S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Bycie w niebycie

Edukacja to domena wielkich organizacji tym siê zajmuj±cych i zwanych edukacyjnymi. Na ogó³ s± one publiczne, a gdy s± prywatne, podlegaj± nadzorowi pañstwa, które analizuj±c ich jako¶æ uznaje warto¶æ ich stopni i tytu³ów. Prawda?

A gdy publicznej edukacji brak w fizycznie osi±galnym s±siedztwie a prywatne uznane instytucje s± zbyt drogie, biedni z rezygnacj± akceptuj± dla swych dzieci los niewykszta³conych czyli odrzutków spo³ecznych. Te¿ prawda?

W slumsach dooko³a ¶wiata, od Lagos w Nigerii i Nairobi w Kenii do wiosek w Ganie i w Chinach oraz w rozrzuconych miêdzy nimi miejscach, Tooley odnalaz³ biednych ludzi otwieraj±cych ma³e prywatne szko³y, które oferowa³y wyj¶cia odmienne od przygnêbiaj±cej lub niedostêpnej edukacji publicznej. Szko³y te pobieraj± groszowe czynsze i wiêkszo¶æ z nich daje stypendia dla sierot oraz dzieci nêdzarzy. Na przyk³ad, co pi±ty uczeñ w slumsach Hyderabadu Hajdarabadu [prawie 9-milionowe miasto w Indiach] chodzi do prywatnej szko³y otrzymuj±c jaki¶ typ stypendium dla potrzebuj±cych. Wygl±da na to, ¿e czy to Kibera w Kenii czy Gansu w Chinach, wszystkie te szko³y chlubi± siê swoimi zaanga¿owanymi i punktualnymi nauczycielami, sprawnymi i uprzejmymi w³a¶cicielami oraz zadowolonymi rodzicami.

Streszczaj±c dalszy urywek: starannie zorganizowane przez autora raportu badania jako¶ci tego nauczania ustali³y, ¿e owe tanie i czêsto nieformalne szko³y ucz± w dziedzinach, w których rezultaty s± wymierne i porównywalne, prawie tak dobrze jak drogie i uznane prywatne szko³y, oraz du¿o lepiej ni¿ szko³y publiczne.

To z artyku³u omawiaj±cego ksi±¿kê Piêkne Drzewo, wydan± w tym roku przez Cato Institute. (Widzê w Sieci, ¿e tytu³ nawi±zuje do innego, bardziej klasycznego dzie³a o edukacji w Indiach). Autor, James Tooley, wda³ siê w problemy nauczania tzw. Trzeciego ¦wiata i niespodziewanie dla siebie odkry³ istnienie prywatnych szkó³, których nikt nie widzi. Rzut oka do wnêtrza dzie³a, stanowi±cy spor± zachêtê do lektury, jest mo¿liwy dziêki us³ugom Amazon. Wygl±da na ksi±¿kê, która mo¿e staæ siê klasykiem w tej dziedzinie.

Nie muszê chyba mówiæ, ¿e formalna edukacja nie ma (jak opowiada autor) ciep³ych s³ów dla nieoficjalnych szkó³ mieszcz±cych siê w rozpadaj±cych siê szopach?

A jazz by³ kiedy¶ ha³a¶liw± namiastk± muzyki, uprawian± przez potomków niewolników.

poniedzia³ek, 22 czerwca 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/06/22 06:49:15
Nie czujê siê kompetentny, by oceniaæ niezwyk³e odkrycie porz±dnych szkó³ w niezbyt porz±dnych ¶rodowiskach. W naszej historii mieli¶my te¿ tajne komplety, które ponoæ niez³± edukacjê zapewnia³y, czyli nie jest rzecz niemo¿liwa. Id±c dalej w przesz³o¶æ, dawniej nauka siê tak w³asnie odbywa³a - jeden naucza³ drugiego, drugi - trzeciego, i tak to sz³o, przez terminatorstwo, potem czeladnictwo... Jak system w czê¶ci agrarny, taka¿ i w czê¶ci edukacja.

Jakie¶ b³edne ko³o... gdyby fundusze z "bogatych krajów" (nawi±zuje do linkowanego artyku³u) - choæ w czê¶ci trafia³y do tych "szkó³ niezale¿nych", wtedy ci, co p³ac± czesne dla swoich dzieci zapytaliby - a niby czemu mamy p³aciæ. I s³usznie. Ale wtedy ta niezale¿na szko³a wesz³aby w "main stream", i natychmiast by siê skiepszcza³a (bo taki jest wyd¼wiêk i konkluzja).

Samo p³acenie przez rodziców za edukacjê nie daje gwarancji jako¶ci. Tak mówiê z w³asnych obserwacjo, albowiem spotykam abiturientów szkó³ prywatnych dosyæ czêsto. Mo¿e dlatego, iz przewa¿nie prywatno¶æ promuje nie rozwijanie praktycznych umiejêtno¶ci, lecz raczej na odwrót.

Ale te¿ mówiê to jako cz³owiek ani urodzony ani egzystuj±cy w trzecim ¶wiecie. Prawdê mówi±c o tym ¶wiecie - jakie 80-90% populacji i obszaru - nie mam wielkiego pojêcia.
-
2009/06/22 07:32:33
Nauczanie systemem uczeñ-mistrz powinno przynosiæ lepsze efekty. Mniej efektywne bêdzie nauczanie ma³ej grupy, a najmniej - moloch o¶wiatowy na 2000 uczniów, pogrupowanych w klasy po 35 osób, ze wszystkimi harmonogramami, planami, wizytacjami, sprawozdaniami. Ca³y nasz "system o¶wiaty szkolnej" to przecie¿ dziedzictwo XIX wieku, epoki masowego przemys³u, do potrzeb i celów tamtych czasów przykrojony. Nawet zorganizowany jest na wzór fabryki.
Przy okazji, po polsku: Hajdarabad.
-
2009/06/22 10:12:09
Zakladajac, ze jakosc owego ksztalcenia jest faktycznie na takim poziomie, jak przedstawiony, cisnie sie na usta pytanie podstawowe: czy dyplom z owej szkoly cokolwiek znaczy w systemie?
Coz tego, jesli dzieciak sie nauczy rzeczy podstawowych, ale pozniej nie bedzie mogl pojsc na studia, bo z punktu widzenia "oficjalnego" systemu nie ma zadnego formalnego papieru ani wyksztalcenia i nigdzie go nie przyjma?

No i jeszcze jedno: zgodze sie z przedmowca, ze sama prywatnosc nauki NICZEGO nie gwarantuje.
Ot, takie szkoly koraniczne w panstwach muzulmanskich. Docieraja do najbiedniejszych wiosek, i ucza przynajmniej czytac i pisac, ale poza tym tylko Koranu i jeszcze nienawisci rasowej i fanatyzmu.

A strasznie duzo tych szkol jest...
-
2009/06/22 17:15:01
Poszed³em na Amazon, i tam maj± tak± opcjê pokazywania losowych stron z ksi±¿ki. Tak jak my¶la³em - w zasasdzie mnóstwo gadania i anegdotycznej obserwacji.

Moje w±tpliwo¶ci rosn±. Na przyk³ad, kto te szko³y utrzymuje, skoro wp³ywy z czesnego praktycznie zerowe. Przy tym jeszcze te szko³y daj± stypendia!

Czy nauczyciele pobieraj± jakies apana¿e? Czy czysty woluntariat? A kto p³aci za podstawowe rzeczy NIEZBÊDNE w szkole - co¶, czym siê pisze, co¶ na czym siê pisze... co¶ na czym¶ siê siedzi... Juz o ksi±¿kach nie wspomnê.

Chyba, ¿e idzie tu o tak± minimaln± edukacjê - nauka czytania i pisania, proste rachunki. Specjalista od edukacji nazywac je mo¿e "matematyk±", bo sam nie widzi ró¿nicy... Nie jest jasne, czy ta zabawa procentami od procentów -np. (42.1-24.5)/24.5=72%, i.e., "advantage z wykrzyknikiem" - to "research" w³a¶nie tego profesora od edukacji, czy te¿ wk³ad w³asny dziennikarza...

Poza tym, wierzê w spectrum oraz w rozk³ad Pareto. Je¿eli szko³y publiczne i prywatne - mainstreamowe temu podlegaj±, dlaczego te "niezale¿ne" nie mia³yby? Dlaczego nie mia³oby byæ w¶ród nich lepszych i gorszych, a nawet zupe³nie fatalnych? Oczywi¶cie, pytanie retoryczne. Jednak, wyd¼wiêk artyku³u jest taki, ¿e taka dywergencja tam nie ma miejsca. ¯e jest ach-ach ¶licznie.

-
2009/06/22 17:55:24
@banderzwierz: poprawkê natychmiast wprowadzi³em, bardzo Ci dziêkujê.

Tak, oczywi¶cie, choæ tyle o tym m±drzy ludzie pisali, ¿e to imitacja fabryki i przygotowanie do fabryki (od Alvina Tofflera do Neila Postmana) i jeszcze wiêcej pisano o przej¶ciu od spo³eczeñstwa przemys³owego do post-przemys³owego, to niewiele widaæ ruchów (g³owy czy pióra, nie mówi±c ju¿ o realnych dzia³aniach), by dostosowaæ szko³y do nowego ¶wiata. To ci±gle s± parkingi dla dzieci na te godziny, gdy rodzice id± do pracy.
-
2009/06/22 19:13:56
@Tichy: polskie tajne nauczanie wy³±czy³bym na dzisiaj z pola ogl±du, bo to zupe³nie inna historia. Czasem mnie korci, by pogrzebaæ w danych, bojê siê, ¿e jak ilo¶æ folksdojczów bywa pomijana czy zani¿ana, tak wymiar tajnego nauczania jest zwielokrotniony osobistymi ¶wiadectwami s³ynnych nauczycieli. A jako¶ to nie wspó³gra z uwagami Jana Karskiego o upodleniu naszej m³odzie¿y przez okupanta, wydaje siê, ¿e Karski pisze o zupe³nie innej okupowanej Polsce.

@Tichy i Nina: zanim przejdê do szczegó³ów, uderzy³a mnie odmienno¶æ Waszych puntków widzenia od tego, co ja móg³bym pomy¶leæ i kwestionowaæ czytaj±c taki wpis innego andsola. Bardzo wyra¼nie odczuwam wp³yw otaczaj±cego ¶wiata na typ pytañ i w±tpliwo¶ci. Zobaczymy czy to, co z mojej 3-cio¶wiatowej perspektywy wydaje siê oczywiste, potrafiê przedstawiæ w zdaniach, które uznacie za wyja¶nienia.

@Nina: ten opis medresów zapewne jest adekwatny. Do zachodniego ogl±du ¶wiata. Tak s± one ostatnio widziane przez nas, bo tak nam mówi± nasi dziennikarze. Nauczyciele z pejczami, zakuwanie, nietolerancja.

Potrafimy oceniæ to ilo¶ciowo? Jaka czê¶æ medresów (poza sfer± konfliktu izraelskiego) jest taka? Islam to nie tylko Pakistan i Iran.

Przypuszczam, ¿e to jest czê¶æ zjawiska, Islam dzi¶ jest tak wbity w przekonanie o w³asnej jedynej s³uszno¶ci jak KK kilkaset lat temu i mo¿e z pejczami na wielb³±dy nie chodzili po klasie, ale te¿ woleli uczyæ tajników ¦wiêtej Trójcy ni¿ pisania i liczenia. Ale w opisach dawnych katolickich instytucji nie widzê zarzutów nauczania nienawi¶ci i fanatyzmu. To mo¿e i oni tam wcale nie my¶l±, ¿e s± fanatykami, a po prostu ucz± o wielko¶ci Boga Wszechmog±cego?

Czytam "Miêdzy wiernymi" Naipaula - to nie jaki¶ fanatyk, sta³ siê wierny z powodu ma³¿eñstwa, pisze w sposób wywa¿ony i u³atwia je¶li nie zrozumienie, to po prostu dostrze¿enie tego samego problemu z drugiego punktu widzenia.

Oddalaj±c siê od medresów - bo wyra¼nie nie nimi Tooley siê zajmowa³ - zaskakuje mnie oczywisto¶æ przebijaj±ca z Twoich uwag, ¿e szko³a s³u¿y dla uprawnieñ pozwalaj±cych potem studiowaæ dalej. Wiem, nie piszesz, ¿e tylko po to istnieje, ale to jest Twoje pytanie podstawowe.

A ja bym zada³ inne pytanie, które w¶ród paru mo¿e ubiegaæ siê o tytu³ podstawowego: czy wiadomo¶ci i modele my¶lenia nabyte w owych szko³ach pomagaj± dzieciom radziæ sobie z wrogim ¶wiatem naszych miast i ich peryferii?

A je¶li chodzi o "dalsze wykszta³cenie", tê czê¶æ znam i bez omawianej ksi±¿ki. Niewiele ga³êzi biznesu tak siê cudownie rozwinê³o w ostatnich dziesiêcioleciach... Kosmetyki i zabiegi zdrowotne. Ochraniarze i prywatni ¿o³nierze (tu w³±cz bandytów i piratów). Dzia³ania wokó³komputerowe. Edukacja.

Sk±d ten pomys³, ¿e uniwersytety nie przyjmuj± bez uznanego przez pañstwo papiórka? A je¶li same maj± papierki w lekkim rozgardiaszu? Albo i nie maj± ich, bo rzekomo maj± mieæ?

Istnieje te¿ rzesza instytucji dokszta³caj±cych na zasadzie specjalizacji, na ogó³ ucz± profesji nie¼le i chodzi o terminowe p³acenie czesnego a nie o jako¶æ dokumentacji.

Po opuszczeniu peerela odkry³em, ¿e ten w zasadzie liniowy ci±g od podstawówki do profesurówki ma niewiarygodnie wiele rozga³êzieñ :)
-
2009/06/22 22:43:10
Andsol: jesli chodzi o opis medres i tego co sie tam dzieje, nie czerpie go z mainstreamowego dziennikarstwa.
Mozna samemu poczytac Koran, sa tam urocze fragmenty o wybiciu do nogi ostatniego Zyda, na przyklad. O tym, ze Zydzi sa smiertelnymi wrogami.

Mozna poogladac sobie telewizje arabskie i ich programy dla dzieci. Zwlaszcza te sa pouczajace. Mozna posluchac mullów, mozna porozmawiac z samymi arabami.

Podczas mojej wizyty W Dubaju rozmawialam i jakos tak sie zlozylo, ze kazdy uwazal Izrael za wroga, parche na palestynskiej ziemii, a Ameryke za siedlisko zla. Z powietrza sie takie poglady nie biora.

Skad mi sie wziela owa oczywistosc w tym, do czego sluzy szkola.
Moze zaczne od poczatku.
W ogromnej wiekszosci krajow jedna z niewielu mozliwosci wyrwania sie z zakletego kregu biedy jest edukacja. Na ogol edukacja wyzsza, bo ta pozwala na w miare godziwe zarobki, przemieszczanie sie, ba, nawet wyjechanie za granice. Hindusi ze skonczona szkola srednia w slumsach nie mogliby do USA wyjechac na H1B wizy i sciagac calych rodzin. Nie mogliby kontynuowac edukacji w innych krajach.
Oczywiscie, skonczenie jakiejkolwiek szkoly i zdobycie praktycznego zawodu, typu stolarz, krawiec, mechanik samochodowy etc. jest lepsze niz nic, czasami pozwala na dostatnie zycie.
Jednak, nie wyobrazam sobie, zeby szkoly utrzymywane z malenkiego czesnego mogly sobie na edukacje zawodowa pozwolic.

Co do radzenia sobie z realiami zycia i swiatem: od tego raczej sa rodzice i zycie toczace sie dookola, pewnych rzeczy szkola w stanie nauczyc nie jest, zreszta niby jak? To troche tak, jakby chciec kogos nauczyc plywac na teoretycznych kursach, albo jezdzic samochodem. Poki nie sprobujesz, nie doswiadczysz, se ne da. Setki dobrych rad, przeczytanych ksiazek, ostrzezen nauczycieli nie dadza zupelnie nic.

Oczywiscie patrze na system oswiaty z punktu widzenia krajow, ktore znam. Byc moze w Brazylii albo innych krajach jest tak, ze nie trzeba zadnych papierkow zeby dostac sie na uniwersytet. W panstwach rozwinietych trzeba, a to wlasnie tam jest na tyle wysoki standard zycia, ze pozwala ludziom z wyksztalceniem prowadzic w miare sensowne zycie.

Zreszta.. zapytam tak: czy gdybym przyjechalala do Brazylii ze swoim dyplomem magistra z Polski to przyjeto by mnie na uniwersytet od reki, badz to na drugi fakultet badz jako asystenta w mojej specjalizacji? Jakos nie bardzo chce mi sie w to wierzyc...
-
2009/06/22 22:49:25
@Tichy: no i fajnie, ¿e poszed³e¶ do Amazon, bo po to w³a¶nie podlinkowa³em ich stronê z przegl±dem ksi±¿ki.

1. Dostrzegam zacie¶nienie interpretacji (Twoja pierwsza wypowied¼) z ryzykiem b³êdnego ko³a przy finansowaniu takich biednych szkó³ przez bogate nacje. Czasami wystarczy³o by postawienie jakiej¶ cha³upy z dostêpem do wody, ¿eby te dzieci mia³y ochronê przez s³oñcem czy deszczem i w³a¶ciwe miejsce na siusiu.

2. Nie odczyta³em artyku³u (ani paru stron z Amazon) jako Ewangelii P³acenia za Szko³y. Wydaje mi siê, ¿e chodzi o to, ¿e ¶wiat edukacji istnieje nawet tam, gdzie jest zupe³nie zaniedbany przez administruj±cych pieni±dze z podatków - ¿e biedni nie s± durni i chc± szans dla swojego potomstwa.

3. Spisywanie w blogu swych refleksji jest oczywistym znakiem zainteresowania, na ogó³ ¿yczliwego zainteresowania, ale wpis nie czyni mnie zwolennikiem tez autora, z tej prostej przyczyny, ¿e ich nie znam. Mam dostêp do paru stron (w których widzê nieco informacji oprócz mnóstwa gadania :) ) i do informacji recenzenta. Chyba do sierpnia dotrze do mnie ksi±¿ka, wtedy j± przeczytam (mam nadziejê...) i bêdê móg³ choæ do czê¶ci tez ustawiaæ siê. Ale przypuszczam, ¿e autor nie jest przyg³upem - w koñcu World Bank wysy³a³ go do Andhra Pradesh po przepuszczeniu wielu kandytatów przez proces selekcji - i jest matematykiem, wiêc takie nieostro¿ne kwantyfikowanie, ¿e "wszystkie biedne s± dobre" by by³o u niego dziwne.

4. Typ materia³u z testów wydaje mi siê spraw± drugorzêdn±, pierwszorzêdne jest to czy ten sam materia³ by³ u¿ywany we wszystkich typach szkó³.

5. Póki co, to o finansowaniu takich zabaw mam tylko hipotezy, oparte na mojej znajomo¶ci wielu instytucji brazylijskich. Choæ Polak z Kraju (nim wszystko zbiurokratyzowano i zabroniono tego, co nie jest dozwolone) te¿ mo¿e znaæ nieformalne ¿³obki, przedszkola w¶ród przyjació³ek itp. Otó¿ oceniaj±, ¿e a¿ do 1/3 brazylijskiej gospodarki przecieka do rzeczywisto¶ci niezauwa¿alnie dla systemu podatkowego. Ma³y handel, ale i us³ugi te¿. Znam wiele ¿³obków i przedszkól bez papierów lub na wariackich papierach (póki nie ma problemu, to nie ma problemu) a tak¿e szkó³, o których my¶l±, ¿e s± z papierowym pokryciem, a po latach okazuje siê, ¿e stanowe ministerstwa edukacji ("Secretaria de Educação") maj± zastrze¿enia. Czasami p³ac± podatki. Miewaj± ksiêgowych, a je¶li bardzo ma³e, to po prostu wydatki i dochody s± w zeszyciku.

Woluntariat raczej nie, choæ paru entuzjastów nie wykluczam. B±d¼my konkretni. W takim Nordeste, kobieta by³a nauczycielk± stanu czy powiatu za zdechlakow± pensjê równ± 1/2 minimalnej. Teraz nie pracuje, bo zrezygnowa³a albo jest na rencie lub na emeryturze. Je¶li zamiast dawnych US$150 dorobi sobie teraz 100, to bardzo chêtnie, tym bardziej, ¿e to blisko domu. To bêdzie ta sama osoba, która kiedy¶ uczy³a oficjalnie, wiêc z kwalifikacjami nie ma k³opotów. Ksi±¿ki? Panie Kolego z USA, jakie tam ksi±¿ki... A papier zawsze siê za³atwi, z kseroksów odrzuty, rodzice dadz± jak±¶ mapê, jakie¶ stare zbiorki zadañ... Czasami ko¶ció³ (tego czy innego wyznania) co¶ podrzuci.

A Brazylia to jednak inny ¶wiat, bardziej zbiurokratyzowany, ni¿ jaka¶ Indonezja, Bangladesz czy Kenia. Tam zapewne ponad po³owa dzia³añ gospodarczych przechodzi niezauwa¿alnie dla w³adz fiskalnych. I ¿ycie idzie do przodu, czasami nawet ku lepszemu.
-
2009/06/22 23:21:59
@Nina, nadal wizja zachodnia. Medresy z Nigerii czy Bangladesz zajête od rana do wieczora Izraelem? Naprawdê wierzysz w to? Koran, dziêkujê, mam w domu, jak ju¿ bêdê musia³ (Arab z szabl± stanie mi nad g³ow±) to poczytam. Chwilowo to nie ma dla moich pogl±dów wiêkszego znaczenia co pisz± sobie o swoich ukochanych wrogach przeró¿ne ¦wiête Ksiêgi. I nie o tym rozmawiajmy, bo (powtórzê) nie o medresach a o nieznanej dla ¶wiata oficjalnej edukacji, choæ dobrze rozwiniêtej sieci szkó³ pisze Tooley.

My¶lê, ¿e rozwa¿anie miliarda Hindusów i innych obywateli Indii w terminach szans na emigracjê do Stanów jest ciekawe i kto wie czy nie ma refleksu w ichnich zbiorowych marzeniach, ale absolwent szko³y nie musi jechaæ na studia do Stanów, mo¿e studiowaæ na ma³ym Fakultecie w s±siedztwie, który - jak wyja¶nia³em - mo¿e te¿ byæ niezbyt formalny albo po prostu gwi¿d¿e na papiery odmienne od czeków, albo - znam i takie rozwi±zania - tworzy klasy i kursy dopuszczaj±ce jak najoficjalniej osoby bez stosownych za¶wiadczeñ.

Jeszcze raz: znam sytuacjê brazylijsk±. Nie s±dzê, by by³a dobrym modelem dla tego co w Afryce czy Azji mo¿e siê dziaæ. Ale wystarczy, by mi otworzyæ oczy na mo¿liwo¶ci wyj¶cia poza oficjalne schematy. Tak, ma³e czesne mo¿e zaoferowaæ dobre wykszta³cenie zawodowe w ca³ej gamie zawodów. Nie, takie szko³y nie s± teorycznymi kursami p³ywania, ludzie p³ac± (cokolwiek p³ac±, to dla nich jest du¿o, ludzie czêsto id± pieszo kilometrami, ¿eby zaoszczêdziæ na bilecie autobusowym) i wymagaj±. I najwa¿niejsze - je¶li tak rozlu¼niona nacja jak Brazylijczycy s± opêtani przez ideê dokszta³cania siê (mog± na tych wieczorowych kursach spaæ ze zmêczenia, ale jad± czy id± tam), je¶li miliony ludzi zapisuje siê na jakie¶ uniwersytety, o których tyle wiedz± co zobaczyli na bilboardach czy w tv, to z pewno¶ci± tradycyjnie szanuj±ce nacje azjatyckie maj± tego du¿o wiêcej - i sprawdzanie pozycji takiego uniwerku w oficjalnych klasyfikacjach nie jest pierwszym zmartwieniem kandydata.

Jad±c do domu widzê (staj±c na ¶wiat³ach) plakietni o jakich¶ kursach magistranckich i doktoranckich - nad sklepem, w trzech pokoikach, obok dwupokojowego ko¶cio³a wci¶niêty jest jaki¶ fakultecik. A potem dowiadujê siê, ¿e ca³kiem szanowany. Pó¼niej zanika, przenosi siê, jest w³±czony do wiêkszego uniwerku - normalne ¿ycie biznesu...

Polski dyplom magistra? Na uniwerku nie wystarczy. Doktora? Jak Ciê polubi± to zatrudni±, na pocz±tek na pozycji "visitante", a potem maj±c takie co¶ w cv do¶æ ³atwo idziesz do innej instytucji, bo jeste¶ potwierdzona. Znam wiele takich przypadków. Wa¿ne mieæ kogo¶, kto za Ciebie zarêcza ni¿ papierzyska. Na uniwerkach federalnych proces jest bardziej z³o¿ony, ale federalnych jest z 40, a wszyskich zapewne ponad pó³ tysi±ca.
-
2009/06/23 02:28:08
andsol:
medresy w Nigerii czy Bangladeszu pewnie nie, ale juz te w Arabii, Afganistanie, Jemenie, Omanie, Iranie, Iraku, Syrii, Jordanii - niestety tak.

Oddolna inicjatywa edukacyjna jest fajna, jednak zacofania kraju i malego poziomu literacy nie rozwiazuje.

Panstwa, ktore sie z niego podniosly, stworzyly upanstwowiony i powszechny system edukacji.

Brazylia mysle jest tutaj wyjatkiem, bo z jednej strony jest system oficjalny, a z drugiej funkcjonuje ogromna szara strefa ludzi mieszkajacych w fawelach, ktorzy nie sa ujeci w normalnym "obiegu" panstwowym czy statystykach.
-
2009/06/23 03:11:50
@Nina: czy aby nie mówimy o ró¿nych sprawach? Gdy mówisz o pañstwach, które stworzy³y system edukacyjny i o tym czego prywatne szko³y nie rozwi±¿±, wydaje siê, ¿e porównujesz system formalny z nieformalnym i to w kategoriach wydajno¶ci i rozwoju spo³ecznego. A przecie¿ ani autor (jak siê wydaje), ani recenzent, ani ja - kopista nie mówimy o tym. Nie chodzi o to co, kto i jak powinien robiæ i kto ma jakie szanse. Mowa o tym, ¿e istnieje pewne "oddolne", powszechne zjawisko, którego organizmy miêdzynarodowe nie zauwa¿a³y, a gdy dostrzega³y, ¿e co¶ istnieje, to lekcewa¿y³y. Wygl±da na to, ¿e to jest w miarê pionierska praca na temat istnienia tej instytucji - i analizy oraz wyceny mog± przyj¶æ pó¼niej. Najpierw stwierdzenie stanu rzeczy, ustalenie danych, wymiarów zjawiska.

Powtórzê: pozwól, ¿e przeczytam, dopiero potem mogê powtórzyæ co tam jest. Amazon mnie dzi¶ powiadomi³, ¿e wys³a³, mo¿e bêdê mia³ nieco szczê¶cia i ju¿ w po³owie lipca dostanê. Tobie by by³o du¿o ³atwiej, za dwa dni mo¿esz ju¿ to mieæ w domu (i p³ac±c 4 a nie 12 $ za dos³anie, ¿ycie z daleka od USA ma i niemi³e strony :) ), i za trzy dni mo¿esz ju¿ opowiadaæ co tam naprawdê stoi. U mnie to potrwa.

Natomiast co do faweli, to strasznie du¿o nieporozumieñ. Favela to miejsce zamieszkania, a nie znak wykluczenia. Tam przedsiêbiorstwo energetyczne, kablówki i internet pod³±czaj± co trzeba do chatynek, samochody dowo¿± gaz kuchenny (w niewielu miastach jest sieæ gazowa), s± tam przedszkola i sklepiki. Wje¿d¿aj± motocyklami sprzedawcy obno¶ni ze swymi rejestrami kredytowymi. Ci ludzie pracuj± w firmach prywatnych i pañstwowych, maj± czêsto ubezpieczenia spo³eczne i prawo do publicznego lekarza, maj± dowody, karty pracy i rachunek zainstalowanego telefonu s³u¿y jako dowód zamieszkania, dziêki któremu mog± po sklepach braæ na kredyt. Oni s± w obiegu i w statystykach. Maj± título de eleitor z obowi±zkiem g³osowania - ale po prostu s± biedni i mieszkaj± w do¶æ paskudnych warunkach. ¬le jest na ogó³ z kanalizacj±, z regularno¶ci± dostaw wody, z bezpieczeñstwem. Na ogó³ dbaj± o nie bandyci.

A dzia³ania gospodarcze "poza statystyk±" robi± we wszystkich warstwach spo³ecznych. To nie jest specjalno¶ci± biednych.

Zupe³nie poza statystykami, bez rejestru urodzenia i zgonu, ¿yje siê w zapad³ych zonach wiejskich w Nordeste czy Amazonii. Ale i tam jest tego nie tak wiele.
-
2009/06/23 06:31:41

Najpierw - w kwestii formalnej, James Tooley nie jest matematykiem, jest edukatorem, specjalist± od edukacji - to znaczy od teorii edukacji. Fakt, ma bachelora z matematyki. To co¶ wiêcej od licencjatu, co¶ mniej od magistra. Jak rzek³em, mam nadziejê, ¿e ten argument "procentowy" nie jest jego autorstwa, choæ obawiam siê, ¿e jest. O, tu profil:

www.ncl.ac.uk/ecls/staff/profile/james.tooley

Jak widzisz, uciekam siê do profilu, albowiem cz³owieka nie znam, ani jego kalibru intelektualnego, ani jego IQ, ani jego m±dro¶ci, ani nic.

Tak w³a¶nie dzia³a mainstream. Gdy pracodawca, czy uczelnia, czy nawet taki prywatny sobie cz³owiek jak ja, na kolejnym etapie ma kogo¶ - lub czyj±¶ nawet opiniê zaakceptowaæ - to przeciez nie zatrudni prywatnego detektywa, jeno patrzy w papiery. Mo¼na siê na nie wzdragaæ, i drzeæ szaty, ¿e ma³o co pokazuj± - ale co lepszego mozna wymy¶leæ (prócz - oczywi¶cie - zatrudnienia agencji detektywistycznej)?

Podobnie, mo¿na ochaæ i achaæ nad zaletami systemu mistrz-czeladnik-terminator, ale byt plemienny ju¿ siê dawno skoñczy³, przynajmniej w kilku miejscach, a to, ze nawet lepsze - ale co¿ z tego - nierealizowalne!

Gdzieniegdzie siê wci±¿ próbuje, na przyk³ad na uczelniach, m³ody zatrudniony dostaje mentora, który go za rêkê wprowadza w tajniki bytu uczelnianego. Niekoniecznie to ma wiele wspólnego z nauk±, ale jak siê przytrafi na marginesie, tym lepiej.

¯e istnieje system dokszta³cania poza mainstreamem - nie mam ¿adnego problemu z akceptacj±. Nie widzê uzasadnienia, ¿e naprawdê pracuje en masse, a nie tylko w porywach i miejscach oraz dniach szczególnych. Watpiê, by ów profesor edukacji sam siê zapuszcza³ w slumsy i bada³ szko³y, na ktore by siê przy zapuszczaniu natkn±³. Primo - niebezpieczne. Raczej - tu zgadujê - ma przewodnika, który prowadzi go to tu, to tam. A gdzie, to juz przewodnik wie, czego profesor oczekuje, by znale¿æ. Tym bardziej - ci najêci ankieterzy.

Trzeci ¶wiat - to nazwa ukuta na dora¼ne a specyficzne potrzeby pi-arne ("pijar" - dzi¶ siê mówi). Fakt taki, i¿ w Kalkucie lub Nairobi tyle pierwszego ¶wiata, co w NY lub LA - trzeciego. Nie wspomnê o o zapyzia³ym Po³udniu USA - mo¿e kiedys, przy okazji.

A pytanie - kto naprawdê p³aci - zawsze na miejscu.