S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Sztuka gmatwania

Domowe do¶wiadczenia przekonuj±, ¿e ³atwiej jest zagmatwaæ ni¿ rozpl±taæ, skomplikowaæ ni¿ upro¶ciæ, zabrudziæ ni¿ oczy¶ciæ. Wyci±ga siê st±d niekiedy wniosek, ¿e w praktyce dydaktycznej nie nale¿y gmatwaæ, komplikowaæ i brudziæ, bo s± to sztuki ni¿szej klasy – i ca³± energiê nale¿y skierowaæ w odwrotnym kierunku.

Jest to pogl±d bardzo podobny do wyznawanej w szkolnictwie teorii, ¿e nale¿y trafiaæ, mówiæ m±drze i mieæ racjê, a nie b³±dziæ, mówiæ od rzeczy i widzieæ swe tezy odrzucone.

Przypuszczam, ¿e powodem przyjêcia jednego zespo³u przekonañ i odrzucenia innego jest nieporozumienie zwi±zane ze s³owem „nauka”. Wiele osób wymawiaj±c je (w stosownie godnej pozycji i z krawatem lub na³o¿ywszy szpilki) my¶li o postêpie, u¿ytkach i technologiach. A skoro nauka to jest co¶ z du¿ej litery, to taka te¿ musi byæ dydaktyka czyli opowiadanie o sukcesach nauki.

Mniejsza o to. Pokomplikujmy sobie trochê dla zabawy, bez filozoficznego podk³adu. Jak nas policja naukowa z³apie to zap³acimy grzywnê.

W pierwszym podej¶ciu bêdzie matematyka, pó¼niej (ale nie dzi¶) bêdzie jêzyk polski.

£adnym zwieñczeniem do¶æ elementarnego programu geometrii analitycznej mo¿e byæ opowiedzenie o sto¿kowych, jak to one wszystkie, pojawiaj±ce siê przy krojeniu sto¿ka no¿em czyli p³aszczyzn±, maj± podobne równania: dwie zmienne, wielomiany drugiego stopia przyrównane do zera. O, na przyk³ad parabola, jak ³atwo i zgrabnie dostaje siê jej równanie. Ale wiêkszo¶ci uczniów mina by zrzed³a gdyby trzeba by³o znale¼æ równanie „¼le po³o¿onej” paraboli, maj±cej za sw± kierownicê prost± o równaniu y=5x+2, a ognisko po³o¿one w punkcie ze wspó³rzêdnymi (4,-1). No dobrze, nie bêdziemy wdawali siê w sadystyczne zastosowania twierdzenia Pitagorasa, pomy¶lmy o czym¶ prostszym.

Biorê dwie proste, oto ich równania:

y=x+1 ; y=-2x+3 .

Przepisujê je w postaci

x-y+1=0 oraz 2x+y-3=0 .

Mno¿ê ze sob± lewe i prawe strony równañ i dostajê

2x²-y²-xy-x+4y-3=0 .

Okropne, ale wiem sk±d to siê wziê³o, wiêc wiem jaki obiekt na p³aszczy¼nie wyznacza ono. Ale kto¶, kto wszed³ w tej chwili i nie wie co tu wcze¶niej siê dzia³o, sk±d ma wiedzieæ co to jest? Czy nauczywszy siê nieco teorii potrafi od razu postawiæ hipotezê co to mo¿e byæ?

No i widaæ, ¿e warto wdaæ siê w studium ogólnego przypadku, by umieæ rozpoznaæ „uczciwe sto¿kowe” od ³¿e-sto¿kowych, które maj± podobne równania i s± tworzone przez wypaczone umys³y nie szanuj±ce zasady unikania wszystkiego, co jest dziwne i nie omawiane w dobrych podrêcznikach.

A naj¶mieszniejsze jest to, ¿e czasami uczniowie czy studenci sami z siebie wprowadzaj± dodatkowe komplikacje, wykazuj±ce jak p³ytko osadzone s± ró¿ne szkolne pojêcia i jak ³atwo wprowadzaj± zamieszanie do uczciwych m³odzieñczych g³ów. Otó¿ znajdzie siê kto¶, kto zechce upro¶ciæ sobie pracê i przemno¿y stronami podane równania w ich pierwotnej postaci – i dostanie takie równanie:

2x²+y²-x-3=0 .

Popracuje trochê nad nim i odkryje, ¿e to równanie elipsy maj±cej ¶rodek w punkcie (1/4,0), d³u¿sz± (pionow±) o¶ d³ugo¶ci 5√2/2, a krótsz± mierz±c± 5/2. Sk±d tu elipsa?

I oka¿e siê, ¿e geometria jest na jednej lekcji, rachunek zdañ (z alternatywami) na innej i nie ma mostu miêdzy lekcjami, wiêc wszystko sobie weso³o hasa w g³owie jako niezale¿na i zbêdna wiedza.

Któr± to obserwacjê dedykujê pfg w nadziei, ¿e go przekonam przy pomocy paru przyk³adów, ¿e jednak nie fizyka a matematyka jest najbardziej bezsensownie nauczana w szkole.

czwartek, 08 pa¼dziernika 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/10/09 01:27:06
Jak siê czyta ¶rednik ";" ? Sugestia: jako "oraz", czyli "i".

To wtedy, gdy po obu stron równañ sa niezerowe wyra¿enia.

A jak po jednej - tej samej - stronie jest 0, to wtedy ¶rednik czyta siê jako "lub" albo "b±d¼" b±d¼ "albo".

Tej lekcji zazna³em dopiero po angielsku gdy - gdzie¶ w jakim¶ poradniku - przeczyta³em, ¿e "wzór" matematyczny powinien byæ tak napisany, tak skonstruowany, tak przedstawiony - by mo¿na by go by³o przeczytaæ jako "proper English sentence". Mo¿e to by³a rada napisana przez Polya? Mo¿e przez Erdos'a?

Doda³oby to wagi, bo jak anonim - to kto siê przejmie?

W ka¿dym razie, nigdy wcze¶niej takiej rady nie s³ysza³em ani nie widzia³em. Nikt mi nie mówi³, ¿e wzór powinien byæ dobrym zdaniem po polsku.

Dlaczego o tym piszê? Bo dozna³em konfuzji (na szczê¶cie, oby³o siê bez kontuzji). Inaczej - zacuka³o mnie - choæ przez chwilê (uczciwie przyznajê siê - pzrez dobr± chwilê). Bo niby dlaczego nie mo¿na sobie wymna¿aæ równañ?

Po kilku próbach doszed³em do wniosku, ¿e owszem mo¿na, ale to nie znaczy, ze trzeba.

A wszytsko st±d, ¿e nie wiadomo z góry, co ¶rednik znaczy. Czy "i" - wtedy mamy do czynienia z uk³adem równañ - geometrycznie, poza niczym, by³by to punkt lub prosta (w danym przypadku - punkt). Czy te¿ "lub" - wtedy by³by to - w danym przypadku - tzw. krzy¿ ¶w. Andrzeja (podobieñstwo do osób lub sytuacji rzeczywistych lub wymy¶lonych czysto przypadkowe).

Wymna¿aj±c - egzekwujemy "i" (chyba, ¿e mamy 0 po jednej stronie, po przerzuceniu wszystkiego na drug± - wtedy egzekwujemy "lub"). I dostajemy trywia³ - pewien punkt le¿y w pewnej figurze.

Gdy z 0 po jednej stronie, "lub" by³o i przed wymno¿eniem, "lub" jest po wymno¿eniu. Rzecz (ów krzy¿ ¶w. Andrzeja) jest wci±¿ i wci±¿, tam i z powrotem - jest niezmiennikiem.

Dlatego - zgadujê - u¿ywa siê go jako znaku ostrzegaj±cego na przejazdach kolejowych.

PS. Dobrze odda³em tytu³ notki?
-
2009/10/09 01:49:13
¯eby nie by³o abstrakcyjnie... Pewien mój kontakt (astronom amator) zapyta³ mnie, dlaczego mu wychodzi masa ujemna ksiê¿yca, gdy wstawia masê gwiazdy, masê planety do tzw. uogólnionego wzoru Keplera. Zapytawszy, co to za s³oñce, co to za planeta -- okaza³o siê, ¿e to te z tych niedawno odkrytych, hañ daleko.

Wiêc w pierwszym odruchu wysmia³em astronomiê, jako naukê nie¶cis³±, bo te dane o masach i periodach dotycz± obiektów tak dalekich, ¿e te oszacowania przypominaj± raczej wysysanie z palca.

Ale potem mnie tknê³o - jaki¶ wzór ujmuj±cy jednocze¶nie masê gwiazdy, planety, i jej ksiêzyca? Problem trzech cia³ rozwi±zany, gdy spa³em? Zajrza³em do wikipedii, a tam uogólniony wzór Keplera wci±¿ ujmuje masy dwóch cia³. Nawet w polskiej wikipedii.

Wiêc sk±d trzy masy?

Nie mog³em przez to spaæ, wiêc dzwoniê do kontaktu - i pytam sk±d ten wzór z trzema masami wytrzasn±³. Jak to sk±d? Z podrêcznika do astronomii dla drugiej klasy liceum. A tak¿e, ten sam wzór wystêpuje w akademickim podreczniku do astronomii autorstwa s³ynnego profesora astronomii.

Ano, podobno (nie dam g³owy, bo nie widzia³em, i trudno mi w to uwierzyæ), owi utytu³owani autorzy w nastêpuj±cy sposób rozwi±zuj± problem trzech cia³.

No, jest wzór na dwa cia³a - gwiazdê i planetê. Jest obok wzór (ten sam) na dwa cia³a - na planetê i ksiê¿yc.

Akurat dzieli siê te wzory stronami - i bum, zagadnienie trzech cia³ rozwi±zane.

Ma kto¶ pod rêk± podrêcznik (sama nazwa wskazuje, ¿e kto¶ powienien mieæ) do astronomii dla drugiej klasy liceum?
-
2009/10/09 02:22:21
A ju¿ siê ba³em, tichy, ¿e nikt tego nie czyta.

Na Twoje pierwsze pytanie odpowied¼ brzmi: nie, nie pogmatwa³e¶, bo jednak trzy czwarte wyja¶ni³e¶. Bo jak a×b=0×0 to niew±tpliwie albo a=0 albo b=0. A je¶li a×b=c×d to jeden czort wie czym jest a. W kwestii czytania wzorów, przy pewnej doros³o¶ci zaczyna siê wymaganie, by by³y pisane one tak starannie i jasno jak ka¿de inne zdania w jakimkolwiek "naturalnym" jêzyku. M³odzi zapaleñcy strzykaj± wzorami miêdzy zêbami i my¶l±, ¿e ich (wzorów) m±dro¶æ broni je przed wilko³akami z jêzykowych topielisk.

Co do ujemnej masy to my¶la³em, ¿e nie ujrzê niczego piêkniejszego ni¿ ujemna prêdko¶æ, a tu taka siurpryza... Ujemn± prêdko¶æ oczywi¶cie znasz? Jak jedziesz z Warszawy do Gdyni z prêdko¶ci± x, to powrót w tym samym rytmie jest opisany prêdko¶ci± -x! To prawie tak dobre jak suma temperatur gwiazd, o której pisa³ kiedy¶ Feynman.
-
2009/10/09 04:37:22
No, nie "albo...albo..." tylko "lub".

A z ta interpunkcj± bez przerwy mam przeprawy i przeboje. Jak wiesz, przecinek w notacji probabilistycznej (i nie tylko) oznacza "oraz", czyli "and" (kto w polskim wymy¶li³ "i" - tak ¿e to w tek¶cie mo¿e sie zdarzyæ przypadkiem, byle mucha jaka nasr**a!).

"and" - to nie skrót od "andsol", tylko "i" po angielsku.

Tak to siê jako¶ wpoi³o od m³odu, ¿e cz³owiek zapomina, ¿e nie ka¿demu tak oczywiste. No - bo nie ma zapisu w konstytucji, ¿e przecinek znaczy "and".

A¿ dziw, ¿e poloni¶ci (czy inni -i¶ci) nie zacukali siê nad tym ... "id±c, k³ania³ siê damom, starcom i m³odzie¿y" - czy komu¶ Podkomorzy siê nie k³ania³, czy wszystkim siê k³ania³?

Angielski ten problem rozwi±zuje, k³ad±c przecinek przed "and". Czytaj±c zdanie - od przesz³o¶ci w przysz³o¶æ (czyli od lewej ku prawej) - zajrzawszy w przysz³o¶æ - i cofaj±c siê do pierwszego przecinka, zgadujemy, ¿e on oznacza "and".

Podobne proroctwa trzeba uprawiaæ wzglêdem "lub".

Wygl±da to na totaln± bzdurê - ¿e te¿ ten tichy nie ma o czym pisaæ, tylko o jakim¶ g³upim przecinku, gdy tyle ciekawych rzeczy siê dzieje naokó³, a pol-media i pol-blogi a¿ kipi±.

E, niech se kipi±. Pokipi, pokipi, i siê wykipi, albo nie. A przecinek wci±¿ jest, i zawsze bêdzie, i coraz to nowym generacjom bêdzie myli³ i miesza³.

A ¶rednik - ¿e ho-ho!
-
Go¶æ: Propp, 213.17.172.7*
2010/03/10 13:46:43
Czytam i siê dziwiê. Jaki jest cel wziêcia dwóch równañ, a potem jeszcze siê pomno¿enie ich przez siebie? Je¿eli celem by³o znalezienie rozwi±zania, to trzeba by³o napisaæ to. Inaczej tekst nawet nie jest zagmatwany, ale bezsensowny :)
-
2010/03/10 22:06:35
Zacny Propp, je¶li dziwisz siê, to mo¿e bêdzie z czytania tego jaki¶ po¿ytek. Ale je¶li wejdziesz tu z przekonaniem, ¿e równania s± po to, ¿eby je rozwi±zywano, to marnujesz swój czas. Chyba nie przekonasz mnie, ¿e je¶li mam jaki¶ zamiar, to trzeba by³o napisaæ to, teksty wychodz±ce poza przedszkole s± zabaw± na dwie osoby, jedna my¶li i pisze, druga czyta i my¶li.

Przeczytaj, proszê, jeszcze raz, ale uwa¿nie i zastanawiaj±c siê to co piszê o twierdzeniach koñcz±cych kurs geometrii analitycznej. Mówiê jasno, ¿e æwiczy siê sztukê dekodyfikowania tworów opisanych równaniami, ale trochê æwiczeñ w kodyfikowaniu pokazuje, ¿e formalnie takie same równania (wielomianowe drugiego stopnia z dwoma niewiadomymi) mog± równie dobrze opisywaæ "prawdziwe" sto¿kowe
(np. hiperbola czy elipsa) jak i "z³udy" (podwójne równanie tej samej prostej, dwie proste równoleg³e, punkt, itp). Wymna¿anie równañ liniowych prowadzi w³a¶nie do kodyfikacji. I wskazujê tu, ¿e jest w tej technice delikatny moment, ¿e zale¿nie od tego jakie równania wymno¿y siê stronami, mo¿na dostaæ bardzo odmienne twory - w umieszczonym przyk³adzie zamiast dwóch prostych dostaje siê elipsê.

Przypuszczam, ¿e Twój protest pochodzi z nastawienia utrwalonego przez szko³ê, ¿e mamy co¶ danego (np owe równanie wielomianowe drugiego stopnia) i za pomoc± jakiego¶ twierdzenia klasyfikacyjnego odkrywamy co ono przedstawia geometrycznie. Mam tak± metodê w niskim powa¿aniu i jej w³a¶nie przypisujê czê¶æ odpowiedzialno¶ci, ¿e matematyka jest widziana jako sztuka manipulacji symbolami a nie modelowania ¶wiata.


To jest zaproszenie do grupy sympatyków w MyBloglog!