S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Arkana

Teoria mia³a piêkno prostoty i zrozumia³o¶ci: Bóg w ro¶linach zostawi³ znaki, podpisy, mówi±ce do czego siê owe twory ludziom przydaj±. Jak li¶æ w formie serca, to nadaje siê na lekarstwo na choroby sercowe. Czyli przylaszczka jest na w±trobê a czerwony burak na krew.

£atwe do przyswojenia: podobne leczy siê podobnym (similia similibus curantur). To „doktryna podpisów” (die Signaturenlehre, the doctrine of signatures) któr± stworzy³ Paracelsus, czyli Theophrastus Bombastus von Hohenheim.

£atwo zapamiêtaæ kiedy urodzi³ siê, wiele wa¿nych rzeczy dzia³o siê w roku 1493. Arkana to tajniki. Tajemne symbole. Pocz±tków mo¿na dopatrywaæ siê ju¿ u Dioskorydesa. Nauki Paracelsusa spopularyzowa³ po kilkudziesiêciu latach Jakob Böhme. Teoria do dzi¶ broni siê przed godnym pochówkiem, homeopaci o¿ywiaj± zw³oki jak mog±.

Dwa sk³adniki zlepione w solidn± ca³o¶æ. Mamy zwi±zki z ro¶linami, mog± zabiæ, mog± leczyæ. A drugi to wiara, ¿e ¶wiat jest po to, ¿eby najwy¿sze w nim stworzenie u¿ywa³o go do woli.

To drugie ³atwo powi±zaæ z cytatem z Biblii (to znaczy: ³atwo tym, co czytaj± j± i pamiêtaj± gdzie to stoi), ¿eby u¿ywaæ zasobów Ziemi, bo po to s± stworzone, ale Biblia wch³onê³a du¿o starsze elementy kultur ze swego krêgu geograficznego. Antropomorfizm jest tak stary i powszechny, ¿e przychodzi ochota u¿yæ s³owa „naturalny”, ale nie jest naturalnym. Zbyt ma³o wiem o antropologii, by móc mówiæ o teoriach, wolê mówic o wra¿eniu. Wydaje siê, ¿e kultury my¶liwych i zbieraczy by³y pokorniejsze w stosunku do przyrody, ¿e wypalanie ziemi na zasiewy i hodowanie zwierz±t na ubój gwa³townie rwa³o powi±zania z otoczeniem, które na wiele subtelnych sposobów domaga³o siê szacunku i rozwagi.

Nie ma antropomorfizmu w ogl±dzie ¶wiata, w metafizyce Indian z trzech Ameryk. Oni zawsze bronili jak najenergiczniej swych terenów przez przybyszami – i byli w tym ekologami. Przybysz nie zna zastanej natury, nie uszanuje jej, nie da jej szans na nastêpny cykl trwania.

Je¶li to tak, to gdzie praprzyczyna? Okresy zlodowacenia? Przeludnienie i inwazje na tereny, których przyroda by³a „do jednorazowego u¿ytku”? Kilkaset pokoleñ temu ludy przewalaj±ce siê po Eurazji zaczê³y zmieniaæ nastawienie do swego otoczenia i d³ugo (a mo¿e zawsze) przyjedzie nam za to p³aciæ.

sobota, 22 sierpnia 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/08/22 09:35:11
Zielarstwa mo¿na broniæ przed zarzutem antropocentryzmu zastosowaniami weterynaryjnymi. W ogóle ciekawe, ale nie mam teraz czasu, bo jadê do lasu.
-
2009/08/23 00:55:29
Ten wpis przypomina mi, ¿e stary (ale jak¿e czêsto zapominany) dylemat czy natura jako taka istnieje czy te¿ jest (w takiej formie w jakiej chcieliby¶my j± postrzegaæ) konstruktem my¶lowym osobników wyalienowanych w procesie cywilizacji. Wydaje siê, ¿e aby móc mówiæ o naturze, ba dostrzegaæ jej istnienie trzeba znale¶æ siê na obszarze eksterytorialnym, tej¿e "natury" pozbawionym.

Jedno jest pewne: tzw. naturalne ¶rodowisko pojawi³o siê jako pojêcie dopiero przed 40 laty. Przedtem ¿adnego ¶rodowiska nie by³o. By³ las, ³±ka, zaro¶la, rzeka. By³y wydmy i pla¿e. Góry i doliny. Srodowiska nie by³o. Gdy opowiadam dziecku o ¶wiecie bez ¶rodowiska - dziecko patrzy na mnie z niedowierzaniem podejrzewaj±c szwindel.
-
Go¶æ: , acpi37.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/23 01:25:07
Czasem zastanawiam siê, co to jest ta natura, której nie potrafimy uszanowaæ, której szkodzimy. Czy my jeste¶my czê¶ci± tej natury czy przyby³ymi nie wiadomo sk±d intruzami. Rzeczywi¶cie, zmienili¶my warunki na Ziemi i to najbardziej nie my wspó³cze¶ni, ze swoim CO2, ale ci nasi przodkowie, którzy nauczyli siê hodowli ro¶lin i zwierz±t, wypalali lasy, budowali pierwsze osiedla i drogi. Ale czy tylko my zmieniali¶my te warunki i czy najbardziej my? Warunki zmienia³y siê, czasem dramatycznie, bez naszego udzia³u, zmienia³y siê przed nami i bêd± zmieniaæ po nas. "Natura" bêdzie zawsze, taka czy inna i nie ma co warto¶ciowaæ, która lepsza. Owszem, jest problem, musimy zadbaæ, ¿eby zmieniaj±c warunki na Ziemi, nie zmieniæ ich na takie, w których nie bêdziemy mogli ¿yæ. Ale to nasz problem, "pana stworzenia", ale nie natury. A czy tak ¼le wyszli¶my na zmianach, które zrobili nasi przodkowie? Nie ¿yjemy przeciêtnie 30 lat, ale 70-parê. Czy nie op³aca siê p³aciæ tego rachunku? Oczywi¶cie z naszego punktu widzenia, bo "natura" bêdzie równie bujna z nami, jak i bez nas.
-
2009/08/23 01:26:17
Rzeczywi¶cie wydaje siê, ¿e nawet przodkowie Indian maj± do¶æ czyste rêce je¶li chodzi o niszczenie przyrody: Blame North America megafauna extinction on climate change, not human ancestors . Nad ekologiczno¶ci± Indian warto siê powa¿nie zastanowiæ, bo przecie¿ ca³kiem mo¿liwe, ¿e nawet ¶wiadomie wyrzekli siê ko³a w zastosowaniach drogowych. Kiedy¶ kto¶ w telewizorze t³umaczy³, jak bardzo proekologiczne by³y azteckie ofiary z ludzi, ju¿ nie pamiêtam szczegó³ów, ale chodzi³o jak zwykle o uratowanie ¶wiata przed zag³ad±. Proekologiczne, jak s±dzê, by³o równie¿ niewolnictwo, które najpiêkniej rozkwit³o w³a¶nie na terenach obu Ameryk. Mo¿e co¶ proekologicznego jest ju¿ w tamtejszym klimacie?

Udomowienie zwierz±t i rozwój rolnictwa na pewno poprawi³y nam samopoczucie, uzyskali¶my znaczn± kontrolê nad ¼ród³ami po¿ywienia. Zamiast codziennie modliæ siê o powodzenie w ³owach wystarczy³o raz na jaki¶ czas pomodliæ siê o deszcz, bogowie przenie¶li siê z lasu do nieba. Ale to drobiazgi. Zerwanie ¶cis³ych zwi±zków z przyrod± mia³o jeden niebagatelny skutek. Zaczêli¶my stopniowo szanowaæ ka¿de ¿ycie ludzkie. Wcale nie dlatego, ¿e nie trzeba ju¿ by³o porzucaæ przeszkadzaj±cych w wêdrówce starców. Raczej dlatego, ¿e gdy ucieczka okaza³a siê marn± strategi±, wa¿ne sta³o siê uzyskanie przewagi liczebnej. Militaryzm sta³ siê ¼ród³em humanizmu i zaowocowa³ ró¿nymi prawami cz³owieka itd. A w koñcu, ca³kiem okrê¿n± drog±, wracamy jednak do punktu wyj¶cia, tzn. zaczynamy chcieæ byæ równie ekologiczni jak Indianie.
-
2009/08/23 02:56:21
Smutne zajêcie z wchodzeniem na scenê po przedstawieniu, szminka jeszcze z czo³a ¶cieka - i ju¿ trzeba wyja¶niaæ co przedstawiona przed chwilk± persona mia³a na my¶li gdy mówi³a co mówi³a. Widaæ aktor sknoci³ rolê, skoro musi siê t³umaczyæ.

A mo¿e to nie jego wina? Mo¿e w tek¶cie by³o magiczne zaklêcie sprawiaj±ce, ¿e ka¿dy od us³yszenia go zaczyna³ s³uchaæ do ¶rodka a nie na zewn±trz?

No bo ja u¿y³em zwrotów o "rwaniu powi±zania z otoczeniem" i ¿e "przybysz nie zna zastanej natury, nie uszanuje jej". Najbardziej warto¶ciuj±ce wyra¿enie w tek¶cie to ostatnie s³owa, ¿e " przyjedzie nam za to p³aciæ" - idzie o zmiany. Ale i tu nie powiedzia³em, ¿e zap³acimy za drogo albo ¿e powinni¶my zrezygnowaæ z zakupy.

I nie mówi³em o ¶rodowisku (z wszelkimi modnymi konotacjami), my¶lê, ¿e "otoczenie" nie jest tak na³adowane ideologi±. A przede wszystkim nie mam têsknoty za niemo¿liw± przesz³o¶ci±, rzeczy dzia³y siê do¶æ podobnie na wielkich po³aciach ¶wiata, wiêc w owym okresie nie by³o realnych spo³ecznie alternatyw. I nie winiê pra-cz³owieka za wszystko, bo zgadzam siê, ¿e wiele zmian mia³o skalê daleko przekraczaj±c± ludzkie mo¿liwo¶ci.

Chodzi mi du¿o bardziej o ¶mieszno¶æ naszego widzenia ludzi jako najistotniejszego zjawiska na Ziemi. Nie pamiêtam dobrze danych, ale wydaje mi siê, ¿e biomasa zlepiona z robaków wielokrotnie przekracza biomasê z krêgowców. Kwik wspomnia³ niedawno 200 m g³êboko¶ci wody, w której mo¿liwa jest fotosynteza. W ziemi pod naszymi nogami nie idzie to a¿ tak dobrze, ale kilka, a czasami kilkana¶cie metrów nie przeszkadza w rozwoju ¿ycia.

Pomys³ o masach ludzkich jako potrzebie przetrwania grup i militaryzmie jako czynnikowi postêpu jest b³yskotliwy, ale chyba ³atwiej nacieszyæ nim oczy ni¿ przy nim siê ogrzaæ. W pe³ni popieram ideê, ¿e militaryzm to g³ówny i sta³y czynnik napêdzaj±cy naukê (przecie¿ ³uk sprzed 15 tys. lat to taka dzisiejsza bomba atomowa), ale Teoria Okresu Ucieczek nie wydaje mi siê udowodniona i ma lekk± skazê: je¶li ¶wiat jest napchany, to uciekanie siê nie rozwinie, bo po co? A je¶li nie jest napchany, to po co opuszczaæ znane okolice? My¶lê, ¿e najwiêksze migracje mia³y powody klimatyczne, wiêc niekoniecznie mia³y cechy ucieczki.

Co do Indian: po pierwsze, tylko nieliczne ich cywilizacje wda³y siê w niewolnictwo i to te w³a¶nie najwcze¶niej pad³y. A co do migracji ich bogów, to znaczna ich czê¶æ wdawa³a siê tak w ³owy jak i w niewyrafinowane uprawy - my¶lê o Po³udniowej Ameryce. I do dzi¶ ich bogowie maj± le¶ne i zwierzêce cechy.

Je¶li nie mam racji to chêtnie siê jej nauczê, ale proszê nie wskazywaæ mi dzie³ 5-tomowych. My¶lê, ¿e nawet skomplikowane racje maj± swoje wersje "for dummies".

A tak naprawdê, naprawdê, to ¿a³ujê, ¿e nie ucz± dzi¶ w szko³ach o doktrynie podpisów. Ten brak pomaga w stwarzaniu wra¿enia, ¿e nauka to taki ci±g³y postêp i to taki postêp co idzie do przodu a nie do ty³u albo na bok. I unika siê w ten sposób refleksji, ¿e mo¿e za 200 lat bêd± mieli wiele uciechy czytaj±c o naszych pogl±dach na ¶wiat. Mówiê o 200 latach, bo jeszcze w XIX w. doktryna podpisów by³a bardzo powa¿ana.