|
Blog > Komentarze do wpisu
Twierdzenie Dirichleta
Lubimy ³ad, zrozumia³±
formê, przewidywalno¶æ. To czemu od tak dawna ta fascynacja liczbami
pierwszymi? Czy¿by w³a¶nie za ich nieprzewidywalno¶æ, za nieporz±dek, za
odwieczne wyzwanie „odszyfruj nas”?
Kr±¿y do dzi¶ jaki¶ dziwny mit, ¿e nie ma wzoru na nie. Jest, jest, od
prawie 50 lat, nawet niejeden. Ale wszystkie w praktyce nieu¿yteczne.
Jakby bilety samolotowe do Jowisza. I w zasadzie jest przewidywalne
(z du¿± dok³adno¶ci±) ile ich jest do jakiego¶ miejsca, chocia¿ polepszaj±ce
siê wyceny czêstotliwo¶ci ich wystêpowania niewiele mówi± o porz±dku
pojawiania siê. Lecz nawet w tej tak zwiewnej, niedopowiedzianej w
szczegó³ach kwestii s± piêkne stwierdzenia o zaskakuj±cej ich regularno¶ci.
Regularno¶æ w nieregularno¶ci, bardzo cenimy te pozorne sprzeczno¶ci, to
takie ma³e momenty zwyciêstwa nad natur±.
Jedno z nich ma ju¿ 172 lata. Liczymy od przyj¶cia na ¶wiat, czyli od
daty publikacji, prawda? Przedstawiê je tu z ukrytymi intencjami, które
ju¿ teraz odkryjê, du¿o wcze¶niej przed sformu³owaniem wyniku. Otó¿ gdy w tej dziedzinie wiedzy mówi± o czym¶ „trudne”, nie jest jasne
co to znaczy. Mo¿e byæ niezrozumia³e pojawienie siê pojêæ. Mo¿e byæ
odstraszaj±ce wys³owienie omawianych powi±zañ. I mo¿e byæ wymagaj±ce delikatnych skalpeli obna¿enie struktury zjawiska, by
móc z satysfakcj± oznajmiæ: tak, mamy dowód, ¿e to jest prawd±.
Twierdzenie Dirichleta laik móg³by przeczuæ, dziecko je zrozumie – a dowód jego znaj±
nieliczni matematycy bliscy teorii liczb. (Nie, dzi¶ nie jestem jednym z nich. Kiedy¶
prawie ¿e zna³em ów dowód. Jakby trzeba by³o, mogê siê go szybko nauczyæ. W miesi±c? A mo¿e w dwa tygodnie...)
Zaczniemy od pocz±tku, a pocz±tkiem bêdzie informacja, ¿e Peter Gustav
Dirichlet, Niemiec, pokaza³ ¶wiatu swój wynik gdy mia³ 32 lata. ¯eby to
jako¶ osadziæ w polskiej rzeczywisto¶ci powiem, ¿e my byli¶my wtedy od
niedawna po jednym powstaniu i w przededniu innego powstania, ale jak dobrze
pomy¶leæ, to u nas zawsze tak by³o z wyj±tkiem momentów gdy byli¶my w czasie
powstania.
Pocz±tek mamy za sob±, jed¼my do ¶rodka. Choæ moje opowiadanie o
faszerowaniu
tabelek podaje tabele uwidoczniaj±ce liczby pierwsze, ono nie mówi o liczbach pierwszych a o pomy¶le bardzo zwiêz³ego zapisu danych
o dzielnikach liczb. Liczby pierwsze (co za degradacja dla nich!) pojawia³y
siê tam jako niemy t³um statystów. Ale czy mogê prosiæ
o zerkniêcie na owe tabele jeszcze raz, tym razem przy szybkim
rzucie oka wy³awiaj±c owe my¶lniki mówi±ce „tu stoi liczba pierwsza”? Chodzi
mi o rzut ona z góry na dó³, zje¿d¿aj±c po kolumnach.
„Niepotrzebne” kolumny by³y tam przed wej¶ciem na scenê
wyrzucone, bo chodzi³o o pokazanie najmniejszych mo¿liwych dzielników,
a je¶li kolumna mówi³a: „tu stoj± liczby koñcz±ce siê na
0,2,4,6,8” to by³o oczywiste, ¿e najmniejszy dzielnik to 2. A kolumna
dla liczb z ostatni± cyfr± 5 równie oczywi¶cie opisywa³a liczby maj±ce
dzielnik 5. Ale... warto zrobiæ jeszcze raz podobn± tabelkê, bez owej
ekonomii znaczków. Nie, nie mam zamiaru wypisywaæ tysiêcy liczb w kolumnach,
wystarczy tu wzi±æ ich garstkê, gdzie ka¿dy matematyk zgodzi siê, ¿e 200 to
zdrowa garstka. A wiêc szukamy w kolumnach my¶lników.
Rzecz jasna w kolumnach mamy postêpy arytmetyczne: kolejna ró¿nica
liczb jest zawsze ta sama. Tutaj to 10. I równie jasna rzecz, je¶li
skaczemy co 10 a ci±g zaczyna siê od liczby parzystej, to w dole nie ma
jak pojawiæ siê liczba pierwsza, wszystkie one s± podzielne przez 2.
Podobnie z 5-tk±, wszystkie liczby poni¿ej niej s± podzielne przez 5.
Troszkê ¿argonu? Najwiêkszy wspólny dzielnik pierwszego elementu oraz
ró¿nicy postêpu nie jest równy 1 (te dwie liczby nie s± wzglêdnie pierwsze)
i wtedy nie mo¿na zje¿d¿aj±c w dó³ znale¼æ liczb pierwszych.
A w innych przypadkach nie ma takiej niemo¿liwo¶ci. I widaæ, ¿e mamy
nie tylko mo¿liwo¶æ, ale i jej realizacjê, realne pojawianie siê coraz ni¿ej
i ni¿ej jakich¶ liczb pierwszych. £ad w nie³adzie. Nie wiemy w którym
miejscu siê pojawi±, ale wydaje siê, ¿e ich pojawianie siê jest nieuchronne.
Takie ³owy na liczby pierwsze patrz±c na ostatni± cyfrê to bardzo stara
zabawa. Ale czy uk³ad dziesiêtny ma tu istotne znaczenie? A gdybym
poustawia³ te liczby nie w dziesiêciu, a w dziewiêciu kolumnach?
Zjawisko podobne do poprzedniego. Nie mo¿e byæ pierwiosnków w kolumnach
liczb 3,6,9, bo te pocz±tkowe wyrazy nie s± wzglêdnie pierwsze z 9. Ale
we wszystkich innych kolumnach pierwszaczki owszem, pojawiaj± siê.
To mo¿e we¼miemy 7, bo za wyj±tkiem siódmej kolumny wszystkie inne zaczynaj±
siê od liczb nie maj±cych wspólnych z 7 dzielników:
Tak, prócz siódmej ka¿da kolumna chwyta liczby pierwsze. Spróbujmy jeszcze 14, dobrze? Liczby, które nie s± wzglêdnie pierwsze z 14
a stoj± w pierszym wierszu to 2,4,6,7,8,10,12,14 – i w ich kolumnach
nie ma co szukaæ (poza pierwszym wierszem) liczb pierwszych. A jak to
wygl±da w innych kolumnach?
Ale od 1837 roku to nie jest ju¿ hipotez±, bo podano jej dowód. I mamy
Twierdzenie Dirichleta
Je¶li a,r s± dodatnimi wzglêdnie pierwszymi liczbami naturalnymi to w¶ród liczb postaci
a+nr (gdzie n to jakakolwiek liczba naturalna) jest nieskoñczenie wiele
liczb pierwszych.
Nie, dowodu tu nie bêdzie. Mam wra¿enie, ¿e nie ma go w ¿adnym z nie-doktoranckich kursów na polskich uniwersytetach. Co gorsza, skoro nie daj± dowodu, to z regu³y nie podaj± i twierdzenia – a to jest bardzo dziwne, bo przecie¿ da siê zrozumieæ o co w nim chodzi, zgoda? pi±tek, 19 czerwca 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/06/19 13:09:33
Jednym z ludzi kre¶l±cych dziwne figury wype³nione liczbami by³ Stanis³aw Ulam - i jego "square spiral" do dzi¶ jest inspiracj± dla studiuj±cych logikê pojawiania siê liczb pierwszych. A kiedy¶ Jurek Kocik pokazywa³ mi swoje p³aszczyznowe szkice, w których pierwszaki uk³ada³y siê wzd³u¿ prostych linii.. Mo¿e mu jeszcze co¶ du¿ego z tego wyro¶nie.
Co do rzeczonego W.N., kiedy¶ w swoim pokoju w Instytucie da³ prywatny, jednoosobowy pokaz jak w 10 minut przebiec zasadnicze idee dowodu twierdzenia Dirichleta, zostawiaj±c na uboczu bardzo trudne rachunki z nieprzyja¼nie wygl±daj±cymi szeregami funkcyjnymi. Ach, ta zdolno¶æ odró¿nienia wa¿nych idei od technicznych detali... Mieli¶my kiedy¶ piêkny przyk³ad na to, ¿e sformalizowane wyk³ady nie sprzyjaj± ujawnianiu tej zdolno¶ci. Robili¶my systematycznie "Tajne Szkó³ki", lubo Letnie, lubo Zimowe - tajne dla kwestury, nikt tam nie zarabia³, za³atwia³o siê ³adne miejsce i ostro studiowa³o przez tydzieñ czy dwa w mi³ym otoczeniu. To w takich okoliczno¶ciach uczy³em siê operacji kohomologicznych i podobnych zwierz±tek. No i kiedy¶ postanowili¶my zrozumieæ bardziej wspó³czesne ni¿ okropno-rachunkowe podej¶cie do geometrii ró¿niczkowej, która by³a obowi±zkow± zgag±. Wiesz, Nomizu - Kobayashi... I z namowy prowadz±cego seminaria topologiczne zaprosili¶my W.R., tego samego, który na wyk³adach drêczy³ nas wzorami nie mieszcz±cymi siê na d³ugich tablicach. Zima, w zimie zimno, w zimnie wirus grypy weso³y - i W.R. przyjecha³ w stanie nieomal szpitalnym. Zastanawiali¶my siê nad karetk±, ale on mówi³, ¿e setka to rozwi±¿e lepiej ni¿ lekarze. Nie by³o tak lekko, potrzebowa³ dwóch setek - i odpocz±wszy 20 minut wprost z podró¿y i pokuracji poszed³ do tablicy. I w ci±gu 2 godzin da³ tak b³yskotkiwy, tak dobrze przemy¶lany wyk³ad geometrii ró¿niczkowej, ¿e dopiero wtedy zrozumieli¶my jakie s± cele i metody tej zabawy - i chyba nigdy tego nie zapomnieli¶my.
Go¶æ: Throgh, acgu127.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/06/20 18:37:26
Dla mnie ju¿ za pó¼no (za pó¼no- wiem co mówiê), ale chcia³bym ¿eby moja córka znalaz³a tak pasjonuj±ce tematy - niekoniecznie matematyczne. Zacznie studia w tym roku i ciekaw jestem czy uda jej siê utrzymaæ w sobie tak± ciekawo¶æ ¶wiata jak± ma, czy te¿ zwiêdnie ona ( ta ciekawo¶æ) podlewana rutyn± i przedmiotami obowi±zkowymi ...
2009/06/20 20:07:49
@Throgh: od zawsze zdumiewa mnie dynamika grup studenckich. Czasami ca³a sala wdaje siê w krzy¿ówki albo w sudoku albo w rajdy, w picie piwa, w gnu¶no¶æ... Nie wiem czemu nie studiuj± tego. A mo¿e studiuj±? Tak czy inaczej, chyba strasznie du¿o zale¿y od "szczê¶cia", w jakie otoczenie trafi. M³odych cyników licz±cych co siê bêdzie op³aca³o? Opowiadaczy dowcipów o blondynkach? A mo¿e ona bêdzie liderem grupy i sprawi, ¿e ludzie wokó³ niej nie zatrac± tej ciekawo¶ci ¶wiata?
Bo tematów jak mrówków, gdzie siê nie rozejrzeæ :) 2009/06/21 02:42:17
Throgh'owi chyba nie chodzi o grupy studenckie, jeno - zgadujê - o to, i¿ na tych studiach serwuj± wyk³ady, zajêcia - obowi±zkowe i mo¿e nawet nudne, a przynajmniej wyprute z pasji.
Zw³aszcza, ¿e Ty, Andsolu uderzy³e¶ w ten dzwon, a jak jakbym popar³ podzwonnym. Ale, kiedy¶ trzeba siê wzi±æ do roboty i nauczyæ rzemios³a. Nawet gdy nudne. Nawet gdy nie widaæ gdzie co ma siê przydaæ, i po co. Vide "Karate Kid". 2009/06/21 02:55:40
Tichy, ja te¿ tak zrozumia³em co pisze Throgh. Niestety, mam okropny zwyczaj, od którego przez tyle lat nie odwiod³a mnie V., skaczê do nastêpnej my¶li przepuszczaj±c etap, który wydaje mi siê oczywisty. A wiêc: tak, nie bêdzie lekko, schemat studiów jest tak pomy¶lany, ¿eby przyjemno¶æ z niego mieli uk³adaj±cy go, ale niewa¿ne jakie s± przeszkody po drodze, wa¿ne nie daæ siê. I tu du¿o zale¿y od ... itd, reszta tekstu idzie jak jest.
2009/06/21 05:40:55
Hm.. podobno ci, co nie umiej± robiæ - ucz±. Ci, co nie umiej± ani uczyæ ani robiæ - uk³adaj± programy nauczania...
Pozwolê sobie jeszcze raz, podkre¶laj±c - jest sezon na wzbudzanie pasji, jest sezon (d³uuuugi i ciêêêê¿ki) na doskonalenie rzemios³a. Kto mówi, ¿e tej pierwszej to drugie niepotrzebne - k³amie. Albo jest g³upi. A co, nie mogê powiedzieæ "g³upi"? PS. Oczywi¶cie, odwo³ujê siê do Eklezjasty... 2009/06/21 06:47:01
Czyli odwo³ujesz siê do Ksiêgi, by powiedzieæ: dzieci, nie ma cudów!. Agreed. Przynajmniej na pocz±tku.
O g³upocie mo¿esz mówiæ, ¿e jest g³upia. Ona nas nie zastraszy. A cudem jest potem to, ¿e ta mêka, ta ciê¿ka praca (Adam Rybarski mawia³, ¿e trud matematyka jest wiêkszy ni¿ hutnika) przeradza siê w Rozumienie.
Go¶æ: Throgh, kyi66.internetdsl.tpnet.pl
2009/06/22 10:15:10
Hmmm! A¿ tak naiwny nie jestem by s±dziæ, ¿e ktokolwiek zechce ow± ciekawo¶æ podsycaæ jesli sama nie zechce. Ale pomarzyæ zawsze wolno.
|
|
Ca³e arkusze kancelaryjnego papieru (to by³ tzw. format A2 albo nawet A1?) pokryte liczbami w figurach, a liczby pierwsze zaznaczone na czerwono, i po³aczone kolorwymi liniami, tzn., segmentami. Te segmenty siê przerywa³y, by potem znów kontynuowaæ. Jak daleko, nie pamiêtam, ale jako poletko - by³o tych liczb z parê tysiêcy..., nie g³upie 200, jak u Ciebie, Andsolu.
Nie wiediza³em, co powiedzieæ, choæ by³o to uderzaj±ce. Zaprowadzi³em owego P. do W.N., a ten z miejsca rozpozna³ - przynajmniej gdzieniegdzie - ró¿ne odpryski tw. Dirichleta (tzn., wtedy nie wiedzia³em czego to by³y odpryski, dopiero teraz zgadujê, ¿e to by³o tego).
Co siê pó¿niej z nim sta³o - nie wiem. Znikn±l z horyzontu. Mo¿liwe, ¿e sytuacja, gdy kazano mu zdawaæ egzaminy z rzeczy, które go nie interesowa³y - z tzw. "programu studiów", a on chcia³ rysowac liczby pierwsze, nie odpowiada³a mu.
Mo¿e czyta Twego bloga. Mo¿e powie, dok±d doszed³.
PS. Co do programu - podejrzewam, ¿e toto mo¿e pojawia siê w specjalistycznych wyk³adach monograficznych dla tych, co pragn± po¶wiêciæ siê teorii liczb. A ci, co nie pragn± - na uszy nigdy nie us³ysz±. Przy tym, wielu z tych funkcjonuje i odnosi sukcesy i bez tego. Mo¿e te sukcesy s± dziurawe?