|
Blog > Komentarze do wpisu
Mensa i idiota
Wielu uzna za pocieszaj±ce, ¿e mo¿na mieæ kompletn± sieczkê w g³owie i dostaæ siê do Mensy. Bo gdy go tam przyjmowano, James W. von Brunn mia³ ju¿ za sob± ponad 6 lat odsiadki za wprowadzanie w ¿ycie swoich kretyñskich pomys³ów. Tylko ¿e sk³adek nie p³aci³ i go Mensa wyciepa³a. Gdyby by³ p³aci³, mieliby¶my wczoraj przypadek 88-letniego durnia od bia³ej supremacji, z legitymacj± Mensy, morduj±cego w Waszyngtonie czarnego stra¿nika w Muzeum Holokaustu. Ale go wyrzucono i zabi³ jako szary obywatel a nie jako uznany dojrza³y geniusz ze Stanów.
Wysokie wyniki liczbowe przy pomiarach wspó³czynnika inteligencji nie pomaga³y mu w kojarzeniu faktów i przypisywa³ swoj± odsiadkê ponad po³owy 11-letniego wyroku nie swoim dzia³aniom, a ¿ydowskim i murzyñskim ³awnikom, prokuratorowi i sêdziemu.
Czy by³ jedynym w Mensie potrzebuj±cym badañ psychiatrycznych? My¶lê, ¿e przyda³y by siê ka¿demu, kto jak±¶ trzycyfrow± liczb± stara siê wykazaæ sw± wy¿szo¶æ nad reszt± spo³eczeñstwa. czwartek, 11 czerwca 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2doxa
2009/06/11 01:22:09
Ja tez mam sieczke w glowie i legitymacje Mensy w kieszeni....
2009/06/11 01:41:59
Co mnie nie zaskakuje. Gratulujê sieczki, robisz z niej dobry u¿ytek.
To mo¿e tu dodam zaleg³± uwagê (a u Ciebie ju¿ jej nie dodam :) )w odpowiedzi na to, ¿e Ty te¿ wiedzia³e¶ co siê dzia³o i te¿ o tym pisa³e¶. I ¶wietnie robi³e¶, zupe³nie niezale¿nie od tego, ¿e nie mog³e¶ staæ siê tak znany jak Mish. On dzia³a na skalê Stanów, Ty na skalê Polski. Co¶ zmieniasz, ilu¶ tam osobom otwierasz oczy. A ¿e daleko to od po¿±danego stanu rzeczy, to zupe³nie inna sprawa. 2009/06/11 02:22:49
To, co mierza testy Mensy to IQ, do inteligencji ma sie srednio raczej, a juz w ogole ma sie nijak do MADROSCI.
Nie rozumiem dlaczego kogos, kto sie wycwiczyl w rozwiazywaniu zadan matematycznych plus zaliczyl dosc dobrze material ze szkoly sredniej nalezy uwazac za "inteligentnego". O wiele bardziej wiarygodna metoda badania tzw. inteligencji sa testy Ravena - ale tych Mensa nie stosuje, bo sa opatentowane i trzeba miec odpowiednie uprawnienia (psychologa, psychoterapeuty) zeby dostac klucz do rozwiazania. Ba, nawet w tym tescie, ktory NIE ZAWIERA ZADNYCH SLOW sa standardowe poprawki na artystow i politykow... 2009/06/11 02:52:47
Odezwê siê z pewn± znajomo¶ci± rzeczy, bo kiedy¶ mnie poddano tym obrazkowym testom (by³a tego ca³a ksi±¿eczka, chyba z setka ³amig³ówek, ale warto by³o spêdziæ nad tym kawa³ek nocy, bo uda³o mi siê oczarowaæ pani± psycholog) a przedtem standardowo rozwi±zywa³em zadania w podobnym duchu na studiach matematycznych i s±dzê, ¿e matematyk ma tu wiele u³atwieñ, których brak mu gdy musi wyja¶niaæ kto to by³ Jan van der Boer i ile symfonii napisa³ Hindemith.
2009/06/11 03:23:34
My¶lê, nina.mazur, ¿e twój wywód ma tê s³ab± stronê, i¿ nie definiuje inteligencji.
2009/06/11 09:11:13
miski:
a pokaz mi jakiegokolwiek naukowca, ktory inteligencje DEFINIUJE. W sposob mierzalny, dajacy mozliwosc sprawdzenia wynikow w rzeczywistosci.... To niestety nie takie proste. A ja nie jestem zawodowcem. 2009/06/11 09:16:47
andsol: exactly. co ma inteligencja do informacji, ktore mozna wyczytac z encyklopedii i wykuc na pamiec?
Co ma inteligencja do wiedzy matematycznej, ktora mozna nabyc w szkole - tj. jak rozwiazywac poszczegolne zadania - i to da 10 pkt przewagi (bo testy sa mierzone w czasie) nad tymi, co nigdy sie owego rozwiazywania nie uczyli, wobec czego sa wolniejsi? Test Ravena dziala tylko za PIERWSZYM RAZEM. Bo za drugim juz mozna sie nauczyc, ktore odpowiedzi sa prawidlowe... Co warte sa testy mensy, ktorych odpowiedzi mozna sie NAUCZYC? Zbyt wielu juz ludzi w pracy widzialam, ktorzy spiewajaco zdaja najrozniejsze testy, w tym mensy... a jak przychodzi w zyciu realnym do prawdziwego problemu, gdzie faktycznie trzeba wykazac sie inteligencja i kreatywnoscia, to rozkladaja rece i robia barania mine. 2009/06/11 15:46:16
My¶lê, ¿e usankcjonowane przekonanie o swojej zawy¿onej warto¶ci - niezale¿nie od tego, czy chodzi o trzycyfrow± liczbê, kilka literek przed nazwiskiem, rasê, kolor skóry, wyznanie, historiê narodu etc. - nader czêsto skutkuje traktowaniem z wy¿szo¶ci± innych. Zanikaj±ce jasne regu³y podzia³u na to, co dobre i z³e, m±dre i g³upie, zastêpowanie czerni i bieli poetycko brzmi±cym nieskoñczononym pasmem odcieni szaro¶ci, generuje konieczno¶æ szukania nowych weryfikatorów dla warto¶ciowania. Skoro warto¶ci nie stanowi ju¿ cz³owiek sam w sobie, to i nie mo¿na oczekiwaæ szacunku, godnego traktowania, równego postrzegania. Warto¶æ wyra¿ana liczb± i etykietk± skutkuje trwa³ym upo¶ledzeniem ¶wiatopogl±dowym - w³asny (pardon) ty³ek staje siê pêpkiem ¶wiata. I, bynajmniej, nie d±¿ê tutaj do motywowania tolerancji, od której mnie odrzuca, jako sztucznie narzuconej poprawno¶ci politycznej. Przeciêtny tolerancyjny Kowalski nawet tolerancjê wykorzysta jako powód do wynoszenia siê nad nietolerancyjnych, na których z lubo¶ci± wy³aduje swoj± agresjê, co to j± na co dzieñ publicznie skrywa pod p³aszczykiem modnego tolerowania 'tego jednego z drugim', co to jak ich widzi, to przy niedzielnym obiedzie w zaciszu domowym skometuje te peda³y, to siê wszêdzi pchaj±!!. Warto¶ci± jest akceptacja, tolerancja to etykietka. Warto¶ci± jest te¿ m±dro¶æ. Iloraz inteligencji niewiele siê ró¿ni od wska¼nika BMI, je¶li o za³o¿enia (ustalenie norm) i efekty (podzia³y) chodzi. Liczba, jak liczba. O jej rzeczywistej warto¶ci ¶wiadczy to, w jakie dzia³ania siê j± wstawi, i czy wyniki nie oka¿± siê matematyczn± bzdur± ;) No dobra, odwa¿y³am siê na rewizytê, choæ z dr¿±cymi palcyma :) Pozdrawiam. 2009/06/11 23:53:42
nina - ja od inteligencji specjalist± te¿ nie jestem, ale jest oczywiste, ¿e jaka¶ definicja jest konieczna, je¶li u¿ywa siê tego pojêcia. Mo¿na nawet przyj±æ definicjê operacyjn±: "inteligencja nazywa to, co mierz± testy na inteligencje, powiedzmy WAIS (albo Ravena, albo jakie¶ inne, choæby te, których u¿ywa Mensa, czyli chyba Stanford-Bineta)".
Nawiasem mówiac, gdy kiedy¶ czytywa³em publikacje neuropsychologiczne, chyba naczê¶ciej wpada³ mi w oko WAIS. 2009/06/12 03:28:09
Nasze szanse na wypracowanie dobrej definicji inteligencji nie s± du¿e. Wiêc lepiej zaj±æ siê odwrotn± stron± zabawy - co to jest g³upota? I najlepsze okre¶lenie, które mi przemknê³o przed oczami brzmia³o: szkodziæ innym nic na tym nie korzystaj±c.
Czym by nie by³a inteligencja, tyle bêdzie ona warta co owa opisywana przez Ninê twórcza zdolno¶æ znajdowania siê w nowych sytuacjach. Ale skoro sytuacje s± nowe, jeszcze nieopisane, to niby jak je poklasyfikowaæ, ¿eby mierzyæ reakcje na nie? Czyli takie sobie urzêdowe zabawy. Neil Postman mówi, ¿e to Amerykanie rozwlekli po ¶wiecie chorobê mierzenia g³owy kandydata do pracy, ale je¶li patrzeæ na ichnich kandydatów na wysokie stanowiska, nie bardzo to u nich dzia³a. @flamenco czyli kate: dziêki za rewizytê, sok z cierpiêtnicy na stole, ciasteczka ze skrobi kukurydzianej te¿ jeszcze s± w miseczce, bo m³odszy syn odwa¿y³ siê na eksperyment i wysz³o mu to. To co piszesz o tolerancji i wynoszeniu siê przypomnia³o mi natychmiast historiê o ksiêdzu i zachrystianinie licytuj±cych siê w pokorze. Gdy zachrystianin przebi³ tarzaj±c siê na pod³odze i wo³aj±c "przebacz, Panie, swojemu najbardziej grzesznemu robakowi", ksi±dz ze wzgard± zawo³a³: "no i popatrzcie kto my¶li, ¿e jest najbardziej grzesznym robakiem!" Prawdê mówi±c przeinaczy³em, bo to by³o o rabim, ale nie pamiêtam jak siê nazywa zachrystianin od rabiego. To chyba bierze siê z wprowadzenia skal, bo jak jest skala, to wspinanie siê jest nieuchronne. No i jawi siê pogarda dla inno¶ci. A my¶lê, ¿e ta ró¿norodno¶æ to warto¶æ wrêcz niewycenialna ewolucyjnie. Nie bêdê wszystkich mutacji broni³ i nie w g³owie mi twierdziæ, ¿e idiota wioskowy te¿ ma swoj± u¿yteczno¶æ biologiczn± (choæ zaprzeczyæ takiej tezie te¿ bym siê nie odwa¿y³, cholera wie, mo¿e taki cz³owiek ma jakie¶ wa¿ne antycia³a...), ale tak rozdêta u nas skala "na inteligencjê", w pewnych warunkach, które coraz czê¶ciej pojawiaj± mi siê w niemi³ych my¶lach, nawet psu na budê siê nie przyda. W krytycznych sytuacjach ma³e spo³eczno¶ci mog± potrzebowaæ liderów zupe³nie innego typu... Mo¿e w³a¶nie o tym piszesz we frazie o nowych weryfikatorach dla warto¶ciowania :) Warto¶ci± jest akceptacja, tolerancja to etykietka. Chyba tak, ale chêtnie bym zjecha³ o jeszcze jedno piêtro, tam gdzie nie ma nawet procesu akceptowania, bo siê ma po prostu za oczywiste, ¿e jedni s± tacy a drudzy inni i nie ma nic do akceptowania w fakcie, ¿e m±¿ Joasi jest gruby, a Zosia ma partnerkê Kasiê. Tak jest i szlus i tego siê nie warto¶ciuje. 2009/06/12 05:04:11
"Nasze szanse na wypracowanie dobrej definicji inteligencji nie s± du¿e. Wiêc lepiej zaj±æ siê odwrotn± stron± zabawy - co to jest g³upota?"
Hm, mo¿na by siê równie¿ pozastanawiaæ, na ile g³upota jest odwrotno¶ci± inteligencji. Zna³em w ¿yciu parê osób, których okre¶lenie jako "inteligentne, ale g³upie" wydawa³o mi siê do¶æ oczywiste. Bez opracowywania szczegó³owych definicji jednak. "I, bynajmniej, nie d±¿ê tutaj do motywowania tolerancji, od której mnie odrzuca, jako sztucznie narzuconej poprawno¶ci politycznej" "Warto¶ci± jest akceptacja, tolerancja to etykietka. Chyba tak, ale chêtnie bym zjecha³ o jeszcze jedno piêtro, tam gdzie nie ma nawet procesu akceptowania, bo siê ma po prostu za oczywiste, ¿e jedni s± tacy a drudzy inni i nie ma nic do akceptowania w fakcie" Mo¿e znowu chodzi o definicje, zw³aszcza "akceptacji", ale ja to widzê trochê inaczej. Andsolowe "manie za oczywiste" wydaje mi siê tak¿e idea³em, czy celem. S³owo "akceptacja" wydaje mi siê niedobre tutaj, bo dwuznaczne: mo¿na je chyba rozumieæ jak "akceptacja faktu" jak i "akceptacja [obcego] jako swoje". W sensie pierwszym bardzo ma³o ró¿ni siê od "mania za oczywiste", jest czynem prowadz±cym do stanu. W drugim sensie jest oczywi¶cie nierealizowalne w sensie ogólnym. "Tolerancja" (jak rozumiem, powstrzymanie siê od akcji przeciw mimo trudno¶ci z zaakceptowaniem faktu) jak i "poprawno¶æ polityczna" (spo³ecznie [czemu "sztucznie"?] ustabilizowany obyczaj tolerancji) to droga, to narzêdzia potencjalnie prowadz±ce do akceptacji i mania za oczywiste. Zaprzestanie mówienia "peda³" i powstrzymanie siê od malowania "a dupa ciê nie boli" na plakatach to krok dna drodze o akceptacji "OK, Grze¶ trzyma za rêkê i ca³uje w usta Jasia, aha, widaæ tak lubi±" i do niezauwa¿ania tego jako oddzielnego, specjalnego faktu. U¿ywane s³owa kszta³tuj± my¶lenie. Dlatego nawet poprawno¶æ polityczna mo¿e byæ warto¶ci±. Co wiêcej, proces taki odbywa siê nie tylko w umys³ach nietolerancyjnych doprowadzaj±c ich do tolerancji, akceptacji i w koñcu mania. Poprawno¶æ polityczna zabraniaj±c rzucania w Grzesia i Jasia kamieniem czy pogardliwym s³owem, pozwala im bezpiecznie robiæ co chc± ze swoimi d³oñmi i ustami, czego skutkiem odwa¿aj± siê na to Piotr i Zygmunt, Anna i Gra¿yna, - a kiedy widaæ ich wystarczaj±co czêsto, wielu dot±d nietolerancyjnych po prostu siê przyzwyczai. 2009/06/12 07:37:52
Oj bynajmniej, tolerancja nie jest drog± do akceptacji. Za¶ w nzturze istnieje tylko nietolerancja (np. ta pokarmowa), tolerancja jest sztucznym tworem spo³eczeñstwa, postaw± zewnêtrzn±, która nie ma nic wspólnego z przekonaniami wewnêtrznymi i prowadzi przewa¿nie do dwulicowo¶ci, a krañcowo mo¿e kierowaæ ku anarchii. Tak ja to rozumiem. Zreszt±, umnie kiedy¶ to by³o ju¿ mêczone, pozwolê sobie zaraz dokleiæ link, by nie powileaæ - je¶li kto¶ zechce, zajrzy :)
Natomiast do akceptacji nic prowadziæ nie musi - nie akceptujê zachowañ homoseksualnych, mam do tego pe³ne prawo, to jest sprawa mojej osobistej moralno¶ci, której nikomu gwa³ciæ nie wolno. Co z tego wynika? JA nie jestem homoseksualistk± - czy Jasio trzyma za rêkê Zbyszka, interesuje mnie wcale, jest to z kolei sprawa ich moralno¶ci, nie za¶ mojej akceptacji czy tolerancji. Zjawisko oceniam dla siebie, dziêki czemu daleka jestem i od wmawiania sobie 'nowej moralno¶ci' i od reagowania agresj± w kierunku innych. Nie uzale¿niam istnienia czegokolwiek od mojego 'widzimisia' - niewa¿ne, czy mowa o realnej akceptacji, czy narzuconej tolerancji. Zdanie nt. zjawiska mogê mieæ natomiast ka¿de, wolno¶æ my¶li jest podstaw± bycia cz³owiekiem, wa¿yæ nale¿y s³owa i ujarzmiaæ czyny. Pozdrowienia :) 2009/06/12 07:49:06
2009/06/12 08:24:47
Wybacz Flamenco/Kate ale sie nie zgodze. Juz samo umieszczanie kwestii seksualnosci w kontekscie moralnosci jest ocena, wg mnie. A mnie sie wydaje, i tu zgodze sie z Andsolem, ze wartoscia jest powstrzymanie sie od ocen. Tzn. dla mnie jest.
2009/06/12 09:00:25
Tolerancja jest akceptacj±, mianowicie akceptacj± ró¿norodno¶ci, oznacza zgodê na wspó³istnienie Innego z nami. Mimo ¿e poszczególny Inny mo¿e budziæ czyj±¶ abominacjê itp., to jednak postawa tolerancyjna wyklucza czynne zwalczanie Innego z tego oto powodu, ¿e jest inny. Wyklucza okazywanie mu pogardy itd., nawet tej maskowanej jako "moja osobista moralno¶æ". I, oczywi¶cie, andsol i miskidomleka maj± racjê: to s± postawy powi±zane, ilo¶ciowo odmienne gatunki tej samej jako¶ci.
Gdy idzie o "wioskowego g³upka", to jest to jedna z instytucji kultury, granicz±ca z "b³aznem" z jednej, a "jurodiwym" z drugiej strony. Oczywi¶cie, ma swoj± po¿yteczn± rolê do odegrania. Testuje postawê opiekuñcz± spo³eczno¶ci, poszerza, mówi±c krótko, spo³ecznie funkcjonuj±c± skalê warto¶ci, jak równie¿ tzw. "dyskurs": g³upek (podobnie jak b³azen) mówi ró¿ne "g³upie" [=nieoczywiste] rzeczy, potencjalnie sk³aniaj±c do refleksji "normalnych", i (podobnie jak jurodiwy) daje przyk³ad, ¿e mo¿liwe s± ró¿ne schematy (drogi) ¿yciowe. A "polityczna poprawno¶æ" to po prostu norma grzeczno¶ci, nic nadzwyczajnego. Podobnie jak grzeczno¶æ w zwyk³ym sensie (tj. zespó³ norm do stosowania wobec bli¼niego czyli TakiegoSamegoJakMy), jest urz±dzeniem kulturowym i -- jak grzeczno¶æ -- mo¿e byæ nazwana "sztuczn±", nic z tego epitetu nie wynika (z³ego) ;). 2009/06/12 10:53:28
Widzê, ¿e siê nie rozumiemy.
Nie oceniam ludzi. W³a¶nie dlatego, ¿e cz³owieka akceptujê takim, jaki jest - KA¯DEGO. Nie etykietujê go ani wiekiem, ani wykszta³ceniem, ani orientacj± seksualn±, ani kolorem skóry, ani... ¿adne inne 'ani'. Oceniam natomiast ZACHOWANIE seksualne (jako takie) i - wybaczecie - mam do tego prawo. Dla mnie ono jest niemoralne i nie jest zgodne z natur±. Dlaczego? Nie jestem sk³onna bezmy¶lnie przyjmowaæ ¿adnej 'regu³ki', tej politycznej, propagandowej, czy ideologicznej - tak¿e. Za¶ z przemy¶leñ moich wynika to oto.. ¯aden homoseksualista nie mo¿e mieæ potomstwa, realizuj±c popêd seksualny w obrêbie zwi±zku homoseksualnego, a sam popêd, póki co, nie ¶wiadczy o naturze - przecie¿ mo¿na czuæ popêd do dziecka i do zwierzêcia; je¶li ten do tej samej p³ci jest naturalny i stanowi jedynie o odmienno¶ci - choæ dla mnie NIE odmienno¶ci cz³owieka, co sugerujecie, a jedynie jego preferencji seksualnych, które s± JEGO intymn± i osobist± spraw±, mnie nie dotycz±c± - to i ka¿den inny jest to¿samo naturalny i nie powinni¶my widzieæ w pedofilii, czy zoofilii, dewiacji. Jak równo, to równo. Nikt nie ma prawa ustalaæ za mnie mojej wewnêtrznej moralno¶ci, wybaczcie. Tak, jak ja nie mam prawa oceniaæ czyjej¶ moralno¶ci. Dla homoseksualisty, jego zachowanie jest w pe³ni moralne i ja to akceptujê, jako jego wybór i jego wolno¶æ. Tolerancja za¶ nie jest akceptacj±, co wynika z definicji tych pojêæ, genezy s³owa "tolerancja". Natomiast zgodzê siê z przytoczon± my¶l±, ¿e tolerancja pozwala nie okazywaæ czynnie braku akceptacji - dok³adnie to mia³am na my¶li, pisz±c o sztuczno¶ci tej postawy. Przecie¿ wyrazem tego, czy oceniamy KOGO¦ i jak to robimy, nie zawsze jest nasz czyn - przede wszystkim jest nasz pogl±d. Je¶li nieakceptuj±cy geja Kowalski go na pozór toleruje, to w momencie, gdy poprawno¶æ polityczna zmieni kierunek, chêtnie splunie mu w twarz (je¶li tylko!). Zrobi to zreszt± w ka¿dych sprzyjaj±cych okoliczno¶ciach, demonstruj±c rzeczywist± pogardê, bo NIE robi tego na co dzieñ jedynie ze wzglêdu na mo¿liwe sankcje - nawet, je¶li nie prawne, to spo³eczne. Ca³e z³o i konieczno¶æ narzucania zewnêtrznych form bierze siê z tego, ¿e dzi¶ chcemy usilnie oceniaæ ludzi, nie postawy i czyny. Postaw± z³± jest pogarda, brak szacunku i ingerowanie w intymno¶æ drugiego cz³owieka. Gdyby¶my to umieli dostrzegaæ, nie by³oby mowy o inno¶ci osoby, bo¶my wszyscy równi i tacy sami, jedynie wyborów dokonujemy najró¿niejszych. Mam nadziejê, ¿e pozwolicie mi na odmienno¶æ moich pogl±dów bez etykietowania mojej osoby, za co z góry dziêkujê. 2009/06/12 11:13:45
Mo¿e odniosê siê jeszcze 'osobniczo' do pojêcia tolernacj.
Nie jestem ani tolerancyjna, ani nietolerancyjna. Pojêcie to - jako sztuczne, narzucone, puste i nie nios±ce ze sob± ¿adnej realnej warto¶ci has³o wymy¶lone dla przyjmowania pozorów - le¿y poza moim wewnêtrznym s³ownikiem. Zosta³o wprowadzone w miejsce rzeczywistego szacunku dla drugiego (KA¯DEGO) cz³owieka, niedawania sobie egoistycznego prawa do okazywania pogardy, wywy¿szania siê ponad "gorszych", czy wreszcie wy³adowywania agresji, czy to s³owem, czy czynem. Wolê faktycznie kogo¶ szanowaæ i nie oceniaæ, jako osoby, nie warto¶ciowaæ dokonywanymi przez niego wyborami, ni¿ tylko byæ 'poprawn± politycznie'. Nie przyjmowana poza ¶wiadczy o mnie, a realny stosunek do KOGO¦ (nie do czego¶ - vide: zachowania seksualne). Co ciekawe, gdyby polityczna poprawno¶æ nakazywa³a gnêbienie homoseksualistów jako tych gorszych, czy u³omnych, z potencjalnie dzi¶ nazwanej homofobk± sta³abym siê homofilk± - u podstaw mojego patrzenia na cz³owieka le¿y jego godno¶æ i równo¶æ, ¿adna polityczna poprawno¶æ nie zmusi³aby mnie do pogardzania kim¶. My¶lê, ¿e powiedzia³am wszystko na temat - wybacz Gospodarzu, ¿e poniek±d zablokowa³am w±tek zdezaktualizowany Twoj± now± notk± :) 2009/06/12 11:27:00
@kate-1979:
Mam nadziejê, ¿e pozwolicie mi na odmienno¶æ moich pogl±dów bez etykietowania mojej osoby, za co z góry dziêkujê. Jasne, ¿e tak (mówiê, oczywi¶cie, tylko za siebie). Nie etykietuj±c Twojej osoby, zauwa¿ê tylko, ¿e pogl±dy, jakie wyg³aszasz, s± mêtne, kiepsko uzasadnianie i (jak dla mnie) po prostu g³upie. Dla przyk³adu, poni¿sze Co ciekawe, gdyby polityczna poprawno¶æ nakazywa³a gnêbienie homoseksualistów jako tych gorszych, czy u³omnych ¶wiadczy o tym, ¿e zwyczajnie nie rozumiesz tego pojêcia/zjawiska. Polecam fragment o grzeczno¶ci w moim poprzednim komentarzu. 2009/06/12 12:44:42
Masz prawo do takiej oceny. Polityczna poprawno¶æ ca³kiem niedawno nakaza³a traktowaæ ¯ydów i innowierców, jako ludzi gorszego gatunku. Nazim zaw³adn±³ umys³ami sporej czê¶ci spo³eczeñstwa, które bezrefleksyjnie przyjê³o postawê, u pod³o¿a której sta³a nienawi¶æ i podzia³y na lepszych i gorszych, na godnych, by ¿yæ i niegodnych tego przywileju. TYM jest faktycznie poprawno¶æ polityczna. Wszystko inne s³u¿y sterowaniu.
I znów, to jest tylko i wy³±cznie moja opinia. Pozdrawiam i siê odk³aniam, wybacz Andsol. 2009/06/12 13:21:09
@kate-1979:
Polityczna poprawno¶æ w szerokim sensie oznacza wymuszon± [przez w³adzê polityczn±] ortodoksjê wobec pogl±dów "urzêdowych". I (tylko) do tego szerokiego sensu pasuje Twój przyk³ad z nazizmem, choæ ju¿ nie zdania: TYM jest faktycznie poprawno¶æ polityczna. Wszystko inne s³u¿y sterowaniu. które s± "mêtne, kiepsko [wcale] uzasadnione"; uznajê je za beztre¶ciowe :) Polityczna poprawno¶æ w wê¿szym, wspó³czesnym sensie (i praktyce dzisiejszego stosowania tego terminu) jest ca³kiem przyzwoicie, choæ skrótowo zreferowana tutaj. Niczym siê, co do zasady, nie ró¿ni ta grzeczno¶æ wobec rozmaitych grup spo³ecznych od grzeczno¶ci wobec s±siada [=bli¼niego, TakiegoSamegoJakJa], choæby w zaciszu domowym i poza plecami obsobacza³o siê owego s±siada od najgorszych. Pe³na analogia. 2009/06/12 13:33:52
Napisa³am to samo, chocia¿ daleko mi do Waszego intelektu i wiedzy (dlatego zreszt± nigdy siê tu nie odzywa³am i b³±d chwilowej zmiany tego¿ zwyczaju teraz naprawiam. Zabra³am g³os z wdziêczno¶ci za zagoszczenie m±drymi wypowiedziami u mnie Gospodarza. Zani¿y³am poziom komentarzy, za co przepraszam). Dla mnie cenniejsze jest faktyczne przekonanie o równo¶ci, bo z niego p³ynie traktowanie z grzeczno¶ci± i szacunkiem ka¿dego cz³owieka. Natomiast tolerancja, to tylko poza, za ni± mo¿e staæ nawet nienawi¶æ, która jest hamowana wisz±c± nad karkiem sankcj±. W innych okoliczno¶ciach spo³eczno-politycznych ta sama osoba, która dzi¶ szczyci siê swoj± tolerancj±, sta³aby siê agresorem. Oczywi¶cie, nie ka¿da. Ale z moich obserwacji wynika, ¿e spora czê¶æ deklaruj±cych siê jako tolerancyjnych.
Proszê mi wybaczyæ, nie chcê ju¿ niczego wiêcej prostowaæ. My¶lê, ¿e nie trzeba Wam dyskutowaæ z opini±, która jest mêtnie motywowana i g³upia, prawda? Nie wszystkim dane jest klarowne operowanie m±dro¶ci±, akceptujê ten stan rzeczy. Mo¿e przynajmniej rozbawi³am Pañstwa - w sumie to ju¿ co¶, u¶miech jest zdrowy. 2009/06/12 14:14:58
@kate-1979:
"Faktyczne przekonanie o równo¶ci" jest raczej mrzonk±, zw³aszcza ¿e (co ³atwo sprawdziæ) faktycznej równo¶ci nie ma wzglêdem ¿adnego z konkretnych kryteriów. Pytanie zatem brzmi, czy grzeczno¶æ (savoir-vivre itd.), ta kulturowa i jak najbardziej narzucana norma, zinternalizuje siê czy te¿ pozostaje jedynie "naskórkiem", który siê przyobleka pod gro¼b± sankcji. I dalsze: gdyby nawet siê nie internalizowa³a, to czy nie warto -- w imiê komfortu wspó³istnienia -- jednak jej wdra¿aæ? Przyk³ad z socjalizacj± dzieci (do wymogów jako¶ tam rozumianej grzeczno¶ci) pokazuje, ¿e to proces trudny, niekoniecznie owocuj±cy pe³nym sukcesem itd. A jednak siê to czyni, albo czyniæ stara. Z poprawno¶ci± polityczn± jest podobnie. Obydwa te urz±dzenia s± "sztuczne", wynikaj±ce z kultury. Temat hipokryzji (lub wrêcz fa³szu) jakich¶ osób, które "siê szczyc±" w³asn± tolerancj±, ale nie tylko nie ¿ywi± ¿adnego szacunku do Innego, lecz wrêcz skrywaj± doñ pogardê, to ju¿ inna, poboczna kwestia. Ale i takie minimum zachowañ ("my¶l co chcesz, ale nie pozwalaj sobie na okazywanie agresji/pogardy") to ju¿ co¶. Na koniec wracam do swojej my¶li o tym, ¿e tolerancja jest akceptacj±. Nie trzeba a¿ szanowaæ Innego, ¿eby uznaæ jego prawo do istnienia i odrêbno¶ci (ró¿nienia siê). Krok polegaj±cy na tym, ¿e uznaje siê w³±czenie tych-a-tych Innych do sfery istot, którym okazuje siê grzeczno¶æ, ju¿ jest sporym i nieobojêtnym krokiem w dobr± stronê. (Dla przyk³adu: w spo³eczeñstwach znacznie bardziej klasowych ni¿ nasze pomys³, ¿eby obejmowaæ regu³ami grzeczno¶ci jakich¶ tam chamów, nie mie¶ci³ siê w polu normy kulturowej. A jednak to siê zmieni³o, choæ przecie¿ wielu cierpi, nie mog±c aktywniej okazywaæ swojej "lepszo¶ci".) 2009/06/12 14:38:57
Proszê nie przedstawiaæ swoich pogl±dów, jako faktycznego stanu rzeczy. Zrównywanie pojêcia tolerancji i akceptacji, które s± najczê¶ciej w opozycji wzglêdem siebie, to ju¿ wiêcej ni¿ lekka przesada. Mogliby¶my siê przekierowywaæ na kolejne wyja¶nienia blogerów, ale to - uwa¿am - mija siê z celem, bo to te¿ s± jedynie rozwa¿ania i pogl±dy, nie rzetelna informacja o istocie rzeczy. Lepiej, skoro ju¿ nie chce siê Pan pokusiæ o refleksjê i poszukanie podstaw jednej i drugiej postawy cz³owieka, skierowaæ wzrok na rozwa¿ania osób kompetentnych w danym temacie. Pierwsze z brzegu - nie chcê czyniæ z bloga Andsola choinki, na tym pierwszym poprzestanê:
www.mw.jga.pl/kontrrewolucja/tolerancja.html (ca³o¶æ) istota: " Najpierw jednak musimy sobie powiedzieæ czym jest tolerancja.Tolerancja jest to "wyrozumia³o¶æ", jak g³osi najkrótsza definicja "S³ownika Jêzyka Polskiego" (PWN W-wa 1981.). Wyrozumia³o¶æ wiêc w stosunku do ludzi i ich pogl±dów, do ich postêpowania. Nie zwa¿anie na czyje¶ b³êdy, pomy³ki, dziwactwa itd. Jako taka tolerancja jest rzecz± w spo³eczeñstwie niezbêdn± i do dobrego u³o¿enia stosunków miêdzyludzkich wrêcz konieczn±, gdy¿ ka¿dy z nas pope³nia b³êdy, pomy³ki oraz ma swoje dziwactwa. Tolerancja nie oznacza jednak, tak jak chc± dzisiejsi "szamani ethosu", przyjêcia czyjego¶ postêpowania za swoje. I tu le¿y pies pogrzebany. Ka¿dy siê bowiem zgodzi, ¿e tolerancja nie polega na akceptacji postêpowania czy pogl±du. Je¿eli co¶ tolerujemy, to w³a¶nie dlatego, ¿e nie mo¿emy tego zaakceptowaæ, a nie chcemy w sposób ostry siê temu sprzeciwiæ. Niestety niekiedy zapomina siê, ¿e niektóre postêpowania i niektóre pogl±dy, je¿eli by³yby tolerowane w znaczeniu wyrozumia³o¶ci, to oznacza³oby to ich akceptacjê. Np. je¿eli widzimy, ¿e kto¶ zabija, i przechodzimy obojêtnie, to wspó³uczestniczymy w zbrodni. Je¿eli widzimy, ¿e kto¶ kradnie, a nie poinformujemy z lenistwa czy ze ¼le pojêtej wyrozumia³o¶ci w³a¶ciciela, to wspó³uczestniczymy w kradzie¿y itd. Widzimy wiêc, ¿e w stosunku do niektórych zachowañ tolerancja oznacza wspó³uczestnictwo. I to, ¿e nie chcemy byæ a¿ tak "tolerancyjni", powoduje zarzut obskurantyzmu ze strony "¶wiat³ych intelektualistów". " Rozumiem ka¿dy pogl±d, ale stawianie go na miejscu prawdy objawionej, to przesada i wprowadzanie w b³±d czytelnika. Przez takie zabiegi panuje mylne rozumienie wielu pojêæ, co skutkuje rozmowami "¶lepego z g³uchym" - niby dwoje rozmawia o tym samym, a jednak zupe³nie co innego rozumiej± jako temat rozmowy. 2009/06/12 14:58:19
..i tyle w ramach rzetelnej informacji.
Mój wniosek, ¿e tolerancja praktykowana na co dzieñ przez deklaruj±cych j± jako postawê rzekomo ich definiuj±c± w kontaktach z drugim cz³owiekiem (a TO w³a¶nie omawia³am w swoich rozwa¿aniach, nie definicjê teoretyczn±), jest tylko pustym has³em i przyjêciem pozy - jest tylko i wy³±cznie moim pogl±dem. Którego siê nie wyzbêdê, bo nawet wszelkie marsze tolerancji (akceptacja demonstrowana i narzucana - a có¿ to za 'stwór' niby??) sprowadzaj± siê do szyderstw i agresji kierowanej w 'nietolerancyjnych'. Kto¶, kto oczekuje tolerancji, sam winien wykazaæ siê ni± w najwy¿szym stopniu i nie warto¶ciowaæ w³asnej postawy jako lepszej od czyjejkolwiek. Do tego w zasadzie sprowadza siê dzi¶ 'paradoks tolerancji' - nie da siê zaakceptowaæ wszystkiego, za¶ tolerancja zak³ada, ¿e wzglêdem wszystkiego mo¿na byæ wyrozumia³ym. Czyli wobec przeciwnej postawy tak¿e. Ten rzeczywisty wymiar tolerancji nijak siê ma do dzisiejszego jej sposobu praktywania. Jest ona raczej mod± spo³eczn± - cool jest byæ tolerancyjnym, nietolerancja ¶wiadczy o za¶ciankowo¶ci i ciemnym umy¶le. Podzia³ za podzia³em, warto¶ciowanie na lepszych i gorszych, m±drzejszych i g³upszych, o¶wieconych i ciemnogrodzian, etc., etc. - Mo¿e kiedy¶, a napewno u podstaw zamys³u jako takiego, tolerancja mia³a rzeczywisty wymiar równego traktowania ka¿dej odmienno¶ci, dzi¶ jest pustym has³em. Niech mnie kto¶ st±d wykopie wreszcie!! :)))) 2009/06/12 17:20:14
@miskidomleka: "na ile g³upota jest odwrotno¶ci± inteligencji" - s³uszna uwaga, bo jak nie mamy definicji inteligencji, mo¿na siê upieraæ, ¿e jej odwrotno¶ci± jest hipopotam.
"Zna³em w ¿yciu parê osób, których okre¶lenie jako "inteligentne, ale g³upie" wydawa³o mi siê do¶æ oczywiste" - to mi przypomina a¿ zbyt wiele (whatever it means) inteligentnych osób. Mo¿e g³upota jest tak samo roz³o¿ona we wszystkich podobnej d³ugo¶ci segmentach wyra¿aj±cych pomiary IQ? I pe³na zgoda na to, ¿e owa jak¿e ob¶miewana (a do wyszydzenia doskonale siê nadaj±ca) poprawno¶æ polityczna pomaga trochê odmieniæ ¶wiat. Choæ esencja zachowañ podobna jest, jak mówi nameste, do wymogu grzeczno¶ci, to jest inny ton w przedstawianiu tego wymogu. To jest du¿o energiczniejsze domaganie siê, gro¿±c nawet sankcjami - no i dobrze, skoro pro¶by nie dzia³aj±. W tym i w owym standardy naszej cywilizacji zmieniaj± siê. Inaczej ni¿ kiedy¶ widzimy okaleczanie dzieci przez ich rodziców, ¿eby na takie okaleczone dziecko lepiej sobie ¿ebraæ. Zamiast strzelaæ m³odolatom w pysk za "odpowiedzenie ojcu" rozmawia siê z nimi. Zanika uznanie publiczne dla wy¶mienitego ongi¶ ¿arciku, ¿e"jak siê baby nie bije to jej w±troba gnije". Odpieprzenie siê od prywatnego ¿ycia ró¿nych odmieñców (religijnych, seksualnych, wol±cych Debussy'ego od Dody) jest czê¶ci± tego procesu i z pewno¶ci± wys³owienie i powi±zanie z sancjami (prawnymi czy spo³ecznymi) oczekiwañ poprawno¶ci "politycznej" przyspiesza proces leczenia spo³ecznego ¶wierzbu przes±dów. @nameste: zasadnie uzupe³niasz, ale nie ubijasz mojej uwagê o idiocie wioskowym, bo wyra¿am niewiedzê na temat jego u¿yteczno¶ci biologicznej, a Ty rozwijasz temat mówi±c, ¿e to jest to jedna z instytucji kultury. Oczywi¶cie. On ma wiele postaci. Taki dzieciak z bajki o szatach króla pe³ni jego rolê - kto¶ musi zauwa¿aæ oczywisto¶ci, które innym nie przejd± przez gard³o. I rzeczywi¶cie jest dobrym wska¼nikiem co warte s± nasze tolerancje, walory chrze¶cijañskie i inne tak piêkne s³owa: czy rozmawiamy z nim, dajemy mu jedzenie, podnosimy gdy upadnie. @flamenco - kate-1979: a co by¶ powiedzia³a o postulacie toleracji wzglêdem nameste? Ten m³ody cz³owiek czasami ostro mówi, ale zwa¿ywszy jak czêsto ma racjê, choæby dla tej przyczyny warto go uwa¿nie s³uchaæ. Wbrew pozorom, nie gryzie. I ani on ani nikt st±d Ciê nie wygania. Choinkê mo¿esz sobie przyozdabiaæ ad libitum, dowiedziesz tym, ¿e tu siê dobrze czujesz. Ale je¶li chodzi o moj± odpowied¼ na Twoje wywody, nie bêdê szybki. Strasznie du¿o ju¿ mówiono na te tematy. Nawet jaki¶ minister jakie¶ dzie³o tym nafaszerowa³. I w tylu blogach jest to powtarzane i kontrowane i rekontrowane. Wiêc zastanowiê siê czy to co mam do powiedzenia ma jaki¶ nowy element i gdy b³êdnie oceniê, ¿e tak, wrzucê to jako osobny wpis. Ale nie jutro, bo na jutro jest ju¿ gotowa relacja o staro¿ytnych chiñskich problemach monetarnych. A o peda³ach za chwilê. 2009/06/12 18:38:22
Andsol,
Nie jestem wobec Nemeste ani tolerancyjna, ani nietolerancyjna - zwróci³am Mu tylko uwagê, ¿eby swoich pogl±dów, które szanujê jako Jego w³asno¶æ, nie stawia³ w miejsce prawd absolutnych. Precyzja i merytoryka - najpierw. Potem dysputy. Inaczej czyni siê z w³asnych pogl±dów jakie¶ ogólne prawid³a, wywy¿szaj±c je tym samym. Racjê mogê Mu oddaæ na wstêpie - nie potrzebujê jej, by ¿yæ. A co do samopoczucia, to.. wierz mi, uwa¿am tê wizytê za b³±d i do dobrego samopoczucia drogê mam dalsz±, ni¿ przed otwarciem tu dzioba. Kolejna nauczka, co warto, a czego nie warto. Jestem niewyuczalna, co widaæ na za³±czonym obrazku. Pozdrawiam. 2009/06/12 18:48:39
Tylko gwoli dopowiedzenia, czy te¿ wsparcia tego, co napisa³a o istotnej ró¿nicy pomiêdzy tolerancj± a akceptacj± Flamenco:
1. Tolerancja z istoty swej nie jest akceptacj±, choæ w d±¿eniach ruchów homoseksualistów oraz tzw. postêpowych ¶rodowisk te s³owa s± uto¿samiane. Niedobrze, ¿e zaczyna siê walkê o prawa do odmienno¶ci od zmiany, czy nawet wypaczenia sensu s³ów i znaczeñ. Konsekwencj± mia³oby byæ zmiana znaczenia pojêcia rodzina i ma³¿eñstwo. 2. Wystarczy wyj¶æ od ³aciñskiego ¼ród³os³owu s³owa tolerancja tolero - znosiæ, cierpieæ powinni¶my to s³owo rozumieæ, jako postawê znoszenia czego¶ przykrego w przestrzeni spo³ecznej. Dla mniej tê postawê tolerancji okazujê homoseksualistom. Celowo nie u¿ywam okre¶lenia gej warto¶ciuj±cego pozytywnie, nie u¿ywam te¿ okre¶lenia peda³ bêd±cego po przeciwnej stronie warto¶ciowania. Natomiast s³owo akceptacja pochodz±ce od ³aciñ¶kiego accepto - na powrót przyj±æ; acceptus - po¿±dany, mi³y podchodzi do okre¶lonej postawy w sposób pozytywny, uto¿samiaj±cy siê z ni±. Flamenco w³a¶nie na co¶ takiego wskazywa³a i warto nie zacieraæ pierwotnych sensów s³ów, by nie by³o jak w wierszu Majakowskiego: Mówimy Lenin - my¶limy Partia Mówimy Partia - my¶limy Lenin 2009/06/12 20:03:53
@kate-1979:
Precyzja i merytoryka - najpierw. Potem dysputy. O, to, to ;). Gdyby¶ zechcia³a przeczytaæ to, co napisa³em (a ja -- tak s±dzê -- dbam o precyzjê), a nie to, co Ci siê wydaje, ¿e napisa³em, oszczêdzi³aby¶ wiele s³ów, czasu itd. Wyra¼nie napisa³em, w jakim oto sensie tolerancja wymaga akceptacji (a wiêc jest rodzajem akceptacji, tzn. mie¶ci siê znaczeniowo w niej jako pewna swoista podklasa): tolerancja wymaga zaakceptowania prawa Innego do wspó³istnienia z nami. I nie oznacza to (nijak nie wynika), ¿e tolerowanie Innego jest zarazem akceptowaniem Innego, z którym to s±dem uparcie (a i saddoq) polemizujesz, choæ ja go nie wypowiada³em. Je¶li siê nie zaakceptuje prawa Innego do wspó³istnienia, o ¿adnej tolerancji nie mo¿e byæ mowy, o nietolerancji -- a i owszem. Ale mnie te¿ ju¿ ten w±tek siê przejad³ :). EOT. 2009/06/12 20:21:58
@andsol:
nie ubijasz mojej uwagê o idiocie wioskowym, bo wyra¿am niewiedzê na temat jego u¿yteczno¶ci biologicznej Kategoria "u¿yteczno¶ci biologicznej" w spo³eczno¶ciach ludzkich ma do¶æ s³abe (imo) zastosowanie. Chyba ¿e rozszerzymy "u¿yteczno¶æ biologiczn±" z czystej funkcji prokreacyjnej na szeroko rozumian± opiekuñczo¶æ. Wtedy np. oka¿e siê, ¿e babciowie i dziadkowie (w pewnym, trochê dzi¶ przemijaj±cym modelu rodziny) maj± bardzo wysok± "u¿yteczno¶æ biologiczn±". Prze³o¿enie "g³upka wioskowego" nawet na tak poszerzon± "u¿yteczno¶æ biologiczn±" jest hm, s³abe i/lub odleg³e. Ale to samo dotyczy roli nauczyciela, kap³ana itd., itp. Po prostu "u¿yteczno¶æ biologiczna" czy "zdolno¶æ rozrodcza" s± praktycznie zaniedbywalne. Równie¿ dlatego wyci±ganie homoseksualistom, ¿e nie prokreuj± (co sk±din±d jest bzdur± i nieprawd±: owszem, zdarza im siê, i to nawet czêsto), jest tak bezsensowne. 2009/06/12 20:38:31
kate-1979:
"Dla mnie ono jest niemoralne i nie jest zgodne z natur±" "tolerancja jest sztucznym tworem spo³eczeñstwa" ""Pojêcie to - jako sztuczne"" "sam popêd, póki co, nie ¶wiadczy o naturze - przecie¿ mo¿na czuæ popêd do dziecka i do zwierzêcia" Zawsze mnie dziwi popularno¶æ argumentacji opartej na podziale sztuczny(=be)/naturalny(=cacy) w odniesieniu do homoseksualizmu. Z dwóch przyczyn. Po pierwsze, sk±d pogl±d, ¿e naturalne jest dobre a sztuczne z³e? Mnóstwo rzeczy, które ludzie robi±, nie jest naturalna, nie wystêpuje w naturze: pisanie wierszy, operacja wyrostka robaczkowego, czytanie blogów, wyci±ganie pierwiastka trzeciego stopnia, badanie sk³adu spalin na obecno¶æ tlenku wêgla, proces s±dowy, produkcja polietylenu - listê mo¿naby ci±gn±æ raczej d³ugo, nie? A jako¶ nie widzê, by antyhomoseksualni propagatorzy naturalno¶ci zwalczali te zjawiska. Po drugie, zachowania homoseksualne wystêpuj± w naturze, stwierdzono je u wielu zwierz±t. S± wiêc "naturalne" w znacznie wiêkszym stopniu (o ile mo¿na rozwa¿aæ stopnie naturalno¶ci) ni¿ zjawiska z poprzedniego paragrafu. Nawet wiêc nie trzeba wnikaæ w kwestiê biologicznego (genetycznego lub w ¿yciu p³odowym) uwarunkowania homoseksualizmu, by mieæ podstawy do nazwania go naturalnym. Krótko mówi±c wiêc, szermowanie natur± jest tu pozbawione sensu, jest to wytrych i nieuczciwy zabieg retoryczny. Znany mi dobrze z wypowiedzi duchownych, którzy "prawem naturalnym" nazywaj± w³asne pogl±dy religijne, w oczywistym celu wywo³ania wra¿enia s³uszno¶ci, niedyskutowalno¶ci i uniwersalno¶ci tych pogl±dów. "ka¿den inny jest to¿samo naturalny i nie powinni¶my widzieæ w pedofilii, czy zoofilii, dewiacji. Jak równo, to równo." Kwestia "czynienia krzywdy drugiemu uczestnikowi" rozumiem jest dla ciebie pozbawiona znaczenia? Nawiasem mówi±c, ja osobi¶cie nie widzê nic z³ego w zoofilii dopóki nie wi±¿e siê z cierpieniem zwierzêcia (kiedy¶ o tym napiszê wiêcej), podobnie, jak nie widzê niz z³ego w kazirodztwie doros³ych osób za obopóln± zgod± (o czym ju¿ napisa³em [REKLAMA MODE ON] miskidomleka.wordpress.com/2009/03/18/lets-talk-about-incest [REKLAMA MODE OFF]). Saddoq: "Niedobrze, ¿e zaczyna siê walkê o prawa do odmienno¶ci od zmiany, czy nawet wypaczenia sensu s³ów i znaczeñ. Konsekwencj± mia³oby byæ zmiana znaczenia pojêcia rodzina i ma³¿eñstwo. " I có¿ by³oby z³ego w zmianie znaczenia tych pojêæ? Zmieni³y siê ju¿ kiedy¶, gdy z relacji w³asno¶ci (¿ona i dzieci w³asno¶ci± mê¿a) wyewoluowa³y w stronê (bo jeszcze nie do) modelu równouprawnienia ma³¿onków. Poza tym nie jest postulowana ca³kowita zmiana - postulowane jest rozszerzenie. Nikt nie chce odbieraæ mo¿liwo¶ci zawarcia ma³¿eñstwa dwuosobowego heteroseksulanego, prawda? 2009/06/12 20:57:17
@saddoq: wycieczka do ¼ród³os³owów zawsze jest cenna. Pomaga zrozumieæ proces formowania siê pojêcia. Ale, rzecz jasna, s³owa szybko zdobywaj± autonomiê i znacz± to co sobie chc±, albo to, czego ¿±damy od nich, a niekoniecznie to, co mia³y pocz±tkowo znaczyæ. I gdy wchodzimy na tereny dysputowane przez psychologiê, jêzykoznawstwo, filozofiê, antropologiê, a jak dobrze pójdzie to i teologiê, wolê oprzeæ siê na konkretnych przyk³adach, by mieæ pewno¶æ, ¿e te same pojêcia nie opisuj± zupe³nie odmiennych ¶wiatów a ró¿ne terminy nie mówi± o tej samej sytuacji.
Krócej mówi±c: wyjd¼my z zawiesiny terminologicznej i pomówmy o rzeczywisto¶ci. Punktem startowym by by³a dla mnie uwaga nameste: w spo³eczeñstwach znacznie bardziej klasowych ni¿ nasze pomys³, ¿eby obejmowaæ regu³ami grzeczno¶ci jakich¶ tam chamów, nie mie¶ci³ siê w polu normy kulturowej. A jednak to siê zmieni³o, choæ przecie¿ wielu cierpi, nie mog±c aktywniej okazywaæ swojej "lepszo¶ci". No w³a¶nie, norma kulturowa (rozumiej±c kulturê jak nakazuje antropologia). Niestety, flamenco wprowadza zamieszanie pojêæ pisz±c: Polityczna poprawno¶æ ca³kiem niedawno nakaza³a traktowaæ ¯ydów i innowierców, jako ludzi gorszego gatunku. To nie by³a polityczna poprawno¶æ a ryk mas. Poprawno¶æ polityczna, w dobrych i mniej dobrych odmianach, jest refleksj±, postulatem etycznym, a nie popychaniem t³umu ku zbrodni, by w nim wytworzyæ jedno¶æ, to¿samo¶æ. Pogarda dla innowierców pojawi³a siê jako rozwi±zanie wewnêtrznych sporów teologicznych, by³a technik± walki a nie sugesti± jak powinni ¿yæ s±siedzi. I spokojne, ch³odne obna¿anie tych wrzodów jest esencj± prób formowania etyki "na dzi¶", gdzie nakazy nie przychodz± z gór w prezencie od Roze¼lonego Autorytetu, ale bior± siê z popatrzenia na s±siada i pomy¶lenia: "a gdybym ja by³ nim?" 2009/06/12 21:20:50
A mi w³a¶nie w Readerzy wyskoczy³a notka przypominaj±ca, ¿e dzi¶ jest Loving Day - rocznica wa¿nego kroku w obalaniu tradycyjnych, naturalnych obyczajów.
scienceblogs.com/pharyngula/2009/06/its_loving_day.php 2009/06/12 21:34:45
Andsol,
Wybacz, ale gdy uznana zostajê w dyskusji za ciemn± masê i g³upka, to zaczynam w zgodzie z tym siê wypowiadaæ. Czy mo¿na zmieniaæ znaczenia pojêæ? Mo¿na. Jak najbardziej. Tylko, ¿e - najmocniej przepraszam - ja w takim momencie nie wiem, o czym rozmawiamy. Skoro kapusta mo¿e byæ udkiem z grilla i bit± ¶mietan±, to ju¿ nie jest jednocze¶nie kapust±. Je¶li kto¶ mi pisze, ¿e homoseksuali¶ci mog± siê swobodnie rozmna¿aæ, wspó³¿yj±c tylko ze sob± (co wyra¼nie zaznaczy³am), to daje mi do zrozumienia, ¿e ma mnie za idiotkê. Je¶li kto¶ mi pisze, ¿e trzeba (no przecie¿ 'trzeba' wcale nie oznacza narzucania innym swojego ¶wiatopogl±du) braæ pod uwagê to, ¿e homoseksualista nie krzywdzi homoseksualisty, a pedofil krzywdzi dziecko, bo nie ma zgody z jego strony, to wypada zapytaæ, czy mo¿e swobodnie kopulowaæ z dzieckiem, które tego chce. Itede, itepe. Wasz ¶wiatopogl±d mnie nie krzywdzi. Mój Was te¿ nie. Je¶li g³os tu zabrali tolerancyjni, to liczê na tolerancjê mojej odmienno¶ci, bo na razie wyra¼nie dano mi do zrozumienia, ¿e tolerowana mogê byæ tylko wtedy, gdy mi siê wyka¿e, jak za¶ciankowe mam pogl±dy. W zasadzie powinnam czuæ posmak satysfakcji, bo to potwierdzi³o moj± opiniê nt. rzeczywistego wyd¼wiêku 'tolerancji'. Nie czujê. Bo i nie o satysfakcjê mi chodzi. Dziêkujê, to wszystko. 2009/06/12 21:35:20
@flamenco - kate-1979: Zacznê od drobiazgu, od Twego odes³ania do artyku³u w www.mw.jga.pl . Wybacz, nie prze³knê. Zbyt na³adowany ideologiczne, przez co ¿o³±dek mi obraca. (Nie wchodz±c nawet w inne strony owego portalu gdzie takie przes³ania siê znajduje: Katolicyzm i wiara w prawdziwego Boga jest ¼ród³em umi³owania Ojczyzny.)
Czy czyta³a¶ ju¿ co¶ Jana Mosdorfa? Parê miesiêcy temu zreprodukowa³em tu jeden z jego tekstów. Czy znaj±c go, zgodzisz siê z Romanem Giertychem pisz±cym w linkowanym przez Ciebie artykule? Tak tam pisze pan eks-minister: Nawet ci, którzy przed wojn± z przyczyn ekonomicznych zwalczali mniejszo¶æ ¿ydowsk± i byli okre¶lani przez prasê lewicow± jako antysemici oddawali ¿ycie za tych, którzy przed wojn± byli ich politycznym przeciwnikami (najlepszym takim przyk³adem jest Jan Mosdorf przed wojn± okrzyczany jednym z najwiêkszych antysemitów polskich, a który zosta³ rozstrzelany za pomoc ¯ydom). Oczywi¶cie to nie pro¶ba, by tu nie cytowaæ czy linkowaæ Czarnej Sotni czy czego¶ podobnego. Prawo Go¶ci, by przedk³adali do woli swoje artyku³y wiary i imiona autorytetów. Ale wybacz mi, ¿e nie przyjmê ani osoby ani argumentów za rozwa¿ania osób kompetentnych w danym temacie. 2009/06/12 21:56:41
@miskidomleka: Dopiero w 1967 obalili zakaz miêdzyrasowych ma³¿eñstw? Niewiarygodne... W Brazylii chyba nigdy czego¶ takiego nie by³o. Genialne w odes³aniu do Wikipedii to uzasadnienie sêdziego: Almighty God created the races white, black, yellow, malay and red, and he placed them on separate continents. Nigdy nie brak³o durni, co lepiej ni¿ ów Almighty wiedzieli czego Almighty chcia³...
2009/06/12 22:15:17
No i umknê³o mi..
Akceptacja istnienia innych pogl±dów? A co ja mogê mieæ do pogl±dów innych osób? Przecie¿ to sa ICH pogl±dy, nie moje. Dla mnie jest to tak oczywiste, ¿e tolerancja do szczê¶cia potrzebna mi nie jest. To jest podstawa. Czy ja komu¶ mog³abym narzuciæ moj± wewnêtrzn± moralno¶æ? Jakim prawem? Dlaczego wiêc mi narzucana ma byæ moralno¶æ, która mnie wewnêtrznie gwa³ci? Czy ona, bez mojej akceptacji i przyzwolenia (w ¿yciu nie podejrzewa³am, ¿e muszê na co¶ przyzwalaæ, ¿eby istnia³o obok mnie) nie ma prawa istnieæ, b±d¼ jest z marszu gorsza dlatego, ¿e nie moja? Odnosz±c siê na koniec do tre¶ci wpisu - jak mniemam, nikogo nie zdziwi³a, nie zniesmaczy³a i nie dotknê³a u¿yta w tek¶cie inwektywa. A to co najmniej dziwne przy za³o¿eniu, ¿e wypowiadaj± siê tu ludzie tolerancyjni, którzy tolerancjê pojmuj± w sposób przez siebie przedstawiany. Jako warto¶æ nadrzêdn± w stosunkach miêdzyludzkich. Nazwanie kogo¶ idiot± z sieczk± w g³owie, to chyba jednak JEST negatywne warto¶ciowanie, i to konkretnej osoby - nie pogl±du, nie postêpowania, nie zachowañ. Czy znów siê mylê? ;) Znów - to potwierdza mój pogl±d. Tolerancja, to tylko sztuczna poza, która pozwala posiadaæ poczucie bycia fair i poprawnym politycznie przy jednoczesnym rzucaniu inwektywami wobec tolerowanego - bez ró¿nicy, czy inwektyw± jest peda³ czy debil. I to jest ta tolerancja? To rzeczywi¶cie, nieco pogl±d zmieni³am. Jest czym¶ "wiêcej" ni¿ pustym has³em. Jest przykrywk± dla swobodnego warto¶ciowania ludzi. Trochê mi szkoda, ¿e akurat st±d wychodzê z takimi wnioskami, bo wypowiadaj± siê tu ludzie inteligentni i posiadaj±cy spor± wiedzê nabyt±. Jednocze¶nie broni± równo¶ci i sami okazuj± wy¿szo¶æ swoich przekonaæ, a i siebie (siebie, bo - przepraszam - nie umia³abym nazwaæ kogo¶ poza sob± idiot±; nie mam do tego prawa, traktuj±c ka¿dego cz³owieka na równi ze sob±, bez wzglêdu na jego przekonania i wybory ¿yciowe). Tu takie oceny pojawiaj± siê swobodnie i nie s± powodem do zdziwienia (mnie zdziwi³y, choæ to nie ja podobno tolerancyjna wobec wszystkich i wszystkiego jestem). Dlaczego wcze¶niej nie zwróci³am na nie uwagi? Bo zdziwienie, to jedno. Ocena, to drugie. Mimo, ¿e sobie prawa do rzucania inwektywami nie dajê, to dajê je innym - nie jest moj± spraw± czyje¶ przyzwolenie dane samemu sobie. W tym podsumowaniu przywo³a³am to tylko jako aktualny - bo tutejszy - przyk³ad. oki, zmykam :) 2009/06/12 22:23:36
@kate-1979:
Wybacz, ale gdy uznana zostajê w dyskusji za ciemn± masê i g³upka, to zaczynam w zgodzie z tym siê wypowiadaæ. Je¶li pijesz do mnie, to piszesz nieprawdê. Bardzo starannie oddziela³em Twoj± osobê (w zgodzie z oczywist± dla mnie pro¶b±, by nie etykietowaæ osób) od g³oszonych pogl±dów, ca³kiem podobnie jak Ty, maj±ca praktykowanie homoseksualizmu za niemoralne, przy jednoczesnym [deklarowanym] "autentycznym szacunku do homoseksualistów jako ludzi". Zw³aszcza ¿e mnie to oddzielanie przychodzi bez trudu (to, ¿e ludziom zdarza siê wyg³aszaæ pogl±dy g³upie, mo¿e mieæ ca³kiem niebanalne powody), gdy tymczasem trudno mi poj±æ, jak mo¿na szanowaæ kogo¶, czyje postêpowanie ma siê za niemoralne. Je¶li kto¶ mi pisze, ¿e homoseksuali¶ci mog± siê swobodnie rozmna¿aæ, wspó³¿yj±c tylko ze sob± (co wyra¼nie zaznaczy³am), to daje mi do zrozumienia, ¿e ma mnie za idiotkê. Ja nie zaznacza³em. Homoseksuali¶ci miewaj± dzieci ze stosunków heteroseksualnych, albo z in vitro czy innych form zap³adniania. Ca³kiem podobnie, nie ka¿dy stosunek heteroseksualny owocuje prokreacj±, ba, znakomita mniejszo¶æ tych¿e. I co z tego? (Jeju, jeju, ile¿ to ju¿ razy odbywa³a siê podobna rytualna dyskusja; dzielê tu odczucia z miskidomleka ;). 2009/06/12 22:29:31
Nameste,
Ty nie zaznacza³e¶. JA zaznaczy³am do¶æ wyra¼nie. W dalszym ci±gu u¿ywasz argumentów, jakby¶ rozmawia³ z idiotk±. Owszem, nie ka¿dy stosunek heteroseksualny skutkuje ci±¿±. Ale jednocze¶nie ¯ADEN homoseksualny ni± nie zaskutkuje. Nie jest mo¿liwe, by homoseksuali¶ci mieli dziecko bêd±ce ich czê¶ci± wspóln±. Wiêc nie ma to nic wspólnego z natur±, a wrêcz jej przeczy - ewolucja w swoich za³o¿eniach ma przekazywanie genów, nie ich mitrê¿enie. I tak mo¿na w nieskoñczono¶æ, tylko.. po co? Odbijam zatem Twoje EOT :) 2009/06/12 22:35:56
aaaaaaaaa!! :)))))
Chyba potrzebujê spaceru, jak czytam niektóre sprostowania, Nameste :) Po pierwsze, niech¿e bêdzie, ¿e DOS£OWNIE nazwa³e¶ g³upim "jedynie" motywowanie mojego pogl±du. Co - zauwa¿ - ju¿ jest warto¶ciowaniem, którego podobno tolerancja nie zak³ada ;) Po drugie, je¶li t³umaczysz mi podstawy biologii w taki, nie inny sposób, to MIÊDZY S£OWAMI sugerujesz mi, ¿e masz mnie za idiotkê, która tego wymaga i nie wie, sk±d siê dzieci mog± braæ, a sk±d siê NA PEWNO NIE WEZM¡. No b³agam Ciê! To nie jest nawet odrobinê irytuj±ce, to tylko roz¶miesza, a dyskusjê na temat poszanowania godno¶ci drugiego cz³owieka uwa¿am za na tyle powa¿n±, ¿e podobna forma jej ubli¿a. Zatem dajmy temu spokój - róznimy siê i to! jest najpiêkniejsze:) Naprawdê;) 2009/06/12 22:47:13
@flamenco - kate-1979: przykro mi czytaæ Twoje s³owa: uwa¿am tê wizytê za b³±d. Staram siê byæ gospodarzem, który z wyrachowania i egoizmu sprawia, ¿e ludzie chêtnie mówi± co my¶l±, bo dziêki temu czego¶ siê o ¶wiecie dowiadujê. Dlatego, gdyby Ciê bito, natychmiast bym goni³ z odsiecz± i odk³uj± i odkopk±. Ale nikt Ci nic - mimo parukrotnie wyra¿onych protestów - z³ego nie robi, a w argumenty biæ wolno. Nienaruszalno¶æ jest Twoja, Twojego imienia, osoby, prywatnych informacji, które zechcesz tu umie¶ciæ (np. "jestem kobiet±" - chêtnie wywalê na zbit± mordê kogo¶, kto bêdzie Ci jako kobiecie odmawia³ prawo do Twoich pogl±dów), ale przecie¿ ludzie mog± nie zgadzaæ siê z Twoim ogl±dem ¶wiata, prawda? I w rozmowach niekiedy nie ma czasu na zaokr±glenie zwrotów, a jako ¿e ci±¿y ci±gle nad nami dziedzictwo trzech zaborów, w ró¿nych miejscach te same s³owa miewaj± ró¿n± wagê i ³atwo mieæ za obrazê co¶, co wcale jako atak nie jest zamierzone. Rozmowa - jak j± dotychczas widzê - nie zawiera brutalno¶ci, ¶wiadomej z³ej woli czy pogardy dla odmienno¶ci pogl±dów. Proszê, ³yk soku z cierpiêtnicy, trzy minuty spokoju w wygodnym fotelu i wróæ do argumentacji, bo to ma warto¶æ dla wszystkich. A z pewno¶ci± nie warto podgrzewaæ atmosfery broni±c siê przeciw zarzutom, które nie pojawi³y siê.
O homoseksualno¶ci s± pro-blogi i kontra-blogi i nawet takie nie-seksualizuj±ce blogi jak mój czasami co¶ o tym popisz±. Wprawdzie Iza Kowalczyk mówi³a, ¿e moje refleksje o zwi±zkach sztuki i homoseksualno¶ci s± dobrze znane, ale mo¿e mimo tego zerkniesz tu i tu do nich, by zobaczyæ czemu kto¶ nie maj±cy ¿adnych homoseksualnych tendencji ani nie szukaj±cy poparcia politycznego ró¿nych grup mo¿e dostrzegaæ w zjawisku wiele warto¶ciowych cech. I co wtedy mia³em do powiedzenia to powiedzia³em, nowe refleksje mi siê jeszcze nie narodzi³y, ale gdy sprowokowany przez Go¶ci, do tematu mogê wróciæ. Otó¿ na pocz±tku rozmowy beatrix17 Ci powiedzia³a: ju¿ samo umieszczanie kwestii seksualno¶ci w kontek¶cie moralno¶ci jest ocen±. Na to odpar³a¶: Oceniam natomiast ZACHOWANIE seksualne (jako takie) i - wybaczcie - mam do tego prawo - no i okaza³o siê (immer wieder, immer wieder), ¿e 3/4 razhaworów o tolerancji dotyczy nastawieñ do homoseksualistów. To zapytam nieosobi¶cie - bo nie chodzi mi o Ciebie, o Twoj± osobê, o Twoje do¶wiadczenia - ale o postawê hipotetyczn±: a jakich zachowaniach tu mowa?? Gwa³ty pope³nione przez gejów s± nieporównalnie rzadsze ni¿ przy heteroseksualnej orientacji. W istocie, poza wiêzieniami (gdzie s± elementem dominacji a nie kwesti± atrakcyjno¶ci fizycznej) prawie nie istniej±. Pedera¶ci to zupe³nie odmienna kategoria i mam nadziejê, ¿e nie wpychasz ich pomiêdzy gejów. Chamskie podrywanie te¿ nie jest ich specjalno¶ci±. ¯eby wiedzieæ co¶ o ich zachowaniach na ogó³ trzeba i¶æ tam gdzie oni siê skupiaj± i wdaæ siê w dzia³ania, które oni odczytuj± za zaproszenie. Siedz±c w normalnej kawiarni czy robi±c co heteroseksualnemu cz³owiekowi przyjdzie do g³owy we w³asnej sypialni, nigdy ów cz³owiek nie dowie siê czym s± owe zachowania. Kto¶ studiuj±cy je nie ma prawo do ocen, bo nie na ocenach poznawanie polega. Kto¶ nie studiuj±cy niby w jaki sposób zetknie siê z owymi zachowaniami? ¯e raz na rok z daleka zobaczy z lekka rozebranych ludzi w paradzie godno¶ci czy jak to tam nazywaj±? Proszê, nie roz¶mieszaj cz³owieka, który ju¿ siê napatrzy³ na najró¿niejsze formy zdziczenia na ulicach ró¿nych miast, ale nies³ychanie rzadko mia³y one choæby marginalny zwi±zek z homoseksualno¶ci±. 2009/06/12 22:54:23
@kate-1979:
Kto¶ powiedzia³, ¿e "tolerancja nie zak³ada warto¶ciowania pogladów"? Bo nie ja. Po drugie, a propos stosunków seksualnych, chcia³em Ci jedynie zwróciæ uwagê, ¿e prokreacyjny skutek stosunku s. ma miejsce w znikomym procencie (wszystkich stosunków miêdzy lud¼mi); czemu siê upierasz, ¿e mo¿no¶æ/niemo¿no¶æ powstania progenitury jest jako¶ szczególnie istotna? A poza tym, mo¿e rzeczywi¶cie id¼ na spacer :) 2009/06/12 23:19:43
kate:
" ¿e homoseksualista nie krzywdzi homoseksualisty, a pedofil krzywdzi dziecko, bo nie ma zgody z jego strony, to wypada zapytaæ, czy mo¿e swobodnie kopulowaæ z dzieckiem, które tego chce" Jejku, naprawdê trzeba takie rzeczy t³umaczyæ? Chyba ka¿dy widzi, ¿e dzieci s± niedorozwiniête pod rozmaitymi wzglêdami, wiêc odmawia siê im robienia ró¿nych rzeczy, które byæ mo¿e robiæ by chcia³y. "Skoro kapusta mo¿e byæ udkiem z grilla i bit± ¶mietan±, to ju¿ nie jest jednocze¶nie kapust±. " Agrumentujesz kiepskimi analogiami, jak ksi±dz na kazaniu. Uznanie ma³¿eñstw homo za legalne nie znosi istnienia ma³¿eñstw hetero. "tolerowana mogê byæ tylko wtedy, gdy mi siê wyka¿e, jak za¶ciankowe mam pogl±dy" Problem polega nie tyle na twoich pogl±dach, tylko na "faktach" i "argumentach" (cudzys³owy nie bez kozery) którymi je uzasadniasz. Jak na przyk³ad u¿ycie s³ów "sztuczny" i "naturalny", w dodatku zabarwiaj±c je warto¶ciuj±co. Wydaje mi siê, ¿e w ogóle nie odnios³a¶ siê do moich argumentów przeciwko stosowaniu przez ciebie tych s³ów w taki sposób, w jaki je stosujesz - a mo¿e by³oby to warto¶ciowsze od roztrz±sania, czy kto¶ u¿y³ inwektyw, czy nie. andsol: "W Brazylii chyba nigdy czego¶ takiego nie by³o." Bo Ameryka P³d zdaje siê patrzy na rasê zupe³nie inaczej ni¿ P³n. Znów siê zareklamujê: miskidomleka.wordpress.com/2009/01/19/kolor-prezydenta/ (mo¿e zreszt± pamiêtasz tê notkê, komentowa³e¶ j±) kate: "Wiêc nie ma to nic wspólnego z natur±, a wrêcz jej przeczy - ewolucja w swoich za³o¿eniach ma przekazywanie genów, nie ich mitrê¿enie. " Ale co ma ewolucja do naszej dyskusji? Celibatariusze te¿ mitr꿱 geny, ludzie, którzy po prostu nie decyduj± siê na posiadanie dzieci mitr꿱 geny, i co z tego? Powtarzam, mnóstwo ludzkich zachowañ jest nienaturalnych, nieewolucyjnych - ale ludzie maj± kulturê ewoluuj±c± po swojemu, a ewolucji biologicznej praktycznie obecnie nie podlegaj±. "Nie jest mo¿liwe, by homoseksuali¶ci mieli dziecko bêd±ce ich czê¶ci± wspóln±." Do czasu, do czasu. 2009/06/12 23:36:31
@miskidomleka: mo¿e zreszt± pamiêtasz tê notkê, komentowa³e¶ j± - tak, pamiêtam, ale wtedy nie wróci³em, by ujrzeæ inne reakcje i dlatego dopiero teraz Ci wyja¶niê co co mi chodzi³o z tym jestem naczelnym ssakiem. ¯e by to odczytano jako jego uznanie teorii ewolucji i protesty religijne by go wykoñczy³y.
2009/06/12 23:45:57
Ha! W³a¶nie sobie czytam co¶, czego nie mogê nie przekleiæ.
Prof. Wiktor Osiatyñski: Ja chcia³em powiedzieæ, ¿e ksi±dz mówi: "nie ma klimatu w Ko¶ciele", pani minister, ¿e nie ma klimatu w polityce. A ja wierzê tak na wskro¶ w spo³eczeñstwo obywatelskie, zreszt± jestem cz³onkiem rady takiej organizacji w Budapeszcie, ona m.in. pomaga finansowo tak¿e organizacjom gejów i lesbijek, które by dzia³ania prawne chcieli podejmowaæ. Ja wierzê w co¶ takiego, co jest jeszcze bardziej niepopularne, czyli w poprawno¶æ polityczn±. Naprawdê, niech ka¿dy miêdzy nami przekona dziesiêæ osób, ¿e to nie jest grzech, tylko sposób ¿ycia, ¿e to nie jest grzech, tylko wybór, i ¿e ci ludzie s± tacy sami jak my, i nie mo¿emy im przeszkadzaæ kochaæ siê wzajemnie. Je¿eli ka¿dy z nas to zrobi i je¿eli stworzymy pewn± poprawno¶æ, ¿e powiem "a fe!", je¿eli kto¶ powie "peda³", to bêdzie mia³o ogromn± si³ê oddzia³ywania. U nas przez prawicowych publicystów o tym te¿ nie by³o mowy. Ci wszyscy politycy i ksiê¿a mniej zrobili szkody, ni¿ prawicowi publicy¶ci. Nawet czasami nie prawicowi, czasami zwykli, którzy robili dla sensacji ró¿ne rzeczy. I u nas odrzucono pojêcie poprawno¶ci politycznej jako ¶mieszne, o¶mieszane, kompromitowane. A ono jest jednym z najwiêkszych ¼róde³ postêpu. Je¿eli popatrzymy na postêp, który nast±pi³ za ¿ycia jednego pokolenia w Ameryce - dzisiaj Amerykanin afrykañskiego pochodzenia mo¿e byæ prezydentem Stanów Zjednoczonych. I przy tym wyborze poprawno¶æ polityczna siêga³a mo¿e 60-70 procent. To jest d³ugi proces, ale poprawno¶æ polityczna jako forma zmiany ¶wiadomo¶ci ma ogromne znaczenie. Tu znowu zachêcam, ¿eby ka¿dy z nas przekona³ dziesiêciu nieprzekonanych. Wyt³uszczenie moje. wyborcza.pl/1,88975,6715254,Lesbijki_i_geje_w_Polsce__Wolnosc__Rownosc_.html 2009/06/12 23:46:27
Kate napisala:
"W dalszym ci±gu u¿ywasz argumentów, jakby¶ rozmawia³ z idiotk±. Owszem, nie ka¿dy stosunek heteroseksualny skutkuje ci±¿±. Ale jednocze¶nie ¯ADEN homoseksualny ni± nie zaskutkuje. Nie jest mo¿liwe, by homoseksuali¶ci mieli dziecko bêd±ce ich czê¶ci± wspóln±. Wiêc nie ma to nic wspólnego z natur±, a wrêcz jej przeczy - ewolucja w swoich za³o¿eniach ma przekazywanie genów, nie ich mitrê¿enie." --- po pierwsze droga Kate, nie rozumiem dlaczego krytyke POGLADOW wlasnych odbierasz jako krytyke SWOJEJ OSOBY? Podchodzac w ten sposob do jakiejkolwiek dyskusji nie da sie owej dyskusji prowadzic, niestety, bo wszystko, co niezgodne z Twoimi pogladami bedziesz odbijala stwierdzeniem "W dalszym ci±gu u¿ywasz argumentów, jakby¶ rozmawia³ z idiotk±". Po drugie: argument ze "homoseksualisci nie moga miec dziecka bedacego ich czescia wspolna" jest nieduzo warty, bo gdybys chciala byc KONSEKWENTNA to w imie tego samego uzasadnienia powinnas odmowic adopcji rodzicom nie-biologicznym. W koncu ich dziecko nie jest "ich czescia wspolna" i tez nie ma to nic wspolnego z natura. Poglady sobie mozesz miec jakie ci sie podoba, mnie to obojetne, dopoki owe poglady nie sa skierowane przeciwko mnie, nie ograniczaja mojej wolnosci i prywatnosci. NATOMIAST jesli podejmujesz sie dyskusji na forum publicum (so to speak) to licz sie z tym, ze ludzie beda czytac to, co piszesz, analizowac, wyciagac wnioski i odpowiadac. Bardzo prosze nie zbywaj tego obrazaniem sie w postaci " to juz sobie ide" bo jest to dziecinne co najmniej. Masz poglady jakie masz, nie lubisz homoseksualistow, uwazasz to za "sprzeczne z natura" ale - czy Ci homoseksualisci w jakikolwiek sposob ograniczaja twoja wolnosc i prywatnosc? 2009/06/13 02:11:28
Mnie bardziej interesuje kwestia testów ni¿ tolerancji. Przynajmniej na temat testów ludzie maj±, trafn± czy nietrafn±, ale szczer± opiniê.
W zasadzie, ró¿nice w IQ testowym i IQ ¿yciowym bierze siê st±d, ¿e testy (Mensowe i temu podobne) sa "dobrze postawione", natomiast ¿yciowe - "¼le postawione". Sa to terminy techniczne, nie metafory. Co do dopuszczalno¶ci krytykowania i ibra¿ania czyich¶ pogl±dów, za¶ niedopuszczalno¶æ osoby - niestety, to popl±tanie. Wziê³o siê to prawdopodobnei stad, ¿e wielu ludzi - zw³aszcza publicznych - ma pogl±dy na ka¿d± okazjê, ba, ca³e ich szafy i pud³a na strychu. Wiêc, krytykowaæ je, to jak krytykowaæ buty czy kapelusz. Z drugiej strony, s± ludzie, których pogl±dy s± nieroz³±czne od ich osobowo¶ci - tworz± ich osobê. "Mówiê tak a tak, wierze w to, jestem o tym przekonany/a" - "Ale¿ g³upio mówisz". I tu zachodzi obraza osoby. Bo, je¿eli nie, to na czym "osoba" polega? Nie wolno mówiæ - "ale masz g³upi palec". Niew±tpliwie, obra¿aj±c czê¶æ osoby - obra¿a siê osobê. A¿ dziw, ¿e ludzie pono inteligentni tej ró¿nicy nie czaj±. Mam nadziejê, ¿e kto¶ siê poczu³ obra¿ony. 2009/06/13 02:21:10
Przekszta³cono tutaj do postaci:
Masz poglady jakie masz, nie lubisz homoseksualistow, uwazasz to za "sprzeczne z natura" ale - czy Ci homoseksualisci w jakikolwiek sposob ograniczaja twoja wolnosc i prywatnosc? moje s³owa, które brzmia³y: Wasz ¶wiatopogl±d mnie nie krzywdzi. Mój Was te¿ nie. (...) A co ja mogê mieæ do pogl±dów innych osób? Przecie¿ to sa ICH pogl±dy, nie moje. Dla mnie jest to tak oczywiste, ¿e tolerancja do szczê¶cia potrzebna mi nie jest. To jest podstawa. Czy ja komu¶ mog³abym narzuciæ moj± wewnêtrzn± moralno¶æ? Jakim prawem? Dlaczego wiêc mi narzucana ma byæ moralno¶æ, która mnie wewnêtrznie gwa³ci? Czy ona, bez mojej akceptacji i przyzwolenia (w ¿yciu nie podejrzewa³am, ¿e muszê na co¶ przyzwalaæ, ¿eby istnia³o obok mnie) nie ma prawa istnieæ, b±d¼ jest z marszu gorsza dlatego, ¿e nie moja? Nie wiem, na jakiej niby podstawie mia³abym lubiæ/nie lubiæ "szar± masê" ludzi - mogê lubiæ Aniê Nowak i Zbyszka Kowalskiego, nie gejów, heteryków, etc. Nie ja tu dzielê na grupy, o czym piszê od pocz±tku. Nie ja etykietujê. Na samym pocz±tku napisa³am, ¿e nie interesuje mnie intymno¶æ czyjakolwiek, bo ona nie jest spraw± moj±, tylko czyj±¶ - a tak pojmujê kwestiê orientacji seksualnej. Za¶ co do samego zjawiska, zdanie mam w³asne i nie potrzebnie da³am siê zapêdziæ w t³umaczenie siê z niego, bo dosz³o do argumentów, które niebawem zaczê³yby zahaczaæ o s-f. Oczekiwanie, ¿e wszystkie je bêdê komentowaæ, z jednego k±ta (politycznego, ideologicznego) dam siê ganiaæ w drugi (biologia, ewolucja), trzeci (zas³ugi okre¶lonych orientacji seksualnych dla sztuki) i ka¿dego kolejnego, s± mocno na wyrost. Szanujê CZ£OWIEKA. Wszystko, co on sobie przypisuje w³asnym wyborem i ¶wiatopogl±dem, zostawiam jemu. Je¶li kto¶ z Was uwa¿a tê postawê za karygodn±, g³upi±, bezpodstawn±, ¶wiadcz±c± o tolerancji/nietolerancji, etc., niech wska¿e, dlaczego. Uwa¿am pojêcie TOLERANCJA za wydmuszkê i narzêdzie - z jednej strony polityczne i propagandowe, z drugiej pozwalaj±ce czê¶ci etykietuj±cych siê nim ludzi ukrywaæ nienawi¶æ i zapêdy segreguj±ce innych na lepszych i gorszych, pod p³aszczykiem poprawno¶ci politycznej i mody spo³ecznej. Na podstawie wszystkich przytoczonych tu definicji tego pojêcia, pogl±dów na nie, postaw wobec niego i opracowañ tematycznych proszê mi wykazaæ, dlaczego KTÓRAKOLWIEK z rzeczonych jest lepsza lub gorsza, w³a¶ciwsza b±d¼ mniej uprawniona, zawodowa czy laicka. Jak dla mnie, wszystkie s± równouprawnione. Sk±d wiêc moje zastrze¿enia co do kompetencji, skierowane do Nameste? Przyznam, ¿e to pierwsza dyskusja na ten temat, w której zabra³am g³os, a dla której podstaw± NIE JEST klasyczna definicja pojêcia, która zosta³a - moim zdaniem - wypaczona, zniekszta³cona, zmanipulowana (g³ównie przez polityków, którzy uczynili z niej narzêdzie propagandowe) i jest dzi¶ rozszczepiona na tyle wersji, ilu ludzi o ró¿nych pogl±dach na ni±. Z tego punktu widzenia, wszyscy "mamy racjê" i wszyscy siê "mylimy". Co siê tyczy za¶ obra¿ania i ucieczki - nic z tych rzeczy. Jestem tu jedna (Sadoq wyrazi³ swoje zdanie i to wszystko, je¶li chodzi o Jego udzia³), wobec mnie jest Was ¶ciana. I to NIE JEST zarzut. Po prostu w tym miejscu zgromadzi³y siê osoby, które maj± jednolit± opiniê na poruszony temat. Nawet gdybym chcia³a, nie by³abym fizycznie w stanie rzetelnie przy³o¿yæ siê do ka¿dego zastrze¿enia, a te ju¿ siê piêtrz± i zniekszta³caj± moje s³owa (pocz±tek tej wypowiedzi). Jestem w stanie odpieraæ argumenty jednej czy dwóch osób na raz - wielokrotno¶æ zapêdza mnie w kozi ruch obrony koniecznej, odbiera mo¿liwo¶æ zdystansowanej dyskusji. Trudno nie czuæ siê "oblê¿onym" w takiej sytuacji. Poza tym nie uwa¿am siebie za eksperta, ani za merytorycznego interlokutora - wyra¿am w³asne zdanie, piszê o refleksjach; posunê³am siê do wklejenia linku niepotrzebnie, bo to nie ma sensu w temacie, który ma kolokwialny miliard mo¿liwo¶ci wyj¶cia z labiryntu. Proszê mnie za jêzyk nie ci±gn±æ, mam prawo poddaæ dyskusjê i to czyniê. 2009/06/13 02:27:11
5-grid:
alez "czaja" ta roznice. To jest sposob, jakiego imaja sie ludzie wierzacy, zeby uniemozliwic komukolwiek krytyke czy nawet DYSKUSJE z ich pogladami. Moj poglad jest czescia mojej osoby i krytkujac go, krytykujesz mnie, OBRAZASZ MNIE JAK SMIESZ. W ramach tolerancji powinienes szanowac moja osobe, a wiec nie obrazac mnie, a wiec zamilknac. Spoko. Calkiem sporo osob zabito po publikacji karykatur Mahometa, poniewaz albowiem niektorzy muzulmanie poczuli sie "obrazeni" i oczywiscie w ramach zadosuczynienia, musieli obrazajacych zabic. Czemu zabic? Allah ustami Mahometa w Koranie nakazuje zabijanie niewiernych, a co powiedzial allah, nie podlega dyskusji. Przyklad ekstremalny, ale od rzemyczka do koniczka. Wspolczesna psychologia wykazala juz jakis czas temu, ze do wielkiego zla dochodzi sie malymi kroczkami. 2009/06/13 02:32:25
Kate:
skoro uwazasz pojêcie TOLERANCJA za wydmuszkê i narzêdzie, zycze ci, zeby kiedys przyszlo Ci mieszkac w kraju, gdzie tolerancji nie ma. Np. w Arabii Saudyjskiej - tam nie toleruja wielu rzeczy, miedzy innymi kobiet za kierownica, kobiet bez abai na ulicach, innowiercow. Albo Chiny - tam z kolei nie toleruja, ze ktos moze miec inne poglady polityczne niz ustalona linia partii. W Polsce kiedys tez tego nie tolerowano. Z tolerancja jest jak ze zdrowiem: ile go ceni ten tylko sie dowie, kto go stracil.... .. jak powiedzial wieszcz. 2009/06/13 02:43:19
Za kilka literówek i b³êdów sorki, upar³am siê na rozlicznie tematu przed snem. W ew. odpowiedzi nie zamierzam ju¿ zagl±daæ, nie jest wa¿ne co powiem, i tak podsumuje siê jak wy¿ej zd±¿ono - nie mam na to wp³ywu, mog³abym sztandar wywiesiæ z napisem NIE OBRAZI£AM SIÊ; NIE MAM NIC PRZECIWKO HOMOSEKSUALISTOM, BO NIE POSTRZEGAM CZ£OWIEKA PRZEZ PRYZMAT JEGO WYBORÓW I INTYMNO¦CI, a niektórzy i tak wiedz± lepiej, co autor mia³ na my¶li.
Przepraszam, ale trudno w takich okoliczno¶ciach trze¼wo argumentowaæ i rozmawiaæ w innym poczuciu, ni¿ bycia celowo o¶mieszan± i ocenian± w kierunku stereotypowego sklasyfikowania mnie, jako ciemnej i nawiedzonej 'katoliczki' (kul± w p³ot, a nawet i poza hen!). Odczuæ nie zmieniê, za to za z³e nikomu niczego nie mam. Ka¿dy ma w³asny sposób na dialog, nie mnie go oceniaæ. Dobranoc nie¶pi±cym. 2009/06/13 02:50:20
Tak, tak, Nina.. wiem i znam schemat, którym raczy³a¶ mnie podsumowaæ przed chwil±. Co¶, jak ci, co s± "przeciw aborcji", a jednocze¶nie ¿yczyliby wszystkim, co s± za, ¿eby ich kiedy¶ wyskrobano - tacy z nich "obroñcy ¿ycia poczêtego". Gratulujê szerokich horyzontów. Ja sobie ¿yczê mieszkania po¶ród ludzi, którym nie trzeba nak³adaæ kajdan tolerancji, by umieli szanowaæ drugiego cz³owieka i nie oceniaæ jego drogi ¿yciowej. To siê nazywa prawdziwa WOLNO¦Æ, reszta to jej majaki - tak umiemy korzystaæ z wywalczonej wolno¶ci, ¿e uczynili¶my z niej narzêdzie zniewalania innych i samowolkê, wiêc trzeba na nas rózgi w postaci tolerancji. ¦pij s³odko.
off 2009/06/13 03:50:39
@flamenco - kate-1979: no wiêc nie ¶piê jeszcze i ze smutkiem widzê, ¿e odparowuj±c ataki (które chyba jednak nie istniej±) zaczynasz byæ niebezpiecznie blisko ataków personalnych. Cieszy³bym siê, gdyby dystkutuj±c tu dawa³o siê unikaæ hipotetyzowania na temat struktury umys³owej czy intelektualnej rozmówców; jak dotychczas tego nie by³o i chyba da siê ¶wietnie ¿yæ bez tego. Zostañmy przy tezach wys³owionych przez dyskutantów i to unikaj±c ich zbyt intensywnej re-interpretacji. W moim ca³ym ¿yciu jeszcze nie widzia³em dobrze koñcz±cej siê rozmowy, która zje¿d¿a w poetykê typu "czy ty my¶lisz, ¿e ja jestem g³upi/g³upia?"
Upraszam wszystkich rozmówców o unikniêcie w ewentualnym przed³u¿eniu tej rozmowy tak poci±gaj±cych odniesieñ do abortów, homoseksualno¶ci, religijno¶ci - a na wszelki wypadek i wegeterianizmu i Hitlera. A w ogóle to powtórzenia pozycji nie czynia ich solidniejszymi. @Tichy aka 5-grid: kiedy¶ to zespolenie pozycji z naskórkiem nazwa³em "antyalienacj±", ale nigdzie nie og³osi³em, wiêc siê nie przyjê³o. A gdybym og³osi³, to skojarzenia z Marksem te¿ by nie pomog³y. Ale sytuacja jest zdumiewaj±ca, mniej by mnie dziwi³o gdyby s³oik broni³ pieczarek, bo w³a¶nie jest nimi wype³niony. Przecie¿ pojêcia, przekonania, terminy s± technologi± uk³adów miêdzy lud¼mi a nie ich zastêpstwem, chodzi o to jak ze sob± wspó³¿yjemy a nie jak to nazywamy. Rodz±c siê w Indiach byliby¶my w wiêkszo¶ci zwolennikami tamtym religii, obyczajów, postaw. Chyba warto mieæ wiêcej spokoju w kwestii pogl±dów. My¶lê, ¿e du¿o ³atwiej jest zmieniæ Wiarê Ojców ni¿ sta³± Plancka. 2009/06/13 05:47:41
Otó¿, stwierdzam, ¿e moje pogl±dy - w szczególno¶ci to, co piszê (nie na zamówienie) - stanowi± moj± osobê. Tak¿e, mój palec, mój brzuch (i inne czê¶ci a tak¿e cz³onki bardziej wymowne lub niewymowne), a te¿ i moje upodobania tego, a nielubienie tamtego.
Kto te obra¿a nazywaj±c je g³upimi, obra¿a mnie. Wiêc. kryteria typu "wolno obra¿aæ pogl±dy" a "nie wolno obra¿aæ osoby" proszê uprzejmie o kant dupy pot³uc. 2009/06/13 08:11:54
@tichy (5-grid):
Jedziesz skrótami. Po pierwsze, ustalmy, co to pogl±d. Roboczo: zdanie oznajmuj±ce wypowiadane z asercj±. Ja otó¿ twierdzê, ¿e sporo jest takich zdañ ozn., które s± po prostu g³upie. Np. "Ziemia jest p³aska", "Ewolucja chce tego-a-tego [ma ¶wiadomo¶æ? jest celowa?]". Charakteryzowanie takich zdañ ozn. jako "g³upich" jest stwierdzeniem faktu; mo¿na siê zastanawiaæ, na ile da siê obraziæ ci±g s³ów, albo na ile prawdziwe charakterystyki zdañ s± obra¼liwe. Po drugie, jest klasa s±dów -- ocennych albo wyra¿aj±cych stosunek [wypowiadaj±cego] do systemu warto¶ci -- które istotnie, bêd±c subiektywnymi albo (arbitralnie) aksjologicznymi, nie podlegaj± czy nie powinny podlegaæ takiej ocenie. O gustach siê nie dyskutuje (nie powiem wiêc: "upodobanie do filmu Kill Bill to g³upota", tu rzeczywi¶cie jest to synonimem zdania: "komu siê podoba Kill Bill, ten g³upi"). Nie powiem te¿ "wierzenie w panaboga osobowego to g³upota" (nawet gdybym tak uwa¿a³) itp. Pytanie jednak, czy w niniejszej dyskusji ktokolwiek obrazi³ takie pogl±dy-a-tym-samym-osobê. Nie wydaje mi siê. Po trzecie, kate-1979 sama siê prosi³a. Pracowicie oddzielaj±c praktykowanie homoseksualizmu, jako zachowanie niemoralne, od osoby homoseksualisty, któremu nale¿y siê "autentyczny szacunek" (bo "godno¶æ cz³owieka" itp., itd.). Istnieje powa¿nie ugruntowana teoria, ¿e praktykowanie homoseksualizmu jest trwa³±, a nie przygodn± i "pozbywaln±" cech± osoby o homoseksualnych preferencjach. W znacznie istotniejszym stopniu ni¿ "wypowiadanie przez osobê X pogl±dów g³upich": X mo¿e "zm±drzeæ" (np. douczyæ siê, zmieniæ zdanie, przemy¶leæ na nowo: czy¿ nie temu, teoretycznie, ma s³u¿yæ np. dyskusja?) Je¶li wiêc kto¶ lekk± rêk± oddziela "zachowania" konstytutywne dla pewnego (wa¿nego) wymiaru to¿samo¶ci od "osoby", jedne kwalifikuj±c jako "be", a drug± (osobê), niezale¿nie, "szanuj±c wewogle", to (pomy¶la³em) niech ów kto¶ posmakuje takiego rozdzielenia na w³asnej skórze. A w³a¶ciwie, na skórze ;) wypowiadanych pogl±dów, je¶li takie pogl±dy (por. po pierwsze i po drugie) mog± w ogóle mieæ wra¿liw± skórê. 2009/06/13 09:19:27
@kate-1979:
Ja sobie ¿yczê mieszkania po¶ród ludzi, którym nie trzeba nak³adaæ kajdan tolerancji, by umieli szanowaæ drugiego cz³owieka i nie oceniaæ jego drogi ¿yciowej. To siê nazywa prawdziwa WOLNO¦Æ, reszta to jej majaki - tak umiemy korzystaæ z wywalczonej wolno¶ci, ¿e uczynili¶my z niej narzêdzie zniewalania innych i samowolkê, wiêc trzeba na nas rózgi w postaci tolerancji. Ja te¿! Ja te¿! ¿yczê sobie mieszkania po¶ród tylko takich ludzi. Ale, niestety, ja odró¿niam jest od powinno byæ, marzeñ i innych pobo¿nych¿yczeñ. Dzi¶ o 13-tej w Warszawie Parada Równo¶ci. Przyjd± zapewne te¿ "wyzwoleni z kajdan tolerancji" wszechpolacy czy inne NOPy, z transparentami "Zakaz peda³owania!". Co rzuc± kamieniem, to dodadz±: "Ja¶ku, Grze¶ku, wiecie, jak bardzo szanujemy w was drugiego cz³owieka, no, nie os±dzamy [³up!] waszej drogi ¿yciowej. Nam siê po prostu rzygaæ chce od tych waszych niemoralnych [³up!] zachowañ, wy ohydne zboki (ale nie bierz tego do siebie Ja¶ku, Grze¶ku, nic nie mamy do waszych godnych szacunku [³up!] osób)". EOT z Tob±. Pozostañ w pokoju. 2009/06/13 11:31:47
Przypomnial mi sie taki dowcip srodowiskowy (ze srodkowiska mojego meza):
Po koncercie muzyk podchodzi do akustyka i mowi : - Schrzaniles moj koncert. Jestes gluchy - Sam jestes glupi - odpowiada akustyk. Flamenco, nie chcialam wywolac burzy, nie chcialam Cie oceniac. Tyczasem wyszlo jak wyszlo. Jest mi przykro, ze poczulas sie niedobrze. Nie wiem jak ubrac w slowa to, co chce powiedziec, zeby nie dotknac Cie znowu. Otoz, nie kazda precyzja wypowiedzi konczy sie indyferentnie. Widzisz, zwczajnie zdaje mi sie, ze komus, kto uslyszalby slowa " to sie nie miesci w mojej moralnosci osobistej" zrobi sie przykro, nieswojo. Poczuje sie oceniany, nawet wbrew Twoim intencjom. To wszystko, co chcialam powiedziec. Odrzucmy tez skrajnosci, prosze. Wcale nie jest prosta droga od poprawnosci politycznej do nazizmu i mordowania Zydow. Ona jest wlasnie bardzo kreta, moim zdaniem i miesci w sobie szare i "szarsze" odcienie szarosci, zakrety i slepe odnogi, falszywe drogowskazy i mnostwo innych pulapek, z ktorych najtrudniejsza jest to, ze droga ktora idziemy na kazdym doslownie kroku moze sie okazac nie ta, ktora chcielismy pojc, nie ta ktora isc mamy sile, ze jest to zupelnie inna droga, choc wyruszylismy z calkowita pewnoscia co do jej przebiegu. ZCasem bywa pieknie, czasem paskudnie. Swiat jest tak pelen zjawisk, ze ich precyzyjne nazwanie w kazdym konteksie w jakim ono wystepuje nie jest mozliwe. Za szybko biegniemy, abysmy mogli wszystko zauwazyc, zrozumiec a potem przekazac nasze odczucie innym. I do tego tak, aby oni je odczuli dokladnie tak, jak tego bysmy chcieli. Dlatego oceny sa takie niebezpieczne. Wiem, ze nie da sie ich uniknac calkowicie, ale tam gdzie sie da, tam gdzie w gre wchodza jakze delikatne obszary ludzkiej wrazliwosci, moze warto sprobowac. 2009/06/13 12:21:24
Mia³em okazjê byæ wczoraj na premierze ksi±¿ki o zabytkach mojego powiatu. Tak siê sk³ada, ¿e w okolicznej miejscowo¶ci znajduje siê ko¶ció³ z polichromi± (=malunki ¶cienne) wykonan± przez Eligiusza Niewiadomskiego. Na premierze (by³a to w zasadzie sesja naukowa) opowiadano w³a¶nie miêdzy innymi o nich i pokazywano slajdy. Nie jestem mi³o¶nikiem sztuki sakralnej, ale to by³o przepiêkne. Niesamowite kompozycje tego m³odopolskiego artysty, arcydzie³a, podoba³y mi siê znaczeni bardziej ni¿ analogiczne prace samego Józefa Mehoffera, jakie znajduj± siê w ko¶ciele w moim mie¶cie. By³em oczarowany.
Eligiusz Niewiadomski znany jest jednak g³ównie z tego, ¿e z g³ow± zadymion± przez endeckich polityków i duchowieñstwo, 16 grudnia 1922 roku zastrzeli³ pierwszego prezydenta RP, Gabriela Narutowicza. Za to jedynie, ¿e jego kandydaturê poparli pos³owie lewicy. Przed sieczk± w g³owie i g³upot± nie chroni ani inteligencja (przyk³ad powy¿szy), ani wykszta³cenie (vide casus profesora wierz±cego w Smoka Wawelskiego), ani niestety talent, jak widaæ. Chyba nic nie chroni, chroñmy siê sami. 2009/06/13 13:53:09
Bardzo intczeresuj±ca wymiana pogl±dów, w której szczê¶liwie uda³o mi siê nie wzi±æ udzia³u. Nie tyle nie chcia³em, co nie zauwa¿y³em.
Fla, my¶lê, ¿e by³oby dobrze gdyby¶ Z UWAGA i bez emocji przeczyta³a wszystkie posty Nameste. Odnoszê wra¿enie, ¿e bierzesz to wszystko zbyt personalnie. Dyskusja o homoseksuali¼mie z Tob± jest nader trudna. Powodem jest moim zdaniem rozkrok (wierno¶æ doktrynie vs. chêæ otwarto¶ci i wspó³uczestnictwa) w którym siê znajdujesz. Uk³ony 2009/06/13 14:50:41
Telemachu,
Przeczyta³am, przemy¶la³am, a wnioski pozostawi³am u siebie. Z tej prostej przyczyny, ¿e trudno nie daæ siê wyprowadziæ z równowagi ci±g³ym przeinaczaniem przez interlokutorów moich s³ów i nadawaniem im znaczeñ, pod którymi ja siê nigdy nie podpiszê. Co¶ jeszcze. Doktryna i ja? Nie wiesz, o czym mówisz w tym przypadku. Niestety, w takich dyskusjach czyje¶ przekonania choæby trochê 'j±' (???) przypominaj±ce, s± z ni± zrównywane z za³o¿enia. Znaki zapytania, bo wypada³oby te¿ jeszcze dodaæ, o JAK¡ doktrynê chodzi - tych jest od groma. Doktrynalne na zasadzie moich, s± te¿ przedstawiane tutaj przez wspó³rozmówców opozycyjne pogl±dy. Jedynie podstawa i aksjomaty s± ró¿ne, chodzi o podej¶cie i forsowanie przekonañ. To ostatnie - forsowanie - uwa¿am za b³±d, bo choæ nie by³o moj± intencj±, w niektórych miejscach sta³o siê faktem. Wynikaj±cym ze wspomnianego chóralnego przeinaczania. Dziêkujê Ci za uwagê. 2009/06/13 15:53:52
Fla, doktryna by³a skrótem my¶lowym wynik³ym z toczonych uprzednio dyskusji na ten sam temat. Mia³em na my¶li sposób postrzegania moralno¶ci i niemoralno¶ci jak równie¿ normalno¶ci i naturalno¶ci przez pryzmat wiary a nastêpnie wprowadzanie tych kategorii do oceny np. procesów biologicznych, kulturowych i spo³ecznych. Obszerne. Skrót by³ istotnie nieprecyzyjny, tak ¿e zapomnij. Nie bêdê mia³ nic przeciw temu je¶li Andsol wyrzuci. Nie jest to a¿ tak istotne...
Równie¿ pozdrowienia t. 2009/06/13 17:11:58
Telemachu,
Proszê Ciê, nie rób tego samego, co wytr±ci³o mnie z kursu zdystansowanej dyskusji wcze¶niej. Nigdzie nie uzna³am niczego za NORMALNE lub NIENORMALANE. Normalne jest dla mnie wszysto, co istnia³o, istnieje i istnieæ bêdzie - dlatego w³a¶nie (dziêkujê za mo¿liwo¶æ ³atwego wskazania powodu) dziwi mnie ci±gle wmawiana mi czyja¶ potrzeba mojej akceptacji dla istniej±cych zjawisk, pogl±dów, zachowañ, czy - wreszcie, przede wszystkim - ludzi. Naturalne za¶ jest dla nie to, co wyp³ywa z "natury rzeczy" (zatem ryba, która p³ywa, a nie je¼dzi motocyklem - ¿e bêdê trywialna mocno przez chwilê). Nic wiêcej. Ani to LEPSZE, ani GORSZE, od sztucznie wprowadzonego. Natomiast dla mnie (i TYLKO dla mnie!) to istotna zmienna - dla kogo¶ mo¿e byæ nieistotna. Motywowa³am ni± w³asne pogl±dy, nie cudze, zauwa¿. Chyba sami decydujemy, co mo¿e mieæ wp³yw na nasz ¶wiatopogl±d? :) Dopiszê i tu jedn± rzecz, bo widzê, ¿e czym¶ zasugerowa³am inny stan rzeczy w gor±czce dyskusji najwyra¼niej, skoro i Ty skierowa³e¶ do mnie s³owa o m±dro¶ci Nameste na moim blogu tym razem. Uwa¿am, ¿e jest b³yskotliwym interlokutorem, doskonale precyzuje luki w skrótach my¶lowych i je bezlito¶nie obna¿a, z korzy¶ci± dla progresywnej dyskusji. Nie uwa¿am natomiast, ¿e w Jego rozumowaniu nie ma luk i niekonsekwencji i ¿e nie nadinterpretuje kilku moich pogl±dów, ubieraj±c je w nowe znaczenia (co i mi siê tu zdarzy³o, ja te¿ perfekcyjna nie jestem, raczej mi daleko do tego stopnia opanowania siê i umiejêtno¶ci dyskutowania na zimno w warunkach do¶æ trudnych, bo z serii jeden kontre wielu ;) ). Chylê czo³a! - zgadzaæ siê zdajsie nie muszê ;) 2009/06/13 17:31:35
kate:
Naturalne za¶ jest dla nie to, co wyp³ywa z "natury rzeczy" Któr± to naturê rzeczy defniujesz wg w³asnych pogl±dów (¿eby nie powiedzieæ uprzedzeñ), ignoruj±c wypowiedzi wskazuj±ce na naturalno¶æ homoseksualizmu. Wygodniej bardzo merytorycznie nazwaæ je zahaczaj±cymi o s-f, prawda? Ani to LEPSZE, ani GORSZE, od sztucznie wprowadzonego Taaaa. I twoje wypowiedzi: "Dla mnie ono jest niemoralne i nie jest zgodne z natur±" "Wiêc nie ma to nic wspólnego z natur±, a wrêcz jej przeczy " "od której mnie odrzuca, jako sztucznie narzuconej poprawno¶ci politycznej" "tolerancja jest sztucznym tworem spo³eczeñstwa, postaw± zewnêtrzn±, która nie ma nic wspólnego z przekonaniami wewnêtrznymi i prowadzi przewa¿nie do dwulicowo¶ci, a krañcowo mo¿e kierowaæ ku anarchii" "Pojêcie to - jako sztuczne, narzucone, puste i nie nios±ce ze sob± ¿adnej realnej warto¶ci has³o wymy¶lone dla przyjmowania pozorów" "Tolerancja, to tylko sztuczna poza, która pozwala posiadaæ poczucie bycia fair i poprawnym politycznie przy jednoczesnym rzucaniu inwektywami wobec tolerowanego" oczywi¶cie u¿ywa³y s³ów "sztuczny" i "naturalny" bez cienia warto¶ciowania? Ha ha ha. 2009/06/13 17:45:43
..i w ko³o Macieju..
Zawsze kto¶ wie lepiej, co mam na my¶li :) Telemachu, je¶li chcesz mi odpowiedzieæ na powy¿sze, to zaprawszam do mnie - ¶rednio mi siê rozmawia w miejscu, gdzie mo¿na za kontrargument uznaæ komentarz pod tytu³em hahahahahahaha. Wyros³am z forumowego toku pseudodyskusji, wybacz. 2009/06/13 17:56:33
Niemniej to jedno sprostujê, skoro ju¿ ty jestem.
Jak siê chce widzieæ w prywatnym pogl±dzie na zjawiska co¶ wiêcej ni¿ prywatny pogl±d na zjawiska, to siê widzi. Tolerancja narzuca prywatne pogl±dy ogó³owi. Ja nie narzucam. Wszystko jest normalne - zarówno to, co naturalne, jak i to co sztuczne. Wybór któregokolwiek DLA SIEBIE jest elementem nietolerancji i traktowania z ni¿szo¶ci± kogo¶, kto wybiera inaczej DLA SIEBIE? Lito¶¶¶¶ci!!!! Ho³k! :) 2009/06/13 18:31:31
"Wyros³am z forumowego toku pseudodyskusji, wybacz"
Akurat. Odpowiadanie na argumenty interlokutora (a w szczególno¶ci na wytkniête luki w twoich wypowiedziach) przez "do piêt mi nie dorastacie, nie bêdê siê zni¿aæ do takiej dyskusji, idê do innej paiskownicy" to wrêcz forumowy klasyk. Zw³aszcza w po³±czeniu z ci±g³ym wracaniem do owej niedorastaj±cej piaskownicy. I, mimo ostrze¿eñ gospodarza ("powtórzenia pozycji nie czynia ich solidniejszymi") powtórzê, bo nie chodzi mi o czynienie czegokolwiek solidnym, tylko o twoje omijanie odpowiedzi: Nie mam nic do twoich prywatnych pogl±dów, dyskutujê z argumentami, jakich u¿y³a¶ do ich uzasadnienia. Z twierdzeniem, ¿e homoseksualizm jest niezgodny z natur±, i z wi±zaniem naturalno¶ci i sztuczno¶ci z dobrym i z³ych ( z czego zdaje siê próbujesz siê rakiem wycofywaæ teraz). 2009/06/13 18:34:18
Przyk³ad z codzienno¶ci jest jedna zawsze najlepszy, by co¶ zobrazowaæ. To, czym siê ró¿ni uznawanie czego¶ za lepsze lub gorsze OGÓLNIE I DLA KA¯DEGO od uznawania czego¶ za najlepsze z mo¿liwych DLA SIEBIE - tako¿.
Istnieje obiektywna odpowied¼ na pytanie, co jest lepsze - ³y¿ka, czy widelec? Nie. £y¿ka jest lepsza dla jedz±cego zupê - widelec, dla jedz±cego makaron z warzywami. Moje jedzenie ³y¿k± zupy nie nie jest wrto¶ciowaniem ani widelca, ani makaronu, ani jedz±cych makaron widelcem. Mog± nawet je¶æ ³y¿k± - có¿ to ma ze mn± wspólnego? :) Ja tylko dookre¶lam, co jest najlepsze dla mnie. W cudzym garnku nie mieszam. Jest kompletnie, jak s±dzê :) ps. mnie te¿ bawi do ³ez moje wychodzenie na raty :) 2009/06/13 19:43:33
To jest proste i owszem. Dopoki nie zjawi sie ktos, kto bedzie uwazal, ze i dla niego lyzka lepsza do makaronu, a ktos inny powie - : "a jedz i lyzka, mnie to nie przeszkadza, ale to DLA MNIE JEST NIENATURALNE." Powiedz mi, prosze co sobie pomyslisz, gdybys akurat jadla ten makaron i akurat lyzka?
Go¶æ: , h-87-199-44-144.dolsat.pl
2009/06/14 01:13:52
Beatrix, odpowiedzia³am ju¿ na Twoje pytanie, czytajmy siê uwa¿niej (to tak¿e do mnie apel)
Moje jedzenie ³y¿k± zupy nie nie jest wrto¶ciowaniem ani widelca, ani makaronu, ani jedz±cych makaron widelcem. Mog± nawet je¶æ ³y¿k± - có¿ to ma ze mn± wspólnego? 2009/06/14 01:16:35
I, ¿eby nie by³o, celowo oddzielam ci±g dalszy. Owszem, zapyta³as o to, co bym JA pomy¶la³a o tym, gdyby jad³a makaron ³y¿k±. Nic. Bo bym nie jad³a (w tej analogii), Po to dookre¶lam pojêcia DLA SIEBIE, by postêpowaæ w zgodzie z w³asnym kompasem wewnêtrznym. Pytanie o moje jedzenie ³y¿k± i refleksje z tym zwi±zane jest bezzasadne.
2009/06/14 01:49:11
Oczywi¶cie, ¿e nie jest bezzasadne. Nie interpretuj go jako "co by by³o, gdyby¶ by³a homoseksualistk±", je¶li masz za ma³o empatii, by siê spróbowaæ w to wczuæ.
Pomy¶l: "gdyby czê¶ci± mojej osobowo¶ci, mojej konstytucji psychofizycznej by³o co¶, co inni nazywaj± nienaturalnym i niemoralnym - choæ nie robiê nikomu tym krzywdy; gdyby osoby, które pod tym wzglêdem s± trochê inne mia³y znacznie wiêcej praw ni¿ ja; gdybym z powodu tej czê¶ci mojej osobowo¶ci do¶wiadcza³a obelg i dyskryminacji - jakbym siê czu³a". 2009/06/14 07:22:10
Nameste
Jak to mi³o, ¿e siê bezposrednio, jak do cz³owieka, zwracasz. Ale tych komentarzy! Nie ma to jak chwytny temat, co ka¿demu w duszy gra. Wiêc, a propos tego a "po pierwsze", a w³±sciwie przed tym - "jedziesz skrótami". Ano - jadê. Tak mam. Tak i Ty masz. Tak on, ona, ono ma. Tak wy macie (pardon le mot). Ka¿dy jedzie. Otó¿, nawet twierdz±c, ¿e g³upie (pono) zdanie "Ziemia jest p³aska" jest g³upie z racji faktu, to siê, Nameste, grubo mylisz. I sam to dobrze wiesz. "Ziemia jest p³aska" - jest skrótem, samym w sobie ani g³upim, ani m±drym. Zale¿y - skrótem czego. Np., skrótem "Ziemia jest p³aska lokalnie", co jest prawd±, i prawie ka¿dy, kto planuj±c i buduj±c bierze poprawkê na krzywiznê Ziemi, jest g³upkiem. Np. budowê domu, drogi, wycieczkê (nie na drugi kontynent), etc. Tak wiêc, wygl±da na to, ¿e taki skrót jest g³upi, który nie zgadza siê z Twoim skrótem, Nameste. I by¶ siê wstydzi³, a nie zabiera³ za pouczanie. Dobrze, ¿e zgodzili¶my siê w jednym, i¿ pogl±dów od osoby nie da siê rozdzieliæ. Nie nale¿y myliæ z g³oszonymi pogl±dami. Na przyk³ad, gdy kto¶ g³osi pogl±d po to, by wykazaæ, jaki ten pogl±d jest g³upi. Znasz takich? Aha, ten chwytny temat - to homoseksualizm. Jak to piszesz? - "Istnieje powa¿nie ugruntowana teoria, ¿e praktykowanie homoseksualizmu jest trwa³±, a nie przygodn± i "pozbywaln±" cech± osoby o homoseksualnych preferencjach." Ongi¶, jak kto siê urodzi³ z zajêcz± warg±, to mia³ ¿ycie przesrane. A potem wymy¶lono sposób, ot zwyk³a operacja (choæ kosztowna, w krajach trzeciego ¶wiata wci±¿ przekleñstwo z racji kosztów). I ju¿ cz³owiek (pod warunkiem urodzenia siê we w³a¶ciwym numerze ¶wiata) móg³ normalnie ¿yæ, a nie czekaæ na przylot jakich¶ alienów zajêczaków, u których zajêcza warga by³aby w cenie. I takich rzeczy, niby wrodzonych, a naprawialnych jest sporo. Jednak, jest jeden wyj±tek. Otó¿, gdy ustalono moc± g³osowania, ¿e homoseksualizmu nie da siê naprawiæ, i jest OK, to ju¿ przer±bane, nikt nawet nie o¶mieli siê próbowaæ. Choæ - z przerabianiem seksualno¶ci na odwrotn± - nauki nie¼le sobie radz±. Co do parad i okazywania na si³ê, mierzi mnie to, niezale¿nie od wektora preferencji. Tak ju¿ mam. Wektor - zarówno hetero jak i homo, choæ poprzeczka mier-zenia na ró¿nej wysoko¶ci. 2009/06/14 07:54:53
Przede wszystkim, moi drodzy oponenci, uwa¿am to, ¿e po moim poddaniu tu dyskusji i pozostawieniu wiadomo¶ci o jej podsumowaniu wnioskami u mnie, za - byæ mo¿e nie celow±, nie chcê tego tak rozumieæ, ale jednak - niegrzeczno¶æ i wyraz inteligentnej z³o¶liwo¶ci, ¿e ignoruje siê jasny komunikat i usilnie, a wygodnie, bo w grupie i na znanym sobie terytorium, ci±gnie siê mnie tu "za jêzyk". Nikogo nie przymuszam do wêdrówek nigdzie. Ale te¿ oczekujê szacunku dla jasnych komunikatów i niewykorzystywania mojej grzeczno¶ci, która nie pozwoli³a mi obróciæ siê na piêcie i wyj¶æ bez s³owa.
Skomentujê to, oczywi¶cie, bo z mojego pktu widzenia nie nale¿y byæ niegrzecznym i udawaæ, ¿e siê czego¶ nie widzi. Sprowadzê przyk³ad do siebie. Uwa¿am za niemoralne zdradzaæ ma³¿onka. To nie znaczy z automatu, ¿e tego nie robiê. Niemniej nie uwa¿am, zas³aniaj±c siê wygod± narzucanej komu¶ tolerancji, ¿e ca³y ¶wiat to ma uznaæ za moralne postêpowanie, ¿ebym siê czu³a "cacy" i akceptowana. Nie wypaczam sensu pojêæ, nie rozmywam szaro¶ci± bieli i czerni, nie wmawiam nikomu, ¿e z³o jest dobrem i odwrotnie. WYBIERAM z³o i nie usprawiedliwiam siê, by funkcjonowaæ dziêki temu z "odplamionym" sumieniem. DLATEGO - choæ nie tylko - uznajê zapytanie Beatrix za bezzasadne. Inaczej pojmujemy pewne podstawowe zasady, dlatego siê nie zrozumiemy i dlatego dla mnie czyj¶ kontrargument ma prawo byæ tak samo nietrafiony, jak dla Was nietrafione s± moje argumenty. Proszê, je¶li kto¶ ma jakie¶ pytania lub zastrze¿enia pod adresem napisanego przeze mnie, uszanowaæ moj± decyzjê o niekontynuowaniu tematu tutaj. Czujê siê zmuszana do t³umaczenia siê - dodatkowo tym, ¿e Gospodarz przychodzi do mnie z zarzutem, ¿e po tym gdy kto¶ nie uszanowa³ moich wcze¶niejszych pró¶b, ja nie przenoszê Jego s³ów do mnie (zastrze¿enie Beatrix). A niby jakim prawem mia³abym to robiæ lub na jakiej zasadzie? Sprawozdania równoleg³ego z cytowaniem kolejnych rozmówców? Nikogo nie przymuszam do wizyty u mnie, ale te¿ nie chcê byæ przymuszana takimi metodami do ci±gniêcia tematu w miejscu, w którym robiê to ju¿ tylko z wymuszanej grzeczno¶ci prowokowanej czyimkolwiek nieeleganckim ignorowaniem mojej pro¶by - mo¿e powtórka z pocz±tku tej wypowiedzi wreszcie dotrze do czytelnika w ramach jasnego przekazu. Dziêki z góry. 2009/06/14 08:48:38
@tichy (5-grid):
Jak Ty to robisz, ¿e do oznajmienia tak nik³ej tre¶ci umiesz zu¿yæ a¿ tylu s³ów? Styl "potoczysto-jadowity", czy jako¶ tak :). Mnie siê kojarzy z "tonem belferskim". Wstydzi³by¶ siê, ani od powtarzania (powtarzam za Gospodarzem ;), ani od srogich min racji nie przybywa. PS Je¶li dojrzejesz do przedstawienia swoich argumentów czy tez w formie jawnej (a zwiêz³ej), odpowiem bardziej merytorycznie. A Ziemia, paniedzieju, to znowu¿ okr±g³a jest w tej p³askiej lokalno¶ci, bo, paniedzieju, ziarenka krzemowe kuliste, itd. Na co Ci te¿ przysz³o ;) 2009/06/14 17:13:21
kate, nie bêdê kontynuowa³ samej dyskusji, bo to ¿adna dyskusja, skoro wiêkszo¶æ argumentów najzwyczajniej ignorujesz.
Skomentujê natmiast twoje nowe oko³odyskusyjne ruchy i wypowiedzi: uwa¿am to, ¿e po moim poddaniu tu dyskusji i pozostawieniu wiadomo¶ci o jej podsumowaniu wnioskami u mnie, za - byæ mo¿e nie celow±, nie chcê tego tak rozumieæ, ale jednak - niegrzeczno¶æ i wyraz inteligentnej z³o¶liwo¶ci, ¿e ignoruje siê jasny komunikat i usilnie, a wygodnie, bo w grupie i na znanym sobie terytorium, ci±gnie siê mnie tu "za jêzyk". Nikogo nie przymuszam do wêdrówek nigdzie Przet³umaczmy - "dyskusjê która od prawie 80 wypowiedzi ci±gnie siê u andsola przenios³am sobie do siebie, nikt tam nie musi siê z ni± przenosiæ, ale kto kontynuuje tutaj, jest niegrzeczny". Twoja arbitralna decyzja zakoñczenia dyskusji na cudzym blogu i samowolne przeniesienie jej do ciebie ma byæ dla wszystkich ¶wiêto¶ci±? bo w grupie i na znanym sobie terytorium - "wybór" terytorium (andsol) ma charakter historyczny - dyskusjê kontynuujemy tam, gdzie siê zaczê³a. Mo¿e ja te¿ sobie przeniosê, nameste przeniesie, beatrix przeniesie - do czego ma to prowadziæ? I nie rozczulaj mnie z t± grup±, robienie z siebie biednej zahukanej i zakrzyczanej mêczennicy bynajmniej nie poprawia jako¶ci twoich argumentów. Proszê, je¶li kto¶ ma jakie¶ pytania lub zastrze¿enia pod adresem napisanego przeze mnie, uszanowaæ moj± decyzjê o niekontynuowaniu tematu tutaj. Nie chcesz kontynuowaæ - nie kontynuuj, sied¼ cicho, nikt ci nie ka¿e kontynuowaæ. Jedyna osoba które mo¿e "uszanowaæ" twoj± decyzjê o niekontynuowaniu, to ty sama. A decyzji o przeniesieniu andsolowej dyskusji do ciebie nie bêdê szanowa³, bo jest to decyzja arogancka. Czujê siê zmuszana do t³umaczenia siê - dodatkowo tym, ¿e Gospodarz przychodzi do mnie z zarzutem, ¿e po tym gdy kto¶ nie uszanowa³ moich wcze¶niejszych pró¶b, ja nie przenoszê Jego s³ów do mnie (zastrze¿enie Beatrix). A niby jakim prawem mia³abym to robiæ lub na jakiej zasadzie? Sprawozdania równoleg³ego z cytowaniem kolejnych rozmówców? Jest to oczywista konsekwencja aroganckiej i samowolnej próby przeniesienia do ciebie dyskusji która (mimo, ¿e zmieni³a kurs) "nale¿y" do andsola. Poniek±d psychologicznie zrozumia³ej, bo próbujesz dyskusjê w ten sposób "oczy¶ciæ" z niewygodnych dla ciebie argumentów, na które najwyra¼niej nie masz odpowiedzi. Ale nie dziw siê, ¿e osoby które ceni± uczciwo¶æ, ceni± kompletno¶æ tej dyskusji, maj± co¶ przeciw. Nikogo nie przymuszam do wizyty u mnie, ale te¿ nie chcê byæ przymuszana takimi metodami do ci±gniêcia tematu w miejscu, w którym robiê to ju¿ tylko z wymuszanej grzeczno¶ci Czy ty w ogóle widzisz, co piszesz? Je¶li kontynuowanie dyskusji przez kogokolwiek tutaj nazywasz przymuszaniem ciebie (co jest absurdem, nikt, powtarzam, nie zmusza cie do kontynuowania), to w dok³adnie taki sam sposób kontynuowanie dyskusji przez ciebie u ciebie jest przymuszaniem innych. Tyle, ¿e za kontynuowaniem tutaj stoi oczywista racja ci±g³o¶ci i kompletno¶ci dyskusji. 2009/06/14 17:28:53
Nameste:
"Nik³a tre¶æ, du¿o s³ów" - dobre. Prawie tak dobre jak moja - i Twoja te¿! - irytuj±ca pob³a¿liwo¶æ, któr± nie wiadomo czemu nazywasz belfersko¶ci±. Jednak, po¶wiêcone by³y - ona tre¶æ/one s³owa - Tobie. Ups, pardon, nie Tobie, tylko Twym wypowiedziom (próbujê oddzieliæ je od Twojej osoby). Mantrom, faktoidom, cliche'om. Tak¿e, tre¶ci by³o sporo, twierdzê - a ¿e nie dotar³a.... tichy (a.k.a. 5-grid) 2009/06/14 17:35:24
5-grid: "Otó¿, gdy ustalono moc± g³osowania, ¿e homoseksualizmu nie da siê naprawiæ, i jest OK, to ju¿ przer±bane, nikt nawet nie o¶mieli siê próbowaæ. Choæ - z przerabianiem seksualno¶ci na odwrotn± - nauki nie¼le sobie radz±. "
Nie bêdê siê odnosi³ do faktoidu z ostatniego zdania - ale nie uwa¿asz za stosowne wzi±æ pod uwagê motywacji do korekcji? Jaki mia³by byæ powód do korekcji homoseksualizmu, gdyby by³a rzeczywi¶cie mo¿liwa? Sk±d traktowanie homoseksualizmu jak zajêczej wargi? Od razu definiujesz go jak kalectwo - czego nie rozumiem. "Co do parad i okazywania na si³ê, mierzi mnie to," Demonstracje "Solidarno¶ci" z komuny te¿ ciê mierzi³y? 2009/06/14 17:52:37
@tichy (5-grid):
"Tre¶ci by³o sporo, a ¿e nie dotar³a..." No i teraz pytanie, czemu¿ to nie dotar³a; czy w tym akcie (nie)komunikacji wina po stronie odbiorcy? nadawcy? Jak ustaliæ? Ujmê to tak: nie chcê ryzykowaæ, ¿e co¶ przeinaczê, próbuj±c wyekstrahowac tezê (argument) spo¶ród zawik³anych analogii, aluzji, napomkniêæ. Je¶li chcesz mieæ pewno¶æ, ¿e tre¶æ dotrze, przeka¿ j± wprost; ot, pragmatyka. 2009/06/14 19:43:13
Ja chyba jednak po chiñsku piszê..
JA zakoñczy³am dyskusjê tutaj, a nie zakoñczy³am DYSKUSJÊ (jako tak±, tutaj siê tocz±c±) - niby na jakiej zasadzie mog³abym to drugie zrobiæ? Stwierdzeniem "koniec dyskusji"? Z pierwszego natomiast wynika tyle, ¿e odnoszenie siê w dalszej dyskusji do moich argumentów i s³ów, zadawanie MI pytañ, wytaczanie MI zarzutów, oczekiwanie ODE MNIE odpowiedzi (w zasadzie sprowadzone jedynie do tego, ¿eby powtarzaæ, ¿e nie odpowiadam - urocze :))), jest - do wyboru - niegrzeczno¶ci±, ignorowaniem mojego wycofania siê, ¶wiadomym przekrêcaniem moich wypowiedzi i wyrywaniem zdañ z kontekstu, ¿eby jak najwyra¼niej "pokazaæ", ¿e s± bez sensu. Skoro tylko ja podda³am dyskusjê, to dlaczego nie dyskutujesz z innymi, którzy tego nie zrobili, za to dr±¿ysz moje wypowiedzi? Kogo¶, kto zastrzeg³ sobie prawo do niekontynuowania dialogu ³atwiej jest przegadaæ? O - to zapewne. Tylko.. satysfakcja marna i mierna, jedynie podsumowywanie w ramach "kropka nad i bêdzie moja" - ale to ostatnie akurat jest tylko i wy³±cznie moim zdaniem :) A co do wygody oczyszczenia itede, to jest to daleko po³o¿one od prawdy za³o¿enie, wynikaj±ce z niesprawdzenia stanu rzeczy u mnie. Sprawdzenia nie sugerujê, zauwa¿am jedynie, ¿e to stwierdzenie aby by³o co najmniej prawdopodobne, musia³oby wyp³ywaæ z konfrontacji ze stanem faktycznym. Skoro za¶ dalekie jest od niego, to mniemam, ¿e konfrontacja siê nie odby³a. Czy to wszystko tym razem? :) 2009/06/14 20:22:30
@flamenco - kate-1979: kiedy¶ widzia³em niemiecki film o ch³opcu z kompleksem ma³ego penisa. W sex-shopie go obs³uguj± dwie macierzyñsko wygl±daj±ce panie. Jedna idzie wprost do sprawy rozci±gania i przed³u¿ania. Ch³opak nieprzygotowany na tak± bezpo¶rednio¶æ wychodzi. Druga pani zarzuca pierwszej, ¿e wystraszy³a klienta. Pierwsza j± uspokaja: klienci z ma³ym penisem zawsze wracaj±.
Sam nie wiem czemu mi siê to jako¶ skojarzy³o. (Wy¶lê natychmiast, nim dobre wychowanie mnie zmityguje, ¿e opowiadanie takich historyjek jest niedopuszczalne w tej sytuacji). 2009/06/14 23:00:35
kate "Skoro tylko ja podda³am dyskusjê, to dlaczego nie dyskutujesz z innymi, którzy tego nie zrobili, za to dr±¿ysz moje wypowiedzi?"
Dyskutujê. Dok³adnie dwa posty nad twoj± wypowiedzi±. Nie wiem, czy to kolejny dowód, ¿e jeste¶ kompletnie oderwana od rzeczywisto¶ci, czy tylko tak± udajesz by sprowokowaæ mnie do skoñczenia dyskusji. Tak czy owak koñczê. 2009/06/15 00:20:52
Przepraszam za swoje zachowanie.
Byæ mo¿e to zwyk³a pró¿no¶æ. Mam nad czym my¶leæ w ka¿dym razie. Proszê mi nie mieæ za z³e, o ile to mo¿liwe. to wszystko z mojej strony 2009/06/15 08:42:52
Flamenco,
mnie zabraklo w tej rozmowe tylko jednego, o czym z reszta pisalam juz wczesniej. Nie intelektu, nie umiejetnesci odpierania argumentow. Mnie zabraklo z Twej strony checi spojrzenia na zagadnienie okiem tego, ktorego ono dotyczy. Czyli empatii. Wczucia sie w sytuacje drugiego czlowieka. Niezaleznie od biologicznych, kulturowych, wszelkich innych uwarunkowan. I dlatego nie moge sie zgodzic z Twoim punktem widzenia. Staralam sie tez nie zachowac w sposob, ktory moglby Cie dotknac, ale aby ta wypowiedz nie tracila hipokryzja, musze przyznac, ze sposob zastosowany przez Nameste, choc radyklany, wydaje mi sie byc uprawniony w takiej dyskusji. W moich pytaniach dazylam do tego, aby sie dowiedziec czy jednoznaczna, nie wnikajaca w okolicznosci, lekko rzucona uwaga moze spowodowac, ze poczujesz sie w skorze kogos, kto jest odtracony z tego powodu jaki jest, z zadnego innego. Nie wiem juz teraz czy to wszystko bylo porzebne. Musze przyznac rowniez, ze jest mi przykro, bo zdaje sie, ze moje checi psu na bude poszly, skoro mam teraz poczucie, ze bez przykrosci z Twej strony sie nie obeszlo. Jak by nie bylo, prosze zapomnij o tym, co bylo niedobre. Dobre przeciez tez bylo, prawda ? 2009/06/15 10:07:48
W nawi±zaniu do tradycji rozmna¿ania ci±gów dalszych i bocznych (naliczy³em ju¿ co najmniej trzy ;), mój ci±g boczny.
2009/06/15 12:25:46
Beatrix,
Nie mam Ci niczego za z³e. Nie Ty mi sprawi³a¶ przykro¶æ. Sama sobie zrobi³am krzywdê. Prowadz±c bloga, na który przychodzi³y g³ównie osoby nie szczêdz±ce mi komplementów, nie zauwa¿y³am, kiedy wpad³am w pu³apkê braku pokory. Obros³am w ten rodzaj pychy, który nakazuje obstawaæ przy swoim za wszelk± cenê i bez konieczno¶ci rzetelnego wy³o¿enia swojej argumentacji. Gorzej. Nakazuje obstawaæ poprzez powtarzanie czego¶, co gdzie¶ mo¿e byæ nie na miejscu. TAKT. Nikt przecie¿ nie oczekiwa³ tu mojego wycofania siê z raz powiedzianego. Ale, je¶li np. Ty zwróci³a¶ mi uwagê na to, ¿e powtarzanie pewnych moich pogl±dów mo¿e komu¶ sprawiæ przykro¶æ, to na owym RAZ powinnam poprzestaæ, wtedy zachowujê równowagê i uwzglêdniam równo¶æ. Zw³aszcza, gdy owo RAZ wyp³ywa z mojego wewnêtrznego przekonania i mojej hierarchii warto¶ci. Ka¿de inne zachowanie ¶wiadczy o stawianiu JA ponad wszystkie inne mo¿liwo¶ci patrzenia na ¶wiat. Kilka miesiêcy bez blogowania dobrze mi zrobi. W ¿adnym razie nie czuj siê niczemu winna - przeciwnie! Dziêkujê za Twoje (i nie tylko Twoje) uwagi. Wbrew temu, co sob± zaprezentowa³am tu i tam - ws³uchujê siê w ka¿d±, bez wzglêdu na jej formê. Czasami z opó¼nieniem, ale mam nadziejê, ¿e nigdy nie za pó¼no. Nie sztuka nie pope³niaæ b³êdów - wystarczy nic nie robiæ. Wypada b³êdy dostrzegaæ, próbowaæ naprawiæ, znale¼æ w sobie przyczynê zb³±dzenia i staraæ siê nie powtórzyæ. Odk³aniam siê i ¿yczê Wam wielu owocnych dyskusji, na pewno zajrzê tu jeszcze niejednokrotnie, gdy odzyskam w³a¶ciw± perspektywê. 2009/06/15 13:37:57
A ju¿ siê ba³em (i nie ja jeden), ¿e rozmowa przyniesie tylko poczucie straconego czasu. Bardzo eleganckim poci±gniêciem, flamenco, odmieni³a¶ bieg bajki i kto wie czy nie zmusisz do intensywnego zastanowienia siê nad sprawami stylu i tre¶ci wielu przyjaznych Ci blogerów, którzy maj± mniej doros³e nastawienie do swych dzia³añ. Dziêkujê Ci za powrót.
I wybacz moj± drwinê z poprzedniego wpisu. Cieszê siê, ¿e siê pomyli³em. 2009/06/15 14:58:51
Nie mam Ci czego wybaczaæ, daj spokój :) A to tylko uczciwo¶æ, nie a¿ elegancja. Albo raczej odwrotnie - a¿ uczciwo¶æ, nie tylko elegancja.
Zamknijmy w±tek, bo bêdzie najd³u¿sz± litani± Twojego miejsca, jak tak dalej pójdzie :) Serwus! 2009/06/15 19:21:54
A wracaj±c do wyj¶ciowego tematu, w dzisiejszym anglojêzycznym wydaniu Der Spiegel czytam:
Holocaust Museum Killer Had Links to German Neo-Nazis James von Brunn, the American white supremacist charged with shooting a security guard at the Holocaust Museum in Washington, had ties with a prominent German neo-Nazi. In an e-mail to notorious lawyer Horst Mahler, he called hate "natural, normal and necessary." 2009/06/16 00:19:07
MISKIDOMLEKA
Faktoid - to opinia sprzedawana jako fakt. Ja niczego nie sprzedajê. To primo. St±d, w szczególno¶ci - nie sprzedajê opinii jako faktów. Ergo - to co napisa³em, faktoidem nie jest. Motywacja? Tak, ta jest wa¿na. Byæ mo¿e w niej le¿y klucz do zrozumienia. Gwoli poprawnego czytania - ja nie traktujê homoseksualizmu jako zajêczej wargi. Zajêcza warga (jak i wiele wrodzonych a naprawialnych przypad³o¶ci) jest tylko kontrprzyk³adem na mantrê "jak siê z czym¶ urodzi³o, to trza z tym ¿yæ" (pomijaj±c ju¿ kwestiê, czy przes³anka "z tym siê urodzenia" jest taka ¿elazna). St±d, nie definiujê h. jako kalectwa. Tak, ¿e nie masz potrzeby martwiæ siê o nierozumienie czego¶, czego nie by³o. A co demonstracje "S" za komuny maj± do rzeczy? Jaki¶ zwi±zek mo¿e z paradami równo¶ci? Czy tylko tak pytasz z ciekawo¶ci? Je¿eli z ciekawo¶ci, chêtnie odpowiem - nie, nie mierzi³y. NAMESTE: Czy chcê by tre¶æ dotar³a? Dobre pytanie. Po szczerym zastanowieniu - tak, chcê. Tyle, ¿e - jak siê okazuje po reakcji - strasznie du¿o z tym roboty. Trzeba by skróty rozwijaæ, aluzje wyja¶niaæ, pokonywaæ opory i zapory zero-jedynkowego my¶lenia... I w imiê czego? Eee - to ju¿ zostanê przy skrótach. PS. Serdeczno¶ci! tichy (a.k.a. 5-grid) 2009/06/18 05:00:24
"A co demonstracje "S" za komuny maj± do rzeczy? Jaki¶ zwi±zek mo¿e z paradami równo¶ci?"
A nie widzisz zwi±zku? 2009/06/18 21:23:39
Publiczne demostracje maj±ce na celu nabycie praw, jakich siê w danej chwili nie posiada, a jakie osoby inne posiadaj±.
2009/06/19 05:56:48
miskidomleka:
"nabycie praw, jakich siê w danej chwili nie posiada, a jakie osoby inne posiadaj±." A moze raczej "nabycie praw, jakich osoby inne nie posiadaj±"? Tak swoj± drog±, to zabawne i przera¿aj±ce, ¿e widzisz te demonstracje Solidarno¶ci na tej samej p³aszczy¿nie, co te "parady równo¶ci". Mo¿liwe, ¿e znasz tamte z opowie¶ci osób starszych, którym siê ró¿ne rzeczy zaczynaj± mieszaæ, i dlatego to, co mówi±, trzeba poprawiaæ. Poza nielicznymi wyj±tkami - z uwagi na krótki okres pseudolegalno¶ci - te demonstracje - to by³y raczej zadymy. Pa³y, gazy, armatki wodne, bicie na ¶mieræ lub kalectwo. Strzelanie czasem gumowymi, a czasem ostrymi nabojami. Nie wiem, czy to co¶ mówi. Pewnikiem nie, skoro nie widaæ ró¿nic. 2009/06/21 22:33:51
"A moze raczej "nabycie praw, jakich osoby inne nie posiadaj±"? "
Np. prawa do zawarcia zwi±zku zgodnie ze swoj± orientacj± seksualn±? "Tak swoj± drog±, to zabawne i przera¿aj±ce, ¿e widzisz te demonstracje Solidarno¶ci na tej samej p³aszczy¿nie, co te "parady równo¶ci". Mo¿liwe, ¿e znasz tamte z opowie¶ci osób starszych " Twój protekcjonalny ton jest nie na miejscu. Nie chodzi o to, czy pamiêtam (pamiêtam!), czy by³y rozpêdzane przez ZOMO czy chronione przez policjê (przed tymi, którzy chcieliby mo¿e zastosowaæ metody ZOMO), tylko o stoj±c± za nimi motywacjê. Czy jak Kenneth Hutcherson z niedawnej notki u mnie uwa¿asz, ¿e jedni gnêbieni s± lepsi, bardziej warci walki od prawa, od innych gnêbionych? 2009/06/24 06:13:02
Miskidomleka - my¶la³em, ¿e stare blogi andsolowe spokojnie udaj± siê w stronê niebytu, tak jak blogi ka¿dego... A tu masz!
Na moje dictum "A moze raczej "nabycie praw, jakich osoby inne nie posiadaj±"? " Ty, miskidomlekao (czy taki jest wo³acz od Twego nicka?) wci±¿ swoje: "Np. prawa do zawarcia zwi±zku zgodnie ze swoj± orientacj± seksualn±?" Ano, ¶wietny przyk³ad! Przyk³ad prawa, którego nikt nie posiada. A oni, ci h., chc± je mieæ. Chc± dla siebie prawa, którego nikt inny nie ma. A mo¿e gdzie¶ jest, w jakim¶ kodeksie, paragrafie, przepisie - i tylko ja je przegapi³em? A co to tonu "protekcjonalnego", to jaki inny mo¿e byæ? Co do owego Kennetha. nawet nie mia³em pojêcia, kto zacz. Jako¶ tych rzeczy nie ¶ledzê. Zajrzawszy na Twój blog, dowiedzia³em siê. Ale z drugiej strony, gdy mi wmawiasz, ¿e my¶lê jak ów Kenneth, i w dodatku konstrukcja logiczna zdania (tego z gradacj± gnêbienia) przerasta moje mozliwo¶ci rozumienia, to nie wiem, co mam odpowiedzieæ. Przy okazji, owa zasada "don't ask, don't tell" jest bardzo praktyczna. Mo¿e i jest przejawem hipokryzji (ale niby dlaczego, w koñcu hipokryzja jest udawaniem - a jak mówisz, ¿e nie chcesz wys³uchiwaæ o czyich¶ preferencjach, to gdzie udawanie? - chyba ¿e kto udaje, ¿e nie chce, ale a¿ korci), ale wymy¶l lepsz±. No wiem - prawo do obowi±zkowego lubienia przez innych. 2009/06/24 22:02:12
"Np. prawa do zawarcia zwi±zku zgodnie ze swoj± orientacj± seksualn±?"
Ano, ¶wietny przyk³ad! Przyk³ad prawa, którego nikt nie posiada Hm, heteroseksuali¶ci nie posiadaj± takiego prawa?? Przy okazji, owa zasada "don't ask, don't tell" jest bardzo praktyczna. Zasada ta zabrania pytania ¿o³nierza o orientacjê (don't ask), ale don't tell zakazuje mu w jakikolwiek sposób ujawnienia orientacji homo (pod kar± zwolnienia ze s³u¿by). Nie wiem, co jest praktycznego w oczywistej dyskryminacji, kiedy pani major mo¿e powiedzieæ "wczoraj mój ch³opak da³ mi kwiatek" ale pani pu³kownik nie wolno powiedzieæ "wczoraj moja dziewczyna da³a mi kwiatek", bo wyleci za to z pracy. Konstrukcjê logiczn± popsu³a literówka, poprawiam, mo¿e teraz bêdzie ja¶niej: Czy [...]uwa¿asz, ¿e jedni gnêbieni s± lepsi, bardziej warci walki o prawa, od innych gnêbionych? 2009/06/25 01:01:56
Jako czujny gospodarz nie omieszkam wykorzystaæ okazji do setnego wpisu w tym pêczku niezale¿nych dyskusji ³±cz±cych siê z oryginalnym wpisem tym, ¿e komentatorzy tak chcieli. Wyra¿ê ¿al, ¿e wysi³ek umys³owy idzie w komentarze tak schowane w internetowej g³uszy, ¿e nieczêsty podró¿nik je tu odkryje - i zauwa¿ê, ¿e niewielkie s± szanse na Podpisanie Protoko³u Porozumienia, bo Tichy i miskidomleka maj± tak odmienne widzenie zjawiska zwanego przez jednych homoseksualno¶ci±, przez innych homoseksualizmem, a przez jeszcze innych zboczeniem, ¿e wypracowanie zgodnej postawy na ten temat nie skoñczy siê nawet po wpisie nr 500. Przykro mi trochê, ¿e podnios³a siê temperatura gdy pad³y tak szlachetne terminy jak Solidarno¶æ, wola³bym ¶wiat, w którym dyskutantom przejawiaj±cym dobr± wolê wolno wszelkie ¶wiêto¶ci po³o¿yæ na dyskusyjnej p³aszczy¼nie. Nie chcia³bym porównywaæ typów i ilo¶ci cierpnieñ, bo takie nastawienie ³atwo przemknie nad wag± urazów psychicznych, a na scenie zostan± tylko ranieni broni± paln± i bia³±. I ca³a historia ludzko¶ci zredukowa³a by siê do historii wojen.
My¶lê, ¿e sformu³owanie o nabywaniu praw ma klasyczn± skrótowo¶æ i du¿± no¶no¶æ. I co mo¿e nie¶æ a czego nie mo¿e pozostanie niestety podmiotem wielu jeszcze dyskusji. Moja postawa? Nie jest wcale tak jednoznacznym opowiedzeniem siê za ruchami lgbt jak to mo¿e my¶leæ d³u¿szej daty czytelnik mojego bloga - jest tam jak dla mnie przynajmniej o jedn± literkê za du¿o, ale choæ w ¿adnej paradzie tego typu nie uczestniczy³em i nie zanosi siê na to (jak w w innych paradach, od ko¶cielnych, politycznych czy spo³ecznych), to mam do¶æ wyobra¼ni, by umieæ sobie wyobraziæ siebie czy moich synów w innym wydaniu biologicznym i mieæ du¿o sympatii dla wielkiej ilo¶ci postulatów tych ruchów. Howgh. 2009/06/29 05:32:04
Wbrew pozorom, naprawdê moje stanowisko wynika zarówno z uznania
1) konieczno¶ci "blanket laws"; 2) problemów - negatywów - wynikajacych z "blanket laws" "Blanket law" (z braku lepszego w tym momencie okre¶lenia) to takie, co przyznaje jakie¶ prawo lub odmawia na podstawie charakterystyk. wynikaj±cych z jednej, marginesowej, sytuacji. Niestety, prowadzi do paradoksów w innych sytuacjach, niemarginesowych. Prawo w wiêkszo¶ci swej bywa rozs±dne, i stara siê ów paradoks rozwi±zywaæ jak mo¿e. Dlatego zada³em zadanie domowe "MISCEDOMLEKA", którego on nie odrobi³. Otó¿, nie ma nigdzie prawa, które by przyznawa³o heteroseksualistom przywileje. Owszem, s± one pochodnymi, tak jak pochodn± niedzieli jest mo¿liwo¶æ siedzenia w domu, spania, czytania ksi±¿ek, robienia barbecue, je¿dzenia na wycieczki, zamiast chodzenia do pracy. Tak siê sk³ada. To nie jest prawo, to pochodna. Uto¿samienie prawa z jego pochodnymi, które siê zmieniaj± od sytuacji do sytuacji, jest tym b³edem logicznym, który wszelkie dyskusje czyni g³upawymi. MISKIDOMLEKA (i inni aktywi¶ci) chce by z pochodnych (mniej lub bardziej przypadkowych) prawa uczyniæ prawo. Zrypanie prawa w wyniku zaspokojenia zachcianki jest natychmiastowe. Na przyk³ad, gdy w wojsku staje siê problemem do rozstrzygania, czy pu³kownilk mo¿e mówiæ o kwiatkach dawanych przez dziewczynê/chopaka - to takie wojsko mo¿na o kant dupy pot³uc. Z natury wojska nie lubiê, nie chcê mieæ z nim do czynienia, ale konieczno¶æ - uznajê, ergo efektywno¶æ - wymagam. Pod warunkiem i w konsekwencji, ¿e nie zostan± zepsute (np. przez konieczno¶æ rozwa¿ania takich "problemów"). A na si³ê podci±ganie kwestii pod powierzchownie podobne, ale zasadniczo ró¿ne sytuacje (e.g., Solidarno¶æ, czy ¿ydowsko¶æ, czy murzyñsko¶æ, Iran dzisiaj, etc., etc.) - to nic, tylko erystyka. 2009/06/29 07:13:43
@Tichy: Twoja teoria prawna (niezale¿nie od tego czy jest wymy¶lona przez Ciebie czy tylko u¿yta tutaj) jest ciekawa i napewno by wymaga³a niema³ej ilo¶ci czasu, bym móg³ o niej siê wypowiadaæ. W zasadzie wydaje siê mieæ rêce i nogi.
Ale nie wydaje mi siê, by te koñczyny istnia³y w dwóch innych elementach Twego wywodu. Choæ nie ma to znaczenia dla wyceny jako¶ci argumentów, mam za zupe³nie bezsasadne zaklasyfikowanie miskidomleka jako aktywistê walki o prawa gejów. Czyta³em zamieszczone tu jego komentarze oraz czytam jego bloga i widzê osobê o wszechstronnych zainteresowaniach i bynajmniej nie rozpatruj±c± problemów ¶wiata z puntku widzenia ograniczonego do czyich¶ opcji seksualnych. Po drugie, prowadzisz argumentacjê jak gdyby zasadniczym postulatem demonstracji gejów i lesbijek by³ wymóg odmienienia prawnego rozumienia s³owa "ma³¿eñstwo". A mam wra¿enie, ¿e jest to jeden z punktów d³ugiej listy wymogów, w której nie to czy inne sformu³owanie, ale ogólny duch jest wa¿ny. A ten ogólny duch to przekonanie, ¿e maj± prawo do ¿ycia w spokoju, bez prze¶ladowañ prawnych i bezprawnych. 2009/06/30 05:57:48
Primo, ¿adna teoria prawa, bo ta nie na mój z±b, ale zwyk³a codzienna praktyka.
Co do tego, kto jest aktywist±, a kto nie jest... no, zagwozdka. Ale ¿ebym siê w rozstrzyganie jej miesza³ - co to, to nie. Tyle, ¿e gdy liczba komentarzy staje siê trzycyfrowa, m.in., dziêki aktywnemu komentowaniu X-a, to X jest, czy te¿ nie jest aktywist±? Konotacje negatywne naros³y w przesz³o¶ci, te¿. Czy ja prowadzê argumentacjê? Ja tylko odpowiadam. Prawdê mówi±c, do tej pory nie wiem, o co chodzi w tych paradach, i po co one s±. Prócz tego jednego, co jakie siedem razy napisa³em, by grupce daæ co¶, czego ca³o¶æ nie ma. Na przyk³ad, od zarania ludzko¶ci (a i przedtem) inno¶æ zawsze budzi³a reakcje, od ³agodnych do krwawych (nawet u naszych braci nierozumnych - ptaków, ssaków, a nawet miêczaków). A tu, specyficzna inno¶æ ¿±da, by akurat ona nie budzi³a - pod gard³em lub kieszeni±. A co do tolerancji, to ta wychodzi w praniu a nie w gadaniu. 2009/07/05 00:13:38
O, widzê, ¿e dyskusja nadal toczy siê.
5-grid: Czy chodzi ci o to, ¿e dyskryminacja homo/przyznanie przywileju hetero nie s± bezpo¶rednie, tylko wynikaj± z przyjêtej w polskim prawie definicji ma³¿eñstwa? Je¶li tak, to jaka jest istotna ró¿nica (szczególnie z punktu widzenia dyskryminowanych) miêdzy dyskryminacj± na podstawie konkretnego zapisu, a dyskryminacj±, która z innych zapisów logicznie wynika? Je¶li nie, to o co? Na przyk³ad, od zarania ludzko¶ci (a i przedtem) inno¶æ zawsze budzi³a reakcje, od ³agodnych do krwawych (nawet u naszych braci nierozumnych - ptaków, ssaków, a nawet miêczaków). My¶la³em, ¿e prawa i obyczajów ludzkich nie wzorujemy ¶lepo na obyczajach zwierzêcych. A tu, specyficzna inno¶æ ¿±da, by akurat ona nie budzi³a A kiedy inna inno¶æ (Murzyni, kobiety) ¿±da(³a) praw to te¿ nale¿a³o jej odmówiæ? W jaki sposób te kwestie s± tylko powierzchownie podobne twoim zdaniem? |
|