|
Blog > Komentarze do wpisu
Z historii zapasów (i komórek)
Toczy się dziś walka na dekolty i wymyślne suknie, najbardziej błyszczące kreacje dostają Oscary. Przypomniało mi to zapasy intelektualne sprzed roku, w których i ja brałem udział. Była to walka nie na komórki szare a na wypasione. I dobrze ustawione, co widać na załączonym nostalgicznym obrazku (ma on być tematem tegorocznego wypracowania maturalnego).
poniedziałek, 23 lutego 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
banderzwierz
2009/02/23 09:29:13
"Finałowy etap konkursu na Blog Roku 207"? Cesarz Karakalla by się zdziwił. Szczęściem, nie było mu dane doczekać.
2009/02/23 14:14:55
Jadczyk w kategorii "Kultura".
Kultura magii stosowanej? 2009/02/23 14:53:08
@banderzwierz: poprawki wówczas nie wprowadzono, bo dziennikarz zdał sobie chyba sprawę, że tym wpisem puścił bąka i po paru godzinach ogłoszenie wykasował.
@Telemach: Ty się nie boisz pokpiwać z magii? A jeśli ci Kasjopejanie są mściwi? 2009/02/23 17:14:09
A propos Jadczyka - kiedyś Azrael zaprezentował jego blog jako przykład solidnej publicystyki naukowej. I serdecznie polecił.
Tak że zapoznałem się. Potem odbyła się długa zabawna dyskusja w której poznałem dużo ciekawych i inteligentnych ludzi. W dyskusji brał udział również pan Arkadiusz pod pseudonimem. Od tego czasu postrzegam matematyków jakby inaczej. Nie sądziłem że coś takiego może być do pogodzenia z umysłem, hm, ścisłym. 2009/02/23 22:16:58
Jadczyk to fizyk. To gwoli ścisłości (łatwej do ustalenia, bo przestawia się na blogu w S24 jako fizyk teoretyk). No i różnica między matematykiem a fizykiem teoretykiem bywa ale nie musi być, więc ta ścisłość nie ma znaczenia. Troszkę inaczej jest z jego przedstawieniem się naukowiec, zainteresowany obrzeżami nauki. Póki niezaprzeczalnej kompetencji w fizyce nie przenosi na obrzeża, nie ma kłopotu. Ale ...
Sporo spraw znacznie odmiennie odeń widzę. Rzadko odczuwam potrzeby kontestacyjne ale gdyby przeważyły, szedłbym do jego bloga, nie pisałbym tu, no bo znamy się osobiście i nieelegancko by to było. Raz tylko poszedłem tam, gdy sprawę uważałem za ważną a chodziło o poczynania - powiedzmy - związane ze światopoglądem. W sprawach jego ujęcia popularyzacji czy "publicystyki naukowej" to nie istnieje regulamin prowadzenia blogu i każdy robi co chce. Moje przekonania o tym co warto a czego nie warto wyrażam częściej zaniechaniami, np. nikt nie znajdzie na moim blogu znaczka całki choć bardzo go lubię i umiem go malować, od dołu do góry, jak stare autorytety przykazywały. Aha, już kiedyś na blogu wspomniałem, że mam w Instytucie dwóch szczerych wyznawców astrologii. A przedtem miałem w salce kolegę dorabiającego sprzedażą trawki dla studentów. Matematycy to jak te fasolki dyrektora Dumbledore, zdarzają się w najrozmaitszych odmianach. 2009/02/24 03:43:50
Telemachu, odszukałem tę zachętę Azraela K. Nie nazwałbym skrótu "ark" pseudonimem, bo zwyczajowy sieciowy podpis Arkadiusza i w pierwszym wystąpieniu jasno stawia tam, że on to on :) Nawiasem, Ty tam nie wziąłeś udziału w rozmowie czy byłeś pod niestandardowym pseudonimem?
No właśnie, jakoś nic mnie nie skłania do dyskutowania z nim. Nie z Azraelem. Nawet, gdybym wtedy, 9 miesięcy temu, zauważył ten wpis. Nie dla uwielbiania Dawkinsa. W istocie, cofając się o kolejne 9 miesięcy, znajdziesz wyjaśnienie moich sprzeciwów, z dość odmiennej pozycji. Przy okazji, także o "ćmie lecącej do ognia" pisałem kiedyś. Zastanawiające, że żaden z dwóch panów (Dawkins i Jadczyk) nie powiedzieli szybko o co tej ćmie chodzi. Bo tak biolog jak i fizyk mógłby ten mechanizm znać. 2009/02/24 15:52:26
Istotnie fizyk, pamięć zawodzi. Nick podówczas też chyba był inny. Znajdziesz mnie najprawdopodobniej tam jako uczestnika, którego nick zaczyna się od liter "rmst", do nicka wracam niechetnie bo stanowi w jakis sposob pomost do odnalezienia mej pozasieciowej tozsamosci.
Byc moze dla Ciebie bylo jasne ze Pan Jadczyk i ark to te same osoby - dla większości uczestników jednak niekoniecznie. Ja również nie mam nic przeciw ezoterycznym ekskursjom a nawet uduchowieniu jako sposobowi na życie i przeżycie. Moje problemy rozpoczynają się w momencie gdy ezoteryka podpiera się tytułami naukowymi uzyskanymi w odmiennej dziedzinie i długą listą publikacji nie mających z przedmiotem raczej nic wspólnego. Alergiczny jestem na pozorne ciągi przyczynowo-skutkowe konstruowane na użytek chwili. A Arkadiusz Jadczyk może być czarującym człowiekiem, genialnym fizykiem i notorycznym obiektem odwiedzin przybyszów z odległych galaktyk. Osobno jestem w stanie zaakceptować i uszanować. Ukłony 2009/02/24 16:51:30
Telemachu, no więc jednak czasami umiem czytać, bo po stylu i treści uwag taką właśnie hipotezę o związku między dwoma nickami miałem. Oczywiście wolę słyszeć to od Ciebie niż się dopytywać i domyślać.
Skoro jesteśmy przy temacie, tak to krótko ujmę (bo ujmując długo zaprzeczyłbym moim poprzednim zastrzeżeniom, że tu komentować nie będę): ton podał Azrael oznajmieniem: Warto go czytać - choć komentować na bieżąco odwagi nie mam. Czyli uległ magii tytułów i fachowego żargonu. A przecież w kwestii "ile sensu w szarżach Dawkinsa?" tytuły, publikacje, godności akademickie nic, nic, nic nie mają do roboty. Albo argument się broni, albo leży. Przepraszam za powtarzanie tego, co i Ty tam już pisałeś. Więc wybór reflektorów sprawił, że część dyskusji zjechała na "impact factor". Ale nawet gdyby był on podniebny, nie miał by wpływu na jakość argumentów o Dawkinsie. Przy okazji, jeden zupełnie przebojowy wynik Jadczyka (że zasada nieoznaczoności Heisenberga była źle interpretowana przez fizyków przez kilkadziesiąt lat) został wydrukowany gdy jeszcze takie liczbowe wskaźniki nie były w modzie... Co do teorii jego żony, nie potraktuj tego jako ich kontrasygnowania, ale pomaga to w zrozumieniu podkładu tej historii: opowiadał mi (w 2002 czyli nieco po 2001) o odrzucaniu przez nią zalewu oficjalnych kłamstw w Stanach i poczuciu, że trzeba się temu przeciwstawiać. Nie akceptuję jej drogi, ale przyznaję, że jest to coś innego niż oglądanie dzienników tv i wymachiwanie małą rozgwieżdżoną flagą. Czyli (jak uczy biologia) każdy słoń ma dwa ogony... |
|