S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Po prostu: matematyka

Je¶li czytasz moje notki matematyczne, wiesz, ¿e nie zdarzy³o mi siê tutaj definiowaæ czym ona jest. Próbujê pokazywaæ jej u³omki sugeruj±c, ¿e te same sposoby my¶lenia dzia³aj±ce we wszelkich dziedzinach wiedzy, tu te¿ prowadz± do warto¶ciowego opisu ¶wiata. Ale upychanie tych sugestii w kodeksowe sformu³owania prowadzi³oby tylko do nudnych oczywisto¶ci lub do ¶mieszno¶ci.

W³a¶nie ¶mieszno¶æ wybra³o paru komentatorów tichego, wytaczaj±c kolubrynê o imieniu Wittgenstein. No i orzekaj± czym owa matematyka jest, a pewno¶æ w³asnej racji tak wielka jest, ¿e nawet matematyków ... no, nie mówiê konsultowaæ, ale nawet s³uchaæ nie potrzebuj±.

Przekonania ich s± takie, jakie mia³o wielu wielkich ludzi. W XIX wieku, gdy wiele robiono, by wcisn±æ tê dzia³alno¶æ w jakie¶ p³aszczyki skrojone w pracowniach filozoficznych. Efekty by³y gorzej ni¿ op³akane. „Principia Mathematica” mia³ ten naukowy Titanic na imiê. Logicy i filozofowie pie¶ni o dziele ¶piewaj± (czym zastêpuj± czytanie tej ceg³y), ale nie s³ysza³em jeszcze o matematyku, który natchnienia dla rozwi±zania swoich problemów w lekturze Russella i Whiteheada by szuka³.

Matematyka okaza³a siê niegrzeczn± cór± logiki, która wy¶mia³a macosze rzekomy akt macierzyñstwa i posz³a robiæ to, co robi³a od tysiêcy lat czyli...

Osoby zamykaj±ce zakres dzia³ania matematyki w równaniach, rachunkach i czym¶ tam jeszcze wiele by zrozumia³y gdyby pomy¶la³y o przeró¿nych problemach, za które wziê³a siê ona w ostatnich stu latach. Przytoczê tu parê postawionych przed ni± a nieuporz±dkowanych pytañ. Niektóre doprowadzi³y do powstania nowych dziedzin, inne podda³y siê istniej±cych ju¿ metodom. £±czy je to, ¿e na pocz±tku nikt nie mia³ pojêcia jak siê za nie zabraæ.

– Pocisk i czo³g to nie kula bilardowa i brzeg sto³u, nic tu siê rykoszetem nie odbija, pocisk w¿era siê w stal. Jak opisaæ jego ruch od momentu spoktania siê z czo³giem?
– Jak prze³o¿yæ na sprawdzalny i obiektywny jêzyk kwestiê podobieñstwa stylu pisarza, by u¿ywaj±c stosownych pojêæ móc mówiæ o blisko¶ci próbek literackich?
– Jaka metoda rozró¿niania ornamentów na garnkach znalezionych w indiañskich cmentarzach mo¿e przypisaæ te wyroby rozwijanym na owych terenach kulturom?
– Je¶li pada silnie, a uko¶nie, biec czy i¶æ spokojnie, by jak najmniej nas±czyæ p³aszcz deszczem?
– Jak zagwarantowaæ, ¿e zaszyfrowany tekst, przekazany w dostêpny dla adwersarza sposób, nie móg³ byæ przezeñ odkodowany, a przez adresata owszem i to szybko?
– Jak wybieraæ próbki z olbrzymich transportów z tym samym materia³em, by zapewniæ sobie rzetelne szanse na wycenê jako¶ci ca³ej dostawy?
– Jak odszukaæ s³own± szpilkê w stodole gadulstwa?
– Jak zmierzyæ d³ugo¶æ brzegu ¿yletki?

To ostatnie to pytanie Hugona Steinhausa, zadane parê lat przed pojawieniem siê s³ynnych prac wprowadzaj±cych teoriê chaosu i fraktale. Owszem, ten matematyk poda³ genialn± definicjê matematyki i my¶la³em, ¿e trzeba nie¼le j± znaæ, by powiedzonko doceniæ, ale Boles³aw Gleichgewicht mówi, ¿e z lubo¶ci± powtarza³a to pani Longchamps, ¿ona wroc³awskiego prawnika, profesora Franciszka Longchamps de Bérier. A wiêc trzeba tylko dobrej woli... A definicja brzmi:

Matematyka to jest co¶ innego.

poniedzia³ek, 12 pa¼dziernika 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/10/12 05:05:58
O pytaniach dla matematyki.

Kiedy¶ gawêdzili¶my z miasto-maßa-maszyna o muzyce, i postawi³ on tezê o pewnej przewidywalno¶ci w muzyce Bacha, s³owami (mam nadziejê, ¿e nie uchybiam zbytnio tajemnicy korespondencji prywatnej ;-) ):
"ciekawi mnie, czy w przyszlosci jakis skynet, zajebiscie wielka siec neuronowa po podaniu pierwszych 16 taktow zrekonstruowalaby reszte [Kyrie z mszy h-moll]". A potem, gdy ja zasugerowa³em, ¿e "tak to tylko u Mozarta", 3m rzek³ "no wlasnie obawiam sie, ze u bacha tez. moze nawet wlasnie bardziej niz u mozarta"

Co na to matematyk? Macie narzêdzia, by powiedzieæ, u którego bardziej?
-
2009/10/12 06:13:07
My¶lê, ¿e naprawdê du¿y komputer poradzi³by sobie po 16 taktach, ale Zbigniewa Preisnera... Tak, u niego bardziej.
-
2009/10/12 17:45:07
Ciekawi mnie jak by to ugry¼æ, i czy algorytm nale¿a³oby nakarmiæ wcze¶niej teori± muzyki, czy poradzi³by sobie bez tego.
-
2009/10/12 18:08:10
A w dzisiejszym komentarzu do podlinkowanego wpisu tichego PT Dyskutant (samo siê definiuj±cy jako "fizyk,pracownik naukowy" i autor takich intelektualnych esejów jak "Czy ateizm przetrwa do koñca XXI wieku?") stwierdza:

"Andsol bowiem uwa¿a ,¿e jedynie poprawna definicja matematyki jest ta jego ,¿e : «matematyka to co¶ innego» [...]"

Chcê wykorzystaæ to zdarzenie, by jak najostrzej zaprotestowaæ przeciwko niegodnym plotkom, ¿e popularna nazwa "Psychiatryk24" ma jakiekolwiek uzasadnienie - i ¿e w¶ród intelektualistów zgromadzonych przez polsk± prawicê zdarzaj± siê wtórni analfabeci. To wszystko jest absulutn± bzdur±: nie ma analfabetów na Psychiatryku24 i nie ma ¿adnego Psychiatryku, jest Ku¼nia My¶li Narodowej Salon24.
-
2009/10/12 18:29:09
@miskidomleka: chcia³em uciec w ¿art, ale nie pozwalasz :) No to¶cie z m-m-m strzelili potê¿nym pytaniem, które wystawia na próbê nie matematykê i teoriê algorytmów ale neurofizjologiê i psychologiê i teoriê sztuki i nasze rozumienie pojêcia "twórczo¶æ". Wydaje mi siê bardzo znacz±cym, ¿e dostêpne w Sieci zabawki szybko generuj± pewne typy poezji, w¶ród nich tak pozornie odmienne jak "rymy czêstochowskie" jak "liryka do sztambucha" oraz "wiersz bia³y ale strasznie intelektualny" czy "strukturalizm poematycki". Najwyra¼niej ³±czy je przewidywalno¶æ. To jest kawa³ek twórczo¶ci, ale Romain Rolland (w jakim¶ szkicu krytycznym bodaj o van Beethovenie) ³adnie to uj±³, ¿e muzyka jest genialna gdy ³±czy znane z nieoczekiwanym.

No i to "nieoczekiwane" wydaje siê wyzwaniem na wieki dla teorii algorytmów. Mo¿na z pewno¶ci± napisaæ "formu³ê na Bacha" i dopisaæ mu Siódmy Koncert Brandenburski, ale czy uniknie on dylematu "albo niebachowaty albo collage?" Nie mam pojêcia nawet czy to jest naprawdê "wyzwaniem na wieki", bo ka¿da sugestia wdaje siê o opinie na temat ludzkich mózgów i duszy i takich tam innych rzeczy, o których prawie nic nie wiem :)
-
2009/10/12 19:00:04
Spróbujmy najpierw czego¶ prostszego: zamiast tworzyæ Elektrybacha przemy¶lmy takie co¶.

Czy mo¿liwe jest stworzenie algorytmu, który "nakarmiliby¶my" 100 losowo wybranymi utworami Bacha i (osobno) 100 losowo wybranymi utworami Mozarta. Nastêpnie podaliby¶my mu, odpowiednio, pierwszych 16 taktów 100 innych utworów Bacha i 100 innych utworów Mozarta. Algorytm by je dokoñczy³, a my by¶my sprawdzili, ile razy trafi³ i dokoñczy³ tak jak odpowiedni kompozytor (lub by³ wystarczaj±co blisko, przy czym potrzeba nam definicji podobieñstwa w muzyce, co samo w sobie nie jest chyba trywialne). Wtedy wiedzieliby¶my, który z kompozytorów by³ bardziej przewidywalny, o ile byliby¶my w stanie wykazaæ, ¿e algorytm nie jest sam w sobie "dostrojony" lepiej do jednego z kompozytorów.

Ciekawi mnie, czy da³oby siê taki algorytm stworzyæ, czy da³oby siê go u¿yæ na czystym wej¶ciu (powiedzmy wysoko¶ci, d³ugo¶ci i czasy rozpoczêcia nut - a mo¿e nawet tylko sygna³ akustyczny), czy te¿ raczej ¿eby zadzia³a³ nale¿a³oby wprowadziæ do niego z góry pewne koncepcje teoretycznomuzyczne w rodzaju interwa³ów, czy rozwi±zywania akordów - i jaki te ró¿ne podej¶cia mia³yby wp³yw na wynik.

Ciekawi mnie te¿ co by by³o, gdyby algorytm uczyæ Bachem a potem kazaæ mu koñczyæ Mozarta, i vice versa.

To nie jest Elektrobach, bo wszak Bach sam napisa³ "pierwsze" 100 utworów, które algorytmowi dajemy gotowe do nauczenia siê*, tudzie¿ sam napisa³ pierwsze 16 taktów "drugich" 100 utworów - które znowu mu dajemy. A wiêc nie próbujê odkryæ istoty twórczo¶ci i napisac 7go brandenburskiego. Raczej poprawnie dokonczyæ Requiem Mozarta ;-)

* a gdyby algorytm uczyæ Buxtehudami, czy sta³by siê Bachem? ;-)

PS. Proszê siê nie przejmowaæ je¶li piszê bzdury, nie znam siê na ¿adnej z pañ M.
-
2009/10/12 20:38:08
No dobrze, jakby to nie by³o ryzykowne, raz andsolowi ¶mieræ, wysunê ucho z jaskimi i wyobra¿ê sobie: miecz nade mn±, komputery i klawiatury przede mn± , prze¿yjê je¶li zaprogramujê. Zacz±³bym od nauczenia siê, a potem pisania programu do kontrapunktu. Powiedzmy, ¿e program wyszed³, samaia prieliest, i teraz trzeba dokoñczyæ dzie³o mistrza. Którego? Intuicja mi mówi: bierz Mozarta, ale mo¿e ta intuicja jest efektem nasycenia mi mózgu nieskoñczon± ilo¶ci± godzin muzyki klasycystycznej i romantyzmu, a Bach tak czêsto mnie zaskakuje, bo mój podk³ad do niego to w zasadzie mu wspó³cze¶ni (Telemann, Couperin), a bardzo niewiele s³ucha³em polifonii renesansowej. Wiêc "rozumie siê" to, z czym cz³owiek jest bardziej obyty. Chyba lepiej spytaæ Piotra Rubika, bo przecie¿ on jest ¶wietnym programem...
-
2009/10/13 12:31:52
--- andsol: Gryzê siê. Bo dylemat nie dotyczy jedynie muzyki, dotyczy w zasadzie wszystkich obszarów dzia³añ, nazwijmy je sobie, kreatywnych. Nieoczekiwane wcale nie jest ³atwe do uchwycenia. W momecie bowiem, gdy za³o¿ymy, ¿e istot± aktu kreacyjnego jest wprowadzenie "nieoczekiwanego" definiujemy/tworzymy sytuacjê, w której "nieoczekiwane" jest nieodzown±/niezbêdn± sta³± (a zatem elementem nieuniknionym, a jako taki jak najbardziej oczekiwanym). I na odwrót: w ¶wiecie gdzie nieoczekiwane jest jest (nieuniknionym) warunkiem koniecznym, jedyn± gwarancjê zaskoczenia jest rezygnycja z nieoczekiwanego. Sztuczka, któr± mo¿na wykonaæ raz, tak jak raz mo¿na (jako matematyk) sensownie zabawiæ siê w Lewisa Carolla i napisaæ Alicjê w krainie czarów.
Nieobliczalne dla mnie to wszystko. Lustra jako¶ siê nie koñcz±.

A swoj± drog± zastanawiam siê co by siê sta³o gdyby zaistnia³a taka np.styuacja: program Rubik dostarcza nagle Xenakisa na orkiestrê dêt± pomieszanego z hymnem floty czarnomorskiej w wykonaniu czterdziestu nagich harfistek z przyprawionymi brodami, a na koniec wykonuje na saksofonie z plastiku "all you need is love"?
Czy naprawdê byliby¶my bezradni?
-
2009/10/13 22:51:52
"...czym zastêpuj± czytanie tej ceg³y..."

I tak - niestety - jest ze wszystkim. Ba, ¿eby tylko cegie³ nie czytali!

Zadowalaj± siê wstêpami i pos³owiami, opracowaniami, a tak¿e wstêpami do pos³owi i omówieniami opracowañ.

Druga rzecz. Twórca matematyki jest nawet uczniak, który samodzielnie rozwi±zuje zadanie o Jasiu i Ma³gosi, lub o misiach lub trójk±tach - ale zadanie nietypowe, niesprowadzaj±ce siê do wyklepania gdzie indziej wyczytanego jedynie s³usznego rozwi±zania.

Na profesonalnym (przez chwilê przyjmijmy - tam, gdzie siê rzeczy publikuje, pod krytyk± recenzenta) poziomie - istnieje pewien styl wy³o¿enia rzeczy. Sa okre¶lone wymogi. Gawêda nie przejdzie, musi byæ rachunek.

St±d, odbiorca, w którym ma³o twórcy a du¿o konsumenta - bierze styl przekazu za przekaz.

Gdyby by³o tak dobrze... a nie jest. Nawet zawodowi matematycy (niektórzy) twierdz±, ¿e matematyka polega na dowodzeniu twierdzeñ. Maj± racjê, a jednocze¶nie jej nie maj±.

Jest o oczywiscie niby-paradox, podobny temu Tentelamacha, którego mêczy to, ¿e Nieoczekiwane mo¿e byæ Oczekiwanym, a Oczekiwane Nieoczekiwanym. W³a¶ciwie tu Rusell lub Wittgenstein by siê przyda³, by wyja¶niæ, choæ prostymi s³owy - bez rzucania Autorytetami na lewo i prawo (i na o¶lep) - te¿ by siê da³o.

Podobieñstwo w "nibo¶ci" (nie jest to krytyka).
-
2009/10/14 01:10:50
telemachu, te Twoje ¿arty (czy co¶ im równowa¿nego, ale na powa¿nie wykoncypowanego) by³y ¼ród³em wielu karier. Có¿ piêkniejszego ni¿ wyre¿yserowaæ przedstawienie na podstawie Nowego Testamentu, gdzie Jezus wje¿d¿a na Golgotê potê¿nym motocyklem, a Czarni rzymiañscy ¿o³nierze s± uzbrojeni w indyjskie kobry! Ile¿ to tre¶ci uniwersalnych oraz materia³ów do przemy¶leñ!

Czyli wprowadzasz jeszcze jeden (przepraszam za wyra¿enie) wymiar: zagubienie odbiorcy. My¶lê, ¿e to jednak nie jest powi±zane z modami i wyg³upami, ale za têsknot± za dawnymi misteriami, gdzie ka¿dy by³ aktorem...

@tichy: rozumiem jako¶ upodobanie do mlaskania gumy do ¿ucia, ale ¿eby j± po kim¶ u¿ywaæ? O co tu chodzi? Mo¿e o co¶ podobnego do doktoratu ojca Rydzyka: "no co, wszyscy maj±, a ja nie? I wanna be in that number!"
-
2009/10/14 04:59:45
Dlaczego pelikan jest i bêdzie pelikanem? Bo karmi pelikani±tko prze¿ut± papk± (rybn± - NB), a te jê po¿era, i nic z niej nie podaje dalej.

A dlaczego cz³owiek jest tym czym jest (tzn., pardon le mot - cz³owiekiem)?
Bo prze¿ute podaje dalej, ad infinitum (et nauseum).

I tak to jest... Tak, bywaj± papki bardziej i mniej strawne. Bywaj± te¿ szczoteczki do zêbów (które staj± w poprzek gard³a - widzia³em takie wstrz±saj±ce zdjêcie pelikana), no, i oczywi¶cie - katastrofy ekologiczne (te¿ widzia³em zdjecia).

PS. Dyslekcja przecinkowo-spacyjna jest najmniejszym problemem, nie wartym nawet wzmiankowania , gdy problem le¿y w czym innym.