Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Zalety ewolucyjne cechy niespieszności

Rozmowa w komentarzach u Telemacha dotknęła teorii ewolucji i pojęcia postępu i przypomniało mi to refleksje przy czytaniu The Pony Fish's Glow : and Other Clues to Plan and Purpose in Nature, z 1997 (autor to George C. Williams, który inspirował Richarda Dawkinsa). Otóż mówi tam autor (w siódmym rozdziale), że ewolucja organu prowadzi po ścieżce z ruchem jednokierunkowym i nie widać możliwości przedłużenia przechadzki. Na przykład, przednie kończyny pewnych kręgowców stały się skrzydłami ptaków, ale gdy warunki życia sprawiały, że gatunek ptaków zatracał zdolność latania, nie było znanych przypadków, by skrzydła wracały do roli kończyn czy ewoluowały dalej do jakiejś innej roli. Skrzydła pingwinów – mówi – owszem, przydają się im do pływania, ale to nie nowa rola, to odmiana lotu w innym ośrodku.

Pomyślałem wtedy o ludzkiej inteligencji. Bardzo pożyteczna w pewnym środowisku naturalnym, każde inne Boże stworzenie może nam jej zazdrościć. Ale zmienia się środowisko, trzeba sobie radzić nie z lodem i potopem i ucieczką przed tygrysem ale z korporacjami. Tu na nic jest inteligencja.

Wprawdzie radzą sobie ludzie ze sprytem, pochodną inteligencji, odgrywającym rolę myślenia w nowym ośrodku naturalnym, ale autentyczna inteligencja tylko przeszkadza. Więcej powiem, inteligentni chyba się skończą od wylewów i innych form szlagtrafienia.

Ciekaw jestem który gatunek wyewoluje coś w sobie w sposób najbardziej dostosowany do telefonów 0800, formularzy, pism niedzielnych z plotkami, wszechwiedzących szefów i nowinek z tv.

Stawiałbym na krowy, wydają mi się niesłychanie cierpliwe. I są dobre do dojenia.

środa, 06 maja 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/05/06 06:59:13
Myślę Andrzeju że isototą naszego ludzkiego problemu z postrzeganiem ewolucji jest pojmowanie jej jako korytarza prowadzącego od pierwotnej zupy do nas. Ot takiego krętego korytarza z kilkoma bocznymi rozgałęzieniami. Albo drzewa (co znajduje odzwierciedlenie w zwyczajowej ikonografii) - liczne gałęzie, na dole pień i korzenie a my na czubku.
Najprawdopodoniej jest to jednak poplątany labirynt składający się z reguły ze ślepych korytarzy. I bez możliwości stwierdzenia że jest się w takowym aż się nie dojdzie do ściany. I naturalnie bez możliwości powrotu. Natura może wielokrotnie, niezależnie od siebie wyposażyć gatunki w skrzydła. Niewyobrażalna jest jednak reewolucja ssaków do takich np. insektów. Lub ich ponowne pojawienie się w ramach "kolejnej" odsłony. Mimo iż mają większą szansę przeżycia w wypadku konfliktu nuklearnego. Ale podobno i to jest bujda, przysłowiowe karaluchy są wrażliwsze niż chciałby tego "common sense".
Obawiam się że krowy będą musiały wymyślać swe własne nieszczęścia które je przerosną. A zresztą - co my wiemy o krowach?
Ukłony i pozdrowienia
T
-
2009/05/06 10:07:25
Rozmaite nieszczęścia spotykały ziemskie życie na przestrzeni krorów lat, ale ewolucja nigdy jeszcze nie dała się zapędzić w kozi róg. Oczywiście nie daje to gwarancji, że zawsze tak będzie, ale możemy przypuszczać, że byle gówno życia nie zabije. Około 70% naszej planety pokrywa woda, tam macki korporacji i biurokracji jeszcze nie sięgają i nieprędko sięgną. Stawiam na głowonogi.
-
2009/05/06 21:38:51
Taki jakiś ten dzień. Nic nikogo nigdzie jakby nie interesuje. A mnie interesuje: dlaczego głowonogi? Panie Kwiku - dlaczego one?
-
2009/05/06 21:56:33
A dlaczego nie? Głowonogi mają potencjał intelektualny, a mogą żyć na głębinach, więc pewnie przeżyją każdą katastrofę.
-
2009/05/07 01:43:03
Telemachu, w Twoim ujęciu ewolucja zrobiła się tak podobna do tej biblioteki Borgesa... Nie przeszkadza mi to, wolę ją widzieć zabałaganioną niż systematyczną i celową, bo w tym wydaniu aż się prosi ona o Wielkiego Ewoluoga, ale niepokoi mnie trochę myśl o zachowywaniu energii czyli wybieraniu najmniej kosztownych energetycznie wyjść. Ona wydaje się olewać zasady fizyki...

Co do sympatycznego obstawiania głowonogów, przyznajmy, że za samą nazwę one już na wiele zasługują. Mnie też zauroczyły ich zdolności, kiedyś to tu opowiadałem mówiąc o Lettwinie.

Ukłony odwzajemniam w dwójnasób (na wszelki wypadek gonię do słownika, żeby sprawdzić co to jest dwójnasób).
-
2009/05/07 14:08:21
Panie Kwiku. dziękuję, jestem pod wrażeniem. Istotnie interesujące one, te głowonogi.
-
2009/05/07 14:10:52
@andsol: dziękuję za link do tekstu o Lettwinie, fascynujący. Pozdrowienia odwazemnię bez kwantyfikatorów aby uniknąć eskalacji. Nadmieniam jednak, że są serdeczne.