest dobry. Dane u³atwiaj± przyswojenie sobie wiedzy. Ale... Milion danych niczego nie gwarantuje. (Jaki¶ czas temu mog³a¶ zrobiæ dowód przez wyliczenie, ¿e andsol nie istnieje, no i co? Zepsu³em zabawê!) I najgorsze: z danych nie wyniknie wiedza o strukturze, ¿e jak na ¶cianie malujesz wykres wielomianu, kolejne centymetry to powiêkszaj±cy siê n, jest szansa na pomazanie ¶ciany na paru metrach. A przy funkcji wyk³adniczej szybko musisz wchodziæ na dach, a po nastêpnych metrach wybraæ siê na inn± planetê. Przyznajê, ¿e dowód przez indukcjê zupe³n± te¿ tu jest nijaki. G³upie zadanie. Tak jakby uczyæ ¶limaka k³aniaæ siê. @tichy: z pewno¶ci± wiesz jak zacznê: "tak i nie". Masz racjê, ¿e nie ka¿dy przekaz ma byæ uwieczniony, to by³a jednorazówka, s³uchacz przytakiwa³ (przypuszczam). Ale chcia³bym, ¿eby cz³owiek dba³ o swoje zbawienie wyrabiaj±c zdrowe nawyki, odró¿niania wa¿nego od technicznego. Wiesz, dobry programista pisze du¿o komentarzy. Widzia³em programy, pe³ne ¿arcików (czemu ci ludzie kojarz± wszystko z seksem?), które potrafi³em z grubsza zrozumieæ - i programy, w których tylko deklaracja sta³ych by³a zrozumia³a. A gdyby on siebie samego chcia³ zrozumieæ za tydzieñ? 2009/10/29 00:26:16
Stracilam watek w czwartej kolumnie, gdzie k=5 a potem k zostalo zastapione 1. Ja tam cwiczylam swoje dziecko (mam watpliwosci, czy skutecznie), ze tok myslenia ma byc widoczny w zapisie. Dotyczy to nie tylko matematyki i nie tylko zapisu, ale rowniez wypowiedzi. Musze jednak szczerze przyznac, ze niektorzy sie bardzo denerwuja, jak pytam 'dlaczego', w sensie 'jaki tok myslenia doprowadzil cie do takiej konkluzji'.
Co to jest indukcja matematyczna musialam wyguglac, bo przeciez nie moge cale zycie pamietac takich rzeczy :). Gdy jednak ktos napisal, ze kazdy uczen liceum wytlumaczylby to swoimi slowami, wzielam kartke i dlugopis, i nieco okrezna droga, prowadzaca przez zapisanie wynikow dla k+1, k+2 etc, doszlam do wlasnego dowodu. Dowod jest w formie luznych notatek (no dobrze, nie uzylam slowa brudnopis) bo nie jestem pewna, zapisac koncowy wniosek w jezyku matematycznym. Dziekuje, mowilam, ze matematykoterapia mi potrzebna! 2009/10/29 00:58:22
@vierablu: a jak siê rozniesie, ¿e matematyka jest przyjemna, to jej nie rozkradn±?
niektorzy sie bardzo denerwuja, jak pytam 'dlaczego' Mo¿e obalasz ich wiarê w istnienie prawd absolutnych? Bo chcieliby czego¶ nie poddawanego w±tpliwo¶ciom, dwa plus dwa i nie ma dyskusji? Ka¿da pierwsza droga jest okrê¿na. I przyjemno¶æ tkwi w prostowaniu jej - czasami wydaje siê, ¿e nawet w najprostszych sprawach ten proces nie ma koñca... Cieszê siê, ¿e. 2009/10/29 02:37:22
(*) "tak i nie"
Podaj mi jeden pomys³, do którego komentarzem nie by³oby powy¿sze. Albowiem, zawsze znajdzie siê kto¶, nawet wiêkszo¶æ, która najdoskonalszy pomys³ zamieni w jego karykaturê. Pomys³ NINY.MAZUR doskona³y, godny poparcia, ale... (*). Pewnie NINA wziê³aby jakie 50 punktów (mo¿e nawet 2^16-1, bo tyle w Excelu siê mie¶ci), ale inni - jakie 5 albo 3. Ma³o to widzia³em paraboli rysowanych z trzech punktów... Tak, wygl±daj± jak V jak vendetta. Albo sinusoidy jak kolejka o¶miornic po ¶wi±tecznego karpia... Wyrzuciæ te nierówno¶ci wraz z indukcj± w pierony (Semadeni et cos) - (*). Indukcj±, panie, tylko indukcj±! - (*) Wpadam w depresjê. 2009/10/29 02:47:42
kolejka o¶miornic po ¶wi±tecznego karpia, mówisz... Wiem co mi bêdzie przychodzi³o do g³owy przy ogl±daniu niektórych szkiców, ale czy dobre wychowanie utrzyma mi komentarz wewn±trz buzi?
|
|
W 4-ej kolumnie magicznym sposobem, zamiast dowodziæ 2^n 2k+1, z prawej strony nagle jest "k+1" (dlaczego ten blox nie respektuje taga ?).
Wygl±da to na rozpaczliwe próby ucznia, wyrwanego nagle do odpowiedzi. Ale podtekstu nie znam - komentarz sugeruje, ¿e to nauczyciel sobie tak dzielnie poczyna (oczywi¶cie, miszmasz bezdyskusyjny).