|
Blog > Komentarze do wpisu
Szczęść Boże
Całkiem ciekawe były rzeczowe komentarze o tym kim był Lucyfer, ale zrobiło się jeszcze ciekawiej gdy rozmowa (głównie między anuszką i drakainą) zwekslowała na bliższe polskiej codzienności kwestie odbierania znaków i symboli związanych z wiarą w społeczeństwie, które nie jest jednolicie katolickie. Ponieważ obie rozmówczynie sprawnie słowem władają, ani mi w głowie stanie próba streszczenia ich uwag – ich słowa brzmią własnym brzmieniem. A że przyniosły mi parę refleksji, których nie umiem wcisnąć tam do krótkiego komentarza, wpiszę je tutaj. Są to uwagi tam zrodzone, ale mające własne życie.
Otóż jeździliśmy z Wackiem po słonecznej, pszenicznej i zielonej Polsce bardzo dalekiej od gwaru, a tak rzadkiej w pojazdy, że często nie był to autostop a wielogodzinny spacer polną drogą. I gdy mijaliśmy żeńców czy pastuchów wołaliśmy do nich „szczęść Boże”. A oni odpowiadali „Bóg zapłać” i później była rozmowa lub jej nie było, ale było jasne, że my czyli postacie z innego świata przyniesione, to nie gwałciciele ani komuniści a swoi, choć akcent mieli nietutejszy.
Tak samo reagowaliśmy zdejmując buty przed wejściem do dziwnego meczeciku, którego imam miał arabski Koran ale mówił tylko po białorusku. Sprawa jasna, to my wchodzimy w ich przestrzeń i nie powinniśmy jej zamącić. Sami byśmy przez to najwięcej przegrali, bo szliśmy tam, żeby ich poznać, a nie żeby nieść ewangelię bezbożnictwa. Przecież nikogo nie obchodziły nasze poglądy o Zaświatach czy ich braku.
Pamiętam jak raz skierowano nas z jakiejś przyczyny do proboszcza i naturalnie przywitał on nas słowem „pochwalony”, a my gładko podaliśmy odzew jak gdyby był z naszego codziennego słownictwa. Oczywiście gdyby ksiądz zapytał, dowiedziałby się, że miał przed sobą bezbożników z długim stażem, ale czemu miałby pytać?
Jak by wyglądało po powrocie do Wrocławia wejście do pokoju przyjaciół w akademiku czy w jakimś mieszkaniu i powitanie ich „szczęść Boże”? Chyba dobrodusznie. Jako test „a czy umiesz odpowiedzieć?” Myślę, że tak samo by było na seminarium – choć już wtedy prowadzący je był w połowie drogi od szefa partii na uniwerku do ideowego tegoż uniwerku rektora chcącego wprowadzenia wydziału teologii. Z pewnością mój promotor (znaliśmy wspólnie nasze postawy i nie wdawaliśmy się w ideologiczne dyskusje) przyjaźnie by takie zawołanie odebrał, choć z pewnością gdybym mu powiedział „pochwalony!” zachmurzyłby się, bo z nieprawdopodobnego źródła by to przyszło i kpiną by z daleka jechało. A on miał słowa za Słowa a nie za żetony. Nawiasem, i on potem był rektorem.
Czy dziś symbole wiary są stosownym znakiem łączności w dużym mieście? Powiedzmy, że w istocie tylko kilkanaście procent jest niewierzących czy obojętnych. To już jest dostateczna grupa, by ją zauważyć. Tych, którzy twierdzą, że Polska zawsze i cała od tysiąclecia była katolicka i reszta się nie liczy, nie będę przekonywać. Oni są na ścieżce wojennej i niech sobie szukają wrażej formacji na swoim poziomie uzbrojenia i wiedzy o świecie. A inni nie stracą zastanowiwszy się nad zmianami, które przyniosły ostatnie dziesięciolecia. Żarty o głupocie kobiet nie są trendy. Dzieci coraz trudniej bić. Pary mieszkają razem gdy chcą razem mieszkać. Straszenie piekłem działa tylko w niektórych grupach wiekowych. Atmosfera może przymusić rodziców do posłania dziecięcia na komunię, ale nie wszystkich zmotywuje do wzięcia udziału w pielgrzymce. I nie wszyscy chcą szydzić z gejów, bo niekórzy są gejami. Więc przed powiedzeniem słowa warto intensywniej niż kiedyś myśleć co ono znaczy. To są efekty słynnej „politycznej poprawności”.
Nawiasem, za dawnych czasów, gdy „szczęść Boże” mogło być odesłaniem kulturowym i cichym znakiem oporu przeciw rządzącej ideologii, w owym okresie z największą pewnością, nigdy, nigdzie, ani razu na zawołanie „niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” nie słyszałem odzewu „i Maryja na zawsze dziewica”. A gdybym był to usłyszał, trochę bym był zażenowany, że ktoś sobie takie jaja z katolickich obyczajów robi. czwartek, 09 lipca 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Gość: je-ko, pool-98-108-15-76.chi01.dsl-w.verizon.net
2009/07/09 10:27:49
Ja z kolei -- choc od kosciola trzymam sie tak daleko jak mogę -- nie mam klopotów z "szczęść boże", ale przez gardlo by mi nie przeszło " niech bedzie pochwalony". To sa dwa zaklęcia z calkiem przeciwnych krańców, i semantycznie i historycznie.
A oto dlaczego: Po pierwsze "szczęść boże" -- to życzenie, które nie kojarzy mi się z chrzescijaństwem. Na pewno było używane w czasach tzw. pogańskich. Slowo "bóg" jest przypuszcalnie pochodzenia iranskiego (dawne wpływy), i pierwotnie nawiazywalo do takich pojęć jak szczescie, bogactwo (sanskryckie bhagas). Taką koncepcje boga chętnie akceptuję jako metafore "dobrych sil". Zaś zaklęcie drugie przyszlo wraz z Chrzescijanstwem i Chrobrym ścinanającym głowy kapłanom ... hmm... boga wlaśnie. Po drugie: bardziej mnie niepokoi przeciwność znaczeń: "szczęść boże" wyraża życzenie przychylności boga (w znaczeniu np slowianskim) czy też ogólnie "sił kosmicznych" dla pozdrawianego bliźniego. Zas "niech będzie pochwalony", to -- odwrotnie -- balwochwalczy przymus oddania czci pewnej nieziemskiej istocie , w implikacji -- bardzo próżnej. (Gdzieś to mściwa osobowość Jahve przebłyskuje, lepiej nie denerwować...). A więc dwie zupelnie inne filozofie: upraszczając -- w jednej bóg kocha nas, w drugiej my kochamy boga. Ta druga jest mi bardzo obca. Kocham ludzi i zwierzęta. 2009/07/09 11:12:12
Zauważ je-ko, że napisałeś jednak na przekór przekonaniom andsola wyrażonym w notce. Owszem, oba pozdrowienia mają odmienny wydźwięk. Ale Słowa, w jakich wyraziłeś swoją opinię i dalsze Twoje rozważania dalece przekraczają pewną zaborczość, jaka może być odczuwana w deklaracji wspólnoty wiary implikowanej zwrotem "Niech będzie pochwalony".
2009/07/09 12:23:15
Mam takie odczucia jak je-ko. Podobnie jak austriackie czy bawarskie "Grüß Gott" polskie "Szczęść Boże" wydaje mi się proste i nieostentacyjne, a w "pochwalonym" słyszę jakieś złowrogie pomruki. W zasadzie wszystkie powitania typu hasło-odzew były pewnie kiedyś raczej testem na swojość niż zwykłym pozdrowieniem. Choć akurat "Bóg zapłać" za "szczęść Boże" chyba się nie kwalifikuje jako hasło-odzew, szczególnie jeśli życzy się pracującym, a oni dziękują za życzenia.
Zresztą jak zwykle liczy się intencja i okoliczności. Przecież nawet piękne "niech Bóg Ci w dzieciach wynagrodzi" pod adresem biednej matki wielodzietnej rodziny będzie zupełnie nie na miejscu. 2009/07/09 13:29:23
I ja się zgadzam z je-ko. Z Andsolem w kwestii wchodzenia w cudzą przestrzeń takoż. Nie miałam problemu ze zdejmowaniem butów w hinduskich świątyniach czy w meczetach (no, może niekiedy opory natury higienicznej mogły się pojawiać, jak teren był zaśmiecony i groził najpierw skaleczeniem, a następnie tężcem, ale zawsze jest wyjście w postaci grubych skarpetek, które są "koszerne"), gdybym była mężczyzną, zdejmowałabym czapkę w kościele, a zakładała coś na łeb w synagodze. Podobnie austriackie Gruss Gott odbieram jako nieinwazyjne. I bardzo mi się podoba jekowo-kwikowa (ależ to brzmi) analiza tego problemu lingwistycznego (skądinąd więcej info na temat źródeł praindoeuropejskich i co za tym idzie irańskich chętnie poszukam).
Swoją drogą, a propos znaków oporu czyli swoistych signa temporis, to może obecna tendencja do manifestacyjnej apostazji też jest znakiem sprzeciwu wobec czegoś, na co KK z uporem godnym lepszej sprawy zamyka oczy. Bo nie jestem przekonana, czy jest to tylko autentyczne "nawrócenie na ateizm", czy jednak w wielu przypadkach nie wyraz buntu przeciwko bardzo konkretnym zachowaniom, indoktrynacjom itp. Ciekawe co Ty na to, Marzatelo... Nawiasem mówiąc, z tym imieniem i nazwiskiem to bywa zabawnie: ponieważ na Węgrzech to jest kulturowy a nie reżimowy zwyczaj, że nazwisko najpierw, to moja koleżanka o nazwisku Urban została wzięta za mężczyznę... 2009/07/09 13:32:16
@je-ko: czyżbym w wyznaniu o kochaniu zwierząt widział kwantyfikator ogólny? Hmmm... ja bym był bardziej wybiórczy.
Na marginesie: zabawne jak podwójny myślnik ujawnia użytkownika TeX-a... @kwik-maz: no właśnie! Uczą po szkołach, że ze słów składa się zdania i to wyraża treści - a dopiero na uniwersytecie co wytrwalsi w nauce języka słyszą, że zasadniczą jednostką mowy jest wypowiedź - i ona nieuchronnie wiąże się z sytuacją czyli kontekstem - współtekstem. Kłopot nie w słowie pochwalony a w interpretacji nastawienia mówcy. Gdy widzę w youtube spięte twarze Geriatrycznej Gwardii Grzybnej, oni nie muszą słowa powiedzieć, albo mogą słodkim gambitem "wszystkiego dobrego" wejść w rozmowę, a i tak wiadomo, że za chwilkę do czegoś się przyp... A dawne wypowiedzi po spetryfikowaniu i wypolerowaniu codziennym użytkiem tracą swe własności. Kto dziś odczuwa nasze określenie Germańców czy Alemanów jako obraźliwe? Albo w niemej ich mowie dostrzega w westfalskim tschüß zbitkę z zacytowanego przez Ciebie ichniemu "pochwalonego"? 2009/07/09 13:34:58
@marzatela: słysząc zestaw "nazwisko - imię" Hugo Steinhaus odpalał coś go "fasowaniu gaci w wojsku".
2009/07/09 14:06:38
@drakaina
Swoją drogą, a propos znaków oporu czyli swoistych signa temporis, to może obecna tendencja do manifestacyjnej apostazji też jest znakiem sprzeciwu wobec czegoś, na co KK z uporem godnym lepszej sprawy zamyka oczy. Bo nie jestem przekonana, czy jest to tylko autentyczne "nawrócenie na ateizm", czy jednak w wielu przypadkach nie wyraz buntu przeciwko bardzo konkretnym zachowaniom, indoktrynacjom itp. Też tak to nieraz odbieram. Jak w latach 80. Kościół odpowiadał na pewne bardzo silne potrzeby ludzi, tak teraz ateizm odpowiada na pewne inne bardzo silne potrzeby. Często jednak bywa tak, że ludzie biorą wówczas wszystko "w pakiecie", a nie tylko to, czego naprawdę potrzebują. Jak już Kościół, to biorą go z dobrodziejstwem inwentarza - bywały w latach 80. spektakularne nawrócenia na dewocję, gdzie dawni lewacy zaczynali bronić każdziutkiego przepisu kościelnego jak lepszej sprawy. A znów w dzisiejszych czasach - jak już ateizm, to koniecznie razem z Dawkinsem, aborcją, lewicowymi poglądami na gospodarkę oraz z ociepleniem klimatu. Taki marketing idei. Bardzo możliwe, że jest ktoś, kto te idee specjalnie skleja w pakiety w celu sprzedania czegoś, co bardzo opłaca mu się cichcem sprzedać. @andsol: Gdy widzę w youtube spięte twarze Geriatrycznej Gwardii Grzybnej, oni nie muszą słowa powiedzieć, albo mogą słodkim gambitem "wszystkiego dobrego" wejść w rozmowę, a i tak wiadomo, że za chwilkę do czegoś się przyp... Uważaj! Gdybyś wszedł np. na strony Frondy, przeczytałbyś to samo, tylko z przeciwnym znakiem. O lewakach i liberałach, którzy mają paskudne mordy i nawet jak nic nie mówią, to i tak wiadomo, co chcą powiedzieć. 2009/07/09 14:39:20
@ Anuszka - uwaga o pakietach bardzo celna. Ostatnimi czasy zaczynam miewać wrażenie, że głównym produktem cichcem sprzedawanym są urządzenia do ograniczenia emisji CO2, a nóż mi się w kieszeni otwiera jak czytam o straszliwym zagrożeniu tą emisją ze strony homo sapiens. Sęk w tym, że Ziemia wyhodowała sobie świetny mechanizm regulacji klimatu i gospodarki CO2, który homo sapiens od tysiącleci radośnie wycina najpierw z konieczności pod uprawy, ale potem to już bez konieczności. I kiedy nabrał na tyle wiedzy, że mógłby przestać wycinać, to najwyraźniej komuś się to bardzo nie opłaca, a znacznie bardziej się opłaca wpychać ciemnemu ludowi ograniczanie emisji... Jak nie przepadam za spiskowymi teoriami w realu, tak tu mam wrażenie, że coś jest na rzeczy. I kto wie, czy jak dawniej ze wschodu sączono modę na lewacki terroryzm, to teraz nie wiadomo za bardzo skąd sączy się moda na różne inne sprawy, których ateizm jest tylko atrakcyjną intelektualnie komponentą.
2009/07/09 14:53:16
@anuszka (o polemistach z Frondy): i przypuszczalnie mają tam kupę racji. Przecież mnóstwo ludzi nakłada maski ideologiczne jak je znajdą w komodzie, nie chodzi o kolor, chodzi o to, żeby lać się po mordach. Taki paintball bez prania ubrań.
Właśnie wczoraj napotkałem prześliczny przykład przypieprzanki. je-ko mi podesłał linkę do pewnego wpisu inżyniera mruwnicy i zaczytując się nim przez pół nocy znalazłem parę długich dyskusji (znasz je, bo w nich uczestniczyłaś), których główną atrakcją jest dwuliterowy dziennikarz - bloger, czasu i energii nie szczędzący, by dowieść, że kwik nie wiedząc czegoś z fizyki nic o niczym nie wie i jest gorszy niż licealista. Uff. Długie zdanie. To teraz będą krótkie. Ponieważ kwika czytam, korzystam. Ale są różne szkoły. Niektórzy wolą rugać zamiast czytać. I ten bloger z krótką ksywką. I jeszcze krótszym wieczorowym kursem sztuki czytania. I dobrego wychowania. Pasuje do opisu Frondy. Kosztowało ale dotrzymałem obietnicy. O krótkich zdaniach. 2009/07/09 15:29:25
@ Andsol - jeśli dwuliterowy dziennikarz-bloger to ten, o którym myślę, to udało mi się spełnić obietnicę złożoną mu niegdyś w dyskusji u inż. mruwnicy, iż wytknę mu błąd rzeczowy :) Jest on bowiem, ów dziennikarz i bloger, jednym z najbardziej jaskrawych przykładów tego, o czym niedawno pisałam, mianowicie dziennikarskiej ignorancji ubieranej w atrakcyjne kostiumy... A tak bardziej on-topikowo, możesz podesłać ową linkę do wpisu, który Cię tak zajął?
2009/07/09 15:40:04
Jako mieszczuch nie byłem obeznany z tym wsiowym "niech będzie pochwalony.." i w pierwszym zetknięciu z tym powitaniem odpowiedziałem " niech będzie". O ile się orientuję, to jest to pozdrowienie liturgiczne czy kanoniczne -Laudatur Jesus Christus- bez żadnych dodatków. Ten dodatek, nieznany w Polsce przed pojawieniem się Radia Maryja, jest w moim mniemaniu herezją i bluźnierstwem. Herezją jest dodawanie do liturgicznej formuły takich słów jak " i Maryja zawsze dziewica" . Wątpię czy Watykan zaaprobowałby coś takiego, bo w licznych krajach katolickich kult Maryji jest mało widoczny, jeśli w ogóle istnieje. Bluźnierstwo polega na komercjalizacji Matki Boskiej w formie "Radio Maryja" bo to nie jest nic innego jak Radio Matka Boska, a to jest chyba bluźnierstwem tak jak byłoby "Radio Jezus" (który rozsierdził się na kupców w świątyni i pobił ich biczem) Dlaczego żaden polski katolik nie prostestuje przeciw tym herezjom i bluźnierstwom pozostanie dla mnie jedna z tajemnic wiary a la polacca.
2009/07/09 15:42:17
@ drakaina - dla mnie ateizm jest atrakcyjną intelektualnie komponentą tylko z braku lepszej, a więc raczej z konieczności. Natomiast w kontekście emisji CO2 i innych zagrożeń o charakterze globalnym - jeśli absolutnie nie wierzymy, że dobry Bóg rozwiąże stworzone przez nas problemy, to automatycznie wiemy, że sami musimy je rozwiązywać. To stąd się bierze ateizm w pakiecie. Jak słusznie zauważyła anuszka, jak już ateizm, to koniecznie razem z aborcją, lewicowymi poglądami na gospodarkę oraz z ociepleniem klimatu. Bo ateiści siłą rzeczy wiedzą, że samo się nie zrobi, a Bóg nawet palcem nie kiwnie. Tylko ateista mizantrop może być wolny od lewicowego skrzywienia :)
@ andsol - chcącemu nie dzieje się krzywda. WO ma sporo ciekawego do powiedzenia, a że przy okazji zaspokaja swoje niskie potrzeby to już inna sprawa. 2009/07/09 16:03:35
@drakaina: oj, niejasno mi się napisało, polski być trudna język. Zaczytywałem się całym blogiem. I z przyjemnością wśród komentatorów znalazłem bardzo cenne towarzystwo. je-ko mi podesłał linkę do uwag o S24, stamtąd popłynąłem do innych wpisów - i czort wziął moją robótkę i zamiar wczesnego pójścia spać. A wo znęca się nad kwikiem jak psiak nad dywanikiem
tutaj, ale i w innych miejscach, gdy nienawistne literki k-w-i-k dostrzeże. Nawiasem, relacja nie jest symetryczna, bo zawdzięczam kwikowi użyteczne mi zdjęcie greckich katetów, które właśnie u wo znalazł - czyli umie go czytać i skorzystać. Stefanie, cudny jesteś!! Niech będzie... chciałbym umieć coś takiego wymyślić. To jest dużo, dużo lepsze niż (na niemieckie grüß Gott) odpowiedź wenn ich ihn sehe. 2009/07/09 16:43:15
uwaga o pakietach bardzo celna. Ostatnimi czasy zaczynam miewać wrażenie, że głównym produktem cichcem sprzedawanym są urządzenia do ograniczenia emisji CO2,
Na UJ całe wykłady o tym prowadzi prof. Bodek. A w Warszawie prof. Robert Hołyst. (Obaj fizycy.) Z wykładów tego pierwszego oraz rozmów z tym drugim wyciągam wniosek, że chodzi o ogromny zarobek dla kilku państw, związany z płaceniem za limity CO2. Tymczasem CO2 jest to tylko mały ułamek gazów cieplarnianych, a z tego zaledwie mały ułamek jest wytwarzany przez człowieka. Ostatnio czytałam w jakiejś gazecie - ktoś kogoś wyśmiewał, że tamten jest katolikiem i oczywiście, jak to katolski ciemnogród, neguje globalne ocieplenie. Z tego ocieplenia to już jakąś religię robią. W Niemczech też spotkałam się z takim religijnym podejściem do niego. To jest megaprzekręt XXI wieku. 2009/07/09 16:52:50
Stefanie, cudny jesteś!! Niech będzie...
To pewnie nie znasz tego kawału, jak to ksiądz katecheta postanowił dotrzeć do młodzieży. Młodzież posługuje się slangiem. Zamiast "cześć" mówi "cze". Zamiast "spokojnie" mówi "spoko". Zamiast "w porządku" mówi "wporzo". Ksiądz myślał, myślał i wymyślił. Następnego dnia wkroczył do klasy z okrzykiem: "Pochwa!" 2009/07/09 17:22:31
Robić CO2 to rzecz bardzo zła. Uwaga sponsorzy. Sprzedam prawa autorskie do tego sloganu. A przed Rewolucją Francuską lud winił mydlarzy za inflację. Bo praczki to była silna i duża grupa, nawet bez Związku Zawodowego i gdy mydło drożało to wszystko się psulo, cała ekonomia. I chyba nawet paru mydlarzy zliczowano.
Dowcipu nie znałem, to jest prawdziwy postęp, nie imituje żadnego mi znanego dowcipowego schematu. 2009/07/09 17:42:23
@ Antrim - po łacinie to powinno brzmieć "laudetur". Laudatur to tryb oznajmujący strony biernej, czyli "jest chwalony", podczas gdy laudetur to właśnie "niech będzie chwalony".
@ Kwik - mam nadzieje, że nie uznałeś, iż imputuję atrakcyjność ateizmu konkretnie Tobie, to była uwaga ogólna. Dla mnie znacznie atrakcyjniejszy intelektualnie jest agnostycyzm z jego nieustannym zadawaniem pytań, ponieważ ateizm uważam za wiarę, przekonanie, a nie mam na tyle wiary w nieistnienie czegokolwiek poza fizyczną realnością obserwowalnego universum, żeby zdeklarować się jako przekonany ateista. Poza tym każda ślepa wiara zbyt częso zamyka na pytania, a ja lubię je zadawać i dziwić się światu ;) @ Anuszka - z Robertem H. to może przy okazji sobie o tym porozmawiam. Mogłoby być ciekawie, dzięki za info. Tak nawiasem mówiąc (to już ogólnie w dyskusji) emisja CO2 była znacznie większa w triasie-kredzie i Ziemia sobie z tym świetnie radziła za pomocą roślin i to jest moja główna teza w tym względzie. 2009/07/09 23:39:54
@ drakaina - nie, skądże, ja raczej nigdy nie biorę niczego do siebie (nawet gdy powinienem). Tak tylko głośno myślałem czemu ateizm w pakiecie.
W czasie niedawnej wieczornej burzy wielokrotnie wyłączali prąd u nas na wsi. Wpadłem wówczas na pomysł Boga pulsującego. Raz jest, a raz go nie ma. Teodycea równie dobra jak każda inna, a może lepsza. Koncepcja pulsującego Boga pozwala bowiem na płynne przejście od teizmu (Bóg jest 100% czasu) do ateizmu (Bóg jest 0% czasu). Półteiści uważaliby, że Bóg jest 50% czasu. 2009/07/10 00:09:08
@kwik to jak przejścia fazowe (bo kiedyś zajmowały mnie kryształy) - zawsze podejrzewałem, że między jednym a drugim stanem krystalicznym następuje nic i w czasie tego nic straszne rzeczy w mini-świecie się dzieją. Ale jak kiedyś wspomniałem o tym Bardzo Wielkim Specjalistom to pokręcili głowami i nie wiem do dziś czy nad pomysłem czy nade mną.
Więc mamy powiększoną liczbę opcji, a ponieważ u siebie Tichy mnie przypisał do ateistów, postanowiłem przetłumaczyć moją postawę na języki klasyczne i oznajmiam, że jestem sine-teistą czyli nadal pozostaję bez-bożnikiem. Martwi mnie tylko kwestia wymowy, bo jeśli ktoś nie zechce mazurzyć, to źle w tym opisie wypadnę. 2009/07/10 08:38:31
Na wstępie, krótka spowiedź dziecięcia wieku. Jestem z miasta. Alem wżenił się w wieś. Z tego tytułu przeszedlem reedukację. Fragmentami się podzielę.
Ja też nie wiedziałem na poczatku, jak się odpowiada na "Szczęść Boże". Też myślałem, że "Bóg zapłać". Wtedy przywołano mnie do porządku, wykazując bezsens takiej odpowiedzi. Można powiedzieć "dziękuję", ale "Bóg zapłać" jest przesadą. Lud czasem odpowiada głupio, ale bezsensu unika. Prawidłową odpowiedzią (przynajmniej w Zachodniej Galicji) było "Dej, Panie Boże". Oni tak "Daj" wymawiają. Jak kto nie wierzy, to niech sobie przemyśli logike, i zobaczy, że inaczej nie można odpowiedzieć, chyba, że w jakimś skansenie skonstruowanym sztucznie przez różnej maści magistrów etnologów (którzy jako zywo z logiką nigdy do czynienia nie mieli). Druga rzecz. Jak ksiądz (czy inny, nawet nie zawodowy) chrześcijanin mówi "Pochwalony." (z kropką), to niedobrze. Pełna fraza brzmi "Pochwalony Jezus Chrystus". (można opuścić "niech będzie"). Też logika. Jak kto mówi jednym słowem z kropką zaraz, to nie wiadomo, kto ani co (jakiś rzeczownik rodzaju męskiego, na przykład - poniedziałek?) ma być pochwalony. Tak mi mówił jeden ksiądz, który potem umarł, ale nie dlatego, tylko miał raka. I też przyznał, że on z kropką mówił, i że nie powinien był (i też, że różne rzeczy powinien był inaczej. Tak wtedy bywa.). Więc albo się wstydzisz lub skracasz Tego, kto ma być pochwalony, albo nie. Proste. 2009/07/14 15:02:57
Kiedy we wczesnych latach osiemdziesiątych chodziłam jako smarkula na lekcje religii, uczono nas, że na "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus", odpowiada się "Na wieki wieków". Z prawidłowym odzewem na "Szczęść Boże" było trudniej, bo katechetka go nie znała. Ale moja babcia (miastowa) mówiła, że na "Szczęść Boże" odpowiadało się kiedyś "Panie Boże pomagaj", ale ona sama znała ten zwrot z opowieści swoich przodkiń, czyli jeszcze z dziewiętnastego wieku.
2009/07/14 15:51:31
No tak, cały język zmienia się, trudno oczekiwać, by używanie go w jednej dziedzinie zachowało się w dawnej formie. Ale szkoda, że nie rejestruje się w słownikach tych zanikających form. Tak nawiasem to właśnie dziś Tichy wystosował apel związany z zanikaniem rejestrów dotycząch niedźwiadka - znam nieźle ten język, ale o tym niedźwiadku nie wiedziałem...
Gość: pippirrup, aqx68.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/26 02:25:23
Chciałbym ostatecznie rozwiać kilka wątpliwości dotyczących pozdrowienia "Szczęść Boże". Otóż jest to pozdrowienie kierowane do ludzi TYLKO I WYŁĄCZNIE wykonujących jakąś pracę, szczególnie na roli, a jeszcze szczególniej przy żniwach. Dawniej po "Szczęść Boże" dodawano opcjonalnie "przy robocie" (patrz: "Chłopi". Dygresja: założę się o stówę, że nikt z Was, młodych yntelygentów nie czytał). W rejonie Opoczna, gdzie do dzisiaj w czasie żniw (ale TYLKO żniw) jest zwyczaj pozdrawiania się w ten sposób, odpowiada się "Daj Boże"; w zależności od regionu możliwe są inne warianty: na Śląsku mówi(ło) się "Boże pomogej!", a odpowiedź brzmi(ała): "Dej Panie Boże". Z nie do końca jasnych dla mnie przyczyn (jednak zapewne głównie brzmieniowych) zwrot "Szczęść Boże" jest od ładnych paru lat lansowany przez "postępowe" duchowieństwo i katechetów jako alternatywa dla "pochwalonego". Również w Waszych komentarzach daje się zauważyć większy entuzjazm dla luzackiego "szczęśćboga" niż napuszonego i przydługiego "pochwalonego". Tłumaczenie niemieckiego "Gruess Gott", znaczącego pierwotnie w pełnej formie "Niech Bóg cię błogosławi" jako "Szczęść Boże" jest dyskusyjne, zważywszy na "wyspecjalizowany" charakter polskiego pozdrowienia. Nadużywaniu pozdrowienia "Szczęść Boże" przez ignorantów nie znających jego znaczenia i pochodzenia mówimy zatem stanowcze nie! "Szczęść Boże" nie powinno być używane wymiennie z pochwalonym, po prostu dlatego, że fajniej brzmi dla paru studentów filozofii albo oświeconych księżulków z gitarami. Używanie go w sytuacjach niezwiązanych z pracą jest bez sensu! W czym ten Bóg miałby szczęścić, w życiu ogólnie? Niby można by tak to interpretować, ale i tak to idiotyczne jak dla mnie... A do gościa-jekopola - słowo "Bóg" nie jest pochodzenia irańskiego tylko praindoeuropejskiego. Słowa bóg i bhagas są wyrazami pokrewnymi, tak jak brother, Bruder, brat i frater - nie można powiedzieć, że jedno pochodzi od drugiego.
2009/09/26 03:27:55
@pippirrup: dzięki za treściwe i rzeczowe uwagi. Mam nadzieję, że nie uznasz za wrogi akt, że usunąłem ich kopię, bo przypuszczam, że nie było Twoją intencją widzieć je tu zduplikowane. Ale gdybym się mylił, szybko je z powrotem odżywię, bo Komentator nasz pan.
Co do meritum, myślę, że (tak jak i ja w wielu podobnych sprawach, oraz inni lubiący język sensowny i znaczący), jesteś na trochę przegranej pozycji, bezmyślność ze swej natury jest dużo szybsza niż przemyślenie i dlatego jest bardziej obrotna i wpływowa. Ale zgadzam się, że nawet jeśli przegrać trzeba, to po długiej walce, a nie dlatego, że na horyzoncie wroga kupa i pole kupie oddajemy. |
|
Tak na marginesie - to takim moim osobistym fiołem było zawsze używanie imienia przed nazwiskiem. Gdy słyszę coś w stylu Kowalski Jan - to od razu mam ochotę dodać obywatel - kojarzy mi się to jednoznacznie z PRL-em.