Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Co za diabeł?

Lucyfer. To imię przypisane Szatanowi nie ma żadnego biblijnego świadectwa, u protestantów czy katolików, choć Biblia jest powszechnie podawana jako źródło. Jest w niej tylko jedna wzmianka o Lucyferze – i nie odnosi się do Szatana, ale do króla Babilonu. Biblijne strofy (Izajasz, 14:12) brzmią:

Jakże to spadłeś z niebios,
Lucyferze, Synu Jutrzenki?
Jakże runąłeś na ziemię,
ty, który podbijałeś narody?

To „The Dictionary of Misinformation”, Tom Burnam, 1978.

Imię Lucyfera Biblia Tysiąclecia zastępuje terminem Jaśniejący. Czyli po cichu odkręca to, co w przeszłości zamotano.

Tutaj jest rzut oka na pochodzenie tego quid pro quo:

[...] w jaki sposób doszło do utożsamienia Lucyfera z Szatanem. Jest to „zasługa” Ojców Kościoła – rezultat błędnej interpretacji fragmentu Pisma Świętego. Król Babilonu porównany zostaje – z racji materialnego przepychu, którym otoczono go po śmierci – do Lucyfera („niosącego światło”). Nazwa ta stanowi łaciński ekwiwalent hebrajskiego określenia Wenus, Gwiazdy Porannej.

Owo źródło wdaje się także w szatańską rachunkowość:

Liczba złych duchów nie została precyzyjnie ustalona, można jednak sądzić, że diabły cieszyły się dobrym zdrowiem, bowiem odnotowano imponujący przyrost naturalny (?) – od osamotnionego Szatana ze Starego Testamentu do 7.405.926 demonów w wieku XVI (brak danych dla wieku XX).

czwartek, 02 lipca 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/07/02 11:40:42
Semantyczna zemsta św Hieronima na biskupie Lucyferze (popularne imię bo był także św Lucyfer.
www.ccel.org/ccel/schaff/npnf206.vi.iv.html

mybroadband.co.za/vb/showthread.php?t=63434
-
2009/07/02 13:44:59
Ja też słyszałem coś, że Lucyfer miał być jakimś pomniejszym rzymskim bóstwem, ale nie pomnę źródła (dawno to było), a tym bardziej nie potrafię ocenić wiarygodności.
-
2009/07/02 13:48:46
Piękne odesłania, antrimie, wielkie dzięki. Widzę, że leninowska zasada "kto nie jest z nami ten jest przeciw nam" była znana przez św. Hieronima: "kto nie jest Chrystusowy, należy do diabła". I w ogóle, czytanie o historii Wczesnego Kościoła bardzo przypomina słuchanie na tv kroniki policyjnej...
-
2009/07/02 17:31:33
Owe żródlo "Edukator" jest podejrzane. Na piewszy rzut oka widać nierzetelność i chęć upieczenia własnych pieczeni. Ja mam taki wskaźnik - jak kto się cudzysłowem posługuje - pokaż mi jakie słowa ubierasz w cudzysłów (poza zwyczajnym cytowaniem), a powiem ci, czy masz ukrytą "agendę". No więc, popatrzmy na tekst z Edukatora:

"jest to "zasługa" Ojców Kościoła - rezultat błędnej interpretacji fragmentu Pisma Świętego. Król Babilonu porównany zostaje - z racji materialnego przepychu, którym otoczono go po śmierci - do Lucyfera ("niosącego światło"). Nazwa ta stanowi łaciński ekwiwalent hebrajskiego określenia Wenus, Gwiazdy Porannej."


Do arogancji - kim są ci faceci na Edukatorze, którzy uzurpują sobie prawo do buńczucznej oceny co jest błędne, a co nie?- dodam jeszcze niekompetencję. Zazwyczaj te cechy idą razem.

Referencja do Lucifera (w póżniejszych tłumaczeniach, np. King James) a raczej do "Syna Poranka" (w Revised Standard Version "Gwiazdo Dnia, Synu Poranka") pojawia się u Izajasza (Isaiah 14;12), i nie odnosi się do bolskiego kultu władców ani pośmiertnego przepychu, tylko do upadku -a konkretnie upadku Babilonu, podbiciu przez Asyrię i okutnego rozprawienie się najeźdzcy z warstwą rządzącą.

Co od Ojców Kościoła, to przekąs nie na miejscu. I niedokładnie. I u św. Łukasza (Lk 10:18) i św. Pawła (2 Cor 11:14) ów odnośnik się znajduje. Wykazuje przejście od starotestamentowej wykładni Lucyfera do Nowej.

Dodając świetych Łukasza i Pawła interpretacja pozostaje więc jedna.


Tak a propos gwiazd, dawnie uważano, iż owe dwie jaśniejące "gwiazdy", wieczorna na zachodzie, zaś poranna na wschodzie - toróżne.

I zagadka - kto zauważył, że to jedna i ta sama?

No, odpowiem. Jesczze jedno twierdzenie Pitagorasa. Tym razem: H=P, czyli Hesperos=Phosphoros.

PS. Rrzetelnemu ateiście i rzetelnemu wierzącemu zarówno polecam rzetelny "Guide to the Bible", napisaną - wśród tuzin a innych "Guide"' ów - przez rzetelnego Isaaca Asimova (deklarującego się jako ateista, NB). Wierzącym gwarantuję, że ich wiara się nie rozchwieje, ale wzmocni w sposób pozytywny.

W odróznieniu od wzmacnienia w sposób negatywnym, gdy przy czytaniu jakiegoś tekstu wyłazi jak słoma z butów nachalna erystyka i demagogia, w rezultacie czego adrenalina wzmacnia wiarę.

Natomiast niejeden ateista przy lekturze Asimova się zadziwi, nawet zacuka... Taki jest zadziwiający efekt rzetelności.

Odnośniki do Lucyfera - str.538-540.
-
2009/07/02 17:40:56
Niektóre imiona szatana są to po prostu imiona bóstw pogańskich. Np. Astarot pochodzi od Isztar (znów Wenus, gwiazda zaranna!), Belzebub od Baala, a Boruta było to też jakieś bóstwo słowiańskie.
-
2009/07/02 18:08:03
Masz rację, Tichy, on nie robi dobrej roboty z przypisywaniem tego "Ojcom Kościoła" - można ich tłuc za to co wypisywali, ale nie za to, co wymyślono najprzypuszczalniej w XIXw.

@anuszka: zręczny pomysł z takim udiableniem konkurencji.
-
2009/07/02 20:26:28
5-grid, jeśli źle pojęłam Twoje słowa, proszę o rozwinięcie i przepraszam za poniższty słowotok z góry wszystkich czytających.


(Jak słusznie zauważasz, proroctwo Izajasza jest zapowiedzią upadku Babilonu - zaczyna się w 1.wersecie rozdz. 13-go słowami: Wypowiedź przeciw Babilonowi - to, co Izajasz, syn Amoca, ujrzał w wizji.)

Ponieważ kolejni władcy butnie sprawują władzę - niczym gwiazda świecąca jasno na niebie o świcie - zaś szczególną dumą napawa ich zdobycie Jerozolimy przez Nabuchodonozora (co nie udało się wcześniej Asyrii, a dodało animuszu do wynoszenia się Babilonowi), Izajasz słusznie przedstawia ich pozę: Wstąpię aż na niebiosa. Wyniosę swój tron ponad gwiazdy Boże i zasiądę na górze spotkania, w najdalszych stronach północy. Wstąpię ponad wyżyny obłoków; upodobnię się do Najwyższego (Iz. 14:13, 14).
Skąd kolejne pojawiające się przenośnie?
Biblia przyrównuje do gwiazd królów z rodu Dawida (4.Mojżeszowa/Liczb 24:17). Począwszy od niego, "gwiazdy" te panowały z góry Syjon. Odkąd Salomon zbudował w Jerozolimie świątynię, nazwę Syjon zaczęto odnosić do całego miasta. Wszyscy mężczyźni mieli obowiązek udawać się tam trzy razy do roku, dlatego Syjon stał się "górą spotkania". Gdy więc Nabuchodonozor postanawia, że podporządkuje sobie królów judzkich, a potem usunie ich z tej góry, daje do zrozumienia, iż zamierza wynieść siebie ponad owe "gwiazdy". Nie uznaje roli Boga w osiągnięciu nad nimi zwycięstwa. Przeciwnie, w swym zuchwalstwie chce niejako zająć Jego miejsce. Ma się to odbić mocno na dalszym losie króla - Zostaniesz strącony do Szeolu, do najdalszej części dołu. Ci, którzy cię zobaczą, będą się Tobie przypatrywać; będą cię uważnie oglądać, mówiąc: 'Czy to nie ten mąż, który sprawiał, że drżała ziemia, który trząsł królestwami, który żyzną krainę upodobnił do pustkowia i który zburzył jej miasta, który swym więźniom nie otwierał drogi do domu?' (Iz. 14: 15-17). Ambitny ród królewski, jak wszyscy inni ludzie, trafi do Hadesu/Szeolu (na nasze: Piekła, które jest 'zbiorowym grobem ludzkości', nie żadnym skupiskiem kotłów na wieczne męki - tak na marginesie). Potęga, która podbijała królestwa, niszczyła urodzajne ziemie, burzyła niezliczone miasta, mocarstwo, które brało jeńców i nigdy nie wypuszczało - dynastia królów babilońskich - nie będzie mieć nawet przyzwoitego pogrzebu: Wszyscy inni królowie narodów (kontekst wyraźnie wyklucza uosobienie Szatana i kieruje uwagę na władzę ludzką - w przeciwieństwie do słów z NT, o czym będzie dalej) wszyscy oni legli w chwale, każdy w swoim domu. Ale tyś wyrzucony i nie masz dla siebie grobowca, jak obrzydła latorośl, odziany zabitymi, których przebito mieczem i którzy zstępują do kamieni dołu, jak stratowany trup. Nie zjednoczysz się z nimi w grobie, gdyż obróciłeś w ruinę własny kraj, pozabijałeś własny lud. Potomstwa złoczyńców nie będzie się wspominać po czas niezmierzony (Iz. 14:18-20). Jak wiadomo, w świecie starożytnym pozbawienie króla uroczystego pochówku okrywało go hańbą.
-
2009/07/02 20:31:54
c.d.

Cała dynastia wywodząca się od Nabuchodonozora została odrzucona 'jak obrzydła latorośl', niejako trafia do nieoznakowanego grobu - niczym zwykły piechur zabity w walce. Przypowieść kończy polecenie do zwycięskich Medów i Persów: Pień rzeźniczy dla jego synów za przewinienie ich praojców, aby nie powstali i nie wzięli w posiadanie ziemi, i nie napełnili miastami oblicza żyznej krainy (Iz. 14:21). Babilon nie podźwignie się już z upadku. Królewski ród zostanie bezpowrotnie unicestwiony. Przyszłe pokolenia Babilończyków mają cierpieć wskutek "przewinienia ich praojców". Wytracę z Babilonu imię i ostatek, i potomstwo, i potomność (...) Uczynię z niego siedlisko jeżozwierzy i trzciniaste rozlewiska wód, i wymiotę go miotłą unicestwienia (Iz. 14:22, 23 - więcej w Iz. 13: 20-22) - wyludnione ruiny Babilonu po dziś dzień potwierdzają tę zapowiedź, choć za dni Izajasza Izrael cierpiał wcale nie z powodu ciemiężenia przez Babilon, które dopiero miało nadejść po latach ucisku ze strony Asyrii.


Słowa Pawła z 2.Koryntian 11:14 są częścią przestróg przed nauczycielami wprowadzjącymi fałsz na miejsce prawdy (ciemność jako światło) - Gdyż tacy są fałszywymi apostołami, zwodniczymi pracownikami, przeobrażającymi się w apostołów Chrystusa. I nic dziwnego, bo sam Szatan ciągle się przeobraża w anioła światła. Nic zatem wielkiego, jeśli również jego słudzy ciągle się przeobrażająw sług prawości. (2.Koryntian 11: 13-15). Podobne ostrzeżenia kieruje Paweł do Galatów Ale choćbyśmy nawet my, albo choćby anioł z nieba oznajmił wam jako dobrą nowinę coś poza tym, co wam oznajmiliśmy jako dobrą nowinę, niech będzie przeklęty (Gal. 1:8) i do Tesaloniczan: Ale obecność owego czyniciela bezprawia odpowiada działaniu Szatana z wszelkim potężnym dziełem oraz kłamliwymi znakami i proroczymi cudami (2.Tesaloniczan 2:9).

Słowa natomiast z ew. Łukasza, którymi Jezus podsumował "plon" posłania siedemdziesięciu ewangelizatorów (Potem siedemdziesięciu z radością powróciło, mówiąc: 'Panie, nawet demony nam się podporządkowują, gdy używamy twego imienia' ), były częścią objawienia, które w całości dane zostało Janowi na Patmos i zamyka natchnione proroctwa Biblii. Porówując: 2.Koryntian 11:14 i (...) Zobaczyłem Szatana, jak już spadł z nieba niczym błyskawica (Łukasza 10:18) z proroctwem danym przez Jana: Zrzucony więc został wielki smok, pradawny wąż, zwany Diabłem i Szatanem, który wprowadza w błąd całą zamieszkaną ziemię; zrzucony został na ziemię, a z nim zrzuceni zostali jego aniołowie, znajdujemy jasno sprecyzowane wyjaśnienie, kogo i w jakim kontekście dotyczy określenie "anioł światła".
-
2009/07/02 20:35:48
ps.


Przyznam, że pierwszy raz (o ile w ogóle - mogę się mylić w odbiorze Twoich słów) spotykam się z zaproponowaną ekwilibrystyką naciągnięcia przytoczonych przez Ciebie wersetów z listu do Koryntian i ewangelii wg Łukasza do przywołanego wpisem (fragmentu) proroctwa Izajasza. Pewnie gdyby nie Twój komentarz, powstrzymałabym się w ogóle przed męczeniem klawiatury - wystarczająco zmęczona jestem infekcją.


Za wyborną z kolei uznaję dygresję, iż wymieniona gdzieś po drodze bogini asyryjska Isztar jest dziś uświetniana (uświęcana?) dzięki wszczepieniu do obrzędów KK święta ku jej czci (Wielkanoc) przez katolików (rozwinięcie m.in. w The Two Babylons A. Hislopa) - idąc na skróty (myślowe): czci się.. Lucyfera? ;)


Pozdrawiam i nie zajmuję więcej przestrzeni - słowo! :))
-
2009/07/02 20:49:36
@flamenco: gdy mi mówiłaś, że znasz Księgę, widzę, że nie przesadzałaś :) Aha, od paru osób (na uboczu, pozablogowo) usłyszałem, że historia jest znana. Tak, nawet ja ją znałem - gdy to przeczytałem we wspomnianym Słowniku. Wiele jest rzeczy znanych - na przykład teoria kohomologii na snopach. Ale ten blog nie jest o odkrywaniu nowych światów a o moim porządkowaniu sobie rzeczy w głowie. Czasami dobrze znanych, czasami mniej.
-
2009/07/02 21:52:29
Ale ten blog nie jest o odkrywaniu nowych światów a o moim porządkowaniu sobie rzeczy w głowie. Czasami dobrze znanych, czasami mniej.

..i chwała Ci za to - zwłaszcza, że świat przez Ciebie porządkowany na uzytek własny i dla przyjemności innych, poniekąd jest nowym światem. DNA składa się z tych samych cegiełek, a jednak subtelnie czyni z nas mikrokosmosy :)
-
2009/07/03 07:21:22
Kate

No, rzeczywiście, miło - i niespodzianka - spotkać kogo, kto się zna na rzeczy.

Ale jedną rzecz muszę oprotestowac - to niby naciąganie.

Otóż, ja nie naciągam wypowiedzi z NT do tych z ST. Jedynym moim wkładem jest, że stwierdzenie (w wyśmiewczym cudzysłowie), że " "zasługą" ojców Kościoła jest" - jest pieczeniem pieczeni.

Rozwiązywanie zagadek sprzed tysiący lat zostawiać powinno margines wątpliwości. A jak nie zostawia - oznacza besserwiserstwo.
-
2009/07/03 09:03:59
Jak miło widzieć Kate/Flamenco w formie...
A tak meritując dopowiem, że cała liturgia Kościoła Katolickiego obudowana jest elementami pogańskimi. Pierwszy lepszy przykład to ulubione Boże Narodzenie, które jest implementacją na gruncie Kościoła święta Niezwyciężonego Słońca. Cała bożonarodzeniowa liturgia wykorzystuje teksty biblijne wskazujące na Jezusa jako słońce narodów etc. Trzeba przyznać, że ta sprytna taktyka sprawiła, że pogaństwo zostało uchrześcijanione. gdybym chciał posłużyć się leninowskiej dialektyką to powiedziałbym tak: Kościół stał się chrześcijański w formie, a pogański w treści
-
2009/07/03 10:16:07
@saddoq
pogaństwo zostało uchrześcijanione. gdybym chciał posłużyć się leninowskiej dialektyką to powiedziałbym tak: Kościół stał się chrześcijański w formie, a pogański w treści

Ale dlaczego ty zakładasz, że pogaństwo to ZUO? Stajesz się w ten sposób bardziej papieski nawet od papieża B16. Nawet pierwsi chrześcijanie wcale tego nie zakładali:

Mężowie ateńscy - przemówił Paweł stanąwszy w środku Areopagu - widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: "Nieznanemu Bogu". Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając. (Dz 17,22)

To jest akurat moim zdaniem bardzo logiczne ze strony chrześcijaństwa: Ono uważa, że z - nazwijmy to - "mniej doskonałych", ale szczerych praktyk religijnych może wyciągnąć większy pożytek duchowy, przedstawić je w nowym świetle. To akurat bardzo mi się w chrześcijaństwie podoba.

Raczej źle świadczą o chrześcijaństwie te momenty w historii, gdy zaczyna ono uważać wszelkie inne religie za zło do wytępienia. Takie momenty występują, gdy chrześcijaństwo zaczyna dominować.
-
2009/07/03 10:35:49
Anuszka dobrze prawi, zapewne 99% imion diabłów to imiona pogańskich (konkurencyjnych) bogów, bóstw i bóstewek. Boruta to inaczej Borowy albo Dziad Borowy, słowiański duch lasów. Zwykle wyobrażany sobie jak dziadek lub niedźwiedź (kto pamięta Borowego z komiksów Kajko i Kokosz? idealna wizja), w czasach późniejszych często miał pojawiać się w mundurze leśniczego, czyli szedł (nomen omen) z duchem czasu.
Oczywiście Borowy był duchem pozytywnym, choć potrafił być groźny dla nieszanujących lasu, potrafił też spłatać wrednego figla. Zresztą ta swojskość pozostała i w późniejszych ludowych historiach i nawet diabeł Boruta w legendach nie jest taki zły.
-
Gość: , 213.135.39.2*
2009/07/03 10:41:04
@Jurgi:
No, więc tutaj mamy jak na dłoni dwa konkurencyjne prądy chrześcijaństwa:
a) udiablić konkurencję, tzn. powiedzieć, że wszystko, co wiąże się ze "starą" religią to ZUO.
b) ochrzcić konkurencję, tzn. powiedzieć, że stara religia jest OK, tylko nasza ją rozszerza, ulepsza, umądrza.

Interesujące, że obie tendencje występują w chrześcijaństwie razem. Trochę to niekonsekwentne. Myślę, że tendencja b) występuje, gdy chrześcijaństwo jest w mniejszości, a tendencja a) - gdy tylko chrześcijaństwo poczuje, że ma przewagę.
-
2009/07/03 13:14:31
Anuszka,


Wyrywanie słów z kontekstu bywa nader zgubne. Cała relacja z wydawanego przez Pawła na Aeropagu świadectwa o Bogu zaczyna się Jego rzeczywistymi odczuciami: A gdy Paweł czekał na nich w Atenach, duch się w nim burzył na widok miasta pełnego bożków. (Dzieje 17:16)

Skąd więc pozorna niejednolitość sposobu myślenia i późniejszej przemowy?

Paweł był mężem uczonym - doskonale wiedział, że intelektualiści i filozofowie, którzy lubowali się w swoistej erystyce, muszą zostać czymś zafrapowani, by w ogóle zechcieli wysłuchać z uwagą tego, co miał on do przekazania o Bogu ( Wszyscy zaś ateńczycy oraz bawiący tam cudzoziemcy nie spędzali wolnego czasu na niczym innym, jak tylko na mówieniu i słuchaniu czegoś nowego ; Dzieje 17:21) . Dzięki początkowej pochwale 'religijności' ateńczyków i skierowaniu uwagi na jeden z obiektów kultu (postawiony na cześć Boga nieznanego ), apostoł mógł swobodnie zatrzymać się przy niezdefiniowanym Bogu i obwieścić go jako tego, który uczynił świat i wszystko na nim (...) dzięki niemu bowiem mamy życie i poruszamy się, i istniejemy, jak to nawet rzekli niektórzy z waszych poetów (Dzieje 17:24-28) - kolejny chwyt retoryczny, który miał przybliżyć "nieznane poprzez znane jako swoje". Dalsze słowa Pawła jednoznacznie opiniują formę, jaką przyjmowała pozornie aprobowana początkowo 'religijność': Skoro więc jesteśmy potomstwem Bożym, to nie powinniśmy mniemać, że Istota Boska jest podobna do złota, albo srebra, albo kamienia, do czegoś wyrzeźbionego dzięki kunsztowi i pomysłowości człowieka. Wprawdzie Bóg nie zważał na czasy takiej niewiedzy - kultu martwych bożków, czyli pogaństwa (przyp. mój) - lecz teraz mówi ludziom, żeby wszyscy okazali skruchę (Dzieje 17:29, 30).

Jaki skutek odniósł Paweł dzięki logicznemu wywodowi, łączącemu orędzie o Bogu z nieskrytykowaniem wprost bałwochwalstwa ateńczyków? (...) niektórzy mężowie przyłączyli się do niego i uwierzyli, wśród nich także Dionizy, członek sądu na Aeropagu, oraz niewiasta imieniem Damaris, a z nimi również inni (Dzieje 17:34) - jak donosi koniec relacji z tego wydarzenia.
-
2009/07/03 13:18:38
c.d.

Można(by) zatem wysnuć wniosek, że pierwsi chrześcijanie posługiwali się kłamstwem, by niejako "kupić" wyznawców, czym wypowiedzieli posłuszeństwo zarówno Bogu, jak i Chrystusowi? Bynajmniej. Jezus wyraźnie powiedział swoim uczniom: Oto ja posyłam was jak owce pomiędzy wilki; dlatego okażcie się ostrożni jak węże, a niewinni jak gołębie. Paweł jednocześnie wykazał się wnikliwością, ostrożnością i pozostał bez winy wobec Boga - choć dla niego, który doskonale znał Boży stosunek do bałwochwalstwa, zastany w Atenach kult pogańskich bożków był obrzydliwością i 'duch się w nim burzył' na sam widok posągów, nie okazał tego ludziom, wobec których miał obowiązek wywiązania się z pozostawionego przez Chrystusa nakazu czynienia z ludzi uczniów. Sama religijność ateńczyków, jako forma praktykowania wiary, była godna zauważenia i oparcia na niej wywodu. Niemniej już obiekt tej wiary - a bardziej kultu - był nie do przyjęcia dla Pawła. Dał temu wyraz niejednokrotnie, choćby w 2.Koryntian 6:14-17: Nie wprzęgajcie się w nierówne jarzmo z niewierzącymi. Bo cóż wspólnego ma prawość z bezprawiem? Albo jakaż jest wspólnota światła z ciemnością? Ponadto jakaż jest zgoda między Chrystusem a Belialem? Albo jakiż dział ma wierny z niewierzącym? I jakąż ugodę ma świątynia Boża z bożkami? My bowiem jesteśmy świątynią Boga żywego, jak to powiedział Bóg: 'Będę wśród nich przebywał i się przechadzał, i ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem. Dlatego wyjdźcie spośród nich i się oddzielcie - mówi Pan - i przestańcie dotykać tego, co nieczyste'.

Stosowane przez Pawła chwyty retoryczne służyły tylko i wyłącznie temu, by przykuwać uwagę słuchaczy i docierać do ich umysłów z ewangelią - podkreśla to w słowach kierowanych do Koryntian w pierwszym swoim liście, a rozdziale dziewiątym: Jeśli więc oznajmiam dobrą nowinę, nie jest to dla mnie powodem do chlubienia się, (gdyby było, zapewne bez żenady i z wyższością apostoł szydziłby z pogaństwa ateńczyków, miast wykazać się rozeznaniem i pragnieniem 'pozyskania ich dla Chrystusa' - przyp. mój) gdyż nałożono na mnie konieczność. Doprawdy, biada mi, gdybym nie oznajmiał dobrej nowiny! (...) Chociaż bowiem jestem wolny wobec wszystkich osób, uczyniłem siebie niewolnikiem wszystkich (takie podejście pozwalało Pawłowi na okazywanie pokory i łagodności wobec każdego, komu wydawał świadectwo - przyp. mój) aby jak najwięcej osób pozyskać. I tak dla Żydów stałem się jakby Żydem, aby pozyskać Żydów; dla tych pod prawem stałem się jakbym był pod prawem - choć sam nie jestem pod prawem (prawem danym Izraelowi - przyp. mój) - aby pozyskać tych pod prawem. Dla tych bez prawa stałem się jakbym był bez prawa - chociaż względem Boga nie jestem bez prawa, lecz podległym prawu względem Chrystusa - aby pozyskać tych bez prawa. Dla słabych stałem się słaby, aby pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla ludzi wszelkiego pokroju, aby tak czy inaczej niektórych wybawić. (wersety od 16 do 22). Motywacja? A wszystko czynię przez wzgląd na dobrą nowinę, żeby wraz z drugimi mieć w niej udział (werset 23). Chociaż więc Paweł jakby pochwalał ateńczyków za ich religijność, to w gruncie rzeczy było to tylko metodą na wyjawienie rzeczywistego stosunku Boga do praktyk bałwochwalczych/pogańskich.
-
2009/07/03 13:31:08
5-grid

Otóż, ja nie naciągam wypowiedzi z NT do tych z ST. Jedynym moim wkładem jest, że stwierdzenie (w wyśmiewczym cudzysłowie), że " "zasługą" ojców Kościoła jest" - jest pieczeniem pieczeni.

Stąd moje dwukrotne zastrzeżenie - nie jestem mimo wszystko w najlepszej formie intelektualnej w tej chwili, mogłam coś znadinterpretować i możliwość tę biorę pod uwagę, zauważ.



Rozwiązywanie zagadek sprzed tysiący lat zostawiać powinno margines wątpliwości.

Owszem, ale prowadzące do poszukiwań, a nie będące celem samym w sobie. Nie jestemj z opcji, która uważa, że szczytem poznawczym jest wątpliwość - ona jest jedynie środkiem, który wraz z pokorą (poznawczą) i wnikliwością, winien wieść do rzeczywistego poznania.


A jak nie zostawia - oznacza besserwiserstwo.

Nie powinno - znów: moim zdaniem - zostawiać miejsca na zwątpienie w to, co się wnikliwie zbadało i przyjęło. Powinno natomiast niewątpliwie być 'prowadzone na smyczy' - ujarzmiane, by nie wbijać w poczucie wyższości i nieomylności.

Jeśli ktoś (skoro już temat taki mamy na tapecie!) wierzy w Boga, to przede wszystkim siebie winien uznawać za omylnego - wie Bóg, niedoskonały człowiek może wiedzę co najwyżej dostrzegać i przyjmować do wiadomości. Niestety, rzadko kiedy można taką postawę spotkać u tych, którzy mają siebie za wierzących.

Pozdrowienia
-
2009/07/03 13:41:29
Ojej, co to za historia, że I tak dla Żydów stałem się jakby Żydem, aby pozyskać Żydów - czy on zapomniał, że był Żydem? Pierwszy w historii żydowski antysemita? :)

A poza tym co tu się dzieje - poważna i sensowna rozmowa chrześcijan w komentarzach u obojętnika? Słuchajcie, jak tak dalej pójdzie to mnóstwo ateistów mnie wyrzuci ze swoich zakładek! I nie dostanę więcej poparcia materialnego od Diabo e Sat Ltd. Czarno widzę przyszłość - ale może w zamian dostanę harfę i pójdę do nieba.
-
2009/07/03 13:43:51
Sadoq,

Gdzie tam sprytna - od razu - jak czytelna.. jakby to ująć? Przyszła kryska na Matyska - tyle, że Matysek może spać spokojnie, bo dziś nikogo już nie obchodzi pochodzenie świąt, które są jedynie okazją do rodzinnych spotkań, biesiady, wolnego od pracy, hołdowania tradycji i brzuchowi. Posłużenie się fałszem w miejsce biblijnej prawdy kiedyś było ukrywane za wszelką cenę - dziś żaden kapłan już nie zaprzeczy, że praktyki pogańskie kwitną w instytucji, która rzekomo ma być 'spuścizną Chrystusową'. Nie musi. Na nikim to już wrażenia nie (z)robi i nie (s)prowokuje rozważań komu właściwie oddaję cześć?

Miło widzieć tu Twój.. astral ;)


________________________________


Swoją drogą, ciekawam, po co i na co komu nadawanie imion temu, który nosi dwa od początku swego zaistnienia (nie stworzenia, bo stworzony został jako anioł) - Szatan Diabeł (czyli: Kłamca i Oskarżyciel).
Cała reszta demonów, po pierwsze nie jest 'szatanami' i 'diabłami'; po wtóre, nie ma nigdzie osobiście nadawanych imion. No.. ale czymś tam straszyć trzeba było, biznes jest biznes (5-grid, wybacz jawną kpinę słowem i zauważ, że nie kieruję jej w nikogo personalnie, jedynie podsumowuję zjawisko i jego motywację+celowość :))
-
2009/07/03 13:45:04
Andsol,

Żydem - w znaczeniu religijnym. Paweł był chrześcijaninem, nie Żydem :) Był Izraelitą z urodzenia, jak i Chrystus.
-
2009/07/03 15:02:36
@flamenco: dziś żaden kapłan już nie zaprzeczy - przepraszam bardzo, ale co Ty tu przekazujesz między liniami - że niby księża dziś są bardziej myślący i rozumiejący rolę swojej religii wśród tylu innych? Że przestali mieć przekonanie o własnej wyższości opartej na zwrotach z żydowskiej religii o jedynym bóstwie? A może sądzisz, że już są w stanie dyskutować spokojnie o fakcie, że Budda (nieco wcześniej niż Jezus) był owocem dzieworództwa i że zresztą prawie wszystkie istotne wątki wiary chrześcijańskiej istniały w wielu religiach znacznie wcześniejszych?

Przy okazji, tym razem poważnie: Biblia i wiara chrześcijańska na tyle mnie interesują na ile muszę się przeciwstawiać ich zapędom do pochłonięcia i sterowania wszystkimi procesami życia indywidualnego i społecznego. Wiem, że są osoby na tym świecie mające Biblię za tekst dyktowany przez siły wyższe, ale nie udostępniłem i nie udostępnię mojej przestrzeni blogowej na propagowanie takiego punktu widzenia.

Jeśli ktoś dostrzega rozziew między powszechnie przyjmowanymi wierzeniami a tym, co w istocie stoi w Biblii i chce to naświetlić, wyjaśnić, naprostować - proszę bardzo, drzwi otwarte. Ma propozycję rozmowy o sprzecznościach logicznych czy błędach dyskusyjnych u Ojców Kościoła - chętnie, sprawy związane z paralogistyką to jeden z głównych nurtów tego blogu. Ale to nie jest miejsce na obalanie wiary (prywatnej i dotyczącej własnego życia) moich czytelników - i dlatego też nie może to być miejscem na głoszenie takiej czy innej wiary, bo automatycznie wywoła to ataki i kłótnie, które z mojego punktu widzenia (i to mój punkt widzenia jest tutaj decydujący) do niczego sensownego nie prowadzą.

Czy, choć bez dbałości o grzeczność i gościnność, zdołałem jasno wyrazić moje nastawienie? Jeśli nie, to jeszcze wyraźniej powiem: dyskusja religioznawcza - chętnie, pod warunkiem umiaru w doborze słów i przy pamiętaniu, że ataki nie mogą kierować się przeciw dyskutantom. Dyskusja teologiczna- absolutnie nie tutaj i proszę o natychmiastowe przeniesienie jej na inny teren, z ewentualnym podaniem tutaj linki dla zainteresowanych czytelników.
-
2009/07/03 16:09:27
Biorąc pod uwagę pierwszy Twój akapit - Andsol - kompletnie mnie nie zrozumiałeś; być może rozwinięcie dalszymi jest konsekwencją.
Oczywiście, że odpuszczam - to są Twoje progi. Ponawiam propozycję wycięcia moich komentarzy, naprawdę nie zależy mi na prowadzeniu tego rodzaju dyskusji gdziekolwiek. Odkłon.
-
2009/07/03 16:53:35
Anuszka,
Ale dlaczego ty zakładasz, że pogaństwo to ZUO? Stajesz się w ten sposób bardziej papieski nawet od papieża B16.
W mojej wypowiedzi nie ma wartosciowania tylko opis stanu faktycznego. A mówienie o faktach to wg mnie coś normalnego i właściwego.
Pozdrawiam
-
2009/07/03 17:32:44
Czym jest wątpliwość, a także czym jest poszukiwanie, a także czym jest cel. Aj, zagwozdki....

I jakie każde z w/w (plus wiele, wiele innych) powinno być, a jakie nie powinno? A jak nie powinno, to jak, i pod jaką karą? Parsknięcia, klapsa, banicji, infamii, stosu?

Mętnie pytam? Ano.

Więc, by rozwiać wątpliwości, zacznijmy od rozważania... no właśnie, wątpliwości.

Ja piszę - sformułujmy to teraz jasno jako

**************************************************
* Prawo 1.
* Gdy nie ma pełnej wiedzy sytuacji, to wszelka konkluzja
* wyprowadzana z sytuacji musi być obarczona wątpliwością.
**************************************************
Zgadzamy się? A niby dlaczego nie?

Czy z tego Prawa wynika, że wątpliwość jest celem? - Nijak nie wynika. Od tego są Prawa Teleologiczne.

Czy z tego Prawa wynika, że wątpliwość jest środkiem (do czegokolwiek)? - Nijak nie wynika. Od tego są Prawa Technologiczne.

Czy z tego Prawa wynika, że wątpliwość jest wartością lub jej zaprzeczeniem? - Nijak nie wynika. Od tego są Prawa Wartościujące.

Czy z tego Prawa wynika, że ponowne wnikliwe zbadanie sytuacji likwiduje wątpliwość? - Nie wynika, ale to nie proste (potrzebne byłoby inne Prawo, że każdą sytuację - a choć zadowalająco wiele - mocą wnikliwości można pozbawić wątpliwości - ale to już za dużo dla mnie).

Czy z tego Prawa wynika, że konkluzję trzeba odrzucić, albo że można ją przyjąć? - Nijak nie wynika. Od tego są Prawa Przyjmowania Konkluzji.

Te dodatkowe Prawa - na razie - jeszcze nie sformułowane (choć wiszą w powietrzu, ale bardziej - na razie - jako mgła lub inny eter).

Tak więc, niby rozmawiając, wymieniając odpowiedzi - płaszczyzny są małoprzecinające się.


PS. Wiem, wiem - płaszczyzny się albo przecinają, albo nie przecinają... nie mogą się przecinać troszkę albo troszkę wiecej... Ale to geometria (w dodatku li tylko euklidesowa). Gdy płaszczyzna jest metaforą, inne prawa do niej się stosują....

Co sprowadza nas do tego, czym jest metafora... ale o tym innym razem, bo tego co tu - i tak za dużo.

tichy (a.k.a. 5-grid)
-
2009/07/03 21:01:55
flamenco: jeśli w istocie pierwszym akapitem dowodzę, że Cię kompletnie nie zrozumiałem, to różne mogą być tego przyczyny. Może ja niedostatecznie postarałem się, by dotrzeć do Twoich zamierzonych sensów - a może Ty niedostatecznie popracowałaś nad opakowaniem ich w stosowne słowa i zwroty. Nieporozumienia zawsze mogą być wyjaśnione i słowa "przepraszam, nie w tym rzecz" są dostępne za darmo dla obu stron. Postawiwszy to na stole dodam, że nawet jeśli mój ostatni wpis nie odnosi się do Twoich uwag to ma pełną wartość jako tu obowiązująca zasada dyskusyjna.

To znaczy: mówiąc o sprawach mających różne wagi emocjonalne i poza-racjonalne dla różnych osób wskazane jest dla wszystkich poruszanie się z uwagą i rozwagą, by komuś bezsensownie nie sprawić przykrości. Ale nie ma tu też miejsca na czołobitne podejście do jakiegokolwiek źródła pisanego czy tradycjonalnego, nie ma "świętych ksiąg" (są dzieła w pewnych środowiskach uznawane za święte). nie ma niepodważalnych autorytetów (ziemskich czy kosmicznych), i niedopuszczalne jest, by jedna z dyskutujących stron wprost lub implicite dawała do zrozumienia, że ponieważ reprezentuje tę lub inną pozycję to czymś ją to ponad innych dyskutantów wynosi.

Np. zwrot jeśli ktoś wierzy w Boga [...], to przede wszystkim siebie winien uznawać za omylnego sugeruje jakieś wyższe niż zwyczajowe w tej kwestii standardy u ludzi wierzących. Mam za oczywiste, że każdy, wierzący w jedną z setek wiar czy kompletnie od nich stroniący, ma ten obowiązek jeśli chce uchodzić za jednostkę myślącą. Dlatego to wtrącenie o wierzących widzę nie jako argument ale jako nabijanie punktów dla jednej z pozycji.

Nie widzę powodów, by wycinać Twoje komentarze - słowa powiedziane są powiedziane i kasowanie komentarzy czy blogów jest odmianą symbolicznego "wypluwania słowa", do czego mnie kiedyś przymuszano i co nieodmiennie traktuję jako nonsens. Chętnie bym wycinał komentarze - powtórzenia, ale w tej rozmowie nie zauważyłem ich.
-
2009/07/03 21:22:20
@ Kate-1979 - Paweł nie mógł przemawiać na Aeropagu, bo coś takiego nie istnieje - w Atenach jest Areopag, wzgórze Aresa.

A co do "proroctwo Izajasza jest zapowiedzią upadku Babilonu" to jest ono pięknym przykładem vaticinium ex eventu.

No i moim skromnym zdaniem Paweł był jak najbardziej Żydem i żydem - był wyznawcą judaizmu w jego odłamie znanym jako chrześcijaństwo, które od judaizmu naprawdę odłączyło się dopiero za Hadriana, po powstaniu Bar Kochby (który również ogłosił się mesjaszem, bo mesjasz w owym czasie i wcześniej też był pojęciem politycznym, nie religijnym), wcześniej było jedną z sekt.

@ Saddoq & Anuszka - oprócz "pogańskich" (co to naprawdę znaczy??) elementów w mitologii - czy też: sferze wyobrażeń, to dla wierzących, których razi określenie mitologia, choć nie wiem czemu - chrześcijańskiej (i judaistycznej też, oczywiście) najwięcej zaczerpnięte jest z zaratuszrianizmu. Niewiarygodne jak dużo. Anioły i demony to po pierwsze, a poza tym np. sąd nad duszą, no i - może to powinno być na początku - wyraźne połączenie religii z moralnością. Izraelici sobie to od Persów zapożyczyli (jednocześnie pożyczając mnóstwo od znienawidzonych Babilończyków, a za plus minus ich pośrednictwem - bo nie będę się tu rozpisywać o wszystkich innych Semitach rządzących w Mezopotamii - również aż od Sumerów), a potem już poszło.




-
2009/07/03 22:05:00
@Kate

Wyrywanie słów z kontekstu bywa nader zgubne.

Ale o co chodzi? Duch mu się burzył na widok bożków. Powiedział Ateńczykom, że on ich nauczy czcić Boga lepiej. Co tu jest sprzecznego z tym, co ja napisałam? Że duch mu się burzył?

Rozumiem, że chcesz powiedzieć, iż Paweł tak naprawdę uważał bożki za ZUO i tylko tak podstępem wkręcił Ateńczyków, żeby niepostrzeżenie dali się nawrócić. Ale dlaczego wnioskujesz to z faktu, że duch mu się burzył? Mnie się np. duch burzy, gdy widzę, w jak głupi sposób niektórzy czczą Pana Boga. Ale nie twierdzę jednocześnie, że Pan Bóg to ZUO.

(Jest ostatnio w internecie taka kategoria ludzi, nie wiem jak ich nazwać - wojujący przeciwnicy religii? Gdy widzą np. chrześcijan lub muzułmanów, którzy z przyczyn religijnych dokonują czynów złych i głupich, to mówią: "No widzicie, religia to ZUO!". Upodabniają się w tym do wojujących chrześcijan, którzy widząc głupie praktyki jakiejś konkurencyjnej religii mówią: "TAMTA religia to ZUO!")

-
2009/07/03 22:17:42
@Drakaina:
@ Saddoq & Anuszka - oprócz "pogańskich" (co to naprawdę znaczy??)

To pytanie do mnie? Chyba nie podejrzewasz mnie, że używam słowa "pogański" wartościująco? Naprawdę nie wiesz, co znaczy słowo "pogański" w ustach Żyda? Albo co znaczy "pogański" w ustach dawnego chrześcijanina? Przecież wiesz. Rozumiem, że twoje pytanie jest takie trochę z pretensją: dlaczego używacie takiego politycznie niepoprawnego słowa? Zgadzam się z tobą, że jest ono politycznie niepoprawne, jeśli to cię uspokaja. Ale pozwól mi go używać jako cytatu - przecież historycznie ludzie tego słowa używali w określonych kontekstach.

elementów w mitologii - czy też: sferze wyobrażeń, to dla wierzących, których razi określenie mitologia, choć nie wiem czemu - chrześcijańskiej (i judaistycznej też, oczywiście) najwięcej zaczerpnięte jest z zaratuszrianizmu. Niewiarygodne jak dużo. Anioły i demony to po pierwsze, a poza tym np. sąd nad duszą, no i - może to powinno być na początku - wyraźne połączenie religii z moralnością. Izraelici sobie to od Persów zapożyczyli (jednocześnie pożyczając mnóstwo od znienawidzonych Babilończyków, a za plus minus ich pośrednictwem - bo nie będę się tu rozpisywać o wszystkich innych Semitach rządzących w Mezopotamii - również aż od Sumerów), a potem już poszło.

Znowu: To do mnie? Ale ja już naprawdę to wszystko wiem... Nawet tłumaczyłam ci kiedyś na twoim blogu, że katoliccy bibliści też to wiedzą. Pamiętam, że nie bardzo chciałaś mi uwierzyć. ;-)
-
2009/07/03 22:35:14
@Kate:
I tak dla Żydów stałem się jakby Żydem, aby pozyskać Żydów; dla tych pod prawem stałem się jakbym był pod prawem - choć sam nie jestem pod prawem

Wytłumaczcie mi, dlaczego nie we wszystkich wersjach greckich jest to wtrącenie "choć sam nie jestem pod prawem"???
scripturetext.com/1_corinthians/9-20.htm
Zaczynam podejrzewać, że w którejś redakcji to dopisano, w czasach, gdy chrześcijaństwo i judaizm były już w silnej opozycji.
-
2009/07/03 23:28:11
...No chyba że na odwrót, wykreślono w czasach politycznej poprawności.
-
2009/07/04 00:12:40
@ Anuszka - nie bierz wszystkiego ad personam, bo wezmę to za dowód megalomanii ;) I nie imputowałam Ci niewiedzy, tylko dywagowałam sobie na poboczu tego, co przewinęło się przez Twoją dyskusję z Saddoqiem, stąd ten podwójny adres, choć przyznaję, że była to uwaga związana raczej z rozpoczęciem tego wątku przez Saddoqa. Aha i nie uważam określenia "pogański" za niepoprawne politycznie, to już Twój wniosek. Nie lubię natomiast, jak się go używa jako przydawki deprecjonującej, to fakt.

"Co to właściwie znaczy" było w tym przypadku pytaniem niemalże retorycznym - bo np. zastanowiło mnie, czy wzmiankowany przeze mnie zaratusztrianizm to "pogaństwo"? Saddoq pisał o dostosowaniu liturgii do świąt pogańskich, powołując się na święto rzymskie i to dość późnej proweniencji, a mnie zastanowiło, czy ma na myśli właśnie wyłącznie te powiązania rzymskie, czy też fakt zapożyczenia tak ogromnej ilości wyobrażeń z religii uznającej wyraźnie istnienie najwyższego bóstwa o dość abstrakcyjnych cechach, o której wpływach jednakowoż się milczy, wywodząc całe chrześcijaństwo z judaizmu, który w tej wizji jest niemalże wytworem kreacji ex nihilo - czy ten fakt podpada w takim rozumieniu (żydowsko-chrześcijańskim) pod czerpanie z pogaństwa. Biblijny Jahwe jest po prawdzie znacznie bardziej partykularno-plemiennym i mniej abstrakcyjnym ("absolutnym" czy "absolutowym") bóstwem niż Ahura-Mazda z Awesty. A mimo to mam wrażenie, że cała irańska tradycja ląduje w szufladzie z napisem "pogaństwo". Nacechowanym wartościująco.

Tak na marginesie to mam wrażenie, że kościołowi łatwiej przełknąć dający się wytłumaczyć pragmatyzmem związek roku liturgicznego z kalendarzem pogańskim niż nieoryginalność biblijnych koncepcji...
-
2009/07/04 01:56:02
nie bierz wszystkiego ad personam, bo wezmę to za dowód megalomanii

Gdy napisałaś "@Anuszka", to zaczęłam zgadywać, że to może jakimś trafem jest do mnie. Ale na wszelki wypadek zapytałam dwukrotnie, czy aby na pewno...

czy ten fakt podpada w takim rozumieniu (żydowsko-chrześcijańskim) pod czerpanie z pogaństwa

O jejku, po pierwsze, Żydzi inaczej definiowali pogan, a inaczej chrześcijanie (mam na myśli czasy mniej ekumeniczne niż wiek XX-XXI). Dla Żydów chrześcijanin to też był poganin. Po drugie, skoro mówisz w czasie teraźniejszym "podpada" to znaczy, że pytasz o rozumienie dzisiejsze w ramach tych religii. A dzisiaj już rzadziej - zarówno w judaizmie, jak w chrześcijaństwie - używa się słowa "pogaństwo". Więc problem zawartości pogaństwa w danej religii jakby znika z powodu zaniku samego pojęcia pogaństwa.

I po raz kolejny powtarzam: owszem, katoliccy bibliści (protestanccy, a nawet żydowscy też) w większości doskonale wiedzą i godzą się z faktem, że religia żydowska, a także chrześcijańska czerpała z religii wcześniejszych i sąsiednich. Ci bibliści, czy też w ogóle teologowie oczywiście sobie ten fakt jakoś tam po swojemu nazywają - że np. "tam - okruchy prawdy, a u nas - cała prawda", czy coś w tym rodzaju. Ale fakt ten przyjęli i jego interpretację gładko zszyli z doktryną. Można rzec, ochrzcili.

Tak to zwykle bywa z teologią, że gdy już przyzwyczai się do jakiegoś faktu (odkrytego przez archeologię, astronomię, biologię), to pozżyma się, popluje, choćby i paręset lat, ale na końcu ten fakt akceptuje, oficjalnie chrzci - i szafa gra.

Jeśli dobrze rozumiem twój problem, to jego istota jest prosta: Kazania niedzielne w krakowskich kościołach bierzesz za całość doktryny katolickiej, a jeszcze ekstrapolujesz na chrześcijaństwo w ogóle. Zresztą o tym już też dyskutowałyśmy na twoim blogu.
-
2009/07/04 11:53:13
@ Anuszka Jeśli dobrze rozumiem twój problem, to jego istota jest prosta: Kazania niedzielne w krakowskich kościołach bierzesz za całość doktryny katolickiej, a jeszcze ekstrapolujesz na chrześcijaństwo w ogóle.

Nietrafiony, jako że nie chodzę do kościoła. Opieram się raczej na artykułach w pismach w rodzaju Tygodnika Powszechnego, wypowiedziach różnych hierarchów, księży i zakonników oraz teologów świeckich na innych łamach, czytam religijne blogi, rozmawiam z wierząco-praktykującymi znajomymi itd. I nawet u znanych mi osobiście światłych hierarchów i księży ta wiedza może gdzieś teoretycznie jest, ale nie manifestuje się nie tylko w ich oficjalnych wypowiedziach, ale nawet w prywatnych rozmowach. Co z tego, że akademiccy bibliści różnego wyznania wiedzą swoje wie, jeśli ta wiedza nie idzie w masy? Skądinąd to ciekawe, że odsetek odchodzących od swoich oryginalnych religii (lub od religii w ogóle) jest wśród biblistów chyba większy niż w jakiejkolwiek grupie społecznej - chociażby cały oryginalny zespół od Qumran.

Dla Żydów chrześcijanin to też był poganin.

A masz do tego jakieś źródła? Bo ciekawiłoby mnie np., od kiedy oraz jakie odłamy judaizmu tak uważały. Bo to nie jest chyba takie oczywiste w pierwszych wiekach: po pierwsze jest różnica między Żydem-chrześcijaninem a nie-Żydem-chrześcijaninem, po drugie różne ówczesne sekty różnie zapatrywały się na różne odejścia od ortodoksji, dla części z nich zhellenizowany Żyd-żyd był gorszy od poganina.

A odnosząc się do wypowiedzi Saddoqa a pośrednio do wcześniejszych elaboratów owszem, pisałam o teraźniejszości, bo dyskusja siłą rzeczy krąży tu pomiędzy czasami, kiedy doktryna była formułowana a sytuacją dzisiejszą.
-
2009/07/04 21:41:38
@gość - te dwa prądy chyba raczej występowały razem. Udiablało się konkurencję "osobową", zakładając, że jak się diaboła strasznie ludziom namaluje, to on straszny będzie. Przyswajano natomiast bez żenady obrzędy i zwyczaje tym diabołom wcześniej przynależne. No bo niemal nie ma chyba zwyczaju i święta w katolicyzmie, które nie zostałoby zapożyczone/przyswojone od pogan. Boże Narodzenie, choinka, Wielkanoc, zając, pisanki, Zielone Świątki, Wszystkich Świętych i tak można by wymieniać.
-
2009/07/05 00:42:19
@ Jurgi - dodajmy jeszcze, ze w ogromnej większości dawnych miejsc kultu stawiano kaplice lub kościoły - i dotyczy to w zasadzie wszystkich chrystianizowanych obszarów.
-
2009/07/05 18:13:29
. Co z tego, że akademiccy bibliści różnego wyznania wiedzą swoje wie, jeśli ta wiedza nie idzie w masy?

No bo sama pytasz: Co doktryna sądzi o tym i o tym? Jak doktryna, to nie masy. W ogóle, ciekawe jest to, że właściwie każdy z członków mas ma swoje własne wyobrażenia religijne i idę o zakład, że u większości są one nieortodoksyjne, a w dodatku bardzo rozmaite.

To jest trudność rozmawiania o wyobrażeniach religijnych u katolików - nie wiadomo, czy rozmawiamy o wyobrażeniach pani z warzywniaka, postępowych panów z Tygodnika, czy o wyobrażeniach papieża. Rozumiem, że chciałabyś "komuś" uświadomić, jak bardzo się myli, w wyobraźni swojej przeciwstawiając pogaństwo chrześcijaństwu. Tylko teraz pytanie: komu? Ludziom, którym wystarcza pobożność ludowa - możesz zacząć tłumaczyć, jeśli uważasz, że jest to potrzebne - ale w takim razie ten blog to jest zły adres. Katolickim inteligentom z Tygodnika - tak mi się wydaje - nie trzeba tego tłumaczyć, bo oni to wiedzą. Ale może się mylę. Akademickim biblistom uświadamiać nie trzeba. Papieżowi - tak podejrzewam - też nie trzeba, bo on jeszcze na tyle trzyma się rzeczywistości, żeby akceptować zdobycze nauk historycznych.

No więc, jeśli dobrze rozumiem, ciebie po prostu denerwuje, że prosty lud wierzy w zabobony. I chcesz się tutaj tym z nami podzielić. I OK, ja po prostu wzięłam dosłownie to, co napisałaś - myślałam, że faktycznie chcesz podyskutować o "doktrynie", czyli czymś w miarę zdefiniowanym. Ale jeśli chodzi ci po prostu o to, że katolicy masowo mają różne głupie zabobony, no to w sumie nie wiem, co ci odpowiedzieć. No mają. No jest to żenujące. Może załóż bloga "Będąc Młodym Katolikiem"? ;-D
-
2009/07/05 19:13:49
Franchising? Reklama u mnie - za friko?
-
2009/07/05 19:40:48
@ Anuszka - co do intelektualistów z TP to wcale nie jestem taka pewna, w końcu któryś z moich własnych wpisów na temat posługiwania się określeniem "pogański" oparłam na tekście związanego blisko z tą redakcją Andrzeja Romanowskiego... Również moje doświadczenie długoletniej znajomości z arcybiskupem lubelskim - bodaj najbardziej światłym z hierarchów - nie napawa optymizmem.

A co do znawców vs mas - może po części problem polega na tym, że niejako ci, co wiedzą, wolą utrzymywać masy w niewiedzy, bo jeszcze ktoś by zwątpił w instytucję? Kościół nigdy nie popierał tego, żeby zwykły wierny za bardzo obcował z Pismem, bo to grozi herezją, a co dopiero wiedza o tym, co za Pismem stoi... Ale masz rację, że nieco mieszałam porządki - chyba zanadto ulegam iluzji, jakoby kościół stanowił jakąś jedność. Nawiasem mówiąc, podejrzewam, że ogromna większość ludzi uważających się za katolików w ogóle nie ma wyobrażeń religijnych wykraczających poza formułki wkute z okazji bierzmowania czy pierwszej komunii.

Btw jak na ironię dostałam właśnie maila zakończonego słowami "Z wyrazami wdziecznosci za pomoc w gloszeniu Ewangelii" - wszystko przez to, że kiedyś zrobiłam galerię ze zdjęciami starych małopolskich kapliczek przydrożnych, skądinąd zastrzegając na wejściu, że ta strona powstała z zainteresowania etnograficznego i nie jest religijna... Trochę to offtopic, ale musiałam się gdzieś podzielić tą ironią losu.
-
2009/07/06 00:06:14
Pociągnę dalej tego offtopa:

musiałam się gdzieś podzielić tą ironią losu

Ale tak się zastanawiam - czy naprawdę jest sens oczekiwać, że przed wysłaniem tego rodzaju formułki ktoś na wszelki wypadek zapyta cię: "przepraszam, czy pani jest wierząca, bo nie chciałbym pani urazić?"

To jest też problem, jak traktować taki inkluzywizm. No bo ktoś dziękujący ci za pomoc w głoszeniu Ewangelii, albo - o, jak ja! - wysyłający życzenia świąteczne - ani nie chce cię na siłę chrzcić, ani nie traktuje cię domyślnie jako osoby związanej z Kościołem. Może po prostu uważa, że są jakieś obszary wartości, które się przekrywają, mimo iż nazywane innymi słowami - jedni nazywają je Ewangelią, drudzy humanizmem - jedni świętują Zmartwychwstanie, inni budzenie się przyrody do życia.

Z tym, że ja rozumiem problem tkwiący w tym. Bo gdzieś musi być granica. Np. św. Faustyna, gdy była w szpitalu, potajemnie ochrzciła nieprzytomną, umierającą Żydówkę - bo wydawało jej się, że nie tylko nikomu nie zaszkodzi, ale jeszcze nawet pomoże. Tymczasem dla naszej wrażliwości jest to bardzo brzydka uzurpacja. Więc rozumiem, że ktoś może powiedzieć: Oj, bo katolicy to by chcieli wszystko ochrzcić, nawet jak nazywają to ekumenizmem, czy dialogiem z niewierzącymi.

Jednak mimo wszystko ja jestem za koncepcją, że nazywamy te same rzeczy różnymi słowami. My - w sensie: ja i ty, ale też: ja i Kościół katolicki. Bo ja się wcale nie utożsamiam z jego doktryną, a tymczasem, hehe, odniosłam przez moment wrażenie, że to ty chcesz mnie chrzcić na siłę. ;-)
-
2009/07/06 01:04:04
To ja dalej wyjaśnię offtopowo - to nie była tylko formułka kończąca ten mail jak stały podpis, bo mail dotyczył tejże strony, więc zakładam, że autor ją obejrzał. Mail pochodził od człowieka prowadzącego bardzo katolicki serwis, może nie z tych fundamentalistycznych, ale raczej z tych niby otwartych (z naciskiem na "niby"). Sęk w tym, że ja nie mam nic przeciwko wielu sformułowaniom z ewangelii, ba, myślę, że je znam lepiej od wielu katolików i częściej cytuję... Ale poczułam się tym sformułowaniem na siłę włączona w coś, w czym nie mam ochoty uczestniczyć. Poczułam się właśnie dokładnie traktowana jako osoba związana z kościołem. Nie po raz pierwszy mi się to zresztą zdarza, pewna znajoma socjolożka (co tylko pogarsza moją opinię o tej nacji) nie była w stanie zrozumieć, jak można znać osobiście arcybiskupa itd. i nie czuć się katolikiem... Tak samo chyba ten człowiek nie rozumie, jak można interesować się kulturą religijną nie będąc wyznawcą tej religii i mój disclaimer bierze za coś innego albo go nie zauważa. Napisałabym nawet o tym u siebie, ale nie mam ochoty wylądować z antyreligijnym blogiem...

A co do wzajemnego ochrzczania, to chyba tak wzajemnie sobie podrzucamy, że przypomnę uwagę o krakowskich kazaniach ;)
-
2009/07/06 10:11:20
Jejku, nie no, ja dobrze pamiętam, co już wiele razy pisałaś o sobie i nie podejrzewam cię o chodzenie osobiście na kazania do krakowskich kościołów. Napisałam tamto w sensie, że masz do czynienia z ludźmi, którzy tych kazań słuchają, i oni przekazują ci taką a nie inną wizję.

Z tym włączaniem na siłę, to jest ciekawa sprawa. Po raz pierwszy zwróciłam uwagę na ten problem czytając jakiś tekst prof. Polaka/Węcławskiego, który, jak wiemy, porzucił suknię duchowną i oficjalnie odszedł z Kościoła. Było to dość niedawno. Pewnie już wcześniej wielu ludzi mówiło i pisało o tym dyskomforcie bycia włączanym na siłę, ale to był chyba pierwszy głos, który się bardziej przebił do mediów.

To jest ciekawe dlatego, że gdy np. czytałam co mówi taka stara gwardia, jak Kołakowski, Michnik, Kuroń - to im nic a nic nie przeszkadzało, że ktoś ich włącza do Kościoła, mimo iż oni się chrześcijanami nie czują.

Tym bardziej ciekawe, że obecnie są w Kościele żywe prądy ekumeniczne, tłumaczy się wiernym (tak, to jest nawet w Katechizmie!), że Kościół składa się z kręgów przynależności i tak naprawdę w pewnym sensie wszyscy ludzie w jakiś sposób należą do Kościoła, jako wspólnoty odkupionych.

Tylko teraz widzę, że wielu niewierzącym w gruncie rzeczy bardziej odpowiada przedsoborowa linia B16 i innych betonów, bo oni stawiają wyraźne granice: ci są w Kościele - ci nie są w Kościele. To dość zabawne.

Powiedz, czy gdyby w podobny sposób chciał cię "włączyć" przedstawiciel innej religii - to też byś tak się czuła? Np. religijny Żyd mógłby ci powiedzieć: Wiesz, nie jesteś Żydówką, ale jesteś "sprawiedliwym obcym", bo przestrzegasz 7 praw Noego i na pewno będziesz mieć udział w przyszłym świecie. Czy też wtedy powiesz, że czujesz się na siłę włączana w mitologię jakiejś obcej ci religii?

Popraw mnie, jeśli się mylę - ale zgaduję, że gdybyś żyła w państwie zdominowanym przez religię żydowską, to by ci to przeszkadzało. A tak - to ci nie przeszkadza. Podobnie, gdybyś żyła w państwie, gdzie katolicy są mniejszością, to ich ewangeliczne pozdrowienia też potraktowałabyś bez poczucia, że ktoś chce cię zagarnąć.
-
2009/07/06 11:42:21
@ Anuszka - do pewnego stopnia masz rację, jako że cokolwiek by o Marksie nie mówić, byt w jakiś tam sposób określa świadomość ;) Ale to wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane, ja w ogóle nie należę do istot stadnych i bardzo nie lubię należeć do żadnej sformalizowanej grupy itd., a do potęgi wierzgam, jak mi się to narzuca. Usiłowałam napisać dłuższą odpowiedź bardziej na temat, ale nie zrobię tego, bo wymagałaby zbyt osobistych rozważań, a nie jestem aż taką ekshibicjonistką, żeby robić to publicznie nawet na najznakomitszym blogu ;) Ale na pewno jednym z powodów jest absolutne przekonanie wszystkich trzech religii opartych na Biblii, że są najlepszą drogą i cała historia ludzkości dążyła do tego, żeby je objawić. Chrześcijaństwo i islam mają to spotęgowane, bo judaizm powstał jako religia narodowa i mająca scalić naród (pierwsza nacjonalistyczna ideologia na świecie), w związku z czym nigdy nie był prozelityczny. Uważam, że każda religia powinna być otwarta na przyjmowanie w swoje szeregi ludzi, którzy uznają, że jej wyobrażenia im odpowiadają, ale też każda powinna pozostawić człowiekowi wolną wolę w kwestii odejścia od takich czy innych przekonań teologicznych, wyobrażeń, form kultu. A KK radośnie i świadomie tego akurat odmawia, nie uznając możliwości anulowania chrztu, oznaczającego przynależność do konkretnego wyznania na dodatek. Ciekawe, nigdy mnie to nie zastanowiło, czy jeśli ktoś się przechrzci na prawosławie lub protestantyzm, to KK też uważa go nadal za swojego? I co, ten ktoś byłby wtedy podwójnym chrześcijaninem, który ma trafić do dwóch nieznacznie różniących się od siebie rajów? Toż to prawdziwy cud bilokacji byłby...

A ta idea "sprawiedliwego obcego" jest całkiem dobra. W sensie takim, że tworzy istotnie wspólnotę ponad partykularyzmami. Jeśli prawdą jest to, co oficjalnie głoszą światli teologowie właściwie każdej większej religii, tzn. że tak naprawdę Absolut jest jeden, wspólny wszystkim, to kwestia kultu powinna być drugorzędna i wszystkie powinny być równouprawnione. I wtedy wszyscy byliby dla siebie wzajemnie "sprawiedliwymi obcymi", pięknie różniąc się uwarunkowanymi historią i kulturą formami kultu i wyobrażeniami. Tylko że niektórzy mają poczucie, że uwierzenie w jednego proroka jest lepsze niż uwierzenie w innego i tu zaczyna się problem. Pod tym względem podobało mi się w Indiach - hinduizm po prostu włączył zarówno Buddę jak i Jezusa w cykl awatarów Wisznu i po problemie. Widać to na kapliczkach. Dlatego zresztą ani buddyzm, ani chrześcijaństwo, ani islam nie wykorzeniły hinduizmu. (Zabawne, bo ja się Indiami jakoś szczególnie nie przejęłam, a jednak bardzo dużo mnie nauczyły...) Rzymianie pewnie też by tak zrobili, włączyli żydowsko-chrześcijańskie wyobrażenia do swojego panteonu (oni bardzo nie lubili być w złych układach z cudzymi bogami), gdyby nie odmowa drugiej strony choćby minimum tolerancji dla innych, niezależnie od tego, czy sprawiedliwych, czy nie.

Tak jeszcze a propos Indii mi się przypomniało, że jak tam byłam w jednej świątyni, to przy wyjściu kapłani udzielali każdemu błogosławieństwa i nagle zrobił się obciach, bo część polskiej grupki zaczęła ostro protestować, że to bałwochwalstwo i oni sobie nie życzą i opędzać się rękami jak od demonów. (Nawiasem mówiąc, gdyby ktoś analogicznie postąpił w polskim kościele, to pewnie zostałby przez wiernych zlinczowany.) Ja na przykład mogłabym w styczniu porozmawiać sobie z księdzem po kolędzie, mógłby sobie nawet odmruczeć swoją modlitwę za pomyślność, gdyby nie to, że on poprzez ten gest rości sobie wyłączność do mojej osoby i mojego mieszkania. A na to się nie mogę zgodzić i dlatego odmawiam wizyty. Oczywiście w tych Indiach nie należałam do protestujących. A więc po części Twoja diagnoza jest słuszna, bo moja postawa wynika po części z sytuacji z KK w Polsce (każda włażąca z butami w życie ideologia powoduje większe wierzganie), ale też ma ona głębsze "teologiczne" podstawy.
-
2009/07/06 13:15:36
Ale ja dalej nie rozumiem różnicy.

Gdy kapłan hinduski mówi: wy, chrześcijanie, tak naprawdę wierzycie w hinduizm, bo Jezus jest awatarem Wisznu - to dla ciebie OK.

Gdy ksiądz katolicki mówi - wy, hinduiści, tak naprawdę należycie do któregoś tam kręgu Kościoła powszechnego, bo zostaliście odkupieni przez Jezusa - to dla ciebie nie OK.

No nie rozumiem. Przecież to to samo.
-
2009/07/06 13:16:27
Blog się zarumienił. Ponadto, osobiste wynurzenia z zaciekawieniem by czytał, ale na nie nie nalega, bo i o sobie andsol stara się za dużo nie paplać - bo komu to i na co, i konkurencja za ostra - więc usuwanie się w cień problemów rozumie.

Przy okazji, w kwestii inkluzji i inwazji, od dawna mnie drąży sprawa paru zdań w tej kwestii i unikam pisania o tym, bo mnie jednak ponosi, a tu trzeba bardzo spokojnie. Ale skoro rozmowa na te tematy się toczy, może zdołam znaleźć w sobie nieskończoną cierpliwość, by móc coś o tym napisać...
-
2009/07/06 14:12:50
Ja też zaczynam przemyśliwać notkę o - jak to zgrabnie ująłeś: inkluzji i inwazji. Bo dla mnie jednak jest różnica - @ Anuszka.

Różnica jest taka, że na kapliczce hinduskiej (tu pod notką jest zdjęcie) Jezus czy Maria są pokazani na równi z innymi symbolami i wizerunkami i nikomu z miejscowych - ludu czy kapłanów - to nie przeszkadza. To było w malutkiej wiosce na nieturystycznym południu, tak nawiasem mówiąc - jej odpowiednik polski byłby na 99% skrajnie nietolerancyjny dla wszelkiej religijnej odmienności. Natomiast w KK kard. Dziwisz usiłuje zafałszować wspomnienie o tym, ze JP2 ucałował Koran.

Poza tym wykrzywiasz to, co napisałam, ale jeśli w celu erystycznym to niech będzie.

Żaden kapłan hinduski nic takiego nie mówi, bo oni w ogóle inaczej pojmują manifestacje bóstw(a), a zatem wiara jako taka jest zgodna z byciem człowiekiem religijnym i tyle. Jeśli komuś bardziej jako awatar Wisznu (który jest tylko jednym z oblicz Najwyższego Bytu) odpowiada Kriszna, to ok, jeśli Budda, też ok, jeśli Jezus, też ok. A chrześcijaństwo wszystko na swojej drodze depcze i uznaje za demony. A w najlepszym razie, jak już jest baaaardzo oświecone jak bodaj De Mello, którego zresztą ortodoksja dość spycha na margines i niemal wyklina, za mniej doskonałe przybliżenia. Próby wprowadzenia jakiejkolwiek innej symboliki do świątyń chrześcijańskich, zwłaszcza w Europie, bo gdzie indziej to bywa inaczej, kończy się histerią i aferami o bluźnierstwo.

Ksiądz katolicki w najlepszym razie prezentuje postawę protekcjonalną: jesteście od nas trochę głupsi, ale i tak jesteśmy na tyle mili, że po tych dwóch tysiącach lat przestaliśmy was palić na stosach i oferujemy wam zbawienie po naszemu (czy tego chcecie, czy nie).

Powtórzę jeszcze raz: religie wywodzące się z Biblii są z natury swojej nietolerancyjne, bo bóstwo tam przedstawione jest zazdrosne i nietolerancyjne. Błąd epistemologiczny polega na tym, że zapomina się o fakcie, iż jest to bóstwo plemienne, które ma do tego prawo wobec własnego plemienia. Robienie z niego Absolutu prowadzi do nietolerancji. Absolut z natury swojej nie może być nietolerancyjny, bo zawiera się w nim wszystko.

Nawiasem mówiąc (może TO rozwinę na blogu?) tendencja do takiego pojmowania Najwyższego Bytu była ewidentnie typowa dla kultur indoeuropejskich, bo jest obecne w kulturach indyjskiej, irańskich, greckiej (religia filozofów) i nawet rzymskiej, bo te wszystkie "deo ignoto" i wyraźny trend do synkretyzacji wszelkich wierzeń w poszukiwaniu jakiegoś "monoteizmu" przy zachowaniu czci dla wszystkich "awatarów" to właśnie to. Barbaricum nie zdołało wypracować koniecznego aparatu pojęciowego zanim wleźli tam chrześcijanie, więc nie wiemy, jak rozwinęłyby się religie Celtów czy Germanów, gdyby im na to pozwolić. Zazdrosne, partykularne bóstwa są natomiast typowe dla semickiego wschodu od Akadu poczynając. Judaizm wypracował swoją hybrydyczną koncepcję pod wpływem Persji (Ezdrasz wykształcony w Babilonie Achemenidów) i Grecji - ale zachował plemienność bóstwa i to razem nie działa.
-
2009/07/06 15:01:17
Wszystko się zgadza, tylko że jednak JP2 ucałował Koran. Dlaczego ważniejsze jest dla ciebie to, co robi kardynał Dziwisz od tego, co robił Jan Paweł II?

Przecież i w hinduizmie są prądy tolerancyjne i fundamentalistyczne. Akurat niedawno hinduiści dokonali masakry na chrześcijanach w jednej indyjskiej prowincji. A jednak zapominasz o tym i uważasz, że hinduizm jest fajniejszy niż chrześcijaństwo - bo ty osobiście spotkałaś się z innym jego obliczem. Ale przecież dokładnie to samo może kto inny powiedzieć o chrześcijaństwie!
-
2009/07/06 18:30:41
@ Anuszka, nie tak. Nie uważam, że akurat hinduizm jest fajniejszy, czy buddyzm, czy cokolwiek innego. A fanatycy zdarzają się wszędzie i wszędzie są tak samo okropni, ale religie prozelityczne mają fanatyczne zachowania i prześladowanie innych (niekoniecznie polegające na ich zabijaniu, wystarczy namolna indoktrynacja) wpisane w swą naturę. W sumie to nie byłabym chyba w stanie być wyznawczynią żadnej religii z całą jej instytucjonalno-rytualną obudową. Uważam natomiast, że pewne podejście doktrynalne jest fajniejsze, a w chrześcijaństwie go nie ma, bo włączanie wszystkich w jakieś zewnętrzne obszary kościoła nie jest tym, o co mi chodzi. Gdyby np. kiedyś chrześcijaństwo uznało życzliwe ludziom celtyckie bóstwa za dobre duchy i po prostu włączyło je w swój panteon, a nie robiło z nich pseudohistorycznych świętych, to może miałabym dla niego więcej sympatii. Nie znoszę idei jedynie słusznych dróg i nie znoszę prozelityzmu - może na tym to po części polega.

A JP2 - patrząc jednocześnie z bliska, na człowieka, i z daleka, na to jak sprawował urząd, mam do niego ambiwalentne uczucia. Lubiłam go, choć się z wieloma rzeczami nie zgadzałam, ceniłam bardzo te gesty ekumeniczne, ale teraz z perspektywy widać, że to były gesty jednego człowieka, które bardzo niewiele zmieniły. Wiem, że on naprawdę był tolerancyjny wobec wielu spraw, zwłaszcza wobec innych ludzi, ale to jest ocena człowieka, a nie instytucji, którą reprezentuje, ani też doktryny. Bo jednocześnie, zwłaszcza w wielu oficjalnych wystąpieniach, był nietolerancyjny wobec wielu spraw, które dla mnie są ważne.

A Dziwisz... Dzisiaj to on jest jednym z dyktatorów oficjalnego kościoła i cokolwiek zrobił JP2 ma coraz mniejsze znaczenie.
-
2009/07/06 19:34:28
Nie podoba ci się katolicyzm, bo nie podoba ci się praktyka zabobonnego ludu. Ale potem podajesz przykład religii, która ma jakoby bardziej pokojową doktrynę samą w sobie - tylko że jej wierni w praktyce i tak wyrzynają innowierców z przyczyn religijnych. No więc jeśli oceniasz religie po owocach, czyli czynach wiernych, to widzę w twoich ocenach jednak pewną niekonsekwencję. Bo tu i tu owoce są robaczywe, niezależnie od piękna doktryny.

Jeśli zaś chodzi o doktrynę samą w sobie i to, co ona ma "z natury" w siebie wpisane: A więc nie lubisz być włączana w chrześcijaństwo, bo nie podoba ci się chrześcijańska doktryno-mitologia. I dlatego czujesz się urażona, gdy ktoś sugeruje, że mogłabyś być związana z Kościołem. Ale gdyby chciał cię cichcem "ochrzcić" wyznawca jakiejś religii, która bardziej podchodzi twoim gustom estetycznym, to już nie czułabyś się urażona.

Ja myślę, że to też jednak nie całkiem konsekwentne. Przejaskrawiając, to trochę tak, jakby powiedzieć: Gdy gwałci mnie przystojniak, to nie czuję się gwałcona. Co innego, gdy gwałci mnie brzydal.
-
2009/07/07 01:04:28
Nie. Gdyby przedstawiciel jakiejkolwiek innej religii zaczął mi wmawiać, że jestem jej wyznawczynią, to tak samo bym wierzgała, naprawdę. Natomiast jeśli przedstawiciel jakiejkolwiek religii chce mi udzielić swojego błogosławieństwa = życzyć mi dobrze, bez przywłaszczania sobie mojej osoby, to proszę bardzo. Ale już np. wypowiedź typu "będę się za ciebie modlił", która - wiem doskonale, bo znam dobrze osoby - ma podtekst "żebyś się nawróciła" mnie uwiera, czuję w tym jakąś nieuczciwość i brak prawdziwej życzliwości w sensie: zrozumienia. I jakieś poczucie wyższości. Nie słyszałam tego z ust wyznawców innych religii niż katolicyzm, ale myślę, że w każdym wydaniu stanowiłoby to dla mnie dyskomfort.
-
2009/07/07 13:38:54
Anuszko, jako sędzia (po)boczny przyjaźnie machnę do Ciebie chorągiewką: komentarz (2009/07/06 19:34:28) jest o lubieniu czy nielubieniu drakainy i to jest ryzykowna linia argumentacji. Bo widzę u niej dwa "nielubienia": 1) "pogaństwa" jako przydawki deprecjonującej, 2) należenia do jakiejkolwiek sformalizowanej grupy. Twoje ujęcie stwarza wrażenie, że ona szczególnie nie lubi długich czarnych sukni - i to jeszcze z podtekstami estetycznymi (uroda gwałcącego).

Mógłbym sobie te uwagi darować (ona bardzo precyzyjnie wychodzi z impasu i to grając czysto i spokojnie), ale może w ten sposób podkreślę mój szacunek dla Ciebie pokazując, że Cię bardzo uważnie czytam zastanawiając się nad tym co piszesz.

Jak w fotografii grupy osób jest prawie zawsze wpisany fotograf (ujęciem tematu, oświetlenia, momentu), tak nieuchronnie w życzeniach dotyczących grupy osób jest wysłowiona mentalność życzącego - i kontrasygnuję uwagę drakainy o powszechnej agresywności obietnicy z modlitwami. Ma ona dwa aspekty, materialny (o wartości równej zapowiedzi: "będę przelewać wodę z dzbanka do dzbanka") oraz duchowy (oznajmienie o skali wartości: "naszie łuczszie").
-
2009/07/08 10:44:32
A ja właśnie mam poczucie, że ta dyskusja schodzi na mieliznę. Bo niezależnie od logicznej formy argumentacji obu stron, sama rzecz, nad którą dyskutujemy, opiera się głównie na emocjach. (To zdanie brzmi jak przepisane z twojej ostatniej notki, Andsol, ale tak naprawdę obmyśliłam je jakieś 10 godzin temu pod prysznicem. :-) Zabawna telepatia.) A emocje - zależą od kontekstu, w którym przebywa osoba odczuwająca je. Zależą od jej otoczenia, doświadczeń życiowych.

I na przykład - gdy ktoś pisze do Drakainy "dziękuję za pomoc w głoszeniu Ewangelii", to w zależności od różnych czynników zewnętrznych i wewnętrznych jej emocje mogą to zinterpretować tak:

1. "Dziękuję za pomoc w niesieniu przez świat naszego triumfalnego sztandaru jedynie słusznej doktryny, którą ty też podzielasz, bo musiałabyś być głupia i zła, aby jej nie podzielać, a jeśli nawet jej nie podzielasz, to taka jest jej siła, że również i ty chcąc niechcąc pomogłaś nam ją szerzyć, hahaha!!!"

Albo np. tak:

2. "Dziękuję za pomoc w naprawieniu kawałka świata, bo ufam, że mamy ze sobą to wspólne, iż zależy nam na zrobieniu czegoś dobrego - ja mam na to nazwę wziętą ze słownika mojej religii, a ty masz zapewne inną nazwę, ale pozwól, że użyję tej mojej - choćby dlatego, że kapliczki przydrożne, którymi się zajmowałaś, zostały jednak zbudowane przez wyznawców mojej religii w tym głównym celu, by im służyły, choć oczywiście również inni mają z nich pożytek estetyczno-kulturowy".

Moim zdaniem tak naprawdę chodzi o obrazę uczuć religijnych. Tylko na odwrót. Z przeciwnym znakiem. Zamiast religii jest u ciebie, Drakaino, brak religii. Zamiast uczuć pozytywnych, którymi darzysz religię, i które zostały zanegowane przez intruza - u ciebie są uczucia negatywne, którymi darzysz daną religię - i które ktoś ci usiłował zanegować.

Trudno dyskutować z uczuciami. To tak, jakbyś usiłowała logicznie wytłumaczyć krakowskim dewotom, że koncert rockowy koło świętego kamienia papieskiego nie powinien obrażać ich uczuć. Równie dobrze ja mogę ci logicznie tłumaczyć, że podziękowanie za szerzenie Dobrej Nowiny nie powinno obrażać twych uczuć. Nie podejmuję się tego zadania.
-
2009/07/08 10:59:36
Oczywiście, gdyby to było sformułowane jak nr 2, to nie miałabym nic przeciwko. Gdyby jakiś etnolog postanowił na podstawie tych zdjęć jak również fotografowanych inskrypcji odtwarzać polską religijność w XVIII i XIX w., to też OK, nie mam ochoty przeczyć faktom.

Dzięki tej dyskusji wiele spraw sobie przemyślałam, zwróciło mi to uwagę na kilka potencjalnych dziur w rozumowaniu, ale nie do końca się zgadzam, że chodzi wyłącznie o emocje. Chodzi jednak również o Andsolową inkluzywność vs inwazyjność. Pewnie, możesz powiedzieć, że to też dotyczy sfery emocji, bo jedno mi się podoba, drugie nie, ale to nie tylko emocje, ani nie tylko estetyka.

A co do tych dwóch interpretacji to problem polega na tym, że w danym przypadku jest to nieco zmodyfikowany - bardziej chyba naiwny - nr 1. Oraz dokładnie o to, że oni się rzucają o urazy uczuć, a nawet im do głowy nie przyjdzie, że szafując na lewo i prawo taką retoryką mogą urazić czyjeś. I ja coraz bardziej myślę, że odpiszę facetowi zwracając mu na to uwagę-
-
2009/07/08 14:37:16
I ja coraz bardziej myślę, że odpiszę facetowi zwracając mu na to uwagę

O mamo, co ja narobiłam!... Chciałam przynieść pokój, a przyniosłam miecz... ;-)
Ja już sobie wyobrażam, czym to się skończy: Ten pan ksiądz odpisze ci, że będzie się za ciebie modlił! :-D
-
2009/07/08 14:44:49
Nie przejmuj się :) I tak zamierzałam. Poza wszystkim to może być interesujące, co on odpisze. Nie będę na niego krzyczeć, tylko grzecznie zwrócę mu uwagę, że po prostu ludziom bardzo mocno przekonanym do swoich poglądów nie przychodzi do głowy, że ktoś może myśleć inaczej.
-
2009/07/08 16:28:50
Dwie Wasze ostatnie uwagi wprawiły mnie w dobry humor, bo przypomniały różne zdarzenia z czasów gdy byłem młody i obiecujący i ponieważ te wspominki nie są tak dokładnie przyległe do Waszych komentarzy (choć, jak sądzę, drobne światło na nie rzucają) zrobię z nich jutrzejszy wpis blogowy. Mam już dla niego gotowy tytuł: "Szczęść Boże". Po części dlatego, że właśnie o ten zwrot idzie, a po części, żeby skontrabalansować Moich Zagubionych.

Mówię o ludziach doprowadzonych tu przez panią Google przez nieporozumienie. Bo w przed-przedzień procesu Doroty Nieznalskiej, drugiego czerwca, wrzuciłem notkę na ten temat i miałem bardzo zły pomysł żartu o długości jakiegoś zjawiska. I od tego czasu mam najazd oglądników (bo przecież nie "czytelników") spodziewających się chyba ode mnie jakiejś dokumentacji fotograficznej. Więc może tym razem pani Google mi dośle dużą ilość miłych starszych pań oglądających głównie cudowny obraz NMP i wyjdę na zero.

A jeśli to się nie równoważy a dodaje i niechcąco pójdę do najpopularniejszych 10 blogów Bloxa to ja bardzo przeproszę i nie wiem co zrobię - może na pokutę cykutę?
-
2009/07/15 05:05:37
Á propos liczby diabłów. W blogu czytamy: Liczba złych duchów nie została precyzyjnie ustalona, można jednak sądzić, że diabły cieszyły się dobrym zdrowiem, bowiem odnotowano imponujący przyrost naturalny (?) od osamotnionego Szatana ze Starego Testamentu do 7.405.926 demonów w wieku XVI
Podana liczba 7 405 926 diabłów nie jest ani obowiązującym ani jedynym ustaleniem szesnastowiecznej statystyki piekielnej. Jest ona popularna prawdopodobnie ze względu na osobę autora. Podał ją mianowicie w swym traktacie O omamieniach demonów (1563) Johannes Wier (znany także jako Wierus bądź Weyer), niderlandzki lekarz i demonolog, sławny ze swego krytycyzmu wobec procesów czarownic - stanowiska w owym czasie rzadkiego i ryzykownego. Krytycyzm Wiera opierał się o przeświadczenie, że diabeł jest istotą zbyt potężną, by musiał on szukać pomocy u śmiertelnych, a zwłaszcza starych i słabych kobiet. Samemu istnieniu Szatana Wierus jednakowoż nie przeczył i nawet ustalił liczbę jego piekielnych podkomendnych na 1111 legionów po 6666 sztuk każdy, co daje właśnie 7 405 926 diabłów, "bez zadnej możliwości błędu w obliczeniach". Istnialy jednak i inne oszacowania. Największe znane mi cytuje się za Theatrum diabolorum, wielotomowym kompendium demonologii luterańskiej stworzonym (skompilowanym?) w 1569 r. przez frankfurckiegio księgarza Sigmunda Feyerabenda, gdzie autor doliczył się aż 26 bilionów mieszkańców piekieł.
-
2009/07/15 05:34:43
Teraz wyraźnie widzę korzyści z życia w XXI wieku... Nawiasem, where have all the devils gone?

Bardzo ciekawe, dziękuję.
-
2009/07/15 08:51:40
Interesująca jest w tym kontekście niedawna wypowiedź jakiegoś włoskiego bodajże egzorcysty (było parę dni temu na Gazecie), że 1) to Szatan opóźnia beatyfikację JPII, 2) z punktu widzenia Szatana beatyfikacja nic nie zmienia. Logika tego wywodu była porażająca, jakby rodem z tych wszystkich średniowieczno-siedemnastowiecznych traktatów.

A dla zadokumentowania rozwoju wypadków dotyczących poprzednich komentarzy i dysputy z Anuszką - napisałam bardzo grzecznie do człowieka i co? Zgodnie z przewidywaniem nie dostałam nawet zdawkowej odpowiedzi.
-
2009/07/15 09:40:29
Już to sprzedałam w komentarzu na innym blogu, ale powtórzę:

Tamten egzorcysta mówił też, że szatan bardziej się wściekał na imię JPII, niż na Ojca Pio, z czego wniosek, że JPII jest większym świętym.

Skoro szatan jest tak wdzięcznym narzędziem pomiarowym, należałoby rozwinąć w Kościele satanometrię. Regularnie wypytywać szatana, co sądzi o różnych zmarłych osobach, a wyniki rankingu ogłaszać co tydzień w radiu: "Proszę państwa, w tym tygodniu na prowadzenie wysuwa się Jan Paweł II przed Matką Teresą, a święty Franciszek wypadł z pierwszej dziesiątki."

W sumie można by nawet tę metodę rozszerzyć na osoby żyjące.
-
2009/07/15 10:33:09
@drakaina: myślę, że praca egzorcysty jest bardzo wyczerpująca i zostawia trwałe ślady na zdrowiu psychicznym.

@anuszka: no więc przyznaję, że zdołałaś mnie już parę razy zaskoczyć. I zupełnie bez ironii, bez złośliwych intencji, zauważę, że jednak jest jeden tylko Kościół, więc dla osób wierzących tak jak Ty to zapewne jest bolesną sprawą. Mam to samo odczucie podczytując blogi dudi.blox.pl czy Sporniaka - ale chyba nigdy i w żadnym miejscu bycie myślącym człowiekiem nie było szczególne ułatwiane.
-
2009/07/15 11:31:45
@ Anuszka - a może by podsunąć odpowiedniej Kongregacji, że osoby z pierwszej dziesiątki to murowani święci, więc proces kanonizacyjny niepotrzebny? W końcu jest kryzys i ponoć Watykan ma problemy finansowe, a taki proces kosztuje...
-
2009/07/15 12:05:31
dla osób wierzących tak jak Ty

Czyli jak? ;]
-
2009/07/15 14:57:45
No, w sposób nie obrażający inteligencji rozmówcy.
-
2009/07/15 15:23:34
Zadałam to pytanie z przymrużeniem oka, bo to jest jednak trochę ryzykowne przypisywać mi jakieś poglądy, których wprost nie wyrażam. Zwłaszcza, gdy wziąć pod uwagę, że poglądy niekoniecznie są stałe w czasie (przynajmniej u mnie, nie wiem jak u Majcherka ;]). Szczególnie ryzykowne jest sugerować, że coś "musi być dla mnie bolesne". Tzn. ryzykowne dla ciebie, bo ponosi cię wyobraźnia.

Dla mnie jest czasem dość zabawne obserwować, co różni ludzie wyobrażają sobie na mój temat. Jedni uważają mnie za ateistkę, inni za mohera, jedni za feministkę, inni za patriarchalny beton. Jedni za młodą mężatkę, drudzy za starą pannę. Wszystko to pokazuje, jak powierzchowne są znajomości przez internetowe dyskusje.
-
2009/07/15 16:24:04
@anuszka: asekurowałem się słowem zapewne, właśnie po to, by zneutralizować ewentualną (a niezamierzoną) agresywną zawartość. Staram się nie zakładać niczego o rozmówcach, czego sami jasno nie powiedzą - a nawet wtedy pamiętam, że istnieją żarty, prowokacje czy nieporozumienia terminologiczne.. Ale jakiś tam obraz ogólny układa się i np. byłbym bardzo zaskoczony gdyby Brocha publikował coś w TP. Co do "niekoniecznie stałych w czasie" poglądów wiem, już to zauważyłem, ale mam to za normalne, przecież człowiek dowiaduje się nowych rzeczy i czasami jedna informacja może podważyć całą intelektualną konstrukcję.

W gruncie rzeczy w moim zwrocie dla osób wierzących tak jak Ty akcent był nie na słowie "Ty" ale "wierzących". Często widzę jakieś dziwne licytacje czy to wierzącym czy też niewierzącym trudniej (mądrzej, bardziej odpowiedzialnie) żyje się i widzę to jako warianty na stary temat "naszie łuczszie", ale sądzę, że w istocie o ile "takie jak ja" bezbożniki nie muszą wyjaśniać innym bezbożnikom czemu i jak traktują pojęcia Boga, Dwójcy i Trójcy, to jednak w wypadku wierzących i nazywających sami siebie katolikami sprawa jest trochę bardziej złożona, bo to jest społeczność. I tyle, tu nie ma ataku, zaczepki, sugestii, by to rozwinąć do 100-komentarzowej dyskusji. Po prostu refleksja.
-
2009/07/15 16:52:09
Ale jakiś tam obraz ogólny układa się i np. byłbym bardzo zaskoczony gdyby Brocha publikował coś w TP.

I ty, Brutusie? Dlaczego, dlaczego wszyscy uważają, że trzeba być wierzącym, aby publikować w Tygodniku Powszechnym?!!
-
2009/07/15 17:08:24
@Drakaina:
a może by podsunąć odpowiedniej Kongregacji, że osoby z pierwszej dziesiątki to murowani święci, więc proces kanonizacyjny niepotrzebny?

Widzę tu analogię do nie tak dawnego zdarzenia, gdy zaproszono pewnego esbeka, aby poświadczył, że Wałęsa był niezłomnym opozycjonistą.

O niech mnie drzwi ścisną! W tym momencie przypomniałam sobie, też dość niedawny, wywiad w Dzienniku: Jeden ksiądz, mający za zadanie zebrać materiały do procesu beatyfikacyjnego ks. Popiełuszki, udał się na rozmowę do jego mordercy, Piotrowskiego. Kompletnie groteskowo-nieprawdopodobnie-potworne było, co mówił ten ksiądz w wywiadzie Dziennikowi:

Miał m. in. wypytać gwoli kanonicznej formalności, czy kandydat na ołtarze nie błagał o litość, gdy go mordowano (możliwa dyskwalifikacja). W wywiadzie bardzo rozwodził się nad tym, że Piotrowski opisując zachowanie ks. Popiełuszki wypowiadał się inteligentnie i kulturalnie, stanowczo podkreślał bohaterskie zachowanie ofiary, żadnych oczywiście błagań o darowanie życia, "i w ogóle wyrażał się o ks. Popiełuszce w samych superlatywach". 8-\
-
2009/07/15 17:42:58
Dla statystyki publikacji: opublikowałam co najmniej trzy teksty w TP. I takoż w TP zostałam wraz z pewnym poznańskim buddystą skwitowana słowami naczelnego: "na Boga, oni istnieją..." :)
-
2009/07/15 19:20:31
@anuszka: ha, ha, a tym razem u Ciebie mocna nad-interpretacja. O publikujących i pracujących tam niewierzących wiem od dawna i nie wiem co "wszyscy uważają" ale nie o tym mówiłem. Chodzi mi o pewną ostrość podejścia Brochy a nie o próbę ustawienia linii wiary dzielącej tam piszących.

Ja też chyba bym tam nie publikował, bo oprócz bycia bezbożnikiem jestem też przebrzydłym materialistą (a pisanie to dla mnie ciężka praca) i już parę razy zwracano się do mnie z jakichś pism z pytaniem czy bym nie chciał być współpracownikiem - a ja brzydko pytałem "a za ile" i to natychmiast kończyło wymianę myśli.
-
2009/07/16 15:30:43
Przyczynek do naszej dyskusji, "co Kościół katolicki sądzi":
tygodnik.onet.pl/32,0,29630,1,artykul.html
Okazuje się, że Kościół katolicki w Azji ma doktrynę Watykanu głęboko gdzieś. :-)
-
2009/07/16 23:20:17
A jednak to sformułowanie: Akceptujemy inne religie jako znaczące i pozytywne elementy w Bożej ekonomii zbawienia. Uznajemy w nich i szanujemy głębokie duchowe i etyczne rozumienie i wartości. Przez wiele wieków były one skarbnicą religijnego doświadczenia naszych przodków, od których nasi współcześni nie przestają czerpać światła i mocy. Były i stale są autentycznym wyrazem najbardziej wzniosłych pragnień ich serc i domem ich kontemplacji i modlitwy. Pomagały nadawać kształt dziejom i kulturom naszych narodów. Jakże zatem nie mamy okazywać im szacunku i czci? Jakże nie mamy uznać, że Bóg przyciągał nasze narody ku sobie przez te religie? - ma w sobie tę nutę poczucia wyższości, która jest tak charakterystyczna dla mentalności chrześcijańskiej. I to chyba nawet bardziej niż muzułmańskiej, ale proszę mnie poprawić, jeśli się tu mylę, w każdym razie mam wrażenie, że w żadnej religii nie ma do tego stopnia poczucia, że wszystkie inne były tylko przygotowaniem do właściwego poznania Boga (które oferuje tylko chrześcijaństwo, a zwłaszcza katolicyzm).
-
2009/07/17 02:54:10
Chyba wszyscy właściciele silnych przekonań eschatologicznych mówią z cichszą czy głośniejszą nutą poczucia wyższości. Najdziwniejsze, że im to wcale nie robi dobrze na zdrowie.

A co do tej teologii, to ja już jestem w pełni zagubiony jak są trzy istoty w jednej. A jeśli trzeba jeszcze odróżnić Chrystusa od Jezusa, to odpadam w eliminacjach.
-
2009/07/17 08:54:57
Drakaina, ten link podałam nie po to, aby bronić twierdzenia, że Kościół katolicki nie ma nutki poczucia wyższości. Raczej jako przykład, jak trudno jest mówić o opinii Kościoła na jakiś temat, bo dużo zależy od tego, kto te opinie w Kościele wygłasza. W tym przypadku Benedykt swoje, a indyjscy księża swoje - co jest w większym stopniu "doktryną Kościoła"?

Jeśli już jednak jeseśmy przy nutce poczucia wyższości: Moim zdaniem, każda religia nazywająca te same rzeczy innymi słowami za pomocą własnego słownika będzie ciebie razić. Niestety, jeśli dana religia ma w swoim słowniku słowo "Bóg" (w sensie: jeden), to już samo to będzie kamieniem obrazy dla tych, którzy mają w swoim słowniku "Licznych Bogów", albo tych, którzy mają w słowniku specjalne słowo na "Brak Boga". I odwrotnie. Chyba nic nie da się z tym zrobić.