Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Oni nigdy nie pojmą geometrii

Nie zaprzeczam, że ateista może jasno wiedzieć, że suma trzech kątów trójkąta równa jest dwóm kątom prostym. Twierdzę jedynie – z drugiej strony – że to jego rozumienie nie tworzy prawdziwej nauki, bowiem żadne rozumienie, które można uczynić wątpliwym nie powinno nazywać się nauką. Ponieważ, jak założono, jest on Ateistą, nie może mieć on pewności, że nie myli się w sprawach, które wydają mu się najoczywistsze, co dostatecznie było wykazane; a jeśli przypadkiem wątpliwość go nie nawiedziła, może jednak pojawić się, jeśli rozważy rzecz lub jeśli ktoś mu to zasugeruje. Nigdy tu nie będzie w pełni bezpieczny o ile uprzednio nie uzna istnienia Boga.

I nie ma znaczenia, że on myśli, że posiada dowody wskazujące, że nie ma żadnego Boga. Ponieważ w żadnym wypadku nie są one prawdziwe, zawsze można mu wskazać na zawarte w nich błędy i gdy to nastąpi, zostanie wyprowadzony ze swojej opinii.

Różnica między tym czy tamtym katolickim hierarchą a Kartezjuszem nie polega na jakości takich rozważań. Logikę mają na ogół tej samej klasy. Rzecz w tym że ci nasi tylko opowiadają podobne historyjki i nie piszą czegoś sensownego o matematyce (nawiasem, i o fizyce Kartezjusz opowiadał androny) i że wdzięczny Kościół Katolicki nie wstawia im dzieł na indeks.

Aha, ten bełkocik jest z „Odpowiedzi na drugie obiekcje” w wywodzie zaczynającym akapit od słów „Po trzecie”. Nie mam tekstu po polsku, dlatego proszę znieść moje tłumaczenia z metafizyki.

wtorek, 04 sierpnia 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/08/04 10:17:48
Pewność można mieć zawsze i na każdy temat. O ile jest ona wewnętrzna i stanowi podstawę dla "pewnego", wszystko jest ok. Gorzej, gdy głównie pączkuje "upewnianiem" innych. Do ostatniej kropli krwi, śliny lub atratemntu. Z pominięciem siebie w zaciekłym szale potrzeby.
-
2009/08/04 10:18:29
O. Zalogowało mi się pod nietutejszym loginem :)
-
2009/08/04 12:41:03
"żadne rozumienie, które można uczynić wątpliwym powinno nazywać się nauką"
Powyższe brzmi nieskładnie, chyba brakło tam jednego "nie"?
-
2009/08/04 16:18:42
@flamenco: jesteś dla mnie jeszcze bardziej niezrozumiała niż Descartes. U niego przynajmniej rozumiem gdzie popełnia błędy rozumowania, u Ciebie nawet nie rozumiem co chcesz powiedzieć.

@Jurgi: chyba masz rację, coraz bardziej odzwyczajam się od tej milutkiej zasady z podwójnym przeczeniem. Zaraz dorzucę "nie" do tekstu. Dzięki.
-
2009/08/04 18:02:55
To nie to nie.

"bowiem żadne rozumienie, które można uczynić wątpliwym nie powinno nazywać się nauką. "

IMHO, intencją autora tego bonmotu było raczej:

"bowiem żadne rozumienie, którego nie można uczynić wątpliwym, nie powinno nazywać się nauką. "

PS. Ongiś zamieściłeś zadanko (Gardnera?), gdzie szło o policzenie trójkatów, czy to dużych, czy to małych, czy rozłącznych, czy przecinających się na zatrójkąconym obrazku.

A tu w tym samym duchu - Policz wszystkie nie, czy to duże, czy to małe, czy rozłączne, czy przecinające się.
-
2009/08/04 18:41:43
@Tichy: to by było nadawanie sensu czemuś, co być może go nie ma. Dlatego nie jestem pewien czy należy mu dodać "nie" - i konsekwentnie czy uznać to za "bonmot". A wątpię, czy Kartezjusz rozumiał Poppera przez antecypację.
-
2009/08/04 20:22:57
Aj, Andsolu, zmuszasz mnie do wysiłku. O oryginał (łacina?) nawet nie próbuję się starać, ale o angielską wykładnię nietrudno:

"That an atheist can know clearly that the three angles of a triangle are equal to two right angles, I do not deny, I merely affirm that, on the other hand, such knowledge on his part cannot constitute true science, because no knowledge that can be rendered doubtful should be called science."

No więc - masz rację. I to nawet dwie. Albowiem, w pierwszej części tego zdania tasiemca, Kartezjusz bierze niewątpliwość (tego, że trzy katy trójkata etc.) za ilustrację koniecznej wątpliwości z racji ateizmu.

Czyli, rozumowanie idzie tak - ponieważ Ateista nie może być pewnym, że nie został oszukany przez niedostatek własnych zmysłów i możliwości intelektualnych, więc jego psim obowiązkiem jest wątpić (nawet gdy nie wątpi). A skoro wątpi (z konieczności, nawet o tym nie wiedząc lub temu zaprzeczając), więc jego wiedza nie jest nauką. W przeciwieństwie do Wierzącego, który przyjmując to samo bez wątpliwości (np. że trzy kąty trójkąta etc.), jego brak wątpliwości jest prawdziwy i uzasadniony. A skoro nie ma wątpliwości, więc ta jego wiedza jest nauką.

Rzeczywiście, jest to powikłane.

Lecz z drugiej strony... np. przygotowując pracę do publikacji, klikając w końcu na ikonkę SEND (dawniej wrzucało się do skrzynki pocztowej), musisz wierzyć, że twe oryginalne twierdzenie, z któregoś był tak dumny, nie ma żadnej wpadki w dowodzie. Zwłaszcza, że wiesz, że zdarzały się wpadki, ktore niemiłosierny recenzent znalazł i z lubością wytknął, przez co dostałeś od wydawcy uprzejmy list zaczynający się od słow "Z przykrością zawiadamiamy..." A także, że po latach, gdy przeszło, gdy "stało się nauką", widzisz, że był błąd, i recenzent nie zauważył...

Ej, wikłam jeszcze bardziej...

Jak pisze T.S. Eliot w "Journey of The Magi" "We had evidence and no doubt"

Znaczy, że jedno nie wynika z drugiego, i mogą istnieć lub nie obok siebie we wszystkich czterech (+) kombinacjach...
-
2009/08/04 22:31:09
Nawet gdybym znalazł oryginał łaciński, niewiele zdziałam. Mam to samo angielskie tłumaczenie, które cytujesz (p.123, vol.31, "Great Books", Britannica) oraz tłumaczenie na portugalski - nie wiem czy przyszło wprost z łaciny czy z przesiadką w angielskim. Tak czy inaczej, na interpretacji nieuchronnie ciąży ogólne przekonanie o filozofii Kartezjusza. Kto ma go za jednego z ojców racjonalizmu, łatwo zaakceptuje sugestię, że widział naukę nieomal jak Popper w XX wieku. Kto uważa, że walczył per fas et nefas o uznanie poprawności jego dowodów na istnienie Boga, może widzieć ów urywek jako bełkocik, część wielostronicowego bełkotu.

Odróżniałbym mądrości interpretacyjne od faktów, które je wywołały. Cały problem z kulturą chrześcijańską na tym polega, przez wiele lat wiele osób ładowało w temat wiele mądrych rozważań - ale moim zdaniem nie przydały one mądrości wyjściowym założeniom.

Uwagi o błędach w publikacjach idą w kierunku, który mi odpowiada - z wiedzy przez objawienia i przekonania, pewności o własnej racji, ku referee, recenzentowi, który wyrazi średnią społeczną wykształconych poglądów na dany temat. Socjologia w miejsce teologii i psychologii.

Tego Eliota nie czytałem, zapiszę sobie w pliku "powinienem" :)
-
2009/08/05 02:43:45
No tak to bywa z ojcostwem (racjonalizmu, np.) - trzeba się męczyć by je ustalić...

A co Eliota, to zacznij od oryginału (byś nie zdębiał potem widząc tłumaczenia - może w portugalskim nie jest tak źle).