S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Liczenie figur

Co to znaczy „dobre æwiczenie”? By³bym za jak najbardziej rozci±gliwym okre¶leniem, na przyk³ad: „wraz z rozwi±zaniem przynosz±ce satysfakcjê”. Wiêc nie mo¿e byæ mechaniczne, powtarzalne – a w³a¶nie takimi d³awi siê najczê¶ciej czas i mózg uczniów. Powinno mieæ estetyczny wygl±d, nie zdradzaj±cy stopnia trudno¶ci (który normalny cz³owiek we¼mie siê za æwiczenie wiedz±c, ¿e przez nie pójdzie spaæ o czwartej nad ranem?), wielo¶æ dróg prowadz±cych do celu (mo¿na konkurowaæ z w³asnym dzieckiem id±c w³asn± ¶cie¿k±), proste do wys³owienia rozwi±zanie.

£atwo tak gadaæ, ale w praktyce sk±d braæ takie co¶? Ha, trzeba i¶æ w las problemów i polowaæ na te zwierz±tka. A potem trzymaæ je w dobrze o¶wietlonym miejscu, bo jak wiadomo szukamy zgub tam gdzie jest widno.

Prostota jednego z takich zadañ ukrywa jego arystokratyczne powi±zania. Oto ono, z wygl±du zupe³nie szare:

Ile w tych kolejnych figurach jest kwadratów?


Wskazówka: w pytaniu jest po³owa odpowiedzi. A powi±zania z niebiesk± krwi±? Wzór Faulhabera, liczby Bernoulliego... Nie znasz? To nic, nie chodzi mi o to, ¿eby tu poznaæ je (to nie wyk³ady naukowe z S24), ale ¿eby poczuæ perfumy przechodz±cych ksiê¿niczek :)

Drugie pytanie te¿ zaczyna siê od „ile” i nie ma tak wa¿nych powi±zañ, ale za to jest zabawna historyjka w tle i zaraz j± opowiem.

Ile trójk±tów jest na tym rysunku?


Historyjkê podam w formie t³umaczenia mojego listu, który kiedy¶ wystosowa³em do wydawcy pisma matematycznego. Zastêpujê tu dwie konkretne liczby znaczkami m, n, ¿eby nie psuæ nikomu przyjemno¶ci zarywania (trójk±tami) nocy.

Oto pocz±tek listu:

Date: Fri, 15 Jun 2001 19:53:41
From: andsol
To: dudley@xxxxxx.edu
Subject: Poprawka (CMJ)

Drogi Profesorze Dudley,

W artykule M. Gardnera o heksagramach (str. 279 numeru Pañskiego pisma z wrze¶nia 2000) autor wspomina, ¿e policzenie ró¿nych trójk±tów w heksagramie Reitera „nie jest tak ³atwe”. Heksagram Reitera to gwiazda Dawida z dodatkowymi trzema przek±tnymi ³±cz±cymi przeciwleg³e wierzcho³ki (je¶li my¶limy, ¿e gwiazda jest wpisana w okr±g).

W kolejnym numerze w ramce na str. 346 jako rozwi±zanie podana jest liczba m. Poleci³em æwiczenie studentom mojego kursu geometrii i jeden z nich, Jucavo Savie Rocha, poda³ n jako jego rozwi±zanie. Sprawdzaj±c je musia³em mu przyznaæ, ¿e wiêksza liczba by³a lepsza.

Reszta listu to tak zwiêz³y jak umia³em go zrobiæ opis jak policzyæ te trójk±ty. Nie podajê tej czê¶ci tu, za dzieñ czy dwa wrzucê ten opis jako komentarz. O ile kto¶ nie poda innego opisu tak ³adnego, ¿e siê zawstydzê cytowaæ mój.

Nastêpnego dnia dosta³em odpowied¼:

Date: Sat, 16 Jun 2001 09:10:47
From: Underwood Dudley

[...] Ma pan racjê, poprawna liczba to n – przyj±³em s³owo Martina Gardnera bez sprawdzenia. Paru innych czytelników te¿ zauwa¿y³o ten b³±d i jest on poprawiony w erracie, która pojawi siê w jednym z kolejnych numerów pisma.

Cieszê siê, ¿e nasze pismo jest czytane tak uwa¿nie.

Szkoda, ¿e prof. Dudley nie by³ trochê bardziej hojny i nie pomy¶la³, ¿e Jucavo zas³ugiwa³ na wymienienie i jego imienia w erracie. Rozwi±za³ zadanie bardzo szybko ale nie mia³ pierwszeñstwa, bo pismo wysy³ano do mnie ze Stanów zwyk³± poczt±, czyli mog³em pokazaæ æwiczenie studentom trzy miesi±ce pó¼niej ni¿ moi koledzy z uczelni w Stanach. A ch³opcu sprawi³o by wielk± przyjemno¶æ, ¿e mu siê nazwisko pojawi³o w druku. Ale i tak z³apanie samego Martina Gardnera na pomy³ce jest frajd±.

Jest tu zabawny element – Gardner pisa³ w artykule o pewnym zadaniu:

Brytyjski twórca zagadek Henry Ernest Dudeney [...] podawa³, ¿e by³o 37 rozwi±zañ. [...] To by³a jedna z jego rzadkich pomy³ek.

A sam artyku³ Garnera zajmuje siê upychaniem liczb do gwiazdy pitagorejskiej heksagonalnej i jest tam parê dziwnych, choæ zupe³nie nieistotnych pomys³ów, jak na przyk³ad ten, wymy¶lony w 1983 roku przez Gakuho Abe:


Chodzi o to, ¿e stoi tam 12 kolejnych liczb pierwszych w takim uk³adzie, ¿e w ka¿dej linii jest ta sama suma.

Trudziæ siê nad czym¶ takim... To ja bym wola³ æwiczyæ wielb³±dy w je¼dzie na rowerze.

sobota, 04 lipca 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Go¶æ: je-ko, pool-98-108-15-76.chi01.dsl-w.verizon.net
2009/07/04 06:52:53
Pomylki robil Gardner, robil Dudley, robil Dudeney, ale i zrobil tez Andsol: Ostatnia gwiazda nie jest gwiazda pitagorejska bo ma i jeden wierzcholek za duzo jak na pentagram. Uprzejmie donosi wyjatkowy grzesznik w pomylkach.
-
Go¶æ: , ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/07/04 09:41:01
Ja zrozumia³em ten akapit tak:
Garner pokazuje upychanie liczb w ciekawych punktach pentagramu i przytacza za G.Abe ciekawostkê z liczbami ustawionymi w nie mniej ciekawych punktach Gwiazdy Dawida.
Co¶ tak, jakby w rozprawie traktuj±cej o wspó³bie¿nych wycieraczkach szyb samochodów wtr±cono akapit o przeciwbie¿nych.
-
2009/07/04 16:39:18
Ciekawe, jakie nazwy flaguj± co.

Otó¿, nikt nie zauwa¿y niczego dziwnego we frazie "trójk±t pitagorejski", ani te¿ "kwadrat pitagorejski", ani "piêciobok pitagorejski. Choæ mo¿e tu narzuci siê poprawka "piêciokat pitagorejski", sk±d tylko krok do "poprawnej" - czytaj: popularnej - "gwiazdy pitagorejskiej".

Nie dziwota, dla Pitagorasa - ¶wiat to liczba, wszystko jest liczb±, wielok±ty reprezentuj± liczby, wiêc np. siedmiok±t pitagorejski, albo dwunastokat pitagorejski te¿ nikogo nie zadziwi - nawet "dwunastoramienna gwiazda pitagorejska".

I tu - czemu¶ - wyj±tek, dla n=6. Choæ zgadujê, Pitagoras i jego uczniowie musieli siê gwiazd± Dawida obficie i g³eboko zajmowaæ (sk±d wiem, ano - bo oni tak ju¿ mieli - zajmowali siê wszystkim).

Poszuka³em po internecie teraz, bo nigdy siê przedtem nad tym nie zastanawia³em, czy "star" (poza pentakl±) pojawia siê razem z Pitagorasem, czy nie. Oraz, jak dawna jest fraza czy symbol "gwiazda Dawida". Okazuje siê (przynajmniej wg. Wikipedii - jak kto mo¿e niech wska¿e lepsze ¼ród³o), ¿e ów zwiazek narodzi³ siê w XII wieku, choæ tu i tam pojawia³ siê na gobowcach ¿ydowskich nawet w III w. A w ogóle pochodzi z ... no wiadomo, Babilonu (p³askorze¼ba z VI BC, przedstawi±cego króla Babilonu i króla Judy, nad tym pierwszy s³oñce, nad tym drugim - gwiazda sze¶cioramienna.)

Inna strona
www.menorah.org/starofdavid.html
ów VI BC symbol umieszcza na z tego¿ czasu pieczêci w Izraelu, i raczej okre¶la ów jako "gwiazdê Salomona"....

No nic. Przy okazji szukania, trafi³³o mi siê takie znalezisko
www.gravitram.com/math%20and%20geometry.htm
gdzie tw. Pitagorasa jest dowodzone (b±d¼ pokazowy a dynamiczny dowód proponowany) przy pomocy wodnych klepsydr. W¶ród trzech kszta³tów, jeden jest bardziej spektakularny, ni¿ popularny pierwszy, rzadszy ale czesto wci±¿ napotykany drugi - klepsydra zbudowana z trzech sze¶ciok±tów. Chcia³oby siê rzecz - klepsydra pitagorejska.

Takie zadanko siê nasuwa. Na jednym boku trójkata prostok±tnego oprzyj dowolny (byle by pole da³o siê policzyæ) kszta³t. Skopiuj go - odpowiednio skaluj±c i przekrêcajac, tak by podobne kszta³ty opiera³y siê na pozostalych dwóch bokach trójk±ta.

Poka¿, ¿e dla pól tych figur te¿ tw. Pitagorasa zachodzi:
P^2=Q^2+R^2
gdzie P - pole najwiêkszej figury, Q,R - pola mniejszych.

Naprawdê, figury mog± byæ najdziwniej pokrêcone, e.g.
okruhy.salon24.pl/93658,jeden-obrazek-kolorowy
okruhy.salon24.pl/93657,podczas-deszczu-dzieci-sie-nudza-czyli-drzewo-pitagorasa

-
2009/07/04 16:48:25
Niestety, nie nale¿y tu broniæ andsola, kopn±³ siê. Nawet jak siê prowadzi pust± i prost± drog± to nie nale¿y drzemaæ. Przecie¿ artyku³ Gardnera ma tytu³ "New Results on Magic Hexagrams" - i ani pentagramy ani pentagony nie wchodz± tam. Ju¿ poprawi³em, bardzo dziêkujê.
-
2009/07/04 19:10:08
@Tichy: my¶lê, ¿e to dziecko, które zauwa¿y w szkole nielogiczno¶æ nazw trójk±t, czworobok, piêciok±t, nie da siê pó¼niej upupiæ, choæ nie bêdzie mia³o ³atwego ¿ycia ze swoimi nauczycielami.

Zadanko, o którym mówisz na koñcu (szczególnie w wariancie pó³okrêgów, pojawiaj±cych siê po ¶rodku w www.gravitram.com ), jest bardzo wa¿ne gdy uczy siê twierdzenia Pitagorasa, bo jest du¿o mniej intuicyjne, "zaokr±glone" figury trudniej upychaæ jedne w drugich :)

Pytanie o pochodzenie symboli z heksagramem jest (dla mnie) bardzo trudne. O babiloñskim symbolu nie wiedzia³em; mam niewiele literatury zwi±zanej z symbolami graficznymi, w ksi±¿ce o Majach nie ma ani razu tej figury. Klasyk "Migracja symboli" (Goblet d'Alviella) wspomina "rouelle", z powi±zaniami z buddyzmem i z Gali±...
-
2009/07/05 01:24:47
@ Andsol - dziêki za to o dziecku, bo ju¿ my¶la³am, ¿e jestem nienormalna, jako ¿e ten problem matematyczno-lingwistyczny nurtuje mnie od podstawówki po dzi¶. Po drodze by³ epizod po³udniowoamerykañski, który nieco zaburzy³ moje postrzeganie rodzimego jêzyka (ponoæ istnieje psychologiczne badanie, które dowiod³o - na tyle, na ile mo¿na dowodziæ w psychologii - ¿e jak siê uczy wiêcej ni¿ jednego jêzyka przed bodaj 14 rokiem ¿ycia, to potem we wszystkich ma siê problemy ze zwi±zkami frazeologicznymi i idiomami, nie wiem, ja w ka¿dym razie potwierdzam tê tezê), wiêc problem z -bokami i -k±tami zrzuci³am na to w³a¶nie do¶wiadczenie. A tu taki prezent. Z nauczycielami mia³am trudne ¿ycie, fakt.

A pani od fizyki z liceum to wrêcz zadedykowa³abym tê notkê, poniewa¿ nale¿a³a ona do nauczycieli wyznaj±cych jedynie s³uszne sposoby rozwi±zywania zadañ. Poniewa¿ te milony idiotycznych æwiczeñ, które zadawa³a, rozwi±zywa³ w wiêkszo¶ci mój ojciec (fizyk), a ja siê nastêpnie uczy³am rozwi±zañ na pamiêæ - nie by³o czasu na próby zrozumienia, o co chodzi - zazwyczaj i tak dostawa³am dwóje, poniewa¿ fizyczny mózg Taty funkcjonowa³ nieco inaczej ni¿ tej pani. Zazwyczaj zreszt± ekonomiczniej, bo jego obliczenia miewa³y tak po kilka linijek mniej. Wynik oczywi¶cie by³ taki sam, ale co z tego?
-
2009/07/05 02:20:10
O tej ekonomii to wiem a¿ za dobrze z domu. Ch³opcy ambitni, s³uchaj± je¶li postanowiê co¶ im opowiadaæ, ale rzadko prosz± o pomoc. Niekiedy jednak czuj±, ¿e trzeba. Wiêc widzê g±szcz rachunków, troszkê mnie kosztuje zrozumienie co tam siê liczy i potem pokazujê, ¿e zupe³nie minimalna ilo¶æ rachunków wystarcza, bo przecie¿ mamy to i tamto. Widzê, jak im co¶ w oku z zadowolenia z taty b³yska a potem chmurka siê pojawia: "jak ja to naszej pani wyt³umaczê?" Oczywi¶cie, w szkole tylko paru ich kolegów wie, ¿e nauczam nauczycieli i wolê cicho siedzieæ i owej pani nie naprawiaæ. Jak ma tyle lat i jest z³± nauczycielk±, to dlatego, ¿e chce. Aha, szko³a jedna z najlepszych w okolicy.

Co do dowodzenia w psychologii - chyba mo¿na, bo wiele oni dowodz±, ale i tam potem trzeba w to uwierzyæ. Wiêc je¶li lubisz wierzyæ... Aha, to Anais Nin mia³a problemy z frazeologi±? To ja te¿ chcê je mieæ.
-
2009/07/05 02:32:24
Nie wyrazi³am siê zbyt precyzyjnie w sprawie tej psychologii. To ponoæ nie chodzi o to, ¿e nie napiszesz dobrego wiersza czy te¿ nie dasz sobie rady z napisaniem poprawnie ksi±¿ki - ale czêsto nie masz pewno¶ci, czy dany idiom brzmi tak, czy mo¿e minimalnie inaczej. I sprawdzasz w s³owniku albo pytasz znajomych. Anais mog³a mieæ z tym problemy, o których nie wiemy i których nie widaæ ;) Ja w koñcu te¿ ¿yjê z t³umaczenia ksi±¿ek, a ¿y³am z dziennikarstwa, i mam raczej opiniê pisz±cej dobrze stylistycznie. Mo¿e w³a¶nie ta niepewno¶æ sprawia, ¿e siê bardziej cz³owiek przyk³ada i cyzeluje?

W ka¿dym razie ja takie k³opoty rzeczywi¶cie mam, co gorsza, nie by³am w stanie opanowaæ porz±dnie rosyjskiego, poniewa¿ melodia jêzyka narzuca mi nie wiedzieæ czemu dodawanie hiszpañskich rodzajników... panie od rosyjskiego w koñcu dawa³y mi spokój.
-
2009/07/05 03:20:13
Mhm, czyli to by by³o takie niepe³ne zakotwiczenie... To chyba jest do uwierzenia. A ciekawe z t± melodi±, w niektórych regionach Brazylii wymowa mi brzmi jako¶ z rosyjska... Mo¿e prócz obfito¶ci samog³osek brak sta³ego akcentu w tym pomaga?

Jak po do¶wiadczeniach z hiszpañskim Ci siê ¿yje w polskim bez subjuntivo? Ale je¶li masz ciekawsze uwagi to szkoda je zapeklowaæ tu w komentarz, chêtnie bym u Ciebie jako wpis przeczyta³.
-
2009/07/05 05:30:50
Nielogiczne? To znaczy dok³adnie co, "bok" w "czworobok" wobec braku "trójboka"?

Ale jêzyk polski nie sprzeciwia siê piêciobokowi ani sze¶ciobokowi, etc. To dopiero nielogiczne!

Taki angielski ma "quadrilateral", a za u¿ycie "lateral" przy innej liczbie dostaje siê linijk± po pupie. Nie ma strachu, nikt nie u¿yje. Reszta - to "-gon", "-gon with the wind", jak mówi poeta.

Albowiem, przypatrz siê sobie. A jak masz kogo pod rek±, to temu komu¶. Ile widzisz boków? Dwa, jak ty sam. Jak do spó³ki z kim¶ - cztery. Koniec. Sze¶æ boków - to ju¿ niecnota, a piêciu nie ma. Trzech te¿ nie.

A co, nie logiczne?

Oczywi¶cie, z wyj±tkiem polskiego. Polak potrafi.

PS. Na marginesie, co do idiomów i ich czucia, o czym wspomnia³a Drakaina... Nie taki wielki problem, ¿e idiomy w nowym jêzyku nie zawsze siê dobrze wyczuwa. To normalne. Inny sposob picia herbaty te¿ mo¿e konfundowaæ.

Problem w tym, ¿e pod wp³ywem obcego jêzyka, stare idiomy w³asne, wydawa³oby siê, ¿e solidnie tkwi±ce gdzies g³eboko osadzone - a tu nagle zaczyna wy³aziæ problem z ich sensem, i ju¿ brzmi± dziwnie dla ucha. Zw³aszcza, gdy nie maj± odpowiednika w tym nowym obcym, który w wielu miejscach zd±¿y³ by³ wyprzeæ w³asny.
-
2009/07/05 05:50:08
W istocie. Nied³ugo po opuszczeniu mej umi³owanej Ojczyzny rozbawi³o mnie, ¿e nie potrafi³bym na jêzyk panuj±cy w mym nowym otoczeniu prze³o¿yæ zwrotu "jak jest tak jest, ale nigdy tak nie jest, ¿eby jako¶ nie by³o". I, co gorsza, ¿e gdybym nawet potrafi³, to bym siê wstydzi³ pokazywaæ jakie bzdury u nas siê wygaduje.
-
2009/07/05 11:50:40
5-grid - idealnie to uj±³e¶: idiomy sztucznie brzmi± i zaczynasz siê zastanawiaæ, czy aby na pewno czego¶ nie pokrêci³e¶.

A co do -boków i -k±tów to ja d³ugo my¶la³am, ¿e miêdzy "czworok±tem" a "czworobokiem" musi byæ jaka¶ ró¿nica, której nie wychwytujê z lekcji matematyki, co oczywi¶cie utwierdza³o mnie w przekonaniu, ¿e pomimo ¶cis³ych genów jestem zerem matematycznym i pchnê³o na jaki¶ czas w czyst± humanistykê.
-
2009/07/05 22:55:59
DRAKAINA:

Je¿eli wielo¶æ s³ów (phi, dwa s³owa i zaraz wielo¶æ - jak ze znanego szmoncesa o puszczaniu siê ¿ony Icka z ca³ym miastem) okre¶laj±cych jedn± rzecz by³o t± przyczyn± sprawcz± popchniêcia w humanistykê, to wpad³a¶ z si±pi±cego deszczyku pod grzmi±c± rynnê, w oberwanie chmury.

Albowiem, specjalno¶ci± humanistyki jest w³a¶nie to. Im wiêcej s³ów na jedn± rzecz, tym ranga humanisty lub humanistki wy¿sza. Ba, i na odwrót! Im wiêcej rzeczy jednym s³owem zdo³a okre¶liæ, tym wiêcej punktów w klasyfikacji.

No, prawda, w matematyce bywaj± s³owa nadu¿ywane - znacz±ce wiele, np. "normalny", "regularny", "dodatni", etc., ale na ogó³ manier± i zwyczajem jest niedopuszczanie do takiej sytuacji.

tichy (a.k.a. 5-grid)
-
2009/07/05 23:18:30
@ 5-grid - Mnie to mówisz... To¿ ja mam na blogu specjaln± kategoriê "contra postmodernitatem", gdzie miêdzy innymi rozprawiam siê z be³kotem humanistycznym, a raczej siê rozprawia³am, bo ostatnio, odk±d rzuci³am czyst± humanistykê w cholerê i przenios³am siê w okolice bli¿sze memu sercu i bardziej interdyscyplinarne, to jako¶ brakuje mi natchnienia. Ba, kiedy¶ nawet na fali frustracji pope³nili¶my z przyjacielem tekst a la Sokal's hoax i opublikowali¶my go w najbardziej presti¿owym czasopi¶mie humanistycznym w Polsce i do dzi¶ nikt nie wie, jak ¶wietnie siê bawili¶my go pisz±c... Jak opisa³am to kiedy¶ na blogu, nie zdecydowali¶my siê tylko na umieszczenie sformu³owania "nieredukowalna heterogeniczno¶æ dyskursów" w obawie, ¿e zostaniemy zdekonspirowani jako prze¶miewcy... Po kilku latach w±tpiê w to szczerze :D
-
2009/07/06 02:49:12
Obieca³em dopisaæ rozwi±zanie, gdyby nikt inny tego nie zrobi³. No, nie zrobi³, wiêc dopisujê.

Oznaczê typy trójk±tów literami: b - równoboczny, r - równoramienny oraz p - prostok±tny. Mamy te ilo¶ci trójk±tów:

b 2 du¿e, tworz±ce gwiazdê,
p 12 ich po³owy
r 6 z wierzcho³kiem w ¶rodku,
p 12 ich po³owy,
b 6 ma³e, na obrze¿u,
p 12 ich po³owy,
r 6 oparte na ¶rednicach.

Liczba Gardnera m=50. W³a¶ciwe rozwi±zanie n=56.
-
Go¶æ: Wiechu, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/07/08 00:42:46
5-grid pisze :
"Takie zadanko siê nasuwa. Na jednym boku trójkata prostok±tnego oprzyj dowolny (byle by pole da³o siê policzyæ) kszta³t. Skopiuj go - odpowiednio skaluj±c i przekrêcajac, tak by podobne kszta³ty opiera³y siê na pozostalych dwóch bokach trójk±ta.

Poka¿, ¿e dla pól tych figur te¿ tw. Pitagorasa zachodzi:
P^2=Q^2+R^2
gdzie P - pole najwiêkszej figury, Q,R - pola mniejszych."
Czy¿by?
Niech jedna z przyprostoktnych ma mairê 2a, druga 2b a przeciwprostok±tna 2c,
a figurami s± trójk±ty równoramienne o k±cie miêdzy ramionami maj±cym miarê 2
wtedy pola Q,R,i P s± odpowiednio równe:
Q= a^2/tg , R=b^2/tg i P=c^2/tg, gdzie jest k±tem w wierzcho³ku trójk±ta równoramiennego.
SumaQ+R=P bo a^2+b^2 =c^2 (Pitagoras), co jest widoczne.
Dalej, je¿eli ma zachodziæ równo¶æ: Q^2 + R^2 = P^2, to musi zachodzic te¿ równo¶æ :
(a^4+b^4)/(tg)^2 = [c^2/(tg)]^2 = [ (a^2+b^2)^2]/ (tg)^2= (a^4 + 2a^2b^2+b^4)/(tg)^2.
Czy¿bym sie myli³?
-
2009/07/08 01:37:31
Wie¶ku, nie rozumiem po co cokolwiek liczysz. Niewa¿ny kszta³t, je¶li liniowy wymiar przeskalowujesz przez r, to powierzchniê przez r^2. Le¿y sobie z boku model takiego kszta³u z (obowi±zkowym jednym przynajmniej) bokiem mierz±cym 1, przeskalowujesz to 3 razy, by dolepiæ do boków mierz±cych a,b,c - u¿ywasz ortodoksyjnej wersji twierdzenia Pitagorasa i koniec pie¶ni.
-
Go¶æ: Wiechu., ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/07/08 06:22:00
Bo mam wra¿enie, ¿e równo¶æ P^2+Q^2 = R^2 nie zachodzi.
(Kwadrat jednego pola plus kwadrat drugiego pola nie równa siê chyba kwadratowi tego "trzeciego")

Twierdzenie o skalach to ka¿dy szanuj±cy siê in¿ynier zna.
Wiechu.
-
2009/07/08 06:46:06
am jak±b±d¼ figurê, z wymogiem, ¿e da siê (ca³kowanie czy cokolwiek) policzyæ jej pole i wynosi ono r, a jest ona oparta na boku mierz±cym 1. Po przeskalowaniu jej o "a" pole wynosi ra^2, przeskalowanie przez "b" daje pole rb^2, a przez "c" - rc^2. Otrzymane trzy figury przylepiasz gdzie siê nale¿y i masz ra^2+rb^2=r(a^2+b^2)=rc^2 - i nie ubie¿it' tiebia ot etogo, sczioty ili nietu.
-
Go¶æ: , ici2.internetdsl.tpnet.pl
2009/07/08 07:39:43
Istinno ! Iziwniaju !
Wiechu.
-
2009/07/08 14:13:52
Dopiero teraz widzê, ¿e ¿ar³oczny system Bloxa po¿ywi³ siê pierwszym zdaniem mego komentarza. Ale skoro jest on i bez tego zrozumia³y, mo¿e to i dobra pisarska wskazówka, ¿eby zaczynaæ w po³owie drugiego zdania...
-
2009/07/08 16:32:44
Wiechowi Andsol odpowiedzia³, oraz zadanko rozwi±za³, wiêc moja odpowied¼ jest zbêdna.

Ale, przyczepmy siê do frazki "ca³kowanie czy cokolwiek".

Adresatem zadania jest równie¿ ten, u kogo s³owo "ca³kowanie" budzi opór lub zdziwienie, co najmniej. Wtedy trzeba by wyt³umaczyæ, na czym polega "cokolwiek".

Wiêc na czym? Chodzi o mo¿liwo¶æ policzenia pola. Pole wielu figur umiemy policzyæ. Np. pole ko³a - pi-er-kwadrat... Ej¿e, umiemy, czy nam powiedziano?

A nie jest to to samo, ¿e "umiemy" i ¿e "nam powiedziano"?

Np., we¼my prostsz± figurê - prostok±t, boki a i b. Pole - ab. Wiemy czy nam powiedziano?

E, jaka ró¿nica, zawracanie g³owy - to najbardziej rozs±dne przypisanie pola tej prostej figurze. Nawet jakby nikt mi nie powiedzia³, sam bym na to wpad³.

I teraz wiemy, jak policzyæ pole ka¿de figury, któr± mo¿na rozbiæ na ile¶ tam prostokatów. Co wiêcej takie figury rozbijalne na prostok±ty sa bardzo fajne, bo na przyk³ad, kroj±c takie dwie z sob±, znowu mamy figurê rozbijaln± na prostok±ty. A tak¿e wycinaj±c ten przekrój - to co zostaje - te¿ jest rozbijalne na prostok±ty!

No dobra, ale te figury tak prymitywnie kanciate.

A trójk±t? Tego nie da siê rozbiæ na prostokaty. Jego siê nie da, ale mo¿na go uzupe³niæ do prostokata tak, ¿e ów prostokat bêdzie dok³adnie zawiera³ ów trójkat, oraz - jako uzupe³nienie - kopiê jego czê¶ci. To jest takie drobne zadanko na poczekaniu wymy¶lone.

Zatem trójkaty s± lepsze ni¿ prostok±ty. Wiêcej rozbijania, ale za to wiêcej figur, których pola mo¿na policzyæ.

A kó³ nie mo¿na wzi±æ? Mo¿na, ale jak siê ko³a przetn±, to wyjdzie soczewka. A umiesz policzyæ pole soczewki? a jak siê dalej dwie soczewki przetn±, i to jeszcze pod katem, to wyjdzie ¶wiñstwo. Nawet Andsol z jego ca³kami musia³by spêdziæ pó³ dnia, by pole policzyæ.
E, zostawmy te paskudztwa na boku. Trójk±ty i prostokaty s± fajne. Z nich mogê zrobiæ niemal wszystko. Np. figurê ludzika lub ludzika na koniku. No, bêdzie taki trochê kanciaty, ale jak jak te odcineczki bêda króciutkie, to ujdzie. Zreszt±, patrzymy nieraz na monitor komputera, i zadowalaj± nas kszta³ty, choæ one tak naprawdê nawet nie z kresek s± z³o¿óne, tylko z kropek.
Ha! Ekranowa kreska to kupka kropek! Kupka, bo i to niedok³adnie - co widaæ, jak kto siê przyjrzy dok³adniej uko¶nym kreskom. Te pionowe lub poziome s± w porz±dku. Te uko¶ne, to tylko udajemy, ¿e s± proste.
Ale - akceptujemy, bo gdzie¶ tam w mózgu czy mó¿dzku, czy cholera wie gdzie, owa felerna kreska siê odfelernia, staje siê kresk± prost±, ci±g³±, i prawdziw±.

Ba, teraz te paskudne soczewki, i przeciêcia soczewek, i przeciêcia przeciêæ, mo¿emy zadowalaj±co rozbiæ na trójkaty. I ju¿ mamy pole. ¯e nie ca³kiem dok³adnie? Nie szkodzi. Zadaj mi dok³adno¶æ, daj mi czas, pude³ko o³ówków i ryzê papieru - zap³aæ dobrze jak chcesz super dok³adno¶ci - to ja ci toto policze. I ka¿dy!
No wiêc co mamy? Mamy figury rozbijalne na trójk±ty, i cokolwiek rozs±dnego z nimi zrobimy, czy to przetniemy, czy wyrzucimy przeciêcie, czy z³o¿ymy do kupy - wci±¿ w efekcie fugura rozbijalna na trójkaty. Wci±¿ pole da siê policzyæ.

A, skalowanie! No, to juz takie ma³e zadanko. Jak przeskalujemy prostok±t, to znaczy pomno¿emy jego boki a i b przez liczbê c, byle dodatnia by³a, to nowe pole bêdzie (ca)(cb)=c^2 ab. A trójk±t? tak samo pole zmieni siê przez czynnik c^2. A dowolna trójk±towalna figura? ¯aden problem . A te paskudztwa, które wszak te¿ mo¿na trójk±towaæ, pope³niaj±c raptem niewielki b³±d? Ty¿.

Zadanko? Zadanko.

tichy (a.k.a. 5-grid, czy Siatka 5-Wymiarowa)
-
2009/07/08 17:12:52
@Tichy: czyli zrobi³e¶ zgrabny wstêp do Teorii Przybli¿en. Chocia¿, w odró¿nieniu od innych aproksymacji, mo¿e przybli¿enia figur zaokr±glonych i powyginanych prostok±tami i trójk±tami powinny siê nazywaæ teori± upychu? Aha, Drogi Przechodniu, choæ Tichy siê zastrzega, to pokazuje jak ca³kowaæ. A raczej: scalaæ.

O mózgowym przej¶ciu od dyskretnego do ci±g³ego chêtnie bym wiêcej siê dowiedzia³. Zreszt± od Kanta ludzie siê tym martwi±, nie wiem czy ostatnie czasy przynios³y jakie¶ prze³omy.
-
2009/07/09 05:22:17
Teorii przybli¿eñ nie tkn±³em nawet. Ona zaledwie zamajaczy³a na horyzoncie, ale jako rzecz naturalna, ot jak chmura zapowiadaj±ca wieczorem pogodê lub deszcz (deszcz te¿ pogoda) na jutrzejszy dzieñ.

Oczywi¶cie, ¿e chodzi³o mi o ca³kowanie, a raczej o to, i¿ jest to naturalna czynno¶æ, któr± ka¿dy wykonuje od przedszkola (a tam jeszcze z wywieszonym jêzykiem).

Potem w szkole wmówili, ¿e ca³ki to takie robaczki, i ¿e trzeba siê z talentem urodziæ, by je zrozumieæ.

A jak gdyby w szkole wmawiali, ¿e - poniewa¿ ³y¿k± siê je zupê - wiêc zupa a ³y¿ka to jedno, i ¿eby wiedziêc, jak smakuje zupa, koniecznie trzeba ³y¿kê przenicowaæ w te i we wte, inaczej zupy nielzja, toby ka¿dy tak± szko³ê kopn±³ w to, czego szko³a nie ma, bo nie jest cz³owiekiem, wiêc nie musi siadaæ.

W dupê, znaczy, mówi±c krótko.

A przecie¿ taka sama ró¿nica miêdzy ³y¿k± a zup±, jak i ca³k± - robaczkiem, zmor± szkolnego kalkulusa, a rozrywkowym sk³adaniem mniejszych rzeczy w wiêksze.
-
2009/07/09 05:42:47
Wiechu:

Ty masz ³eb. Oczywi¶cie, ¿e to Ty masz racjê. Nie mam jej ja (przy ca³ym wymandrzaniu siê), ani nawet Andsol oszibki mi nie wytkn±³. Uprzejmy taki.

To nie suma kwadratów pól mniejszych równa siê kwadratowi wiêkszego! To prosta, zwyk³a suma pól mniejszych równa siê polu wiêkszego. Ale po poprawce reszta pracuje (tzn., ma sens).