Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jak ktoś lubi skandale...

Do tłumaczenia na polski brazylijskiej poezji nie palę się – ale widzę sens tego działania. Natomiast tłumaczyć doniesienia prasowe o wonnej papce politycznej naprawdę nie chce mi się. Wystarczy wyobrazić sobie jak Leppery i Ziobry mogą wyglądać na prawie antypodach.

Skoro jednak The Economist pofatygował się z opowiedzeniem głównych zarysów (oczywiście w ichnim narzeczu, ale bardziej zrozumiałym dla Polaków niż portugalski), to proszę bardzo, mogę dodać parę komentarzy.

Były prezydent a od dawna przez zasiedzenie szef Senatu José Sarney, pisarz (autor utworów bardzo cenionych przez tych, co je pisali), żyje i daje żyć. Rodzinie i bliskim; rodzinę ma sporą a bliskich mnogość. I kamerdyner zarabiający koło 16 tys. zł miesięcznie (od Senatu, oczywiście), kierowcy, ogrodnicy itp to drobiazgi. Zrobił się skandal, ale i co z tego, skoro wielu z 81 senatorów jest uwikłanych w osuszanie wspólnym wysiłkiem dodatków do ponad 4 miliardów złotych oficjalnie przeznaczonych Senatowi w budżecie na ową ostoję demokracji. Budżet samego Senatu, w realach ponad 2,7 miliarda. Najdroższa demokracja świata. Senator brazylijski jest 3 razy droższy niż włoski, 4 razy niż francuski, 10 razy niż argentyński.

Wcale nie mówię, że senatorzy zgarniają wszysko dla siebie. Radni z Rio de Janeiro i z São Paulo kosztują podatnika ponad 7 milionów złotych rocznie, każdy z osobna. A po drodze są jeszcze parlamenty stanowe (bez senatorów, ale poseł też dobrze zasysa).

Zdumiewa, że partia Luli popiera Sarney'a? Słusznie to wiążą z polityką i przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Olbrzymie, niewiarogodne wręcz poparcie, które ma po 7 latach rządów, nie wystarcza. To nie on będzie kandydatem, bo nie ma tu trzeciego mandatu. A jeśli Brazylia spłaciła zewnętrzne długi i dużą część wewnętrznych i lud na tym zyskał, to ktoś stracił. I owe ktosie dużo zrobią, żeby zwrócić władzę dawnym elitom. Niech pierwszy rzuca błotem w Lulę ten, kto miał tego typu dylematy. Jak dotychczas on sam wychodzi czysto z wszystkich oskarżeń o korupcję. Nie ma majątku. Drôle de president.

Oczywiście szybko zapominają, że poprzedni prezydent nie tylko Sarney'a bronił, ale i na nim polegał. Że wnuk Sarney'a zupełnym młodzikiem będąc stał się ministrem w rządzie Cardoso. Zresztą to genialna rodzina, córa Sarney'a to trzykrotna gubernatorka stanu, a trójka wnuków po odrzuceniu smoczków szybko zostawała posłami stanowymi czy czymś równie ważnym. Taki ród Bachów od polityki.

Czy wyjdę na lewicowego maniaka broniącego Luli? Mam nadzieję, że nie. Z jego formacji wielu się skorumpowało i dostrzegam to. Ale też wiem (choć mnie tam nie było), że gdy inny z moich ulubionych bohaterów poszedł posprzątać u Augiasza, wychodząc nie pachniał wodą kolońską.

sobota, 11 lipca 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: