|
Blog > Komentarze do wpisu
Plantacja spaghetti
Radio BBC nada³o kiedy¶ audycjê o spaghetti. By³ to reporta¿ z Kalabrii, gdzie mia³y rosn±æ najlepsze jego odmiany; by³y wywiady z rolnikami, niektórzy z nich mówili po angielsku, innych t³umaczono. Emisja by³a bardzo popularna, przez ca³e tygodnie radio dostawa³o listy prosz±ce o wznowienie reporta¿u i o podanie dodatkowych informacji o tym dziale rolnictwa. Owi s³uchacze nie zauwa¿yli (a zawsze jest trochê takich, co nie zauwa¿±), ¿e program nadano pierwszego kwietnia. Ten s³ynny numer z 1957 roku jest nawet wspomniany w Wikipedii (vide Fools' Day, Spaghetti Tree).
Uprzejmie zawiadamiam, ¿e mnie by nie nabrali, nawet gdyby to by³o w tv, ze ¶wietnymi zdjêciami i ze s³ynnymi politykami. Nie dlatego, ¿e czytam drobny druk o sk³adzie opakowania. Jest lepsza a prosta przyczyna: mam pamiêæ spaghetti w rêkach. Gdy by³em ma³y, pomaga³em mamie rozwa³kowywaæ na du¿ym stole ciasto, potem kroili¶my je w d³ugie w±skie paski i uk³adali¶my na jakim¶ urz±dzeniu do suszenia.
I to jest mój argument przeciw nadmiarowi nauczycielskiego zaufania do komputerowych animacji, filmików, reporta¿y i ró¿nych takich. To wszystko wchodzi do mózgu dwoma kana³ami, przez wzrok i s³uch. G³ównie wzrok. Ani miê¶nie ani rêce nic nie pamiêtaj±.
Dlatego nastajê, ¿e gdy siê mówi np. o takiej kardioidzie, patrzenie i my¶lenie jest ¶wietne, ale nie zast±pi do¶wiadczenia, zostawiaj±cego wspomnienie zdarzenia, ruchu, gestów. Wytnij dwa równe kó³ka z grubej tektury, na brzegu jednego z nich osad¼ grafit, przetocz je wokó³ drugiego, zobacz twoj± i tylko twoj± kardioidê. To naprawdê nie jest to samo co ogl±danie animacji na monitorze.
Mo¿e powiesz, ¿e ju¿ by³a tu o tym mowa, np. po wpisie o do¶wiadczeniach na lekcjach fizyki Jurgi zrobi³ komentarz o jego dwóch nauczycielach informatyki... Tak, ale tu chcê zwróciæ uwagê na trochê inny aspekt tego zjawiska – a nawet gdyby to by³o dok³adnie to samo, to i tak te rzeczy trzeba czasami powtarzaæ. Póki s± powtarzane dydaktyczne b³êdy i nieporozumienia, warto powtarzaæ jak ich unikaæ. sobota, 12 wrze¶nia 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/09/12 04:26:21
Mo¿e paru ludzi posz³o na fizykê, bo mieli zupe³nie niestrawnych nauczycieli matematyki?
Go¶æ: Wiechu, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/09/12 07:29:59
5-grid pisze:
"... albo ta waga nie pracowa³a, albo ciê¿arki siê pogubi³y, albo..." Spracowa³ Pan, nie ma co. Z uk³onami, Wiechu. 2009/09/12 14:05:46
Andsol, mi siê zawsze bardzo podoba³a fizyka, poza tym okropnym liczeniem. ;)
2009/09/12 14:55:42
@lenistwo: ale wyrzucenie z fizyki liczenia wcale jej nie skraca, a robi z niej metafizykê :)
2009/09/13 07:45:40
"Nie by³em wystarczaj±co bystrym by zostaæ fizykiem, a zbyt bystrym by byæ filozofem, wiêc wybra³em matematyke" (w oryginale: "I was not smart enough to become a physicist, and too smart to be a philosopher, so I chose mathematics.")
Kto to o sobie powiedzia³. koteczku? 2009/09/13 15:09:17
Poczekaj, koteczek to jeste¶ Ty. Wyra¿enie od dawna mnie cieszy³o, to od tego pana, o którego ksi±¿ce napiszê jutro, skoro mi go przypomnia³e¶. To znaczy nie tyle o ksi±¿ce, co o tytule jej brazylijskiego t³umaczenia, które zas³uguje na ma³y esej lingwistyczny.
2009/09/13 16:07:47
A propos urz±dzenia do suszenia
Podobne wspomnienia makaronowe posiadam z dzieciñstwa - tym urz±dzeniem do suszenia by³y prze¶cierad³a czy te¿ inne p³achty materia³u (nie dam g³owy, czy to by³y takie zwyk³e, na których przy innej okazji siê spa³o, czy te¿ specjalne, przeznaczone wy³±cznie do suszenia makaronu). Jak Babcia robi³a makaron, to na zapas. Ca³e mieszkanie by³o pokryte tymi p³achtami - sto³y, ³ó¿ka, szafki, i wype³nione tym specyficznym zapachem, od którego skrêca³o w ¿o³±dku i ¶lin± wype³nia³o usta. Próbowa³em to na¶ladowaæ, samemu, pó¼niej, ale jako¶ nie by³o tak ani takie. Mo¿e... nie wiem czy wypada pewien szczegó³ wspominaæ na tym blogu... Przy produkcji makaronu Babcia dr¿±cym g³osem ¶piewa³a "Kiedy ranne wstaj± zorze...". Ja nie mog³em siê na to zdobyæ, ani te¿ nie mam s³uchu - nie umiem ¶piewac bez fa³szowania... |
|
Pdbnie chodzi³em do dobrej szko³y, bo tam na lekcjach fizyki do¶wiadczenia siê odbywa³y. Dok³adniej - by³y pokazywane. Nauczyciel je pokazywa³. Wszyscy patrzyli (no, mo¿e nie wszyscy).
Jedyne, co pamiêtam, gdy uczniowie te¿ robili - to by³y lekcje z elektryczno¶ci. Nauczyciel zarz±dzi³ pocieranie. A ka¿dy mia³ co¶ ebonitowego, bakelitowego, plastikowego - a to grzebieñ, a to ekierkê, albo odpowiednio przyciêty kawa³ek plastiku do gry w cymbergaja (nawiasem mówi±c, wszyscy jak jeden m±¿ mieli taki¿ prostok±cik przyciêty w z³otej proporcji).
Poza tym, uczniowie nie robili do¶wiadczeñ, bo by co¶ jeszcze popsuli. I faktycznie, jak raz dano co¶ - nie pamietam, co - mo¿e jakie¶ dynamometry, to jakie¶ æwieræ klasy owe popsu³a.
I to wyja¶nia, dlaczego nie zosta³em fizykiem, choæ bra³em udzia³ w olimpiadach, i nawet z jakim takim sukcesem. Dopóki sz³o o zadania my¶lowe. A jak dosz³o do czê¶ci eksperymentalnej, to wszystko dok³adnie zawali³em.
Pamiêtam jak dzi¶, by³o to zadania i¶cie Archimedesowe, sz³o o Eurekê - o wyznaczenie ciê¿aru i sk³adu rzeczy poprzez maczanie w wodzie, z meniskiem, zbieranie i wa¿enie tego co siê wyla³o.
Jak widaæ - mentalnie jestem w stanie to opisaæ, choæ z grubsza.
Nauczyciel mnie popiera³ i ufa³. Otworzy³ pracowniê, pokaza³ - tu jest kran, tu jest waga szalkowa, po czym sobie poszed³. Tylko - albo ta waga nie pracowa³a, albo ciê¿arki siê pogubi³y, albo trzeba by³o j± jako¶ ustawiæ - nie wiedzia³em co i jak. W efekcie - dosta³em 0 punktów za Eurekê.
I tak nie zosta³em fizykiem.