S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
A czeka³o to 25 wieków

... i nawet jest ca³a ksi±¿ka o pierwiastku z dwóch. Zajrza³em do spisu tre¶ci i wybranych (przez Amazon.com) stron, ale ja nie o tym. Nie w g³owie mi tworzyæ inn± ksi±¿kê o tej liczbie, ale parê wpisów do bloga wyjdzie.

(Halo? Prawdziwy Humanista? Mi³o s³yszeæ. Aha, ¿e nie mo¿na zaczynaæ artyku³u od trzykropka? Rozumiem, dziêkujê, poprawiê siê w przysz³o¶ci. A dzi¶ mi siê nie chce. Zreszt± niedawno mia³em ca³y wpis o tym, ¿e czasami mi siê nie chce).

Najtrudniejsze z tym ciastkiem to pokroiæ je na naprawdê cienkie porcje i nie ³adowaæ paru na talerzyk. Wiêc dzi¶ tylko jeden jedyny, ale piêkny dowód. Dowód czego? Jak to czego. Tego, o czym mówi siê od tysiêcy lat. ¯e to nie jest liczba racjonalna. Czyli wariatka. Ach, przepraszam, po polsku o liczbach racjonalnych mówi siê wymierne. Je¶li kiedy¶ szlag trafi ca³e dawne nazewnictwo i bêdê móg³ robiæ wszystko od pocz±tku, nazwê je „proporcjonalnymi”. Chodzi o to samo o co w nazwie z racjonalnymi, ³aciñskie ratio to stosunek, proporcja. To s± liczby przedstawiane jako proporcja dwóch liczb ca³kowitych. Iloczyn, je¶li ci z tym wygodniej.

Teraz trochê obyczajowego pyszczenia na szkolne metody. Dzi¶ ju¿ siê nie dowodzi niczego? Pó³ biedy. Gorzej je¶li dowodzono przez redukcjê do absurdu, a uczeñ nie rozumia³ tego typu rozumowania. I w dodatku nudzono tam dzieleniem raz to lewej, raz to prawej strony równania przez dwa. A dawa³o siê to upro¶ciæ...

Je¶li uczeñ ju¿ wie, ¿e ka¿da liczba naturalna (wiêksza ni¿ 1) rozk³ada siê w jeden jedyny sposób na iloczyn liczb pierwszych, to mo¿na krótko i bez glêdzenia wyja¶niæ czemu pierwiastek z jakiejkolwiek liczby pierwszej p nie mo¿e byæ ilorazem m/n liczb naturalnych. Gdyby by³, mieliby¶my pn²=m². Rozk³adam m i n na liczby pierwsze. A w tym równaniu podnosimy te rozk³ady do kwadratu. Nie ma w rozk³adzie p? ¦wietnie, jest w potêdze 2·0=0, a to jest liczba parzysta. Jest tam w potêdze dodatniej? Po podniesieniu do kwadratu potêga bêdzie podwojona czyli parzysta. I patrzymy: z lewej strony mamy jeden dodatkowy czynnik p, wiêc ta liczba pojawia siê po lewej stronie nieparzyst± ilo¶æ razy, a po prawej – parzyst±. Ale nie ma takiego wyk³adnika, który by by³ jednocze¶nie nieparzysty i parzysty, sprzeczno¶æ.

I dowiedli¶my niewymierno¶ci pierwiastka z jakiejkolwiek liczby pierwszej p, nie tylko dla p=2.

Tylko ¿e... innym razem, na innym talerzyku po³o¿ê wyja¶nienie, ¿e doj¶cie do tego twierdzenia o rozk³adzie liczb naturalnych na liczby pierwsze to parê stopni wtajemniczenia, ³atwo u¿ywaæ, ale dobrze jest przedtem starannie przemy¶leæ ca³kiem delikatne szczegó³y. Wiêc nie bêdziemy ok³amywaæ dzieci, ¿e to jest bardzo prosty dowód.

Proszê siê nie smuciæ, mam dobr± nowinê. Ha.. ona nie ca³kiem jest nowin±... minê³o niedawno 21 lat jak wie¶æ siê rozesz³a, ¿e jest na rynku zupe³nie nowy dowód i za pó³ ceny. I wtedy zreferowa³em to kolegom w pracy, z ponurym proroctwem, ¿e mo¿e trzeba bêdzie dziesiêciu lat, by nowy prosty dowód dotar³ do pierwszych podrêczników szkolnych. Uprzejmie zawiadamiam, ¿e rozchodzenie siê by³o tak dobre, ¿e wie¶æ zupe³nie siê zagubi³a. 21 lat minê³o i do dzi¶ nie spotka³em jednego jedynego autora, który by ¿yczliwie ów dowód w³±czy³ do swojego nowego i postêpowego tekstu. Co wzmacnia moje przekonanie, ¿e pisze siê nowe podrêczniki nie dlatego, ¿e ma siê nowe idee ale dlatego, ¿e ma siê w domu kopie starych podrêczników.

D³ugo¶æ artyku³u jest przyjemna, nawet mo¿na mówiæ o krótko¶ci. Jedna strona. A tytu³ jest intryguj±cy: „Co Pitagoras móg³ zrobiæ”. No i w istocie, nijak nie da siê zrozumieæ czemu tego prostego wywodu nie przedstawiono ani 25 stuleci temu, ani pó¼niej.

Artykulik wyzwoli³ fantazjê wielu s³awnych i mniej znanych matematyków i pó¼niej pojawi³y siê jeszcze inne dowody, a wszystkie ciekawe. Dlatego w³a¶nie mam wystarczaj±cy kawa³ek tortu, by go po³o¿yæ i na parê innych talerzyków. A dzi¶ w ca³ej krasie idzie dowód, ¿e jakakowiek liczba naturalna, o ile tylko nie jest kwadratem (czyli wyrzucamy z bloków startowych 0,1,4,9,16,25 i ca³± tê resztê bandy), po wyci±gniêciu pierwiastka staje siê liczb± niewymiern±.

Nazwij tê liczbê k i za³ó¿ (po to, by za chwilê tê hipotezê obaliæ), ¿e s± jakie¶ liczby m,n takie, ¿e √k=m/n, czyli kn²=m² i od razu wybieramy ten zapis m/n, który ma najmniejszy mo¿liwy mianownik. (Musi byæ taki najmniejszy mianownik. W ka¿dym zbiorze liczb naturalnych jest najmniejsza liczba. To jest zasada indukcji, takie DNA liczb naturalnych). Ta liczba m/n nie jest naturalna, wiêc mie¶ci siê miêdzy pewnymi dwoma kolejnymi liczbami naturalnymi, powiedzmy, ¿e miêdzy q i q+1:

q<m/n<q+1,   wiêc   qn<m<qn+n    czyli    0<m-qn<n.

Przeczytajmy to, bo to proste ale u¿yteczne stwierdzenie: pewna liczba m-qn jest naturalna, dodatnia i mniejsza ni¿ n. Ale jaki jest jej zwi±zek z tym, co nas interesuje, to znaczy z równo¶ci± kn²=m²?

Gdyby j± przemno¿y³ przez m, da³o by siê zrobiæ podmianê czym innym:

(m-qn)m = m²-qnm = kn²-qnm = (kn-qm)n.

Przepisz to w takiej postaci:

m/n = (kn-qm)/(m-qn).

Sprzeczno¶æ! Liczba m/n zosta³a zapisana w inny sposób jako iloraz liczb naturalnych z mianownikiem mniejszym ni¿ n.

Autorem pomys³u by³ Yoram Sagher. Pamiêtasz z innego wpisu to nazwisko? Tak, rok pó¼niej zaskoczy³ znowu pokazuj±c inn± ni¿ Cantorow± numeracjê liczb wymiernych. Dwa przepiêkne, a elementarne strza³y.

Yoram Sagher, What Pythagoras Could Have Done, The American Mathematical Monthly, vol.95, (Feb., 1988), str. 117.

pi±tek, 05 czerwca 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/06/05 07:34:31
W zasadzie nowy pomys³... to diok³adnie stary pomys³ (sztafa¿ - mo¿e i nowy). Przy tym "I dowiedli¶my niewymierno¶ci pierwiastka z jakiejkolwiek liczby pierwszej p", ale nie dowiedli¶my, ¿e ów pierwiastek w ogóle istnieje. Dok³adniej dowodzi siê - "je¿eli ów istnieje, to jest niewymierny".

Ale tak matematyka ma. Dlatego czasami w nazewnictwie szkó³ czy widzia³ów widnieje "Wydzia³ Nauki oraz Matematyki". Kiedy¶ jeden trze¼wy jegomo¶æ zada³ pytanie (na podstawie znacznej czêsto¶ci tych nazw) - czy¿by matematyka nie by³a nauk±?

Ano, taka prawdziwa nauka odmawia rozwa¿ania czegokolwiek bez uprzedniego upewnienia siê o istnieniu rzeczy. A matematyce - wsio ryba. Dlatego matematycy czasem lubi± zabieraæ g³os w nie¶miertelnych dyskusjach typu kreacjonizm vs ewolucja, próbuj±c z aaksjomatów kreacjonizmu wycisn±æ jakie¶ twierdzenia i wnioski, które sobie i aksjomatom nie zaprzeczaj±. Próbujac...

Na przyk³ad, ¿e jak taki okrag spocznie na na prostej, to - nie ma si³y - musi siê deczko ugi±æ. Dlatego mo¿na przypuszczaæ, ¿e styka siê z ow± prost± nie w jednym punkcie, ale wzd³u¿ jakby odcinka (co jest zupe³nei zgodne z intuicj± i do¶wiadczeniem). Ale przyznaæ trzeba, ¿e odcinka raczej dziwnych punktów, których ortodoksynja aksjomatyka liczb nie dopuszcza do istnienia. Ale przypuæmy, ¿e takie liczby "rozwlek³e" istniej±...

Nawet ich model mo¿na stworzyæ, nie tak ciekawy i p³odny jak system liczb zespolonych (tak, pewne systemy liczbowe s± p³odne), ale wci±¿ zupe³nie sensowny (choæ mo¿e nie tak p³odny)... taki, gdzie dzielnikami 1 s± nie tylko -1 i 1...
-
2009/06/05 11:31:32
Jako humanista nie widzê nic z³ego w zaczynaniu wpisów wielokropkiem, ale takowy powinien byæ przyklejony do nastêpnego wyrazu, bez odstêpu. ;P
-
2009/06/05 17:15:11
Jurgi, dziêki za informacje, które s± dla mnie spor± egzotyk±. Przedtem zaskoczy³o mnie, ¿e zdanie w nawiasie ma kropkê poza nawiasem. Jej, czego to nie wymy¶l±. Ale nie chcê spêdzaæ czasu na walkach o kszta³t delty (to tylko Knuth mo¿e sobie na to pozwoliæ) i dostosujê siê. Od nastêpnego razu. Tu nie poprawiê.

Chodzi o to, ¿e moja platforma blogowa wymy¶li³a (a mo¿e kupi³a z przeceny u Chiñczyków) zupe³nie w³asn± wersjê html. Nie chodzi tylko o o te inne nawiasy i mordowanie w komentarzach charakterów podanych numerem. U¿ywaj± pe³nego nowum, jêzyka, który jest pó³-kompilowany, pó³-intepretowany. Otó¿ je¶li u¿ywam znaku "mniejszy ni¿" i wpisujê go "na wszelki wypadek" jako sekwencjê "and - l - t - ¶rednik" to jest interpretowany jak nale¿y. Ale je¶li wywo³am blogowy zapis do poprawki, ich jêzyk mi to przerobi na znak graficzny "mniejszy ni¿" i od razu zinterpretuje jak cholera wie co, po którym to zabiegu wybije mi spor± czê¶æ tekstu (nigdy nie wiadomo któr±) a w kodzie dopisze mnóstwo ¶miecia o tym, ¿e style margin-left: 120px oraz span style font-weight: bold . A tego jeszcze raz ju¿ nie wytrzymam. I na co niby piszê prostym html wpis z 3 Kb, je¶li od razu mi to rozbijaj± na ba³wañstwa ale za to z 8 Kb?
-
2009/06/06 00:06:32
Andsolu,

nic nie zrozumialam, ale serdecznie wspolczuje. To musi byc straszne.

Trzymaj sie :-)
-
2009/06/06 00:40:50
... a ja lubiê zaczynanie od wielokropków ;) Ale, jak mnie podsumowa³a Anuszka w jakich¶ swoich linkach, jestem "humanistka, ale umys³ ¶cis³y", wiêc mo¿e to st±d...
-
2009/06/06 01:35:43
@beatrix17: no w³a¶nie, w k³opotach wspó³czucie jest tak dobre jak zrozumienie. Ale nie przesadzam z rozpaczaniem, bo z tego co widzê to S24, wordpress, blogspot, wszyscy oni miewaj± jakie¶ lekko pokrêcone momenty.

@drakaina: i co jej zrobi³a¶, udusi³a¶ czy podsumowa³a¶ j± jako "¶cis³owca, ale umys³ humanistyczny"?
-
2009/06/06 02:22:29
@Tichy: po pierwsze nie przystoi ksiêdzu podczas ceremonii ¶lubnej mieæ wahañ o istocie swojej wiary ani matematykowi przy rachunkach my¶leæ czy te pierwiastki to aby naprawdê istniej±. Liczê, wiêc s±.

Po drugie, mo¿na to wszystko zrobiæ nie zastanawiaj±c siê nad ich istnieniem. Nie ma takich m,n naturalnych, ¿e 2=m^2/n^2. Ale to jest oczywi¶cie krêcenie godne adwokata, bo niby komu i na co zastawiaæ siê nad dziwnym równaniem z dwoma zmiennymi.

No wiêc po trzecie, masz oczywi¶cie racjê. Trzeba najpierw rozwi±zaæ kwestiê istnienia. Aksjomat czy konstrukcja, ale co¶ powinno byæ. Tylko ¿e to jest nieporównalnie trudniejsze od strony pojêciowej ni¿ zwyk³e rachunki. Wiêc weso³o rachujemy i nie zawracamy sobie i dzieciom tym g³owy. Niemniej jednak, jak w 100% s³usznie mówisz w Twoim wpisie, trzeba ich istnienie przyj±æ. Prosta nie ma dziur. Ciekawe, nie wiem kto wprowadzi³ termin, który spokojniej po polsku nazywamy kresem górnym, ale to Supremum Principle ma pod¼wiêki mistyczne, niecodziennie u¿ywa siê w zachodnich jêzykach ³aciñskiego rdzenia z supremum. Wiêc jakie¶ skojarzenia o wierzeniu mog± siê tu pojawiæ...
-
2009/06/06 03:00:59
Jeszcze dwie uwagi, Tichy. Co do stary-nowy pomys³, to Tom Apostol mia³ geometryczny wariant dowodu, prosty, nowy (AMM, vol.107, Nov. 2000, p.841-842) i pisze w pierwszym zdaniu: This note presents a remarkably simple proof of the irrationality of \sqrt{2} that is a variation of the classical Greek geometrical proof. Prawie wszystko jest stare nowe :)

Co do ko³a, które siad³o na prostej, zostawi³bym jeden punkt rzeczywisty, ale doda³bym wspólne nieskoñczenie ma³e. Czyli zaprz±g³bym do tej mechaniki niestandardow± analizê.
-
2009/06/06 06:44:03
...ego zacz±æ... ...czego zacz±æ ... ... od czego zacz±æ

No chyba jasne, jak siê zaczyna od spacji (co to wcale nie jest "nic", tylko puste co¶, a raczej co¶ pustego, co wymaga pewnej przestrzeni i miejsca) to koniecznie "spacja-wielokropek". A jak siê nie zaczyna, to wielokropek przyczepiony.
Je¿eli tzw. "polska norma jêzykowa" twierdzi inaczej, to mo¿na tê normê o kant. A jak komu zabrania zaczynaæ od spacji, to tym bardziej o kant. A przynajmniej ten fragment.

Jak piszesz, Andsolu - parafrazuj±c - "¿e gdyby pierwiastek z dwóch by³ niewymierny, choæby nawet go nie by³o, to by straszne rzeczy zasz³y, wiêc ju¿ lepiej przyj±æ, ¿e jest", to mnie zaczyna g³owa boleæ.
Swoj± drog±, komu one szkodz±? Ma³o co komu tak ma³o szkodzi. Owszem, mo¿e i w oczy kole, ale nie szkodzi. Niech se bêdzie.
A co do pysznie i pusznie brzmi±cych nazw... Wa³kujê teraz Bartle'a nauczycielom. Nie ca³kiem prawda, ¿e nauczycielom, bo np. jedna o¶wiadczy³a, ¿e po to siê mêczy, bo by³a nauczycielk± przez wiele lat, i nienawidzi uczenia. Dlatego wiêc tak strasznie siê mêczy, by zostaæ bossem. By - nie ucz±c - mówiæ innym co i jak maj± uczyæ. Tak cynicznie - motywacja doskona³a (zw³aszcza, ¿e pracuje - panienka prace domowe pracowicie odrabia).
Otó¿, u Bartle'a (i nie tylko), jest takie co¶ co siê nazywa "Nested Cells Theorem", czyli twierdzenei o Gnie¿d¿±cych siê Komórkach (taka wersja tw. Cantora, w sam raz dla nauczycieli). Jak mo¿na zgadn±æ, wywo³uje toto wiele skojarzeñ. Wiêc, na pytanie, czy owe gnie¿d¿enie siê jest naprawdê takie wa¿ne, odpowiedzi odmieniaj± na wszelkie sposoby i wymieniaj± na wszelkie wielkie korzy¶ci i niezbêdno¶ci Gnie¿dzenia - "albowiem, gdyby owe Komórki siê nie Gnie¼dzi³y, to bez Gnie¿dzenia do ostatecznego ich Zagnie¿dzenia by nie dosz³o".
Nie ¿artujê. Takie rozumowania - w t³umaczeniu - widze. Gdybym by³ Lemem, to bym takie rzeczy spisa³, wyda³, i zarobi³ kupê pieniêdzy. A tak - Ci przytaczam za darmo.





-
2009/06/06 09:03:44
Tichy, zdziwisz siê je¶li zauwa¿ysz moj± godzinê odpowiedzi i przeliczysz j± na brazylijski czas. To nie bezsenno¶æ, to rado¶æ ¿ycia towarzyszy mojego s±siada z naprzeciwka. 3 samochody wy³adowa³y 15 milusiñskich, dobrze ubranych i grupa zrobi³a sobie z ulicy klub z wyszynkiem. Czu³em siê jak jaki¶ Clint wycelowuj±c w numery ich wozów mego wiernego Sony Cybershot na 7.2 megapikseli. Reakcje by³y mieszane, jedni chowali puszki z piwem, drudzy ty³kiem zakrywali tabliczki, a który¶ mówi³, ¿e mu policja nic nie zrobi, bo mu tata jest policjantem federalnym. Wyja¶ni³em, ¿e policjê wo³am jak nie mam innej rady, na pocz±tek rozmawiam. No i ¶my se pogadali.

Jak widzisz, ró¿ne czynniki sprawiaj±, ¿e ludzie siadaj± w sobotê o 3:30 do gadania o matematyce.

Mo¿e nie zachowa³em siê go¶cinnie, ale jeden z równobrzmi±cych Twoich wpisów usun±³em, zostawi³em pó¼niejszy, ten z rozbiciem na paragrafy. Ale gdyby co to ja go zre-co¶tam. Na jego stare miejsce.

A teraz o znaczeniu i u¿ytkach. Boziu, Boziu, kto nie musi na takie pytania odpowiadaæ. £atwo obroniæ liczby Carmichaela, trudniej wyja¶niaæ u¿yteczno¶æ (jak pamiêtasz, tak to u nas pokpiwano) przestrzeni lokalnie spójnych, lokalnie zwartych, z jednym punktem eksploduj±cym. Ró¿nych strategii obroñcy siê imaj±, od wydrwienia rozmówcy czy zagmatwania go na ¶mieræ w technicznym jêzyku do prostych i szczerych a ja to lubiê lub z tego zrobi³em habilitacjê i na tym je¿d¿ê na kongresy. W istocie, ksi±¿ki pisaæ.

Wyzwierzê Ci siê jak ja to robiê. W dwóch etapach. Pierwszy to odrzucenie chirurgii lokalnych. Matematyka jest ca³o¶ci±, te oczywiste i wielkie zastosowania i te malutkie dziwne pracki, których nawet referee z ichniego egzotycznego pisemka nie czyta. Czêsto fachowiec mo¿e daæ g³owê, ¿e co¶ jest bez znaczenia, ale paru z nich i to s³ynnych, przez to musia³o potem ¿yæ bez g³owy. Niebezpieczne dzia³anie. Lepiej uk³oniæ siê i zostawiæ w spokoju.

A drugi etap to policzenie sensowno¶ci takiej wszechobejmuj±cej tolerancji. Jaka jest wydajno¶æ niewolnika, 1/3 jego energii? A maszyny na wêgiel 17%? I zdaje siê miêdzy 1% i 2% w przypadku si³owni atomowej. Matematyka jest du¿o bardziej skomplikowana i nawet je¶li to jej procent procenta naprawdê zarabia na ¿ycie uczciw± prac±, to zarabia dostatecznie du¿o, by utrzymaæ ca³± resztê tej ha³astry matematyków.
-
2009/06/06 11:49:46
@ andsolu, wrêcz przeciwnie - jestem jej wdziêczna za takie podsumowanie :)
-
2009/06/07 06:09:37
Czas jest dziwn± rzecz±. Pomijam, ¿e Grenlandia - ta sama d³ugo¶æ geog co Brazylia, i to nie na drobnych marginesach! - ma godzinê pó¿niejszy czas (widaæ, kto¶ j± koniecznie do Europy chcia³ przybli¿yæ).

Ale - co wa¿niejsze(?), ten komentarz z paragrafami wys³a³em raz. A potem siê popatrzy³em, i nie by³o paragrafów. Co mnie wkurzy³o, bo ja paragrafy bardzo lubiê - one siê akapity zw± po staropolsku - a tekstu ciurkiem nie znoszê. A tu masz, mówisz ¿e dwa komentarze siê pojawi³y,to¿same, i tylko jeden z paragrafami, a drugi bez?

No, no...
-
2009/06/07 15:10:42
Gdyby to nie by³a 3:30 to bym pamiêta³, ¿e paragrafy w polskim s± akapitami... Niestety wymy¶lam du¿o polskich s³ów z ³aciñska brzmi±cych i w ostatniej chwili skok do s³ownika mnie przekonuje, ¿e portugalski nie ma a¿ tylu wspólnych s³ów z polskim.