|
Blog > Komentarze do wpisu
Potęga jeden
Co wart jest błędny argument z poprawnymi konsekwencjami? Odradzam wzruszanie ramionami nad tym problemem, bo ramiona staną się tłokami pracującymi 7/24. To jest bardzo, bardzo częsta sytuacja, ale dla użytkownika teorii na ogół niezauważalna. Wszystko działa, więc nie ma sprawy.
Zabawne jest, że tenże sam użytkownik może się okrutnie dziwić, że w logice przyjmuje się poprawność rozumowania typu „od fałszywej przesłanki do prawdziwego wniosku”... oj, to mi przypomniało, że cykl o rachunku zdań ma jeszcze parę niedopisanych odcinków. Ale idzie ku lepszemu, wychodzę po trosze z szoku po-przeprowadzkowego, wszystko się dobrze skończy.
No więc czuje się czasami, że argumentacje są błędne, ale nie ma czasu i energii na sprawdzenie co tam się dzieje i żyje się w solidnej wierze, że takie nieprzyjemności to odpryski pogmatwanego życia, ale nie może się to zdarzyć w nauce czy w nauczaniu elementarza.
Oj, może. Uwierającym mnie mocno przykładem jest coś wpychanego do gardła milionom uczniów w naszych szkołach (w innych krajach też nie jest z tym lepiej) w bardzo elementarnym temacie, gdzie wszystko powinno być czyste, przemyślane i lekkie. I nie jest to żaden drugorzędny temat, chodzi o notację z wykładnikami, czyli wstęp do funkcji wykładniczej, jednego z najpotężniejszych narzędzi matematycznych, mającego zastosowania w mnóstwie dziedzin życia i w ułatwionym wydaniu znanego pod pieszczotliwą nazwą „postępu geometrycznego”. Chodzi mi o sens oznaczeń (dla jakiejkolwiek liczby dodatniej c) wyglądających tak: c1 oraz c0. W pierwszym przypadku szantażuje się dzieci kompletnie fałszywym argumentem, że „to jest oczywiste” a w drugim przeprowadza się jakieś rachunki rzekomo dowodzące czegoś, bez kropli zrozumienia, że rachunek to jest rodzaj mostu prowadzącego z jednego miejsca do drugiego, a jeśli drugiego miejsca nie ma to rachunek wisi i wygląda głupio.
Przypuszczalnie pamiętasz ze szkoły, że mówią jakoś tak: zamiast pisać c×c napiszemy c2 i ta dwójka, nazwana wykładnikiem, będzie wskazywać, że mamy dwa czynniki mnożenia. Stąd sensownie rozszerzy się symbol na c3 czy c4 w znaczeniu (c×c)×c i [(c×c)×c]×c i tak dalej. Pełna zgoda, to jest tzw. argument indukcyjny: jeśli wiem jak zabawa się zaczyna i co jest w jakimś miejscu, to wiem co idzie potem. Ale tu następuje zdumiewający przeskok od myślenia do rzekomej oczywistości i uczeń słyszy od swego mistrza (chwała oraz dyplom mistrzom, którzy takich banialuk nie opowiadają): gdy mamy tylko jeden czynnik to piszemy c1, czyli c1=c.
Kompletne kretyństwo. Czy znasz ten stary dowcip: „jaka jest różnica między jaskółką?” Zaskoczony słuchacz dostaje tę odpowiedź: „a taka, że ma jedną nogę od drugiej”.
Oj, nikt się nie śmieje z ulubionego przeze mnie dowcipu? Rozumiem i przepraszam, wracamy do wykładnika jeden. Mnożenie to operacja wykonywana na parach liczb. Gdy ją wykonuję, biedne liczby jej poddane nazywam czynnikami. Jak nie ma dwóch liczb, nie ma mnożenia, nie ma czynników, a jest klops.
Ale w istocie przyjmuje się, że c1=c i to jest dobre. Rzecz w tym, że ględząc o rzekomej oczywistości i o czynniku przemyka się nad sednem problemu: a na jaką cholerę robi się ten skomplikowany symbol cx, gdzie x na początku jest liczbą naturalną większą od 1, potem może być wzięte x=0, x=-17 i tak dalej, nawet x=π/4?
To da się prosto opowiedzieć, i zamierzam za parę dni to zrobić, ale zostawię to w zawieszeniu właśnie po to, by kto chce miał czas na zastanowienie się nad tym malutkim dydaktycznym nieporozumionkiem – bo ma on w sobie bardzo istotny wymóg, żądanie odmiany paradygmatu. Trzeba przestać myśleć o matematyce jako o cyklu kretyńskich rachunków prowadzących od jednej do drugiej liczby a zastanowić się czym jest każda z wprowadzanych w niej konstrukcji: jak i po co się je robi.
I jak na jeden dzień to wystarczy tych rewolucji. czwartek, 07 maja 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/05/07 13:54:16
(Bez ogonkow, bo z pracy). Moje niedopowiedzenie, wybacz. Rachunki same w sobie nie sa takie czy inne, tak jak cukier: on jest niewinny, a wsypanie czterech lyzeczek cukru do filizanki kawy jest kretynstwem (a moze samobojstwem). Rachunki jako wytwarzanie materialu do przemyslen, czyli zona eksperymentow - swietne. Jako cel - gleboki smutek.
2009/05/07 19:57:55
Zatem tak samo myślimy.
Obawiam się, że problem, jaki wskazałeś, wynika pośrednio z tego, że szkoły często uczą matematyki jako zestawu technik i narzędzi. Są do tego popychane. Sprawdziany i egzaminy, do pewnego stopnia także pogramy nauczania do tego się sprowadzają - czy uczeń potrafi użyć standardowych narzędzi w standardowy sposób. "To się robi tak a tak". Przy takich oczekiwaniach wystarczy uczyć obsługi czarnej skrzynki: tu naciśniesz, tam wyleci. Najważniejsze, żeby uczeń został przeszkolony w sprawnym posługiwaniu się tym, co mu podano. W "Pan raczy żartować, panie Feynman!" autor pisze o "bardzo ciekawych doświadczeniach związanych z brazylijskim szkolnictwem" (Kraków 2007, s.216-223). Bardzo obrazowe i wcale nie odnosi się tylko do Brazylii sprzed pół wieku(?). 2009/05/07 22:39:24
Gdyby programowania uczono w ten sam sposob jak matematyki w szkolach podstawowych i czesto srednich, to wygladaloby to tak:
nauczyciel wyjasnia i podaje przyklady funkcji, regular expression, zmiennych, funkcji, conditionals, objects etc. Potem robi klasowke sprawdzajaca wiadomosci: prosze napisac przyklad funkcji, petli, obiektu etc. I juz. W takim systemie uczniowie nie wiedzieliby, ze te wszystkie konstrukty, ktorych definicje wykuli na pamiec a potem grzecznie odtworzyli sluza do NAPISANIA PROGRAMU/APLIKACJI. Bo to juz jest wiedza tajemna, jej ucza tylko na studiach a i to nie zawsze.... 2009/05/07 23:55:59
Nie wiem, czy dylemat z potęgą '1' został dostatecznie jasno wyłożony. Dokładnie ten sam (merytorycznie) dylemat wystąpi przy rozważaniu mnożenia. Więc, mówicie, oczywistym jest, że ' 1*a=a ' ? Aj, niedobrze. Dla odmiany, ' 0*a=0 ' jest oczywiste.
Czy jest to oczywiste, dlaczego pierwsze nie jest oczywiste, a drugie jest? tichy (a.k.a. 5-grid) 2009/05/08 06:20:22
@banderzwierz: domyślam się, że mówisz o urywku, gdzie on pisze o kącie Brewstera i o polaryzacji światła (mam angielskie wydanie) - jeśli chodzi Ci o ten urywek, to gdy pierwszy raz czytałem książkę, bym mi on objawieniem. Zrozumiałem, że moje trudności z dopasowaniem się do kultury brazylijskiej nie są z winy moich genów, ale z powodu tutejszego nadęcia i zadęcia i dochodzącej do obłąkania wymiany rzeczywistości na opisujące ją terminy. Verborreia. To nie tylko nauczanie fizyki czy matematyki, to język polityki (przemówienia z Senatu wydają się z innego świata), instrukcje techniczne, wszystko. Cyrkulacja słów w sferze dalekiej od Ziemi.
@Nina: i pośleć tylko, że kiedyś informatyka była częścią matematyki :) Może to przez instynkt samozachowawczy uciekła od matematyków... Ale od matematyki - nie powinna uciekać. @Tichy: mam nadzieję, że z dekretu czyli aksjomatu 1*a=a, bo inaczej nie umiem. Jak to jest z oczywistością 0*a=0 nie wiem, jeśli domagać się rozdzielczości i paru innych praw, to da się to wycisnąć, ale tak całkiem proste to niej jest :) Żeby nie wprowadzać kolejnych zagadek, chyba trzeba jakoś jechać tą drogą: 0*a=(0+0)*a=0*a+0*a - i dodać do obu stron element odwrotny do 0*a, z lewej strony zostanie 0, a z prawej 0*a. Czyli grając zespołowo (ja i banda aksjomatów) da się to zrobić. 2009/05/08 07:17:37
@andsol-br: tak. Do tej pory sądziłem, że zbyt mocno ubarwił, przejaskrawił, bo książka to w zasadzie zbiór anegdot.
@Tichy: nie wiem, czemu jest oczywiste. Kiedy mnożenie traktuje się jako skrócony zapis wielokrotnego dodawania jednakowych składników, wówczas "2*0" znaczy "zsumowano zero dwójek". Czyli: nie zsumowano żadnej dwójki. Czyli: nie wykonano sumowania. Czyli: nie ma wyniku. 2009/05/08 12:33:40
Najmocniej przepraszam, w polskiej terminologii "element odwrotny do a" to po przemnożeniu wracający do elementu neutralnego czyli 1; gdy neutralizuję dodawanie, dodaję "element przeciwny a" i wracam do elementu neutralnego 0. Przykre zamieszanie.
2009/05/08 14:13:10
BANDERZWIERZ:
To ciekawe, że tak piszesz - że zero to nic, brak wyniku. Otóż, sułtan Abdul Hamid Drugi (ten od armeńskich masakr w XIX w.) wierzył - wraz z wieloma swymi współczesnymi - że zero, i wszystko co 0 przypomina, to dzieło Szatana. Swym cenzorom kazał usuwać symbol H2O z książek chemicznych, jako mówiący "Hamid Drugi jest Niczym". Wyczytałem o tym na stronie 190 książeczki autorstwa Roberta Kaplana, noblisty, The Nothing That Is: a Natural History of Zero. Pierwsza część tytułu: "Nic co jest". preview.tinyurl.com/o628xo Jeżeli historyjka brzmi nieprawdopodobnie, to druga: właśnie tę książeczkę Kaplana dałem ongiś w prezencie pewnemu członkowi mej rodziny (pocieszające nieco, że spowinowatemu, nie spokrewnionemu), i mającemu wysokie mniemanie o sobie, a on śmiertelnie się na mnie obraził, i przez rok się do mnie nie odzywał. Przysięgam, że tak było*) Matematyczny software Matlab rozróżnia 0 od "niczego" - "nic" oznaczane jest przez dwa kwadratowe nawiasy "[]" (genialne, nieprawda - bo co jest między tymi nawiasami?). Oczywiście, posługiwanie się tym w rachunkach szybko staje się nudne, albowiem, np. 7*[]=[], 2^[]=[], 1+[]=[], etc. Korzyść z tego konceptu i symbolu bierze się z tego, że wiele procedur - np. rekurencja, o czym pisze andsol, musi zostać "initialized" - musi się od czegoś zacząć. A od czego najlepiej? Właśnie od niczego. Wracając do "oczywistego" - jest tej "oczywistości" wiele rodzajów i gatunków. Liczby mają wszystko, więc nie zawsze jest oczywiste, co naprawdę mają (tak same z siebie), a co zostało im dane (np., przez ludzi). 1*a =1 - musi być dane, za to 0*a=0 - może być szybko wyprowadzone (vide smaczny dowód andsola) ze wcześniejszych (ale też danych) aksjomatów. *) podkoloryzowałem dla dobra puenty: naprawdę nie odzywał się przez dwa tygodnie. tichy (a.k.a. 5-grid) 2009/05/08 14:52:31
@Tichy:
"Zero - niebezpieczna idea" Charlesa Seifego podaje podobne historyczne przykłady, jak ten który przytaczasz, ale... To ciekawe, że tak piszesz - że zero to nic, brak wyniku. - Nie, wręcz przeciwnie. Piszę, że brak wyniku to dla mnie bynajmniej nie jest "oczywiście zero". Czym innym jest "od liczby pięć odejmij pięć - otrzymasz liczbę zero", a czym innym "wynikiem niezrobienia niczego z liczbami jest zero". Jak się nic nie robi, to w ogóle nie ma wyniku. 2009/05/08 15:43:36
@banderzwierz:
Najmniejsza algebra: uniwersum złożone z punktu i operacja "nic z nim [z punktem] nie rób" ;). Pytanie metamatematyczne brzmi: czy ta operacja to identyczność, li i jedynie? 2009/05/08 16:03:17
Wydaje mi się, że Tichy, jeśli jego pierwszą wypowiedź poprawnie zrozumiałem, poszedł dalej: "niczego nie mamy i nic z tym nie robimy" :)
2009/05/08 17:46:02
Przyjrzałem się kilka razy uważnie i chyba się jednak, andsolu, różnimy w podejściu jakimś niuansem. Bo wyszło mi na to, że Twój dowód opiera się na założeniu rozdzielności mnożenia względem dodawania, którego w moim rozumieniu problemu na tym etapie nie można przyjąć.
a. Przyjmujemy pewną notację - "*" jest tylko skróconym zapisem wielokrotnego dodawania tej samej liczby. b. Badamy tę notację w praktyce. Mhm, wygodna. Zauważamy pewne prawidłowości w ramach przyjętej konwencji zapisu, np. (a*b)*c = a*(b*c), a*(b+c) = a*b+a*c c. Okazuje się, że przydałoby się pójść dalej. Na przykład, sumę 0+0+0 możemy co prawda zapisać jako 0*3, ale 3*0 wykracza poza notację (suma zera trójek?), więc razem z Alicją... * * * * * * przeskakujemy przez strumyk i D. decydujemy się na skonstruowanie nowej operacji E. Skoro 0=0+0+0=0*3, a dla innych liczb mieliśmy w notacji ładną przemienność, to przyjmujemy, że w operacji mnożenia 3*0 ma sens i wynosi tyle samo, co 0*3, a więc 0. Podobnie postępujemy dla mnożenia przez 1 -- przyjmujemy tak, żeby był wygodnie, spójnie, elegancko. F. Formalizujemy nasz konstrukt i już... * * * * * * f. możemy korzystać z przemienności mnożenia, łączności, rozdzielności względem dodawania. Na przykład w dowodach. 2009/05/08 21:36:06
@banderzwierz: spróbuję Cię przekonać, że unikanie rozdzielności nie wychodzi na zdrowie. Weźmy taką zabawkę: N to zbiór liczb naturalnych, i mamy tam określone dwa działania. Jedno to swojskie, znane dodawanie, a drugie, które nazwiemy mnorzeniem oznaczane przez # (że niby podobne do mnożenia, ale nie całkiem) to wybór większej z dwóch zaserwowanych liczb: a#b=max(a,b). Zauważ, że w zbiorze N bez zera jedynka jest całkiem uczciwym elementem neutralnym względem mnorzenia, że mnorzenie (podobnie do mnożenia) jest łączne i przemienne - ale jeśli liczba c nie jest zerem, to c=0#c=c#0 też nie jest zerem.
Przykład ten nie zwalcza Twojego podejścia w dowodzeniu, że mnożenie przez zero daje zero, on tylko podkreśla, że rozdzielność (nieistniejąca w mnorzeniu) jest istotna dla omawianego wyniku, więc siedzi gdzieś we wnętrzu Twojego podejścia :) W czym rzecz? Nie chciałeś, by przedwcześnie postulować rozdzielność, ale zgodziłeś się na równie przedwczesne postulowanie przemienności mnożenia na całym zbiorze. Czyli w obu wypadkach nie unikamy jakichś skoków nad strumykami i nie będziemy chyba wdawać się w duele, by ocenić który skok piękniejszy. 2009/05/08 21:56:17
@nameste: to jest zupełnie matematyczne pytanie! Jeśli operacja zależy od jednego elementu (mamy jedyny element dla argumentu i jedyny element dla wartości), to nolens volens operacja ujawnia swą naturę funkcji tożsamościowej. Jeśli operacja zależy od dwóch elementów (mamy jedyną parę dla argumentu i jedyny element dla wartości) to zbiór z tą operacją ujawnia naturę grupy, z racji mizernego swego rozmiaru postponowanej przymiotnikiem trywialnej.
2009/05/08 22:45:25
BANDERZWIERZ
Gdy rozmowa jest o najbardziej z subtelnych tematów - "niczym" (co nie znaczy, że rozmowa jest o niczym) - trzeba bardzo uważnie mówić i słuchać. Otrzymać nic, a nie otrzymac niczego - to dwa różne zwierza. Andsol pewnie mógłby opowiedzieć niejedną historię, gdy poprawiajac prace studentów - np. zadanie domowe warte 10 punktów - widzi, że wyniku lub odpowiedzi nie ma. Jest nic, więc? Nie, bo Andsol przyznał 1 punkt lub 3 punkty albo 5 punktów za to "nic". Nie wiem jak się ta "częściowa ocena" zwie po portugalsku, po angielsku "partial credit" - "crédito parcial"? Zatem, wynika stąd, że "nic" może mieć wiele odcieni i wartości. We wspomnianym Matlabie, można zapytać o atrybuty - własności obiektu [], który oznacza "nic". Na zdrowy rozum, nie powienien on mieć żadnych atrybutów. Ale, właśnie przed chwilą sprawdziłem, "length([])=0" (co znaczy, że jest to ciąg o zerze elementów). Inaczej, "size([])= 0 0" (co znaczy, że jest to macierz o zerze wierszy i zerze kolumn). No więc - jest atrybut! Niezbyt imponujący, ale jest. A ile elementów ma zbiór {[]}, zbiór którego elementem jest "nic"? Teraz, o kolejności rzeczy oraz o tym, skąd się one biorą. Skąd się bierze tabliczka mnożenia? No, tak zadaje się ja do wykucia. Ale pokolenie za pokoleniem nauczycieli próbuje wytłumaczyć, często rysując słupki jak te: ooo ooo 3 słupki po dwa jabłka, albo 2 rządki po trzy jabłka, ile razem? Jasiu, liczysz na palcach? Siadaj, dwója. Masz albo dodać 3+3, albo 2+2+2. A czym to jest? Ano, zastosowaniem AKSJOMATU 1*a=a (uprzednio się rąbnąłem, dzięki za brak prześmiewek) w połączeniu z... ROZDZIELNOŚCIĄ MNOŻENIA WZGLĘDEM DODAWANIA. Żeby zbyt się nie przywiązywać do konkretnych liczb (bo co jak zaczniesz zbyt lubić trójkę, co na to żona?), weżmy jakieś "a" (żadna żona się nie przyczepi). Skąd wiemy, że a+a=2*a? Ano, a+a=1*a+1*a (to ten AKSJOMAT z mnożeniem przez 1) =(1+1)*a (to RMWD) =2*a (2 jest z definicji 1+1 - tego proszę się już nie czepiać, bo przed wieczorem nie skończymy). Podobnie, a+a+a=3*a, (tyle, że dochodzi ŁĄCZNOŚĆ DODAWANIA)., etc. Zatem, cała tabliczka mnożenia wywodzi się z tego aksjomatu i dwójki wzmiankowanych aksjomatów operacyjnych. . Na potrzeby liczb naturalnych można ów aksjomat jeszcze odchudzić, żądając zaledwie 1*1=1. Zatem, raptem kilka małych ale dzielnych i żwawych aksjomatów (razem jest ich coś z siedem), albo ad hoc aksjomat na każdą okazję. A ponieważ okazjom na imię legion, więc to ślepa ulliczka.Taka tabliczka mnożenia do wykucia - czyli traktowana jak zbiór aksjomatów - zawiera aksjomatów mnóstwo - w każdym okienku jeden. Andsol: Przykład "mnorzenia" jest urokliwy. Jest jednak deczko abstrakcyjny. Ale przecież wiemy, że nie tylko same liczby można dodawać i mnożyć, to samo można robić z funkcjami. Jaki problem, zapytasz, mamy przecież funkcję 1, i dla niej zawsze 1*f=f. Mamy, albo nie mamy. Na przykład, z jakiegoś powodu nasze funkcje są umocowane w zerze, f(0)=0, i wobec tego jedynki już nie mamy. Ilez to ludzi łamało sobie głowy nad wynalazieniem choć namiastki jedynki, bo dopiero zdali sobie sparwę, ile znaczy możność mnożenia przez 1, gdy go nie stało. Poeci na podobne tematy pisali całe poematy - "Litwo, ojczyzno moja...". tichy (a.k.a. 5-grid) 2009/05/09 09:25:34
@andsol:
Ano tak, skoków nie unikamy, bo inaczej byśmy zostali ze średnio przydatną notacją, a nie z bardzo przydatnym nowym działaniem. Rozmowa trochę skręciła przy oczywistościach i dowodach i chyba tego nie zauważyłem. Mnie chodzi głównie o to, że jak już mamy nowy konstrukt, to wtedy mamy, możemy mieć, wynik mnożenia przez zero. (Wówczas od tego, jak sobie zdefiniowaliśmy naszą operację, zależy, czy wynik mnożenia (potęgowania) z drugim argumentem równym zero (lub przez jeden) wymaga wyprowadzenia (dowodu), czy może nadaliśmy go aksjomatycznie). Wcześniej w ogóle nie ma wyniku i próby dowodzenia nic nie dadzą. Jednym zdaniem: Notka mówi o potęgowaniu, zeszliśmy na mnożenie, ale stoję uwiązany łańcuchem do tej notki i wymachuję tabliczką z napisem: święta prawda, andsolu, bez skonstruowania nowego działania nie zadziała "oczywiste" ani "można udowodnić". 2009/05/09 09:39:16
@Tichy:
Można tak, czemu nie. Zapewne można też zbudować mnożenie na innych aksjomatach. Mnie raczej chodzi o to, żeby w szkole podstawowej czy gimnazjum nie prezentować go ani jako wyniku zestawu aksjomatów (brrr!), bo nawet dorosłych by to zniechęciło, ani też w sposób, jaki andsol opisał w notce. Aksjomatyczne ujęcie jest przecież dopiero wynikiem procesu "rozbudujmy sobie tę zabawkę". Najważniejszy jest proces. Najciekawszy. 2009/05/11 20:31:25
napisałem dwa dni temu komentarz, a teraz patrzę - nie ma. No, to jeszcze raz, ale krótko. Mnożenie i dodawanie - to jeden pies, tak że nie "zeszło", tylko na to samo się patrzymy pod innym kątem. Uczniowie nie muszą (dopóki naprawdę nie muszą) znać aksjomatów, nawet słowem nie ma po co ich straszyć jak jakimś Przykazaniem. Natomiast ci, co uczą, winni je znać, i wiedzieć, co robią i po co.
Inaczej - edukacja jak gaźnik z paprochami. Może jeden nie zaszkodzi, może dwa nie... Ale paprochy w końcu spowodują, że gaźnik się udławi, zakaszle, albo wręcz wysiądzie. Więc, jak ma się wybór i możność - lepiej bez paprochów niż z. tichy (a.k.a. 5-grid) 2009/05/12 00:04:04
No właśnie. A nawet jak "zeszło" to powrót nastąpi. "Notka mówi o potęgowaniu, zeszliśmy na mnożenie"... A jak się okaże, że notka mówi o logarytmowaniu, to sobie zlogarytmujemy iloczyn i dostaniemy sumę :) A bałaganu mentalnego nie da się logarytmować, on zawsze jest bałaganem. I dlatego wszystko, co pomaga jasno postawić gdzie jesteśmy, co robimy, po co robimy, jest tak strasznie ważne. Bo raz wprowadzony do szkoły bałagan będzie później broniony na wiele sposobów: zawsze tak tłumaczono, tak stoi w książce, przecież tak nie dochodzi się do błędu, itp, itd. Bo jak wiadomo, wiele jest sposobów obrony dzielenia 16 przez 64 przy pomocy wykasowywania szóstki w liczniku i mianowniku. Najsilniejszy argument: wynik jest poprawy.
Aha, Tichy, różne są techniki, którymi Blox morduje komentarze. Teraz gdy piszę w komentarzu coś dłuższego, zawsze zachowuję kopię w notesiku do chwili opublikowania komentarza w blogu.
Gość: Rad, 90-156-32-24.as.kn.pl
2009/05/12 13:38:54
a+a+a=3*a- czemu ten aksjomat nie działa dla mnożenia liczb ujemnych? Może mi ktoś to wytłumaczyć? W szkole zwykle stosuje się sztuczkę polegającą na wyciągnięciu jednego minusa przed nawias, przy mnożeniu liczb ujemnych. Ale świadczy to tylko o tym, że na czymś innym polega jedna i druga operacja.
Ps: jako poszkodowany przez fatalny stan edukacji, czekam na zapowiedzianą notkę. 2009/05/12 19:32:03
@Rad: w kwestii liczb ujemnych taką mam radę dla dorosłych (bo im nie ma co tłumaczyć jak dzieciom, bo się rozeźlą): zapomnij wszelkie zasady i myśl o chodzeniu w lewo i prawo. Moglibyśmy oznaczać chodzenie na spacer długości a przez Pa i La. I wtedy "idź w prawo a, potem w lewo b i później znowu w prawo c" pisałoby się "Pa+Lb+Pc". Ale nie warto walczyć z tradycjami, więc będziemy pisali zwyczajowo "a-b+c" i to nie jest dobre, ale co zrobić. Przy pisaniu z jasnym rozdziałem operacji dodawania od liczb skierowanych w prawo czy w lewo łatwiej by było widać, że aksjomat ów spokojniutko i grzecznie działa: Pa+Pa+Pa=P3xPa. A w "klasycznej" notacji myśl sobie, że w zerze jest zawias i mnożenie przez -1 obraca linię liczbową na zawiasie o 180 stopni...
Ok, postaram się wstawić tą nocą notkę z próbą wyjaśnienia zapisu z wykładnikami.
Gość: Rad, 90-156-32-24.as.kn.pl
2009/05/12 21:12:17
Fajna zmiana terminologii ale mi chyba nie całkiem o to szło, postaram się więc wyrazić precyzyjniej.
a + a + a= 3xa A więc: 3x4= 3+3+3+3 Ale jak chcesz przemnożyć: (-3) x (-2)? (-3) x (-2)= 6 (tak podaje kalkulator) Ale (-3) + (-3) = - 6 (tak podaje kalkulator) Mam więc uznać wynik zgodny z kalkulatorem czy z aksjomatem? 2009/05/13 05:07:07
Napisałem komentarz dla RADa w "notesiku", bo poprzednio pisałem bez notesika, i komentarz zniknął. WKleiłem do okienka bloxa. Poprawiłem "ę" i "ą". Nacisnąłem "Wyślij". A tu blox mi pisze, ze jestem automatem spamującym, i mam czekać. No, to czekałem. A potem się znudziłem czekając. Tak więc, komentarz diabli (czy też podejrzliwy blox) wzięli.
W skrócie, chodziło o to, że aksjomaty to nie sa twierdzenia, ani na odwrót. Wcale się nie dziwię, że blox zgłupiał, zadrżał, i na wszelki wypadek - wyrżnął. tichy (a.k.a. 5-grid) 2009/05/13 05:44:00
Tichy, gdybyś wiedział ile razy Blox mi odstawił taki numer to byś się nawet nie skarżył tylko byś ubolewał nad moją dolą. Wklej jeszcze raz, proszę...
Czemu najechanie myszką na Twoją ksywkę nie odsyła do Twojego bloga? Nie linkujesz do niego Twoich komentarzy? Ta dyskusja u Ciebie o html jest bardzo ciekawa ale zależna od platformy blogowej, tutaj znaczna część tagów html nie działa, a w komentarzach prawie nic nie działa... Bo to są takie niezależne księstwa blogowe i każde gada jak chce :( A mój komentarz dla Rada: nie widzę sprzeczności, a+a=a2 więc wszystko się zgadza jeśli za a się wstawi -3 ... |
|
Podobnie, tylko dużo wcześniej, przedstawia się mnożenie. Na początku pojawia się jako "skrócony zapis" kilku dodawań tej samej liczby: 2+2+2=2x3. Nie mówi się od razu, w co się delikwenta faktycznie wciąga.
Trzeba przestać myśleć o matematyce jako o cyklu kretyńskich rachunków prowadzących od jednej do drugiej liczby a zastanowić się czym jest każda z wprowadzanych w niej konstrukcji: jak i po co się je robi.
Siedzę i myślę, czy pokazywałem kretyńskie rachunki czy konstruowanie.