Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Tak mi dopomóż Bambo

Nigdy nie byłem ani rasistą, ani antysemitą. Swoją edukację rozpocząłem od nauki wierszyka "Murzynek Bambo", napisanego przez polskiego Żyda Juliana Tuwima.

Świetne wprowadzenie do tematu. Wyszło spod klawiatury blogera ze zgrupowania blogerów... Ależ, ależ, nie będziemy mówić niepotrzebnych rzeczy. Po takim wstępie jest zupełnie jasne która platforma podtrzymuje takie wyznania.

Parę tygodni później Bambo pojawił się w mnogich tekstach, a to za sprawą wezwania Polskiego Dalajlamy. Rzekł nasz Święty Człowiek:

Choć tutaj bracie. On się nie mył wcale. Zobaczcie...

Wiele osób broniących Naszą Opokę Wiary oraz Murzynka Bambo ogłosiło, że Niemyty Brat zachował się sportowo i wcale się nie obraził. Niewielu przytacza jego wypowiedź, a warto to zrobić:

Z wielką tremą chcę dziękować Panu Bogu i was wszystkich szczególnie Radio Maryja za wszystko co słyszałem tu nauczyłem o Polsce.

Wprawdzie brzmi to jak mieszanka drwiny i groźba, myślę że jednak była to przygotowana uprzednio mowa – i prawdę mówiąc nawet gdyby ten kapłan rozumiał wszelkie niuanse sytuacji, co niby miał zrobić?

Inny moment wart podkreślenia, bo to tu jest jądro problemu: jak się zachował tłum wycieczkowiczów słysząc zapowiedź Popularnego Konferansjera? I ta reakcja tłumku jest argumentem odpierającym niesłuszne ataki wrogich ośrodków, że niby Polacy są rasistami.

Zdrowy rozsądek sugeruje, że dobrze jest zapytać zainteresowanych co myślą o tym – i Bambo jako obiekt testowy jest naturalnym wyborem. Ale 5 lat temu usłyszałem od osoby kształconej i gramotnej oświadczenie tak brzmiące:

A wiesz Ty, że afrykańscy studenci w Polsce znający wierszyk strasznie się oburzają na rasizm tegoż?

Czyli nie dla nas testy, bo my i tak wiemy lepiej. Nie był to pijany wyskok bezmyślnej kobiety, oświadczenia tego typu znajduję często w sieci. Ot, pewna pani z wyżej nienazwanej platformy oświadcza z dezaprobatą:

Mamadou Diouf z Senegalu uważa ten wierszyk za rasistowski. Jeśli ktoś uważa inaczej, tym gorzej dla niego.

Nawiasem, tekst Mamadou z jasną i grzeczną argumentacją został opublikowany w Tygodniku Powszechnym, a wraz z ciekawymi komentarzami znajduje się tutaj. Wsród nich wyróżniają się uwagi podpisane przez Paul_RUNIGA. Też logiczne i rzeczowe, ale my nadal wiemy lepiej i nie będą nam rasistowscy Czarni mówili co my możemy a czego nie. Murzynek jest nasz.

A ta pani, co strofuje Madamou, używa tematu jako prowokacji:

Mam jeszcze jedno pytanie: jak mam nazywać wypiek, pyszne ciasto z dużą ilością kakao, zwane popularnie....a niech tam, murzynkiem? Są jakieś propozycje?

Dla jasności obrazka: jej tekst oraz równie rozkoszne komentarze po nim są z zeszłego roku, czyli temat jest niezależny od żarcików częstochowskich.

Gdyby to o ową blogerkę chodziło, nie odzywałbym się, bo jeśli ktoś szuka zaczepki, a nie widząc jej ładuje się z kolei w obronę prof. Jerzego Roberta Nowaka, okrutnie niedopuszczonego do wykładania na Uniwersytecie Wrocławskim, to chyba należy grzecznie przejść na drugą stronę ulicy. Ale są inni ludzie, na przykład autor blogu arkadija. To jedna z wielu osób ze sporą niewinnością broniących na różne sposoby wiersza. Sa w tej grupie nauczycielki i przedszkolanki opowiadające jak dobrze wiersz służy wprowadzaniu nierasistowskich nastawień, są ludzie mający sentyment do swoich szkolnych lat...  Wiele jest motywów i argumentów.

Może niektóre z tych osób zechcą zobaczyć to z nieco innej strony? Moja odmienność jest w tym, że żyję w kolorowym, wieloetnicznym społeczeństwie i nauczyłem się niekiedy spoglądać na nasze polskie sprawy nieco innym okiem.

Wydaje mi się, że wierszyk pojawił się po raz pierwszy w „O panu Tralalińskim i inne wierszyki” w 1938. Może trochę wcześniej? Bez zerknięcia na sposoby jak pisano wówczas o Afryce nie ma sensu oceniać „wymowy wiersza”. To był okres działania u nas organizacji Liga Morska i Kolonialna (i przynosi mi niezmierną satysfakcję, że jej reinkarnacja została później przylepką do Ligi Przyjaciół Żołnierza). Starano się o kolonie dla Polski w różnych dzikich krajach (Brazylia, Liberia) ale duch jej odżywał w rozlicznych artykułach domagających się dla nas (to znaczy dla Polski) Madagaskaru, no bo wiadomo, Beniowski.

To nie były rojenia jednego i drugiego ogłupionego dziecka zbierającego grosze na kupienie Murzyniątka, to była organizacja pod koniec swej działalności skupiająca prawie milion osób. Na tle tego szaleństwa wierszowanka Tuwima mogła mieć sympatyczne intencje i na pewno odbijała od ówczesnego sposobu pisania o Afrykaninach. Ale przypisywanie Tuwimowi jakichś ideologicznych zamiarów nie ma większego sensu. Esej Piotra Lisiewicza sprzed 3 lat dobrze naświetla zagubienie ideologiczne tego dobrego człowieka. On miał odruchy, z filozofią było u niego gorzej.

Przypominanie o jego żydowskim pochodzeniu też jest tu nieco niedorzeczne. To był Polak z polskimi odniesieniami i skojarzeniami, może bardziej od większości wyzwolony z kołtuna, ale... Proszę popatrzeć na te strofy z „Kwiatów Polskich” (Część trzecia, Rozdział pierwszy):

Z Brazylii płynąc na Manhattan
Byłem na groźnym widowisku:
Na statku mszę odprawiał szatan
(W dzieciństwie bies o takim pysku
Wyłaniał się z sennego czadu...).
A to był czarny arcybiskup
Z Conradycznego Trinidadu.

To nie są skojarzenia talmudycznego Żyda: bies, msza – to są polskie skojarzenia. Do dziś ludowi nie jest obce zawołanie Antychryst na widok Czarnego. Wymiennie ze smoła, asfalt – i paru innymi, rzekomo dowodami niewinnego humoru. Po prostu nie umyli się.

Może to i był postępowy i sympatyczny wierszyk. Jak wytłumaczyć ludziom, że wcale nie jest nim dzisiaj? Co jest przyczyną zbiorowej głuchoty rodaków?

Najprawdopodobniej brak umiejętności wczucia się w sytuację innego człowieka. Parę dziesiątek lat temu amerykańska dziennikarka „przefarbowała się” na Mulatkę, dorobiła sobie czarne cv i po paru miesiącach odpaliła cykl artykułów wyjaśniających Białym co czuje Biały gdy go mają za Czarnego. U nas nie było takich eksperymentów. My wiemy, że oni się nie myją. Bo (jak dobrze wiemy od Tuwima) boją się, że się wybielą.

No i wnosimy dumnie naszego kołtuna w wiek XXI. I nie brak publicystów odpalających elaboraty o tym jak Afryka była zawsze problemem i nic cywilizacji nie przyniosła. Oczywiście nie słyszeli o najstarszych miastach świata, o potężnych królestwach afrykańskich, o historii metalurgii itp itd. Im to niepotrzebne. Na swoje poparcie mają bwana kubwa Sienkiewicza, uciekającego na drzewo Bambo i rozkosznego żartownisia z Torunia.

Drodzy rodacy, Muhammed to dużo częstsze imię chłopca-Afrykanina niż Bambo. Prawdę mówiąc, wątpię czy znajdzie się jakiś Bambo. Ale jeśli jesteś przekonany, że wiesz lepiej i że Afryka to lwy i baobaby i nigdy nie widziałeś reportaży z milionowych metropolii afrykańskich, to oczywiście nie będę nastawał. Każdy ma taką Afrykę na jaką sobie zasługuje.

I tylko zdumiewa, że Kapuściński był Polakiem.

piątek, 31 lipca 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/07/31 06:00:07
Ja nie byłem taki zdolny, zaczynałem od Ala ma Asa, Bambo był na końcu elementarza.

Niektórym umyka strach Bambo przed białym mlekiem, widzą tylko strach przed mydłem:
Mama powiada: "Napij się mleka",
A on na drzewo mamie ucieka.
Mama powiada: "Chodź do kąpieli",
A on się boi, że się wybieli.
Bambo to chyba od włoskiego bambino, chłopczyk. I ja też chciałem chodzić z Bambo do jednej klasy. I jak on uciekałem na drzewo. Ja też mam jedenaście lat i mam na imię Ania. Ala ma Asa, As ma ... zawsze rację.
-
2009/07/31 07:19:37
Rasizm w Polsce, jaki rasizm? Nieeee... my jestesmy wyjatkowo otwartym narodem, ci co mowia inaczej to zdrajcy i prowokatorzy... Takie mialem niedawno komentarze na blogu. Pisane jak najzupelniej powaznie, przez ludzi ktorzy wierzyli chyba w to co mowia.
Co? Ktos Cie wyzwal od kurwy, bo masz narzeczonego o ciemniejszej skorze? Naprawde? Ale to tez nie rasizm, to takie poczucie humoru...

Z drugiej strony jednak czy Murzynka (ciasto) mozna nadal nazywac Murzynkiem? Czy moze, w imie politycznej poprawnosci, powinnismy zmienic nazwe? Pytanie nie jest takie abstrakcyjne. We krajach francuskojezycznych popularne sa takie kulki ze slodkiego ubitego bialka oblane czekolada. Tradycyjnie nazywalo sie to "Ttes de Negres" czyli Glowki Czarnych. W polowie lat 90-tych nazwe ta jednak wycofano i przeprowadzono kampanie informacyjna, aby wbic ludziom do glowy, ze te slodkosci nazywac sie beda Czekoladowe Glowki.
I choc w sklepach wszedzie to juz od lat funkcjonuje pod dawna nazwa ludzie i tak na to mowia Glowki Czarnych.

Jeszcze bardziej absurdalne jest to, ze po francusku nie mozna powiedziec o Czarnym Czarny. Bo Noir brzmi baaardzo rasistowsko i pejoratywnie. Za wyzwanie od "Noir" Senegalczyk w Paryzu, bedzie pewnie walil prosto w pysk... Jak sie wiec mowi po francusku na czarnych, aby ich nie obrazic? Jak oni sami na siebie mowia? Black.
Tak, tak z angielska - un black, une black - to juz brzmi dobrze i nie rasistowsko.

Granica miedzy obrazajacym a powszechnie akceptowanym bywa wiec bardzo cieniutka. Czasem wrecz niewidzialna...
-
2009/07/31 09:54:39
W filmie Nie lubię poniedziałku, jest taka scena: Na jakiejś wystawie, bodajże sztuki współczesnej, grupa ludzi krytyków (?), zachwyca się nad pewnym obiektem. Wymieniają się spostrzeżeniami nad jego niezwykłością i nowoczesną myślą autora. (Film oglądałem dawno i nie wszystko pamiętam). W pewnym momencie do tego wspaniałego dzieła sztuki, podchodzi zaopatrzeniowiec (Jerzy Turek) z pobliskiego POM-u. Bierze to coś na ramię, i po prostu wynosi. Okazało się, że to są jakieś dreblinki do kombajnu, które na chwilę tu zostawił czy coś takiego. Ot i tyle, w każdym bądź razie, były warte dysputy krytyków nad niezwykłością sztuki współczesnej.
To tak a propos.
-
2009/07/31 12:51:20
ajar63: domyślam się, że to jakaś przenośnia, ale jeśli jest równoległość zjawisk, to zabrakło mi zdolności dojrzenia jej. Pomożesz?

kwik: nawet bez uciekania się do pomocy psychologów można dostrzec wejście mleka do wiersza dzięki jego walorom kolorystycznym, a nie odżywczym. I o to chodzi. Nie o zauważenie, że koleżka jest czarny, ale o niezauważenie czegokolwiek innego. Czarny, więc czarny i my wiemy co o tym myśleć.

Dzieciom wierszyk nic złego nie robił. Gdyby od tej strony patrzeć na lektury i filmy dziecięce... Tom i Jerry, nieustanna agresja i złośliwość - to najprostszy przypadek. U mnie Bambo jakoś nie zaznaczył się w pamięci, może dlatego, że nie byłem w 1-szej klasie. Ale za maleńkiego naczytałem się kryminałów, od Agaty Christie do Raymonda Chandlera i nie zostałem seryjnym mordercą. Rzecz nie w Bambo ale w używaniu go jako symbolu prawa do dawnych pojęć. Powiązanie prawicy z Narodowym Prawem do Rozkoszowania Się Pięknym Wierszem Żyda Tuwima jest oczywiste, chodzi o broń zaczepno - odporną w walce ze znienawidzoną "poprawnością polityczną". Czyli - przypominając odniesienia przyniesione w innej rozmowie - przez miskidomleka (gdy cytuje Wiktora Osiatyńskiego) - ze zwykłą przyzwoitością.

Krótko mówiąc: Tobie i mi nawet Bambo nie zaszkodzi, ale na skalę narodową sprawa zmienia barwy.

Tierralatina: ten wpis czytałem gdy nie obrósł jeszcze tylu komentarzami. Wtedy były uwagi pierwszego komentatora, w dużej mierze zgadzam się z nim. I nie było kluczowego dyskutanta. Tiaa.. sztuka wywracania kota ogonem to nasza specjalność.

Przesadyzmy są nieuchronne. I tu na zawsze wystarczy tak dymu jak ognia, bo języki są zatrute historią nienawiści i niesnasek, podejrzeń i insynuacji. I to przecież nie jest zamknięty proces, co meksykańskie świnie mogą nam teraz wypomnieć. Ale pisałeś bardzo rzeczowo o tym....
-
2009/07/31 19:25:26
Temat rzeka. Czy Polacy są rasistami? Umówmy się, że niektórzy są, inni znowu nie. Zyjący w Polsce przyjaciel Gujańczyk, człowiek wysokiej kultury i mówiący ładniejszym (barwniejszym i bogatszym) polskim niż większość znanych mi Polaków (co przydaje mu się nader w wykonywaniu zawodu dziennikarza) spojrzał mi ostatnio - z okazji prowadzonej podobnej dyskusji - prosto i prowokacyjnie w oczy i rzekł:
- Przestańcie pieprzyć. Ja nie jestem żaden Afrykanin, żaden czarny. Ja jestem murzyn. Muuurzyn!.

Zaimponował mi tym niepomiernie. Zrozumiałem, że jest to nasz problem, problem naszego wstydu za rodaków i nastawienie które może się poza słowami ukrywać. On nie miał żadnego problemu.
-
2009/07/31 21:44:04
Weż dowolny tekst i powiedz "niech ci się kojarzy", to będzie. A powiedz "niech ci się nie kojarzy"... to też będzie.

Obraza, rasizm (nie każdy, tylko ten semantyczny), niewłaściwość... często idą nie przez swą naturę ale poprzez dekret - bądź to organu rządzoco-administracyjnego, bądź tzw. "salonu", bądź tzw. "ludu". Jest zakreślone i podkreślone, to jest rasizm, a to nie jest. A udowodnij, że nie. Jak się złapiesz w tę pułapkę, im bardziej będziesz dowodził, że nie, tym bardziej będziesz uważany za winnego (przy okazji o wykroczenia z tytułu innych paragrafów łatwo).

Dotyczy to też innych "izmów".


Co do "bambo", iz uczonemu w Swahilii kojarzy się z bambusem.... Widać nie za bardzo na tych szkoleniach ów uważał...

tinyurl.com/mhlsys

bambo (swahili) - łyżka (specjalna, do nabierania ziarna)

a dokładniej:

www.archive.org/stream/swahilienglishdi00madarich/swahilienglishdi00madarich_djvu.txt

Bamba, n. (ma-), a flat thin piece
(esp. of metal), a sheet, plate, or
strip of metal. Mabamba ya chuma,
hoop-iron. Also of card-board, mill-
board. Dim. kiba?nba. (Cf. mbamba,
-embamba, and follg.)

Bambo, n. (i) an iron instrument
grooved and pointed, used for draw-
ing a sample from a sack of grain ;
(2) (ma-), long cord-like strip of
plaited grass, used for making coarse
mats and baskets, and for cording a
native bedstead. (Cf. skupatti, also
ubambo, mbamba, bamba.)
-
2009/07/31 22:33:35
Telemach: chyba nie wstydzę się za rodaków. No, może trochę, jeśli to bardzo blisko mnie. W rodzinie, w bliskim otoczeniu nie miałem ani jednego chamidła w rodzaju tego gościa z Torunia i gdy coś takiego napotykam nie rodzi się we mnie poczucie odpowiedzialnosci za jego uczynki.

W moim dzisiejszym solo nie szło mi o słowo "Murzyn" czy "Murzynek" ale o gipsowanie
stereotypów. Ten wierszyk jest z ducha dżungli, brak tam było małpki ścigającej się z Bambo - no bo śnieżnobiałe ubranko na afrykańskim chłopcu idącym na modły w meczecie nie dawało by czytającym młodym Polakom poczucia, że są tak mili i dobrzy przyjmując tego dzieciaka za koleżkę.

Co do terminów, mi tam wszystko jedno. Najprzypuszczalniej mówiąc o tym dziennikarzu używałbym imienia czy nazwiska czy nazwy kraju. Ale skoro już o tym, moda z północy każe unikać słowa negro i człowiek od komentarza u Tierralatina mówi o "afrobrazylijczykach". Nie znam ludzi używająch tego terminu. Czarni stanowczo wzdrygają się gdy się mówi o gente de cor (kolorowi), wyśmiewają się z używania afrobrasileiro (skonsultowałem, mówią, że tego używa Biały dla pokazania, że nie jest rasistą), pokpiwają z moreno, prostując na ogół, że jest negro lub preto. Zresztą wśród ludzi o jakiejkolwiek barwie skóry czy etni jest popularne ciepłe słowo nego, oczywisty skrót z negro. Pozdrowienie beijo, nega jest zupełnie normalne. Więc nie w słowie problem, ale w intonacji.

Tichy: czy ten wywód naświetla jakoś którymi ścieżkami biegały skojarzenia Tuwima?
-
2009/07/31 22:44:44
Hm.....

rasizm i homofobia - oba zjawiska oczywiscie NIE ISTNIEJACE w Polsce mozna podsumowac zachowaniem mojej rodzicielki:

jesli sie ktos jej pyta wprost, oczywiscie nie jest rasistka, nie ma nic do czarnych ani homoseksualistow.
ALE.
Jak widzi w telewizji dwoch gejow trzymajacych sie za rece, to pluje na ekran. Na pytanie o co chodzi odpowiada, ze ona przeciez do nich NIC NIE MA ALE TO JEST OCHYDNE I NIE POWINNI SIE POKAZYWAC.

Podobnie z murzynami. To tacy ludzie jak my.

Chwila potem, w telewizji pokazuja jakis koncert gdzie akurat widac zespol skladajacy sie z czarnych.
Komentarz: no znowu te ochydne murzynichy, wszedzie sie wcisna, juz caly rynek zdominowali!!!

Oczywiscie, takie wypowiedzi i zachowania nie sa problemem, bo podobnie myslacy ludzie zawsze sie znajda, w jakimkolwiek spoleczenstwie. Problemem jest, ze tego typu postawy sa PUBLICZNIE AKCEPTOWANE.

PS: matce juz dawno przestalam zwracac uwage na takie zachowania i odzywki, bo niestety to jakby mowic do sciany. Dla niej to, co robi jest jak najbardziej naturalne i autentycznie NIE ROZUMIE o co ja sie jej czepiam...
-
2009/07/31 23:05:24
A ja mam strasznie pokręcony stosunek nie do rasizmu i antyrasizmu, ale do związanych z tym ideologii współczesnych - nie wytrzymuję po prawdzie tego, co się dzieje w USA pod tym względem, kiedy okazuje się, że rasistą na dobrą sprawę może być tylko biały... A dlaczego mam to pokręcone? Bo jako biała jedenastolatka trafiłam do kolorowej szkoły i było bardzo fajnie, tylko na przerwach dzieci podchodziły do mnie i przykładały swoje ręce do mojej, dziwiąc się (sic!), że można mieć tak jasną skórę (może dodam, że antropologicznie reprezentuję w obrębie odmiany białej typ o bardzo zdecydowanej przewadze cech śródziemnomorskich z jasną cerą, która nie jest w tym typie czymś bardzo rzadkim, więc ogólnym kolorytem wcale nie odbiegałam od kreolskiej części klasy...). Z początku było to zabawne, ale po miesiącu miałam dość bycia szkolnym dziwactwem. Kilkanaście lat później na południu Indii (obszar mało zaturystowany) kolejne grupy robiły sobie zdjęcia ze mną i koleżanką jako 'białymi małpami', jak to w końcu zaczęłyśmy określać. A teraz do rzeczy. Nie nazwałabym żadnego z tych zachowań rasistowskim. I abstrahując w tym momencie od incydentu częstochowskiego, obawiam się, że ogromna ilość nagłaśnianych zwłaszcza w USA incydentów 'rasistowskich' wcale taka nie jest - w końcu zaciekawienie innością nie jest chyba grzechem? A rasistą może być też kolorowy.
-
2009/07/31 23:12:11
@nina: twoja mama żyje w innej "normalności". Jej wyznacznikiem są poglądy i postawy najbliższego otoczenia, bagaż przeszłości, w której zapewne nie miała okazji do refleksji nad tym co robi i jak myśli, co z takiego myślenia może wyniknąć. Mam podobne obserwacje z moją mamą która nie ma nic przeciwko żydom, ALE dlaczego oni tak się panoszą...A dobry z niej człowiek, życzliwy innym ludziom i o przesadnej uczciwożci.
Nie wiem doprawdy dlaczego ten wirus irracjonalnej podskórnej niechęci przyczepia się do ludzi w Polsce. Nie sądzę aby była to zawsze kwestia nienawiści czy też świadomego wyboru. Może brak doświadczeń "bycia obcym" które my mamy?.

Jest takie powiedzenie: "Każdy jest cudzoziemcem. Prawie wszędzie". Jego znaczenie dotarło do mnie dopiero gdy opóściłem kraj.
-
2009/08/01 00:38:39
Ściśle biorąc, nie ma "mojego wywodu".

Mój komentarz składał się z dwóch części:

1) Pierwsza, to kategoryczna i cyniczna opinia bez śladu wywodu ani dowodu (na zasadzie "take it or leave it").
2) Druga część - to czyste stwierdzenie faktu, iż słowo "bambo" istnieje w języku swahili i ma takie sobie zwyczajne znaczenie bez żadnych podtekstów.

Zakładam bez dowodu, że te słowniki nie kłamią, i że nie zmówiły się w celu dokonania rehabilitacji Tuwima. Czy to rzuca światło na skojarzenia Tuwima? To już od Ciebie zależy, Andsolu, i od każdego czytelnika.

Teraz dopiero nastąpi coś, co może być wzięte za wywód (ale i nie musi). Uwaga, więc.

Widzę dwie możliwości. Albo Tuwim wymyślił sobie afrykańsko brzmiące słowo jako potencjalne imię dla afrykańskiego chłopca (tu staram się unikać koloru lub m-słowa), im głupiej brzmiące tym lepiej, zaś bambus był jego inspiracją i prawdziwym skojarzeniem, co zauważają i wytykają liczni.

Albo też, znał się cokolwiek na słowach, nie tylko polskich, i wybrał celnie, w duchu języka afrykańskiego, mógł być wybrać Mambo albo Mumbo albo Ngumbo albo cokowiek, byle tylko uniknąć posądzenia o skojarzenie z bambusem. Ale nie wybrał. Zgaduję, dlatego, iż nie wiedział, że pół wieku po nim wybór zostanie obrócony przeciwko niemu, także z uwagi na jego panegiryczną działalność za Stalina. Owa działalność zabłociła uprzednie dokonania.

Na podstawie tego wywodu przyjmuję drugą możliwość.

PS. Także przyjmuję, iż np. w odnośnym cytacie "..Byłem na groźnym widowisku..." intencją Tuwima było umieszczenie odpowiednich słów w cudzysłowie. Ongiś cudzysłowów się nie nadużywało, nie było potrzeby, intencje były tak oczywiste, że każdy w miarę wykształcony czytelnik sam sobie je umieszczał gdzie trzeba.

Ewidentnie konfrontuje Tuwim siermiężny (i paskudny) stereotyp z wielkim światem.

Dzisiaj pisanie bez cudzysłowu w nadziei, iż czytelnik zrozumie, jest aktem sporej odwagi.... Także pewnej głupoty, albowiem wiadomo (ma to się jak w banku, oczywiście tym sprzed kryzysu), że zaraz ktoś weźmie dosłownie, doda co nie co, i zaraz kłopoty.

-
2009/08/01 01:04:06
Oj, nie sądziłem, że ktoś odczyta cytat z "Kwiatów polskich" jako element aktu oskarżenia. Przecież cały mój wywód da się streścić do: intencje Tuwima mało są dziś istotne, ale nie należy brać ich od złej strony, to nie on śpiewał piękno Polski Kolonialnej. Przypuszczalnie zamierzał być sympatyczny - i był, jak na swoje czasy. I urywek z opisem mszy należy oczywiście czytać z cudzysłowami, ale samo istnienie skojarzeń jeszcze raz podkreśla, że był tu dość normalnym Polakiem, "dzieckiem swoich czasów".

Rzecz w tym, że czasy się zmieniły i Polacy łatwiej zauważają, że 20 lat temu rozpadł się komunizm niż to, że 50 lat temu rozpadł się system kolonialny. W mózgach najwyraźniej pozostały protekcjonalne nastawienia bwana kubwa i to dlatego warto sobie dobrze przemyśleć pedagogiczne pożytki z Bambo w przedszkolach i szkołach. WIerzę, że były kiedyś. Tak jak i w Chacie wuja Toma albo w Małych kobietkach. Dziś są świadectwem nienormalności dawnego świata. Wystarczy zmienić mentalnie pozycję, stanąć z drugiej strony, by zrozumieć dlaczego.
-
2009/08/01 04:52:34
Nie sądziłeś?

Ale przecież wiesz, że szaszki podejmują znaczenia od szachownicy, na której są ustawiane. Tym bardziej, gdy z różnych kompletów sa brane.

Jak sobie w swych dawnych Gadułkach sprzed 4 lat cytowałeś "..Byłem na groźnym widowisku..." - i wtedy albo się zmęczyłeś, albo przestraszyłeś - w w każdym razie odłożyłeś "Bambo" na później. I tu nagle znów, razem z Radiem Maryja, cytatami światłych Afrykanów w TP tudzież komentarzami równie światłych tamże. Polski poeta jak wzór rasisty, zaś Polska sama jako archetyp kolonializmu?

Wybacz. Nie kupuję.

Melanż niezgorszy. I raczej przyjmuję wykładnię - kompozycja nieprzypadkowa. Służy czemuś. Pewnej tezie.

Przy okazji, komentarz Ajar63 - który wydał Ci się nieprzystający. Otóż, ja odebrałem go jako bardzo przystający. Ja rozumiem ów tak: ludzie mają zaimplementowane pewne zachowania i reakcje, nie tyle im narzucone - bo sami je wzięli nie wiedząc kiedy. Więc reagują zgodnie z kluczem, a nie prawdą czy znaczeniem czy istotą rzeczy. W filmie cytowanym jest to wykorzystane dla śmieszności, bo to komedia. Tylko, raczej płakać by należało niż śmiać się. Po to są właśnie komedie (te lepsze).

Z kolei, mnie się przypomniała SF powieść Briana Aldisa "Non Stop" (chyba ten sam tytuł w wydaniu polskim). Najlepszy jest SF, który nie ma ambicji przwidywania przyszłości, tylko zajmuje się terażniejszością, ubierając ją co nie co w pokupne a atrakcyjne SF-szaty. Otóż, tam rzecz idzie o zaimplementowaniu pewnych poglądów, postaw, reakcji, aż do gestów i słów. Rzecz się dzieje na statku kosmicznym gdzieś w przestworzach, lecz ludność zamieszkała tam powróciła do pierwotnej cywilizacji. Gdy napotkany osobnik w drażliwej okoliczności nie wykona spodziewanego znaku (nota bene, ósemki, czyli nieskończoności), bez miłosierdzia jest rozpukiwany na atomy z gadgetów-pistoletów znalezionych gdzieś w składach statku.

I tak to jest.

PS. Świat wraz z historią to nie chiński (pardon le mot) bufet, gdzie jedne rzeczy smaczne się bierze, a mniej smaczne zostawia. Niby można się odżegnywać, sterując i wybierajac, bądź zamiatając pod dywan, ponieważ zbyt wiele przykładów na to, iż taka selekcja nikomu na zdrowie nie wychodzi.
-
2009/08/01 04:56:17
-
Gość: , acov83.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/01 15:28:50
Do grupy 4-ro latków w przedszkolu w dużym mieście w Polsce przychodzi pierwszy raz ciemnoskóry chłopczyk. Dzieci biegają za nim, wytykają go palcem i krzyczą: Muzynek, Muzynek. Po paru minutach zdenerwował się, tupnął nogą i odkrzyknął: Ja nie jestem zaden Muzynek, ja jestem Piotruś. Zadziałało. Może wystarczy tylko zauważyć, że to jest po prostu Piotruś.
-
2009/08/02 02:56:25
Tichy, piszesz: Polski poeta jak wzór rasisty, zaś Polska sama jako archetyp kolonializmu? Dość wyraźnie mówię, że nie w Tuwimie problem. Skoro mój dawniejszy tekst pamiętasz, zauważ, że nawet w sprawie "Spotkania w roku 1952" dopuszczałem, że to jego kpina; nie czepiałem się go za parę linijek w tej czy w innej sprawie -- gdzie indziej dla mnie jego wartość. Pisałem:

Do którego z tekstów Tuwima najczęściej wracam? Bez wątpienia do "Czterowiersza na warsztacie". Długo by tu wyliczać rozliczne nauki z tej 18-stronicowej lektury. Lekcja skromności. Wagi uwag czytelników. Niepodobieństwa podobnych języków. Poczucia humoru. Głębi podtekstów w krótkich tekstach.

Nie wiem skąd zarzut, że wtedy albo się zmęczyłeś, albo przestraszyłeś -- nawet w owej nie-blogowej konwencji były granice wytrzymałości czytelnika; do sprawy wróciłem w "bloku 96". I nie pisałem czegoś odmiennego od tego co mówię dziś:

Ten Tuwimowy Bambo to taka Barbie z dawnych czasów, lecz bez kolorowych ubranek, spinek i grzebyków. Nie przybliża się jakiejkolwiek etni, narodowości, stylu bycia, religii (jeśli Afrykanin, to przypuszczalnie muzułmanin, no nie?), języka czy przywiązania do tradycji. Nie wysławia się indywidualnych talentów częstszych wśród Czarnych (poetyczność języka, talenty konwersacyjne, wdzięk ruchów) czy zdolności do zbierania dobrych stopni (które to cechy zostałyby podkreślone u Michela, Michaela czy Hansa). Po prostu miła ta jego wykładzina i kropka. Czarna kropka, zresztą.

Wtedy pisałem o wierszyku. Teraz nie pisałem o wierszyku a o atmosferze społecznej wytworzonej wokół niego. O tym, że wierszyk jest używany do różnorodnych celów i nie wszystkie z nich są sentymentalne czy wspomninkowe.

Polska sama jako archetyp kolonializmu? Nie, ale oczywista tęsknota za mocą, potęgą, wyrażana chęcią zdominowania innych. Pisałem wtedy:

To nie jego twór ale z jego czasów była plugawa idea Ligi Kolonialnej, by nam kupić Madagaskar na kolonię. Wychynąwszy po 125 latach nieistnienia, mieliśmy być znów od morza do... no, do Oceanu Indyjskiego. I mieliśmy mieć miłych Murzynków dla rozrywki.

Chętnie byśmy zapomnieli o tym okresie narodowej hańby, o przerażającym pomyśle błąkającym się po czaszkach PRAWIE MILIONA POLAKÓW - ale to nie jest dobre rozwiązanie. Więc gdy mnie czytasz (co sobie bardzo cenię), zwróć uwagę, proszę, co mam za ważne a co za nieistotne. Wiersz był o symbolu. Wiersz został narzędziem, symbol odmienił znaczenie, dziś już nie chcemy mieć niewolników, chcemy tylko wierzyć, że oni są mniej od nas warci.

Aha, żeby nie udawać, że zawsze miałem rację. Moją ówczesną opinię, że Nobel Tuwima był niemożliwy ze względu na nastawienia antyżydowskie obalił szybko Jurek Kocik śląc mi niekrótką listę noblistów z owej epoki, którzy byli pochodzenia żydowskiego. Poza tym, Tuwima lubię, ale mojego Nobla bym jednak mu nie dał.
-
2009/08/02 03:14:03
Gość: piękna historyjka i właśnie o to chodzi. Dzieci szybko się uczą. Ale ich rodzice? Albo dziadkowie?

Tierralatina: zdumiewające. Rozumiem zwalczanie fizyczne idei, by wstawić inną ideę. Obić esperantystów, żeby zapanował Volapük -- rozumiem. Ale zwalczać po nic? (Przy okazji, odwdzięczę się linką do ciekawego artykułu sprzed 7 lat esperantysty Pawła Wimmera :)

Twoja linka tym wartościowsza, że jest w komentarzach odniesienie do innego artykułu o Romach, zupełnie przerażająca historia. I to w kraju, który ma tak częste ambicje do uczenia świata o wartościach kulturalnych i etycznych...
-
2009/08/02 05:02:10
Czy pamiętasz, że Bambo juz raz stał się przedmiotem naszej konwersacji?
W lutym tego roku, Twój komentarz

okruhy.salon24.pl/93668,matura-czy-tresura#comment_1313634

a zaraz pod nim moja odpowiedź:
poemacidełka... Tak się wyraziłeś, andsolu, o "Murzynku Bambo". Ale, biorąc pod uwagę ostatnią linijkę ("Szkoda, że..."), Tuwim lepszą robotę robi niż Szymborska. Tuwim stwierdza różnicę - przechodząc przez te 5 stopni - denial, anger, bargaining, depression...i kończy na "acceptance", zaś Szymborska zaczyna i kończy na besserwiserstwie (w jej i recenzentów mniemaniu).

I to jest przekleństwo tzw. inteligencji []


Cytuję in extenso, by podkreślić owe besserwisserstwo, na który żaden argument nie pomaga. Bo coż z tego, iż Bambo się boi wybielić, bo prawdopodobnie uważa że dobrze jest być Murzynem, i że to nie ma nic wspólnego z czyszczeniem z brudu. Tak a propos, stopień jasności często jest uważany za znak jakości... nie wśród białych wśród Czarnych!

Na nic, albowiem jak ktoś będzie uparcie przytaczać Tuwima na to, że Murzyni są tacy ciemni z brudu, to co na to poradzisz? Ja tam nie reaguję, niech każdy sobie uważa na co ma ochotę... dopóki ktoś na podstawie tego poglądu nie żąda usunięcia wierszyka, czy wrecz Tuwima z książek i przedszkoli, bądź nie przyprawia Polakom gęby rasisty.

Wtedy mówię wara. Albo basta. Albo gorzej.

Jasne jest, że nastąpiło zaharapcenie (nie mam lepszego polskiego terminu na hijacking) symboliki i semantyki. Tuwim nie pierwszą ofiarą, nie ostatnią. Ale walczyć należy z harapcownikami, nie ich ofiarami. No, walczyć niby jak? ale choć powiedzieć swoje.

Wymóg, by Tuwim w tuzinie linijek przedstawił koniecznie wszystkie zalety czarnej rasy, a jest ich legion, zgoda (jak również legion wad, dokładnie dzielonych z innymi) jest raczej niepoważny. Przy tym, andsolu, skąd żeś doszedł do przeświadczenia, że owe wdzięki ruchów, talenty konwersacyjne vide cała wymieniona lista akurat są jakoby genetycznie związane z kolorem skóry?

Czyż to nie jest rasizm a rebours?

A przy okazji, drobna nieścisłość. W Afryce chrześcijaństwo z lekka dominuje islam, jakie 45:40 (wg. Wikipedii). Na Północy, o której pwdbnie myślałeś, islam dominuje znacząco, lecz idąc na Południe relacje się odwracają. Vide mapki i inne dane barwne. Nie upieram się, że Tuwim akurat miał na myśli swahili ale nie miał na myśłi arabskiego. Bo niby czemu miał mieć? Czy musiał mieć koniecznie wizję Murzynka z Maroka, czy wolno mu było miec wizję Murzynka z Tanganiki (tak wtedy, zdaję się, Tanzania się nazywała)?

Co do plugawej idei Ligii Kolonialnej... Znowu, tyle plugastwa prawdziwego na świecie, że jakaś marginesowa idea, czysto abstrakcyjna, bez żadnej szansy na wyjscie poza bajdurzenie, zajmuje niepotrzebnie zasoby umysłu. No, jak potrzebujesz skali plugastwa, i jej miarą uczynisz Ligę Kolonialną, to Ci skali nie starczy.

Nie będziesz Mt. Everestu mierzył szkolną linijką (nie pamiętam, które to przykazanie).

Albo inaczej, ta cała Liga Kolonialna to mały Pikuś (i to jeszcze nawet nie szczenię, a bardziej zygota szczenięca) wobec kolonializmu zaszłego.
-
2009/08/02 05:33:25
Pytasz, Tichy: "skąd żeś doszedł do przeświadczenia, że owe wdzięki ruchów, talenty konwersacyjne vide cała wymieniona lista akurat są jakoby genetycznie związane z kolorem skóry?" Nie doszedłem do takiego przeświadczenia. I nie wyraziłem go. W istocie sądzę, że Afryka jest dużo w ruchach wdzięczniejsza niż Europa, ale nie przypisywałbym tego kolorowi skóry, a anatomii różnych afrykańskich nacji. Plus kulturze słuchowej. Co do talentów konwersacyjnych (dużo o tym pisze Kapuściński) to zasadniczo kwestia kulturowa. Są ludy, który używają języka dla rozmowy, a rozmowa jest im wartością samoistną.

ta cała Liga Kolonialna to mały Pikuś -- a w Stanach Murzynów biją? Rola innych narodów w kolonizowaniu Afryki i Azji nie są tematem moich uwag. I nie zamierzam odnosić się do polskich problemów osadzające je zawsze na tle zbrodni innych nacji.

To nie był żaden pikuś, to była narodowa choroba umysłowa - mniej osławiona niż paroksyzmy antyżydowskie, ale nie sądzę, by mniej groźna. Porównanie jak wiele o niej było w latach 30-tych i jak zgrabnie traktuje się to dziś jako nieistniejące jest mi dobrą wskazówką, że choroba nie jest wyleczona.
-
2009/08/02 09:55:47
Tichy, a znasz Upiorny twist? Musisz. Otóż dowcip obu utworów zasadza się na tym samym schemacie. Proszę:

uczy się pilnie przez całe ranki
ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki.
a potem:
Mama powiada napij się mleka
a on na drzewo mamie ucieka

Rankami zrywam się śliczny,
Liryczny i apetyczny
a potem:
Twarz mi blednie, włos mi rzednie,
Psują mi się zęby przednie.
-
2009/08/02 15:18:46
Przekonanie myślałem, że było wyrażone w akapicie wokół fragmentu " indywidualnych talentów częstszych wśród Czarnych". Jeżeli nie było to przekonanie, to przepraszam za zarzut.

Wracając do Ligi Kolonialnej musiałem co nieco odświeżyć zakurzone szpargały z pudła z naklejką NIEWAŻNE z najdalszego kąta strychu (mentalnego). Na szczęście jest wikipedia. No i co tam czytam? Ano, że było i się skończyło. To po pierwsze. Po drugie, pełna nazwa tego tworu miała jeszcze i Morska. Bo morze było ważne, Gdynia, i takie tam. Że miało toto milion członków, którzy ochoczo płacili składki? Wcale się nie dziwię. Morze, Gdynia, statki pod polską banderą. A ten Madagaskar? Ano, czytam, iż Polsko rząd rodzaj podania złożył do Ligi Narodów, ówczesne ONZ zgaduję zwracamy się z uprzejmą prośbą o przyznanie nam Madagaskaru jako kolonii, bo inni mają kolonie, a my nie mamy, więc się nam należy. Może inaczej to podanie brzmiało.

W każdym razie fakt taki, że ci inni kolonie mieli, nikogo nie prosili, samo brali ile chcieli przez wieki, najwyżej między sobą się żarli. Co miało też skutki niebotyczne, bo w wyniku tego jest jak jest na świecie. Polska najwyżej jakieś hektary chciała kupowac, płacąc żywym groszem. Nawet kupiła, kilkuset ludzi osiedliła na tych zakupionych hektarach. Chyba jakiś promil wobec tych, co osiedlali się na własną rękę, indywidualnie czy w małych grupkach niesponsorowanych przez żaden rząd.

Tak, że wygląda na to, iż owa kolonialna działalność była primo marginesowa, secundo jakaś taka niewinna (w porównaniu). Nie widze dlaczego miałby być to polski problem (pomijając niezdarność poczynań), i dlaczego nie wolno porównywać tego do działalności innych nacji.
-
2009/08/02 15:38:37
KWIK

Oczywiście, że znam upiorny twist. Zawsze wydawał mi się bez sensu, ale dobre wykonanie - i słuchało się i oglądało z przyjemnością.

Ale, że tam były rasistowskie akcenty, oraz jakiś izm, w życiu bym nie zgadł. A wstyd, albowiem dobrze wytrenowany umysł powinien widzieć podobieństwo schematów we wszystkim.

Zabawa nieezpieczna. Ot, kilka wpisów andsolowych temu, rzecz szła o Freudzie i fin de siecle'owym Wiedniu, na próbę przywołałem niewinny wierszyk dziecięcy dla ilustracji, iż nawet w nim, jak się wskaże (bądż zakaże), zaraz treści się znajdą. Jako następnych kandydatów miałem wziąć na tapetę "Idzie niebo ciemno nocką" oraz "Muminków".

I oto pdbnie zaszokowany Gospodarz - wprawdzie nie zdobył się na usunięcie komentarza, ale pddał ów ostracyzmowi.

A ten wierszyk - ryzykuję infamią, banicją, i ostracją - opiera się na tym samym schemacie, co poczynania Ligi Kolonialnej. I Morskiej: Ostrzegam, mieści treści niebezpieczne i drastyczne. Czytać na własną odpowiedzialność (za rozminięcia przepraszam, albowiem cytuję z pamięci):

Idzie niebo ciemną nocką
Ma w fartuszku pełno gwiazd
Gwiazdy świecą i migocą
Aż wyjrzały ptaszki z gniazd.
Jak wyjrzały, zobaczyły
To nie chciały więcej spać.
Marudziły, kaprysiły
Aby im po jednej dać.

Gwiazdki nie są do zabawy
Bo by nocka była zła
Cyt, bo przyjdzie kot kulawy
Cicho bądźcie - aaa.
-
2009/08/02 16:27:36
Ech, Tichy... Podziwiam Twoją szybkość czytania i pisania, ale jej nie zazdroszczę. To przez nią rozmowy są dużo bardziej - powiedzmy - rozwinięte...

Piszesz: "Na szczęście jest wikipedia. No i co tam czytam? Ano, że było i się skończyło. To po pierwsze. Po drugie, pełna nazwa tego tworu miała jeszcze i Morska. " Słusznie piszesz. A nie pisałbyś gdybyś w moim zapisie odczytał akapit zaczynający się słowami "Wydaje mi się, że wierszyk" - tam nazwa jest wyróżniona italikami. Zacytuję:

"To był okres działania u nas organizacji Liga Morska i Kolonialna ...

Można ją kojarzyć z Gdynią (i z wcześniejszymi, bo z 1920 roku, "zaślubinami z morzem"), ale warto pamiętać daty: gdy uformowała się (mając za podstawę inną, mniej istotną organizację), Gdynia już działała z całą energią. Ponadto, wekslujesz temat na jej oficjalne osiągnięcia i zostawiasz na uboczu to, co jest naprawdę istotne
i czym właśnie zajmował się mój wpis. Społeczny obłęd, poszerzający się w niebezpiecznym rytmie, sprawiający, że piszący i czytający lud świeżo uwolniony z zależności politycznej i ekonomicznej od sąsiadów, stawiał na rozwiązanie swych problemów w takim uzależnieniu jakichś dalekich ludów, najchętniej afrykańskich. Gdybyś prócz Wikipedii miał też dostęp do ludzi, co w owym okresie mieli rozwinięty mózg i sumienie, z pewnością byś tematu nie marginalizował i banalizował. A że prawdą było to, czego paru przedwojennych socjalistów mnie na te tematy uczyło widzę czytając dziś choćby artykuły z "Prosto z Mostu" i z innych dostępnych w Sieci pism.

Zaoszczędzę sobie i Tobie porównań z przewinami innych nacji, ale jeśli zgodzisz się, że przeliczne ich zbrodnie były możliwe dzieki specyficznemu oglądowi świata przyjętemu przez znaczną część wykształconego społeczeństwa, to mniej lekko będziesz traktował ten kawałek historii, która niestety jest i moja. Czy jest taką i dla innych osób? To ich prywatna decyzja i do niczego nie nakłaniam, co miałem do powiedzenia to powiedziałem.
-
2009/08/02 17:55:33
Hm, nie rozumiem tego paradoksu. Wpisy blogerskie przychodzą mi z trudem, a komentarze łatwo. Drugi paradoks, to skąd mi się wzięła częściowa ślepota, bo wręcz nie widziałem słówka Morska przy Lidze. Przynaję ze skruchą, że brak Morskiej sam stworzyłem. Zastanawia dlaczego szczerze tego nie widziałem.

Dlaczego czegoś sie nie widzi, gdy jasno? Lampa wszak świeci, oświetla... A! Może też oślepiac! Wtedy się nie widzi, gdy światło za mocne, oslepiające. Tym światłem bijącym po oczach mógł był być tzw. całokształt Twego felietonu plus mocna teza sprawiająca nadmierne widzenie Kolonialnej a ślepota na Morską.

Lecz też fakt taki, iż ów morski aspekt (poza gołą nazwą) przyznałeś dopiero w kolejnym komentarzu. Sprawdzając Cię (tak już mam), to znaczy tę Morskość, rzuciła mi się w oczy jedna drobiażdżka dwuznaczność słowa kolonie. Czy świadomie, czy przypadkiem, dwa znaczenia na siebie weszły. Piszesz Starano się o kolonie dla Polski...

Różnicę widać dopiero w ludziach albo kolonizatorzy, albo koloniści. Zlanie ich w jedno jakoś samo (?) wyszło.

Dobrze, że jak za dziecka rodzice wysyłali mnie na kolonie, nikt ani im ani mi rasistowskich intencji nie zarzucał.

A co do porównań, ot taka jeszcze świeża wiadomość
news.bbc.co.uk/2/hi/africa/7955997.stm
-
2009/08/02 18:29:05
Widać moja wina, że czasami piszę niesympatycznym atramentem.

Kolonie letnie to też długi temat i żal mi dzieci, które w kapitalistycznej, wolnej Polsce tego nie poznają, bo ich rodziców nie stać na to. Ale jak zwałka to zwałka, i wszystko co peerelem trąci należy potępiać w czambuł.

Wiadomość z BBC bardzo ciekawa - ale to nie tylko w Ghanie przypisują taką wagę spokojowi w życiu pośmiertnym wielkich osób. Coś mi się przypominają ceremonie ze składaniem w urnach serca czy jelit tego czy owego słynnego człowieka...
-
2009/08/02 19:35:16
Kolonie dziecięce to taka dygresja, jeszcze jedno znaczenie. Niepotrzebnie wspomniałem, bo odwróciło uwagę. Intencją przytoczenia było pokazanie, że te same słowa co innego znaczą.

Niby to dobrze wiadomo, ale przykład z dwuznacznością (dajmy już spokój trójznaczności) koloni świadczy, ze niekoniecznie dobrze wiadomo.

Upraszczając z uwagi na ramy komentarza, mamy dwa aspekty kolonizacji:

1) rabunek zasobów, wyzysk, i zniewolenie miejscowej ludności
2) osadnictwo zamorskie

Twoja teza jeżeli nawet nie brzmi, to co najmniej sugeruje, iż cel działania Ligi Morskiej i Kolonialnej oddaje aspekt pierwszy. Natomiast ja widzę, przyznając żem laik-amator, że rzecz się sprowadzała do aspektu drugiego. Stąd słowa i oceny które padły definitywnie zbyt mocne.

Mówisz nie porównywać. Ja mówię ależ koniecznie!

Co do notki o głowie króla w formalinie, aspekt barbarzyństwa chyba widoczny? I to nie ze strony dzikich...