|
Blog > Komentarze do wpisu
Przyczynek, ale z dobrej rodziny
Znowu liczby pierwsze?
To jak mielony. Je¶li dobrze zrobiony, mo¿e byæ codziennie.
Kiedy¶ tym prostym daniem zaj±³ siê jeden z najwiêkszych na ¶wiecie
matematyków ze swojej epoki. A mo¿e najwiêkszy. Ale w matematyce nie ma
mety i fotokomórek, trudno powiedzieæ kto by³ pierwszy. Wiêc zostanê
przy skromnym opisie: David Hilbert by³ wielkim matematykiem.
Dobre przyk³ady mog± byæ bezcenne przy na¶wietlaniu trudno¶ci, które mamy
z pojêciami. Prosta analogia miêdzy liczbami pierwszymi w gronie liczb naturalnych a atomami w¶ród cz±stek chemicznych jest chwytliwa: „nie da siê rozbiæ
na kawa³ki”, ale warto wysun±æ podejrzliwie na ¶wiat czu³ki gdy co¶
przychodzi za ³atwo. Analogia chwyta jakie¶ podobieñstwo, ale mo¿e
zaciemniæ kawa³ek obrazka. O co tak naprawdê chodzi z tymi
liczbami pierwszymi? £atwiej mówiæ o odmiennych od nich, o z³o¿onych.
Mogê roz³o¿yæ 15 na iloczyn 3×5, wiêc 15 jest liczb± z³o¿on±. I niby
prosta sprawa jest z 5, nie mogê jej ju¿ bardziej roz³o¿yæ, ale...
Tu nie mogê roz³o¿yæ. W liczbach naturalnych. Ale kto zna twór o poetyckim
imieniu pier¶cieñ Gaussa (siateczka wierzcho³ków kwadratów o tym samym
boku, wype³niaj±ca p³aszczyznê, w której pewien wierzcho³ek dosta³ tytu³
zera, a najbli¿szy s±siad – jedynki), mo¿e byæ zaniepokojony
rozk³adem 5=(2+i)×(2-i). I mo¿e czuæ siê oszukany. Liczba mia³a nie
rozk³adaæ siê, ale patrz±c nie na prostej a na p³aszczy¼nie ³atwo j±
roz³o¿yæ. I hen sobie posz³a jej pierwszo¶æ...
I przyk³ad Hilberta mówi: we¼ na linii prostej tylko i wy³±cznie te liczby
naturalne, które po podzieleniu przez 4 zostawiaj± resztê 1. Wiêc biorê
1,5,9,13,17,...
Je¶li spojrzysz na taki zbiór z daleka, nie odró¿nisz go od liczb
naturalnych. Ka¿dy ci±g nazywany „postêpem arytmetycznym” (gdzie¶
ma pocz±tek, s±siedzi maj± miêdzy sob± zawsze tê sam± odleg³o¶æ) podobny
jest do nich geometrycznie. A to jest postêp arytmetyczny. Pierwszy element
to 1, s±siaduj±ce elementy s± odsuniête od siebie o 4.
Wa¿ne: mamy tylko te liczby i nic, nic, nic wiêcej. Dodawaæ ich nie da siê, bo suma dwóch takich da resztê 2 przy dzieleniu przez 4, ale – mi³a niespodzianka – mno¿enie funkcjonuje doskonale. Iloczyn dwóch liczb postaci 1+4k te¿ ma tê formê, wiêc jest w tym zbiorze.
I popatrz na tê pro¶ciutk± równo¶æ: 21×121=33×77.
W liczbach naturalnych widaæ z obu stron te same czynniki: 3,7,11,11. Pojawi³y siê w niej cztery liczby z tego zbioru: 21, 33, 77, 121.
¯adnej z nich nie mogê w tym zbiorze rozbiæ na mniejsze. Wiêc mam zjawisko niespotykane w liczbach naturalnych: pewn± liczbê mogê
rozbiæ na elementy nierozk³adalne – i s± dwa zupe³nie odmienne rozk³ady.
Czyli w tym zbiorze nie ma miejsca dla „podstawowego twierdzenia arytmetyki” o jedynym rozk³adzie
na liczby pierwsze.
Najprostszy sposób na oswojenie siê z t± niespodziank± to rezygnacja
ze s³owa „liczby pierwsze”. To s± liczby nierozk³adalne. A
liczby pierwsze powinny byæ opisane w jaki¶ inny sposób.
Jaki? Te¿ prosty, ale u¿ywaj±cy zupe³nie innego podej¶cia. Paradygmatu
– wstawiam to s³owo na u¿ytek takich, co wiedz±, co to znaczy. Ja
sam dla siebie u¿ywam s³owa „podej¶cie” Ale przyznajê, ¿e to
drugie wygl±da bardziej naukowo.
Otó¿ pomys³ na definicjê jest taki. Jeste¶my w jakim¶ zbiorze podobnym do
liczb naturalnych. Mam mno¿enie i wiem co to znaczy iloczyn jakichkolwiek
elementów a×b. I decydujê: liczba jest pierwsz± je¶li dziel±c
iloczyn musi ona dzieliæ przynajmniej jeden z czynników.
I wtedy pierwsze s± nierozk³adalne. Ale nierozk³adalne nie musz± byæ pierwsze, jak w tym przyk³adzie Hilberta. Sk±d bierze siê pomys³ takiej definicji? A, on ma bardzo staro¿ytne pochodzenie, ale rozmowê o jego drzewie genealogicznym mo¿na zostawiæ na inny raz. ¶roda, 10 czerwca 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/06/10 16:09:41
Tichy, na Boga Ojca, to Ty by¶ przyzna³ Rosjanom, ¿e robi± co¶ od nas lepiej? To mo¿e by¶ (jak i inni zaprzañcy, naszych tradycji nie szanuj±cy) nawet festiwalem rocka na krakowskich B³oniach siê cieszy³? ¦wiat idzie ku zgubie.
2009/06/10 17:54:35
Jeszcze o ws³uchiwaniu siê: masz racjê, ¿e nie zawsze i nie nale¿y byæ natrêtny w domaganiu siê, by rzeczywisto¶æ dostosowa³a siê do odszukanego przez nas znaczenia s³ów. Ale umiejêtno¶æ s³uchania ze s³yszeniem jest bardzo przydatna w belferskich dzia³aniach. Czêsto pomaga mi ona (bo my¶lê, ¿e nieco j± w sobie rozwin±³em) poj±æ sk±d bior± siê meandry studenckich dziwnych rozumowañ. I od razu przypomina mi to sprawê nieszczêsnej linii produktów, która tak mnie dra¿ni, bo nie jest ¿adn± lini± a paso¿ytem ¿ywi±cym siê wyra¿eniami o brzmieniu naukowym...
|
|
Czy znaczy, ¿e jad³em go w pierwszym rzêdzie? Nie. Przy stole w kuchni. A mo¿e by³y tam rzêdy, choæby krzese³? Nie by³o ¿adnych rzêdów. Krzes³a by³y.
Czy z rzêdu obiadów ten by³ z pierwszego? Nie, by³ jeden, i tylko jeden. Nawet sk³adowe (ziemniaki z koperkiem, duszona baranina, sa³ata i jaka¶ zielenina gotowana) sta³y na stole w kó³ku bez³adnym, ¿adnym tam rzêdzie.
Z czego wynika, ¿e ws³uchiwanie siê w s³owo, by zrozumieæ jego znaczenie - nie zawsze ma sens.
Rosjanie, i w ogóle S³owianie wschodni i po³udniowi mówi± na owe liczby pierwsze - proste. Dopiero zachodni - nic tylko "pierwsze". Od Niemców mo¿e wziêli. A mo¿e, jak Mieszko bra³ D±brówkê i chrzest, to zarazem i liczby "prve" z Pragi przywióz³ w ramach promocji "kup trzy w cenie dwóch"?
Przypadkiem - czy nieprzypadkiem? - 2 i 3 to w³a¶nie liczby pierwsze - ba! - nawet i pierwsze pierwsze.