S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Dwie Ameryki: republika i monarchia (1)

Ksi±¿ka dla smakoszy. Smakoszem móg³by staæ siê ka¿dy... kwestia szkó³ i wykszta³cenia, którego nie daj±. Szkoda. Bo gdy my¶lê ile pracy i wiedzy kosztowa³o napisanie jej...

Nie³atwy jest dostêp do takich ¼róde³, do bibliotek instytucji dyplomatycznych i historycznych w Brazylii i w USA. Autor, Marcelo Raffaelli, to dyplomata, ale oprócz otwartych drzwi trzeba jeszcze wiedzieæ co czytaæ, co wybraæ – no i ten okropny jêzyk... O ile angielski z XIX wieku nie sprawia k³opotów (nawet wcze¶niejsze dokumenty Federalistów czyta siê bez specjalnego przygotowania, angielski i kropka), dworski portugalski z owego okresu to czarna rozpacz. Gdyby autor przytaczaj±c dokumenty nie wyja¶nia³ co owe spiêtrzone konstrukcje oznaczaj±, jednego dnia bym rozumia³ wszystko na opak, a drugiego – na opak opaku.

Tytu³u nie muszê t³umaczyæ: „A Monarquia & a República. Aspectos das relações entre Brasil e Estados Unidos durante o Império”. Wydana w roku 2006, odkryta w bibliotece uniwersyteckiej (rzecz jasna) przez przypadek czyli cudem.

Pocz±tek jest w 1822 roku gdy m³ody Ksi±¿e Regent oznajmia, ¿e od teraz on to nie Pedro de Alcântara Francisco António João Carlos Xavier de Paula Miguel Rafael Joaquim José Gonzaga Pascoal Cipriano Serafim de Bragança e Bourbon (mam nadziejê, ¿e myszka nic mi nie zgubi³a) ale Pedro I, Cesarz Konstytucyjny Brazylii. Kluczowe s³owo „fico”, które mia³ rzec i motywy, by je z ksi±¿êcego gard³a wydobyæ, zostan± na inn± okazjê; zwyczajow± konfuzjê dat kompletnie pominê, bo przecie¿ wszyscy i tak wiedz±, ¿e prawie wszystko odbywa³o siê kiedy indziej ni¿ to opiewaj± pie¶ni (i mówiê o wariancie optymistycznym, gdy co¶ w istocie siê odbywa³o), wa¿ne teraz jest, ¿e to oznajmienie rozes³a³ dwa miesi±ce przed skonsumowaniem swej cesarsko¶ci i miesi±c przed dat± stoj±c± w kalendarzach ¶wi±t narodowych. A rozes³a³ to do G³ów Pañstw i Rz±dów, zachêcaj±c do uznania Niepodleg³o¶ci Cesarstwa Brazylii.

Czyli spieszy³o mu siê.

Ale Stanom Zjednoczonym du¿o mniej i dopiero po dwóch latach prezydent James Monroe przyj±³ oficjalnie Reprezentanta Handlowego, José Silvestre Rebello, który przemówienie tak± angielszczyzn± wyg³osi³, ¿e to w zasadzie wstyd powtarzaæ, ale co mi tam. Jedno zdanie mogê:

His Majesty the Emperor of Brazil has ordered me positively to approach His Excellency the President of the United States with the most profund respect.

Tak to zanotowano. Jak widaæ szacunek odnosi³ siê do osób, nie do jêzyka. Co do tytu³ów, o ambasadorach zaczêto mówiæ dopiero w 1905 roku.

Opowiadanie o rodzynkach z tej lektury roz³o¿ê na parê notek, dzi¶ tylko uwagi o sensowno¶ci postawy Stanów, by nie goniæ nadmiernie z uznaniem tego nowego pañstwa. Aha, jak wygl±dali partnerzy owych rozmów? Stany mia³y wtedy ko³o 60% swego dzisiejszego terytorium a spis powszechny z 1820 roku informowa³ o 9,7 milionach dusz. Brazylia zajmowa³a prawie ten co i dzi¶ teren (co nieco odk±szono jej potem na po³udniu ale za to odgryz³a sobie ona co¶cik z Boliwii), a z duszami to nie wiadomo, ale my¶li siê dzi¶, ¿e by³o ich miêdzy 4 a 5 milionami. I by³y trzy problemy, które sk³ania³y prezydenta Monroe do unikania po¶piechu. Pierwszym by³ nie¼le umotywowany brak zaufania co do solidno¶ci koncepcji tego cesarstwa, drugi dotyczy³ wahañ etycznych, czy Republika powinna tak ¿yczliwie podchodziæ do kwestii rozmna¿ania siê koronowanych g³ów, a trzeci, najtrudniejszy, odnosi³ siê do kwestii handlu niewolnikami.

I jeszcze przed chwil± zamierza³em w tej czê¶ci du¿o wiêcej opowiedzieæ, ale okaza³o siê, ¿e moje energie znik³y w ci±gu d³ugiego pracowitego dnia i dlatego pierwszy odcinek ju¿ tu siê koñczy. Dobranoc.

czwartek, 17 wrze¶nia 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: