Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Nieostrożne skoki między polami

Cienka książka, niecałe 170 stron, a nie kończy się. Kiedyś napomknąłem, że czytam; refleksje leżą na płytkach Petriego i niektóre rosną a inne nie chcą, ale coś mi ciągle każe tu wracać.

Dwie ważne dla mnie uwagi autora wiążę z moim wczorajszym wpisem. Pierwsza dotyczy „konserwatywnej” cechy ewolucji, selekcji normalizującej czyli optymizacji:

Populacja by się przekształcała stając się mniej dostosowana gdyby selekcja naturalna nie eliminowała przypadkowych nieprzyjaznych mutacji lub źle miejscowo dopasowanych genów, wprowadzonych przez indywidua pochodzące z miejsc mających inne warunki. Dlatego uważa się dziś, że proces zaproponowany przez Darwina jest naczelną przyczyną, dla której ewolucja działa głównie jako przeszkoda w ewolucji. Opisy Arystotelesa zwierząt i leśnych roślin, sporządzone 2500 lat temu stosują się do ich dzisiejszych potomków głównie dlatego, że selekcja naturalna przeszkodziła w ich ewolucji.

Druga uwaga dotyczy symulacji komputerowych poczynionych nieco wcześniej przed pojawieniem się książki. Cytuje szwedzkich naukowców, którzy

pokazali, że trzeba by było zaledwie 400 tysięcy lat dla wytworzenia oka kręgowców. A jest to mniej niż tysięczna część okresu od pojawienia się zwierząt wielokomórkowych. To jest szczególnie ciekawy przykład, bowiem krytycy Darwina od dawna cytują oko jako organ tak złożony i skomplikowany, że nie mógłby być wytworzony przez tak ślepy proces jakim jest selekcja naturalna.

Jaka tu analogia z gawędą o dwóch przedstawionych wczoraj liczbach? Łatwiej mówić o odmiennościach, bo na przykład obrońcy przeróżnych bogów nie będą atakowali boskiej proporcji czy trzecich pierwiastków, a samo użycie słowa ewolucja rozgrzewa wiele umysłów do 41,5°C.

Chodzi mi o to, że tak samo jak w matematyce (czy w gruncie rzeczy w jakiejkolwiek dziedzinie wiedzy) gra pozorów dominuje wycenę wagi czy wewnętrznych trudności. I studia nierzadko polegają na mozolnym wyrabianiu nawyków pomagających w odróżnianiu istotnego od nieważnego, trudnego od łatwego. Nasza przemożna zależność od wzroku, wpisana w historie i mity, sprawia, że mamy doń nieco mistyczne nastawienie, którego nie wywoła prosta konstatacja (rodem jeszcze z XIX wieku), że w pewnym gatunku ptaków posiadanie skrzydeł o rozpiętości wychylającej się poza zakres od 19 do 21 cm jest czynnikiem zmniejszającym szanse na przetrwanie.

To nie są uwagi o biologii ani o matematyce. To jest refleksja o sposobie naszego przyswajania wiedzy o świecie.

czwartek, 06 sierpnia 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/08/06 04:21:39
Pozwolę sobie dorzucić banalnawą może uwagę biologiczną. Ciut dokładniejsza znajomość budowy oka kręgowca - i układu wzrokowego w ogólności - dość wyraźnie uświadamia, że stoi za nią ślepy proces. Albo, jeśli dizajner, to z pewnością nie inteligentny.
-
2009/08/06 05:07:35
Tak, to inna a smutna sprawa, że ośmiornica wygrywa bezapelacyjnie konkurs o rozsądne oko. Więc teologia naturalna milczy o ośmiornicy.
-
2009/08/06 05:39:09
@ miskidomleka - ludzkie konstrukcje bywają obarczone podobnymi błędami. Np. mam w mieszkaniu prąd przemienny 230V, potrzebny już chyba tylko pralce i lodówce. I dzięki temu pokaźną kolekcję zasilaczy, nie licząc tych wbudowanych. Trudno uwolnić się od zaszłości.
-
2009/08/06 23:26:42
Właściwie na czym polega wyższość oka ośmiornicy nad okiem człowieka, czy innego ssaka? Że ślepa plamka? A bez niej nie byłoby umiejętności interpolacji.

Tu cytat z Andsola:

"Na przykład, przednie kończyny pewnych kręgowców stały się skrzydłami ptaków, ale gdy warunki życia sprawiały, że gatunek ptaków zatracał zdolność latania, nie było znanych przypadków, by skrzydła wracały do roli kończyn czy ewoluowały dalej do jakiejś innej roli. Skrzydła pingwinów mówi owszem, przydają się im do pływania, ale to nie nowa rola, to odmiana lotu w innym ośrodku. "

A tu podobny cytat... czyżby z Williamsa?

"In the same way that fish cut the waters, using their fins to carry them forward and their tails to direct their movements round and round and straightforward, so we see birds float in the air by the help of their wings. Both endowed with the property of swimming, their common derivation from the waters has made them of one family.
-
2009/08/07 00:41:00
Ponieważ doskonale wiesz skąd bierzesz swój drugi cytat (teraz i ja już wiem, znalazłem w Sieci, arcybiskup Cezarei z IVw.), domyślam się, że chcesz mi zwrócić uwagę na coś co masz za istotne. Niestety robisz to w sposób zbyt dla mnie skomplikowany. U Williamsa (którego streszczam, a nie cytuję, bo miałbym kłopoty z uczciwym przetłumaczeniem sporego urywka wspomnianego przeze mnie rozdziału) nie chodzi o zauważenie podobieństwa między formami życia a o nieodwracalność pewnych procesów ewolucyjnych. W urywku, którego streszczenie tu powtarzasz, Williams wyjaśnia, że było by nieporozumieniem traktowanie zachowań pingwinów w wodzie jako zaprzeczenia tej jego tezy - więc chodzi mu o to, że skrzydło jest skrzydłem w innym ośrodku, a nie o zauważenie podobieństwa skrzydła do płetwy.

Co do oka, Williams używa zwrotu "funkcjonalnie idiotyczne" i przypisuje luźnemu osadzeniu siatkówki nierzadki problem odklejania się jej.
-
2009/08/07 05:12:34
Andsol, Ty mi takich rzeczy nie pisz, bo jeszcze naprawdę pomyślę, że to, co piszę, jest istotne. Jak, nie przymierzając, Ty sam przed lustrem po message'u od N.

Wydało mi się ciekawe, że zatwardziali ewolucjoniści, G.C. Williams wraz z takimż Andsolem, oraz Ojciec Kościoła z IV wieku, św. Bazyli - mówią jednym głosem.

Ale po tym, jak Kartezjusz okazał się li tylko ojczymem racjonalizmu - już mnie niewiele zdziwi.

A w ogóle, moje prywatne opinie nt. ewolucji nie za bardzo się mieszczą ani w jednych, ani w przeciwnych schematach. Na przykład, czemu taki raban o przeżywanie tych najbardziej przystosowanych? Przeżyć nie sztuka, wyewoluować - sztuka. I twierdzę, że ewoluują nie ci najbardziej przystosowani, tylko ci najmniej (oczywiście, płacą hekatombą). Dlatego pingwin nie ewoluował, skrzydeł przynajmniej, bo skrzydła mu zbyt dobrze służyły. Za to takiej sarence lub psu podobnemu stworzeniu, co zeszło w wodę i niezdarnie łapkami przebierało, konieczność była wyewoluować, aż stało się delfinem. Lub wielorybem.

I takoż było z człowiekiem. Jest najgorzej przystosowany z wszelkich żyjątek. Dlatego ma największą szansę. Lub miał. Lub był miał.

A co do oka, względem niezawodności - najlepsze oko najprostsze. Oko rozwielitki jest niezniszczalne, dopiero wraz z rozwielitką. Pytanie, chcielibyśmy mieć takie oko?

Dla przypomnienia - za wszystko jest cena, którą się płaci.
-
2009/08/07 05:36:28
No widzisz, mówisz zupełnie jak Williams o selekcji normalizującej. Obciągać atuty, bić po blotkach i zostawić tylko siódemki. Więc gdyby polityka była biologią, to by się ostał tylko DDR, taka kompletna miełocz ale odżywiona.

Też mam spore kłopoty z rozumieniem ewolucji, bo co się czegoś nauczę to w którejś z książek Goulda widzę, że pojawił się jakiś duży traktor i przejechał po wszystkim. I co tu w takich warunkach stabilizować albo ewoluić :)

Na przykład Wacek T. chce mnie ostatnio przekonać do martwienia się do kometami takimi jak ta co pieprznęła w Jowisza - a mi się nie chce. Bo taka kometa jest nienaukowa i nie ma jak racjonalnie o niej myśleć. Przynajmniej przez pewien czas, ale to z pewnością pochłania mój czas.

Tak czy inaczej, zdumiewa mnie, że dobrzy ludzie tak wiele moralnych instrukcji byli w stanie z teorii ewolucji wyczytać - czy też wręcz odwrotnie, do niej wpisać. A to po prostu jest próba opisu ciągu, który ma sporo regularności i dlatego myślenie o nim jest zabawne.
-
2009/08/07 10:56:10
Chciałem się tylko trochę wymądrzyć, ale zaoowocowało wpisem własnym. Za co przepraszam, bo nie pochwalam takiego postępowania. Na usprawiedliwienie mogę jeszcze dodać, że Telemach wywierał na mnie presję publikacyjną:)
-
2009/08/07 13:16:36
Właśnie to, że pieprznęła w Jowisza powinno nas uspokoić. Na BBC niedawno pisali, że Jowisz z Saturnem dość skutecznie wyłapują to, co nam by mogło zagrozić. Komputer tak powiedział.
news.bbc.co.uk/2/hi/science/nature/8179895.stm
-
2009/08/07 20:20:48
Ja mam jakąś wadę. Jak czytam przekonywania wojujacych ewolucjonistów, to jestem przekonany do ID. I na odwrót.

Ci "szwedzcy naukowcy" prowokują co najmniej uniesienie brwi. Hm... moje dzieci, jak budowały z klocków domek lub wieżę, były w stanie to uczynić znacznie szybciej, niż budowlańcy, właśnie budujący dom kilka ulic dalej.

Ściągnąłem tę ich pracę. Niestety, nijak nie można jej sfalsyfikować. Mniej więcej piszą tak, "wyliczyliśmy to i to - patrzcie na obrazek". Ale co, jak, jaka formuła, jakie parametry, jakie zmienne, jakei założenia, jakie ograniczenia, czy w ogóle jakieś były
- nijak nie widać. Czy to symulacja (np. posługiwanie się random number generator) czy kalkulacja (jest formuła, niechby skomplikowana zbyt dla człowieka, ale dla komputera małe piwo). Nie wiadomo.

Wygląda to na zabawę klockami raczej.
-
2009/08/07 20:22:56
Oj, obcięło mi przy wklejaniu. Miało być:

"Wygląda to na zabawę klockami raczej, i to pod kocem".
-
2009/08/08 14:21:34
Znalazłem stronę otwartą, gdzie każdy, nawet człowiek z ulicy, może ściągnąć tę pracę:

Nilsson and Pelger
"A Pessimistic Estimate of the Time Required for an Eye to Evolve," Proceedings of the Royal Society, London B (1994) 256, 53-58. I

www.wepapers.com/Papers/42128/A_pessimistic_estimate_of_the_time_required_for_an_eye_to_evolve

Tym, którzy w przyszłości planują cytowanie Williamsa lub Dawkinsa "jak szwedzcy naukowcy udowodnili", polecam zajrzenie do tego pdf-a.
-
2009/08/08 23:23:08
@ tichy - proponujesz piractwo intelektualne! Ale dzięki, na pewno rzucę okiem. A swoją drogą ta fiksacja na wzroku zaczyna mnie nużyć. Ewolucja penisa też jest przecież ciekawa.
-
2009/08/08 23:31:59
Oko też ciekawe, wciąż. Szwedzcy naukowcy proces zwijania się światłoczułego płatka... hm, jak to nazwać... nazywają...vaginacją.
-
2009/08/08 23:37:56
@ tichy - nie waginacją ino inwaginacją. Proponuję swojskie wpochwienie.
-
2009/08/09 01:18:27
@ tichy - ponieważ szwedzcy naukowcy jednak dostrzegli, że zwiększona rozdzielczość optyki oka bez odpowiedniej mocy obliczeniowej mózgu (advanced neural processing) jest psu na budę, to patrzę na nich życzliwym okiem. Ale ich pracka to dla mnie "proof by intimidation", nie umiem ocenić jej wartości.
-
2009/08/09 04:03:19
Piszesz, tichy: ja mam jakąś wadę. Masz. Może ta wada genetyczna nazywa się Ozdunn (Osoba z duchem na "nie")? Tacy najbardziej irytują nauczycieli, bo pytają "dlaczego?. I odpadają od religii, ale gdy zostają, to ksiądz ma ochotę wyrzucić je przez witraż. I nie są łatwe w małżeństwie (coś o tym wiem, bo u nas połączyły się dwie takie Ozdunny) ale za do jakoś sobie radzą zajmując się nauką, czasami im wpada coś ładnego do ręki. Główna ich zaleta: rzadko są nudne.

Moje szczere uznanie za dotarcie mimo nikłych wskazówek do rzeczonego artykułu i zastanowienie się nad nim. Nie potrafię wyrazić mojego przemyślanego stanowiska, więc nie wiem ile masz racji. W gruncie rzeczy jestem w sytuacji analogicznej do kwikowej - natychmiast zyskały moje uznanie końcowe uwagi autorów, że nie dość widzieć, że trzeba to jeszcze przetwarzać ale i ja wyznaję brak kompetencji w wielu dziedzinach, w które wdaje się artykuł. Nie znam biologii bezkręgowców i biologii kręgowców, fizyki (a w szczególności optyki), probabilistyki, modelowania matematycznego, programowania komputerowego i paru innych rzeczy. Uważam, że to świetnie, prześwietnie, że mimo poparcia autorytetem Williamsa ktoś spokojnie bierze odnośną prackę i myśli o jej wartości - i jeśli będziesz miał podstawy, by zarzucić jej poważne braki, potraktuję to poważnie.

Ale nie sądzę, by (u mnie czy u kogoś innego) powinno to zasadniczo odmienić nastawienie w kwestii ewolucji. Kiedy zobaczyłem (jak on się wówczas nazywał) cybernetycznego żółwia, zdumiało mnie, że fototropizm może mieć zastosowanie tak ważkie mimo tak prostych elementów - prawie jak klocki, które wspominasz. Autorzy się mylą? Może w argumentacji, a nie w tezie. Teza błędna? Okres potrzebny jest bardzo odmienny? Może. Nie widzę w żadnym wypadku odnosić tego do walk ideologicznych. Oczywiście nie Ty to czynisz, ale nie ma wątpliwości, że jeśli okaże się, że Williams niezbyt rozważnie oparł swój wywód na wynikach owej pracy, wielu dyskutantów będzie miało to za dowód istnienia boga. Ma rację kwik, zostawmy oko tam gdzie jest, czyli z boku, inne organy nie wywołują tak zawziętych dyskusji.

Z mego punktu widzenia: nijaki rozwój teorii ewolucji nie może zagrozić wierze w boga czy bogów, to są zjawiska zupełnie innej natury. Teoria ewolucji nigdy nie zamierzała mówić "po co istniejemy", jak ktoś potrzebuje takich pytań, a do takich pytań odpowiedzi z bogami, to je sobie weźmie lub stworzy i co niby w tym takiego, żebym miał się nad tym rozpisywać. Protestuję nie wtedy gdy ktoś szuka rozwiązań eschatologicznych dla problemów metafizycznych (bo jedno i drugie przyprawia mnie o senność) ale gdy ktoś mi opowiada o cudach Piotrusia Pana i każe mi całować jego Świętą Piętkę.

Oj, rozgadałem się. Wybacz.
-
2009/08/09 10:22:38
Mnie też się zdaje, że wiara w naturalną ewolucję życia nie anihiluje Boga, choć z pewnością odbiera mu ogromną część zasług w oczach bardzo prostego człowieka. Bóg mógł przecież tak przemyślnie zaprojektować wszystko na poziomie nieożywionym, że powstanie i ewolucja życia w sprzyjających warunkach była już tylko naturalną konsekwencją. Na mnie taki genialny bilardzista robiłby większe wrażenie niż poczciwy pracowity przygłup ze szczątkowym esprit d'escalier, co własnymi rękami ulepił Adama z gliny.

Czy Pierwsi Rodzice mieli pępki? Nad tym się zastanawiano. Ale czy Adam od razu miał wzwiedliwego penisa? A może już długo po zrobieniu Ewy Bóg musiał dokonać kilku drobnych poprawek? A co na to wąż?
-
2009/08/10 05:07:29
Tak już miałem od dzieciństwa, przez co me życie szkolne było trudne. Na lekcje religii posyłali mnie rodziców do oo. kapucynów, którzy swe habity przepasywali sznurami wiązanymi - oczywiście - w węzły. Czemu to ważne, te węzły? Dla mnie, tak. Otóż raz, gdy była mowa o duszy, wstałem i zapytałem, "Czy Neandertalczyk miał duszę"? Zapadła grobowa cisza (moje pokolenie było bystre). O. Kapucyn z wolna zbliżał się do mojej ławki, odwiązując sznur, którym był przepasany... I jak nie świśnie, jak nie rąbnie tym węzłami po mych rękach.

Z czasem inaczej patrzyłem na tą scenę. Albowiem, moją motywacją była nie chęć znalezienia prawdy o duszach Neandertalczyków, tylko by pewna J. zwróciła na mnie uwagę, bo ostentacyjnie (jak miałem nadzieję) nie zwracała. I dlatego o. kapucyn dał mi sznurem z węzłami po rękach. Tylko, skąd wiedział? Swoją drogą, nie J., ale E. zwróciła uwagę, ale to zupełnie inna historia.

Wracając do "szwedzkich naukowców".... problem, duży problem, że ta pracka nie spełnia podstawowych kryteriów publikacji. Że Royal Society opublikowało? Zaiste, dziwi (albo nie). Nie spełnia, bo rzeczy głoszonych nie da się zweryfikować. Autorzy opierają sie na jakiejś funkcji, zgaduję - na układzie dynamicznym. Iteracja prostego (mniej lub bardziej - nie wiemy, bo nie zostało nam powiedziane) wzoru jest fascynująca, i niewykluczone, że prowadzi do akurat tych efektów, które zostały rozrysowane na obrazkach.

Cytujący wojujacy autorzy mylnie określają toto jako "symulacja", chociaż faktyczni autorzy sami mówią wciąż i wciąż "kalkulacja".

Może zrobili dobrą robotę, może się pieprznęli, może tak, a może inaczej. Nie da rady sprawdzić. Niezależnie od tego, czy ktoś jest specjalistą czy nie. No, rzeczy do sprawdzenia nie ma. No, po prostu nie ma.

Chyba, że jest jakaś wtórny manual, dostępny dla wtejemniczonych, który szczegóły pokazuje. Ale wtedy te konkluzje bojowników ewolucji polegają na odniesieniu się do jakiegoś mistycznego apokryfu.

Stają się wiec tacy sami jak ci, z którymi walczą. Jak wegetarianie, którzy mówia, jesteś tym co jesz. Na przykład (oczywiście, mieli zwierzę na myśli, ale zapomnieli być konsekwentni) jesteś groszkiem lub pomidorem. Lub ogórkiem. Więc, cała ta batalia to dyskusja ogórka z ogórkiem.

Co do ID, to też pożal się Boże (pardon le mot). Na ogół, sprowadza się do ID pana-kazia-złotej-raczki. Albo producenta figurek z plastiku.

No, o ile znam kreatorów, to ci muszą miec "fun", a mechanizm na korbkę - rodzaj katarynki - to żaden "fun". A Kreator, czemu nie miałby miec "fun", tylko do nieskończonej potęgi. I takaż Jego korbka, jeżeli już nawet jakaś miałaby być (w co watpię, bo puszczać w ruch byle kto potrafi).


-
2009/08/11 01:45:41
Po takim wstępie edukacyjnym, choćby sam William Thurston zaprosił do współpracy nad teorią węzłów, nieuchronnie usłyszy: "knot theory? No way!"