|
Blog > Komentarze do wpisu
Syn pułku
Jak młodzi ludzie, od rana do nocy zajęci szukaniem wroga i zabijaniem go, mogą odzyskać trochę ludzkich odruchów?
Rok 1962, dyktatura Salazara wysyła tysiące Portugalczyków do Angoli. Ktoś jest ogłoszony wrogiem narodu i należy go tropić i unicestwić. Któregoś dnia oddział kapitana Ricardo Durão spotyka w bombardowanym buszu samotne, przypuszczalnie czteroletnie, murzyńskie dziecko. Mówi, że nazywa się Pedro i to jest prawie wszystko co potrafi powiedzieć po portugalsku. Mówi w języku quimbundo i zna tylko imiona swoich rodziców.
Ewakuują dziecko do bazy i tam 150 żołnierzy z owego oddziału ogłasza, że chcą opiekować się chłopcem. Obiecują solidarnie dzielić swe ojcowskie obowiązki. Kapitan zgadza się i zaczyna się bardzo dziwny okres w życiu Pedra. Dzisiejszy pięćdziesięcioletni mężczyzna pamięta swoje pierwsze wrażenie z owego spotkania: „bawiłem się na brzegu rzeki Lukeia, gdzie moja rodzina łowiła ryby, raptem był hałas strzelaniny, wszyscy zaczęli uciekać. Schowałem się w trawach. Minęła noc, pojawiło się olbrzymie słońce i zjawiło się mnóstwo białych osób z galaretowatą skórą i wszyscy tak samo ubrani. Sparaliżowało mnie. Nigdy przedtem nie widziałem białych.”
Żołnierze spełniają obietnicę, dbają dobrze o dziecko, uczą go portugalskiego, czas mija na zabawach i zostaje w pamięci okres szczęśliwego dzieciństwa.
Kapitan wspomina, że choć papuga trzymana w oddziale nauczyła się pełnego wojskowego słownictwa, do chłopca nic z tego brutalnego języka nie dotarło.
Gdy oddział wraca do Portugalii, zadbano o adopcję chłopca, matka jednego z żołnierzy, nauczycielka z podstawówki, go usynowiła.
I czarny chłopak żyje normalnym życiem w Portugalii. Kształci się, pracuje, żeni, ma dwójkę dzieci. Nigdy jeszcze nie wrócił do Angoli, ale zamierza to kiedyś zrobić. Dziennik, który historię tę opisuje twierdzi, że Pedro pierwszy raz publicznie opowiada swoją historię. Kto wie, może owi żołnierze uratowali mu życie, a on im uratował człowieczeństwo? środa, 08 kwietnia 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/04/08 19:21:32
Telemachu, tak zajęła mnie myśl o żołnierzach ukazujących dzięki angolańskiemu chłopczykowi swoje ludzkie cechy, że nie uświadomiłem sobie zasadniczego szkopułu tej historii: jakim prawem szczeniak w tych warunkach był szczęśliwy?! A paszoł won w kompleksy i w transmisję kondensacji zła! Masz rację, tu ma być determinizm i dzieciak musi być zakałapućkany.
|
|
A tu patrzcie państwo...