Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Zbaw planetę, siusiaj pod natryskiem

Niedawno organizacja pozarządowa walcząca o ratowanie dziewiczych lasów atlantyckich pojawiła się w najsławniejszym programie brazylijskiej tv z całkiem nowym pomysłem na ratowanie zasobów wodnych planety. Rozwiązanie w tytule wpisu. Zdołali się nawet doliczyć dokładnie ile to się ratuje wody rocznie nie używając na oddawanie moczu sedesu (4380 litrów) ale nie wyjaśnili czy ta tak dokładnie odnaleziona liczba odnosi się do osoby czy do rodziny.

Temat jest atrakcyjny dla popularnych programów. Nawet bez dekoracji środowiskowej słyszałem już reporterów pytających panie czy siusiają pod prysznicem. Z jakichś przyczyn nie pytają mężczyzn, widać to mniej pobudza ciekawość, choć z pewnością mężczyźni oddają więcej moczu niż kobiety. Zgodnie z regułą, w rzeczonym programie ładna pani z dwojgiem ładnych dzieci (właśnie wysyłanych pod natrysk na siusianie) z chichotami wyznawała, że owszem, ona też czasami. Przedstawiony jako specjalista jakiś człowiek ogłosił, że to wcale nie zakaża środowiska, a reprezentant fundacji powiadomił, że w ten sposób ratujemy zasoby wodne, przez co ratujemy planetę.

Różne echa można znaleźć wrzucając do google'a sosmatatlantica oraz xixi no banho (proszę nie czytać ks-i ks-i a sziszi), tłumaczyć materiałów nie zamierzam, bo bełkot na ogół jest trudniejszy do tłumaczenia niż poezja. Poza bełkotem bywają komentarze, np. w tonie sarkastycznym ktoś proponuje robienie kupek do doniczek, a w tonie poważnym architekt wyjaśnia zasady rozdziału kanalizacji odchodów i tej, która w zasadzie nie powinna być zakażona. I cała ta afera pokazuje jak łatwo można się wybić w szalejącym tłumie, mieszając rzeczywiste problemy, niejasne pobudki i mętlik mózgowy.

Owszem, są miejsca gdzie mówią poważnie o prawdziwych problemach, na przykład bardzo ciekawy film z Instituto Nina Rosa. Po portugalsku, ale z pewnością i w innych językach nie brak podobnych materiałów. I nie wiem jak to wygląda gdzie indziej, ale i ten pełen dobrych zamiarów projekt i w swojej większej części solidnie wykonany, ma okropną skazę, która rzuca cień na całość. Ale o tym pod koniec.

Ilu jest ludzi na Ziemi? Przypuszczalnie nie potrzebujesz zerkać do Wikipedii, ostatnie szacunki to koło 6,7 miliarów osób. A ile głów bydła nosi Ziemia?

Tu szansa na poprawną odpowiedź bardzo się zmniejsza, bo też i dane zmieniają się w szokującym rytmie. W ostatnich 7 latach podwoiło się na świecie spożycie mięsa. Nawet taka Botswana z niecałymi 2 milionami osób (na terenie prawie dwukrotnie większym niż Polska) ma ponad 2,5 miliona głów bydła. W sumie jest tego prawie tyle co ludzi. A ptactwa na rzeź 16 miliardów. Świń nie sprawdzałem.

Zwalcza się zmęczone, stare fantazmy, jak żywność modyfikowana genetycznie i podobne pieprzółki, przypisując im (z oddali od Brazylii, bo wtedy można ględzić z większą pewnością siebie) zniszczenie lasów Amazonii, ale to nie soja zajmuje Amazonię, a bydło. Ludzi tam są 22 miliony, a bydła 35 milionów. Eksport głównie. Świat chętnie kupuje, bo zniszczenie terenu i wód podziemnych oraz odpadki zostają w Brazylii, a mięso będzie tanie, bo nie Brazylia dyktuje ceny.

Zostawię na boku w tej chwili tyle znanych i poważnych problemów związanych z naszym postawieniem na proteiny zwierzęce: toksyny, wstrzykiwane hormony, wytwarzanie metanu, kasta oprawców zwierząt itd, zajmę się tylko kosztem wodnym produkcji mięsa. Liczą różnie potrzeby przy produkcji ziaren, podobno kilo soi wymaga koło 600 litrów wody. Mięso z pewnością więcej. Można się pocieszać, że produkcja papieru czy aluminium bije na głowę te potrzeby, ale czy to jest naprawdę pociecha?

A te półgłowki od ratowania świata wyskakują z siusianiem pod natryskiem.

Ale nie wiem ile rzeczywiście zwierz potrzebuje wody nim go ubijemy. Wspomniany film cytuje liczbę 15 ton wody potrzebnych na 1 kg mięsa. Zdumiony wrzuciłem dane do google'a i odkryłem że świat brazylijskich danych śpiewa unisono tę samą piosenkę. A tak durną, że jedynie siusianie pod natryskiem ją przebije.

Rzecz w tym, że (pominąwszy przyspieszenie nadawane dziełu Bożemu i podawanie dorosłego byka w kawałkach na stół po 18 miesiącach) do godnej wagi rzędu 450 kg (z którą akceptują go rzeźnie) byk dochodzi po 3 latach życia. Wyrżniemy wtedy z niego koło 240 kg mięs i rozgłaszane dane by znaczyły, że byk użył koło 3600 ton wody. Dzieląc to przez 36 miesięcy, a potem przez 30 dni, wychodziłoby, że potrzebuje on ponad trzy tysiące litrów dziennie. Przesadyzm wielkiego stopnia. I taki błąd każe wątpić we wszystkie tam cytowane liczby. Wszystko trzeba sprawdzać. A tak by to ładnie wyglądało: byki i krowy wypiły całą wodę z Ziemi...

poniedziałek, 25 maja 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Sikasz pod prysznicem? Sikaj! z Podróż na Południe
Ja się przyznaję 8211 zdarza mi się to. Nie robię tego regularnie, ale jeśli pod natryskiem zachce mi się siusiu, to nie wyłaże spod niego, lecz sikam tam gdzie stoję . Oczywiście u siebie. Bo gdy jestem u kogoś, bądź pod prysznicem publicznym, np. ... »
Wysłany 2009/08/06 05:22:27
Komentarze
2009/05/25 05:26:21
A jak policzysz wodę konieczną do wytworzenia paszy, jaką ten byk zjada?
-
2009/05/25 12:40:26
Gdyby o to im chodziło, to ich rachunki by miały tyle sensu co przeliczanie ile mieszkańcy mego miasta oraz Nowego Jorku zostawiają średnio na Hawajach. Brazylijskie stada w olbrzymiej większości gotowej paszy w życiu nie widziały, są na swobodnym wypasie. A niemieckie krowy na brazylijskiej soi chyba tylko w tv oglądają trawę. Oczywiście można liczyć deszcze, które spadły na pastwiska, zakładając, że nie ma tam zwrotów i nic nie paruje - ale prościej zdać sobie sprawę, że (tak jak w obliczeniach o rzekomym zagrożeniu ocieplenia klimatu) przed przystąpieniem do rachunków ludzie mają gotowe tezy i w istocie wykonują rachunki głównie dla ich udowodnienia a nie dla zrozumienia nieprostych cyrkulacji wody czy energii w zjawiskach ekologicznych. I dlatego ich rachunki mogą być ciekawe dla specjalistów ćwiczonych w filtrowaniu przesądów wmontowanych w liczby, ale dla społeczeństwa przy wytwarzaniu nastawień publicznych mają taką wartość co plotki i nowinki o inwazji latających spodków.
-
2009/05/25 15:11:55
Istotnie, można zwariować z rozpaczy. Powszechny dostęp do informacji "at your fingertips" oznacza również powszechny dostęp do przesądów, przekłamań, legend, spekulacji które "oswobodziły się" z racjonalnego osądu i rozpoczęły byt samodzielny i niekontrolowany. Przy braku jakiejkolwiek, godnej zaufania, instancji weryfikującej oznacza to oszałamiający przyrost wiedzy pozornej konkurującej z resztkami tego co było wiarygodne. Twórcy rozmaitych pedii przepisują jeszcze z posiadanych tomów papierowych leksykonów - ciekawe co się wydarzy gdy ostatni z nich umrze śmiercią naturalną i pozostanie nam tylko bezkresne morze niewiedzy ubranej w słowa.
Ostatnio w Niemczech wydarzyła się zdumiewająca historia: powołano nowego ministra gospodarki. nazywa się: Karl-Theodor Maria Nikolaus Johann Jacob Philipp Franz Joseph SylvesterFreiherr von und zu Guttenberg. Do jego rozlicznych imion jakiś żartowniś dodał w Wiki jeszcze Wilhelma. I wszystkie, WSZYSTKIE gazety wydrukowały błędną wersję. Tyle jeśli chodzi o wiarygodność prasy w epoce internetu. A było można jeszcze sprawdzić w leksykonie genealogicznym. Ten jednak przestanie się wkrótce ukazywać bo nie jest (w epoce internetu) już nikomu potrzebny.

Dlatego nie dziwiłbym się gdyby ubocznym produktem powszechnego dostępu do informacji było ostateczne podzwonne dla epoki oświecenia.
-
2009/05/25 16:24:28
@ telemach - mimo wszystko jestem umiarkowanym optymistą. Przecież wszystko zależy od tego, czy w sieci oprócz kranów z brudną wodą znajdą się też źródła czystej wiedzy.

A czy Karl-Theodor Maria Nikolaus Johann Jacob Philipp Franz Joseph SylvesterFreiherr von und zu Guttenberg jest właśnie taki czy nieco inny nie ma absolutnie żadnego znaczenia dla dobra ludzkości.
-
2009/05/25 17:41:05
Freiherr Kwiku nieważny. Ważny, jak sądzę, jest mechanizm autolegitymizacji bzdury. Jeśli rezygnujemy dobrowolnie z mozolnej pracy tych, których jedynym zadaniem jest weryfikacja wiarygodności źródeł, to konsekwencje łatwe są do przewidzenia. Dotychczas, to co nazywamy "state of the art" definiowane było jako udokumentowany stan rzeczy i funkcjonowało w cyklu wydawniczym pozwalającym na okres krytycznej lektury, refleksji i ewentualnej korekty. Wiadomo było (mniej więcej) kto jest za co odpowiedzialny. Obecnie jest to proces. A w wyścigu o palmę wiarygodności wygrywa nie ten kto najdłużej i najrzetelniej pracował, lecz ten kogo wybrał logarytm wyszukiwarki. Mnie to niepokoi. Ale może boję się na zapas?
-
2009/05/25 22:22:00
Telemachu, czy martwisz się na zapas to się jeszcze okaże. Mnie się zdaje, że bzdury żyją dziś krócej niż kiedyś. Za to na pewno każda zostawia w sieci trwały i - co najważniejsze - łatwo wykrywalny ślad. A wyszukiwarka jest tylko narzędziem. Można się nim posługiwać wprawnie albo nie.
-
2009/05/25 22:25:04
Nie wiem dokladnie ile wody trzeba zuzyc na "wytworzenie" kilograma wolowiny. Wiem natomiast, ze trzeba zuzyc znaaaaaacznie wiecej zasobow (nie tylko wody) zeby wychodowac dorosla krowe niz kilogram soi albo ziemniakow czy ryzu lub pszenicy.

Zdolnosc jedzenia miesa przez ludzi to stosunkowo "nowa" mutacja. Nasze zeby i przewody pokarmowe sa nie bardzo dostosowane do masowego spozywania miesa, zreszta jeszcze nie dalej jak kilkadziesiat lat temu mieso nie bylo podstawa diety...

Ale niech ktos zacznie propagowac jaroszostwo w kraju takim jak Polska, Korea albo Chiny czy USA. Taaaaaaaaaaaaaaaaaaa...............
-
2009/05/25 22:26:27
Tentelemach: coz, google nowym bogiem, bo jesli posunac scenariusz przez Ciebie zaproonowany to wyjdzie, ze w przyszlosci jesli cos nie bedzie mozliwe do odnalezienia w wyszukiwarce to... przestanie istniec...
-
Gość: mnt, sybilla.iung.pulawy.pl
2009/08/06 11:14:53
Ale w czym problem? Nie oglądajcie się na świat - zróbcie prosty rachunek ekonomiczny. Przez miesiac sikajcie pod prysznicem podczas codziennej kapieli i porownajcie zużycie wody z poprzednimi. A później przeliczcie to na złotówki.
Oczywiście osoby, które biorą prysznic "tylko" raz dziennie, albo zapominające o nowym obyczaju zaoszczędzą mniej. Pojawi się z pewnością nieraz problem tego, że w momencie kąpieli nie ma się ochoty sikać z powodu pustego pęcherza. Niemniej jednak miesięczny eksperyment pozwoli na oszacowanie oszczędności.
Pozdrawiam.
-
2009/08/06 12:44:36
Widzę proste rozwiązanie problemu pustego pęcherza. Wołamy sąsiadów czy ktoś nie ma ochoty zrobić u mnie siusiu bo właśnie się kąpię.
-
2009/09/27 02:47:19
Aż wreszcie przesiąkło do Wyborczej: Siusiaj pod prysznicem.
-
2009/09/27 02:54:34
Michał Babilas mnie o tym radosnym wydarzeniu powiadomił. To dobrze, znaczy nie ma niczego istotnego na świecie.