Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Zaangażowana poezja

Rok 1940, Mario Quintana, mający 34 lata, przymuszony przez przyjaciół wydaje wreszcie swój pierwszy tomik poezji. Sonety.

Sonety?

Niejeden krytyk uważa, że to odepchnęło o kilkadziesiąt lat uznanie go za jednego z największych brazylijskich poetów. Pierwsza połowa XX wieku i sonety...

Jego nazwisko pojawiało się już tutaj. Inne, które gra w tej anegdotce, też tu było, ale przelotnie. Niewiele wie się o nim w Polsce, choć był mitem i ważną figurą historyczną w Brazylii. Trzeba zajrzeć do angielskiej Wikipedii, żeby dowiedzieć się kim był Luís Carlos Prestes.

James Amado jest krytykiem, bratem zmarłego pisarza Jorge Amado. Ten ostatni był „komunistą z legitymacją”, nie wiem czy to było u nich rodzinne.

Motywacje polityczne czy estetyczne, trudno powiedzieć, ale atak przeciw tomikowi sonetów, który James Amado wystosował w piśmie „Prowincja Świętego Piotra” w 1946 roku, był jednoznaczny: jak można było wdawać się w liryzm i intymizm w ciągu WWII, gdy sytuacja wymagała zaangażowania!

Dziennikarka Néa Castro odszukała i umieściła w biografii „Mário Quintana” z 1985 roku (imię poety tu było pisane z akcentem) odpowiedź poety, zamieszczoną w następnym numerze pisma:

Drogi James!

Ze zdumieniem i szacunkiem przeczytałem esej, który przedstawił pan „Prowincji Świętego Piotra” i w którym uprzejmie powiadamiał mnie pan, że wsiadłem do niewłaściwego tramwaju poetyckiego. Dlatego szybko sprawdziłem co uczynili poeci, którzy pańskim zdaniem wsiedli do tramwaju poprawnego. Oto pan Pablo Neruda: publikuje w naszym piśmie odę do zacnej matki pana Luís Carlosa Prestesa. Otwieram inne pismo i pojawia się pan Camilo Jesus, z „poematem dla Anity Leocádii”, córeczki pana Prestesa. Jestem niepocieszony. Widzę, że trafiłem tu późno, bardzo późno. Zostały mi teraz tylko ciocie pana Prestesa...

Lecz wierzę, że nie tego chce pan i że sam pan Luís Carlos Prestes byłby tym zażenowany. Jeśli dobrze zrozumiałem, chce pan, byśmy my, poeci, ograniczyli się do wyśpiewywania społecznych wymogów epoki. Nie, panie James, to nie jest dla nas dobry interes! Widząc bowiem narodowy projekt pana Prestesa i skuteczne działania jego zwolenników tak szczerych i przekonanych jak pan i jego towarzysze, należy wierzyć, że wkrótce kwestia społeczna zostanie definitywnie rozwiązana w Brazylii. I co wtedy się stanie z nami, brazylijskimi poetami? Zostaniemy w sytuacji nie do naprawienia, pieszo, bez tramwaju właściwego czy też nie...

Ale na szczęście to nie tak wygląda. Są pewne rzeczy, rzeczy odwieczne, których nigdy się nie rozwiąże, chwalić Boga: gwiazdy, świerszcze, bóle miłości, tęsknoty, anioły, chmury, śmierć, strumyki, wszystkie pejzaże, radości i smutki z tego i z innego świata. Są inne rzeczy... zresztą już to mówił nigdy dostatecznie cytowany Szekspir: There are more things in heaven and earth, Horatio, than are dreamt of in your philosophy, co przekładając na prosty dzisiejszy język tak zabrzmi: Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi, James, niż o tym śni dialektyczny materializm.

poniedziałek, 04 maja 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: