|
Blog > Komentarze do wpisu
Pan Bóg kule nosi
Od dziecka Teilhard wykazał głęboką skłonność ku obserwacji zewnętrznego, a nie swego wewnętrznego świata. Ciekawe, że ta skłonność zaprowadziła go ku życiu religijnemu: w roku 1899 został jezuickim nowicjuszem w Aix-en-Provence. Niewiele później, gdy uczył chemii i fizyki w jezuickiej szkole w Kairze, podjął swoją najbardziej stanowczą decyzję: nauki przyrodnicze nie miały stać się jego konikiem, ale racją życia.
Był to taktyczny błąd Towarzystwa Jezusowego. Nie uświadomiło sobie ono, że wówczas w Chinach robiono różne wykopaliska i działały tam ekspedycje paleontologiczne. Jezuici niechcąco postawili właściwego człowieka we właściwym czasie i miejscu. Po wejściu na okręt w Marsylii w 1923 roku Teilhard miał pozostać w Chinach do 1946, rzadko wracając na Zachód. Nie oddalił się od swoich studiów, zagłębiał się coraz bardziej w nauce wiedząc, że dzięki niej mogł stworzyć nowy system teologiczny. W jego umyśle przybierały kształt podstawowe pojęcia, które później miały być zaklasyfikowane jako chrześcijański ewolucjonizm.
Carlos Heitor Cony (pisarz, ma stałą kolumnę w Folha de São Paulo) – Teilhard: o fenômeno humano – opublikowane 17/6/2006. wtorek, 23 czerwca 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/06/24 21:54:30
A kto wlasciwie zna jego pisma i filozofie, oprocz studentow filozofii?
Ci ostatni zreszta tez go lekcewaza, bo on ma racje bytu i jest "nowatorski" jedynie na tle filozofii chrzescijanskiej, a ta go skutecznie odrzucila i starala "zapomniec" w efekcie czego dzisiejsi chrzescijanie toczacy batalie filozoficzne na tematy ewolucji i tak dalej w ogole do niego nie siegaja, bo nie wiedza, ze istnieje. 2009/06/25 00:20:13
A wiesz, bywają na tym świecie różne niespodzianki. Moja babcia miała tylko "małą maturę", oczywiście przedwojenną. I życie spędziła na usiłowaniach przeżycia, a to nie było proste - i czytała to, co Polakom pomagało przeżywać. W stronę Sienkiewicza, rzekłbym. Solidnie i uczciwie wierząca, może by była dziś traktowana jako moher, choć wątpię czy długo by wytrzymała słuchanie homilii Ojca Rydzyka. Tym bardziej, że (co ku memu zdumieniu kiedyś odkryłem) jej ulubioną lekturą po brydżu a przed snem był Pierre Teilhard de Chardin.
Nie sądzę, bym miał jakąś osobliwą babcię z innego świata. Przypuszczam raczej, że jest wiele takich osób jak ona rozsianych po świecie, niezauważanych przez dyskutujących filozofów... |
|
A Pierre Teilhard de zasługuje na uwagę. Z wielu względów. Jako twórca gatunku "bestsellera pośmiertnego" na przykład. Między innymi.