|
Blog > Komentarze do wpisu
Sług Bożych desperacja
Poniżej przedstawiam 35-ty rozdział książki Karola Zbyszewskiego „Niemcewicz od przodu i tyłu”, wydrukowanej w roku 1939 (dwa wydania Roju), przedrukowanej przez Polską Fundację Kulturalną z Londynu w roku 1986 i w Warszawie przez wydawnictwo Gebethner i Ska w roku 1991. 18 lat do dzisiaj bez nowego wydania. Jutro zapytam czytelników co myślą o zeskanowaniu tego... no nie, właśnie zapytałem, więc po co rozmnażać wpisy. Chęć przedstawienia książki nie wyraża akceptacji sposobu, w jaki autor świat widzi i opisuje. Jego mizoginia i żydożerczość przekraczają i tak wysoką średnią świata w którym żył; stałe mówienie o kobietach „klucha” a o Żydach „parch” może odrzucić daleko od lektury nawet bardzo życzliwych zainteresowanych. Są jednak przyczyny, by przełknąć ten dziegieć, bowiem trudno w naszej literaturze znaleźć tak ostro zarysowane a uzasadnione w każdym zdaniu badaniami źródłowymi opracowanie, mówiące o kluczowym w polskiej historii okresie. Akcja zaczyna się po pierwszym rozbiorze, kończy po trzecim. Wściekle złośliwy styl i niechęć do wysłuchania bardzo przykrych prawd, a nie brak naukowej solidności sprawił, że opracowanie zostało książką, a nie tezą doktorską. Gdyby ją wówczas zaakceptowano, Zbyszewski byłby najpoczytniejszym doktorem w historii Polski. Moje wątpliwości dotyczą więc (mimo wszystko) nie celowości przedstawienia książki w Sieci ale legalności tego przedsięwzięcia. Majaczy mi się liczba 70 lat jako okres zastrzeżony dla praw autorskich – ale co się liczy, data pierwszego wydania czy zgonu autora? (Umarł w roku 1990.) Mam przekonanie, że dla dobra kultury czasami trzeba wdać się w działania, które są zakazane przez przepisy regulujące życie pieniądza i chyba wiesz, że na tym blogu nie ma żadnych reklam przynoszących mi zyski finansowe. Ale nie chciałbym ryzykować, że wysiadając kiedyś na Okęciu otrzymam liścik od jakiegoś polskiego sądu czy, co gorsza, uśmiechy panów policjantów zatrzymujących groźnego przestępcę gospodarczego. Dlatego więc proszę o rady, informacje i sugestie. W międzyczasie nie powstrzymam się od zacytowania w paru wpisach celnych urywków poważnych i mniej poważnych. Dziś, jak już zapowiedziałem, idzie dwustronicowy rozdział z okresu Sejmu Czteroletniego. 35. ŚWIĘTOKRADZTWO W CHLEWIKU Wśród tygodni zmarnowanego czasu sejm miał wyskoki i rozsądnej działalności. 26-go marca szał poświęcenia ogarnął posłów. W dziesięć minut uchwalili na podatki 10% od dochodu i podwójny grosz ze starostw. Izba huknęła trzykrotnie chórem: – Zgoda! po czym rzuciła się mlaskać łapy królewskie. Entuzjazm ten nie udzielił się podatnikom, szlachta zeznawała pod przysięgą tak małe dochody, że płaciła ledwie 3%; każdy wolał się obarczyć grzechem krzywoprzysięstwa, niż ciężarem podatków. Wołał Niemcewicz, by się przyjrzeć Polakom w zaborach – jak tam są duszeni, wyciskani, zwłaszcza w Austrii, lepiej teraz nieco grosza dla wojska wysupłać, niż by potem obcy całą chudobę zabierali; wszyscy przyznawali mu rację i nadal nie płacili. Spróbowano wziąć się do księży. Kublicki grzmiał: – Dwa nieszczęścia trapią chłopków: żyd w karczmie i ksiądz w kościele! Z reguły we wsi po jednej stronie była plebania, a po drugiej karczma; obrotniejsi proboszcze udzielali parafianom ślubu tylko pod warunkiem, że wesele odprawią nie w domu – lecz w karczmie, za co mieli dobry procent od żyda; nieboszczyka, za którego rodzina nie była w stanie uiścić komornego na cmentarzu, chowano w oborze – ksiądz go nie wpuszczał do poświęconej ziemi. Jedyną troską duchownych było napełnianie kieszeni i poza odmruczeniem paru modlitw nie poczuwali się do żadnych obowiązków. Biskupi byli jeszcze gorsi i wierniejsi Rosji niż popy włochate. 860.000 dusz chłopskich należało do nich, biskupstwo krakowskie dawało pół miliona czystej intraty. Sejm ustanowił deputację do spraw kościelnych; wszedł do niej Niemcewicz, który wychowany w bałwochwalczym szacunku nawet dla kucht księżowskich nie ośmieliłby się zadrzeć z zakrystianem, cóż dopiero z prałatem. Półtoraroczne obrady deputacji nie przysporzyły Polsce ani grosza na wojsko. Wydzielono biskupom dobra wolne od podatków, zapewniono im po 100.000 intraty rocznie, pochód z nielicznych zabranych majątków miał iść wyłącznie na szpitale. Ogromnych kluczy zakonnych ani tknięto. Księża wzniecali okropny gwałt, żadnej ofiary nie chcieli ponieść dla ojczyzny; zabranie im wieprzka na armię okrzykiwali świętokradztwem; pierwsi chrześcijanie chętniej oddawali głowę pod topór, niż oni kopę siana ze swych folwarków. niedziela, 22 lutego 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/02/22 18:45:10
Tiaaa... Nie jest dobrym pomysłem udostępniać kulturę środkami siłowymi, lekceważącymi prawo. Trudna kwestia, bo dzieło z rzadka i nie tanio pojawia się na Allegro a wątpię, czy jakieś wydawnictwo zechce zrobić nowy nakład i to po przystępnej cenie. Cóż, trzeba będzie spróbować dotrzeć do spadkobierców i spytać co oni o tym myślą, a jeśli nie zgodzą się, to pogodzić się z okraszaniem bloga jakimś cytatem od czasu do czasu - co nie jest najrzetelniejszym traktowaniem autora...
|
|
Art. 29. 1. Wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości.
Niestety, bez zgody posiadaczy praw majątkowych wolno publikować w całości wyłącznie drobne utwory, a i to jedynie w celach naukowych lub dydaktycznych, i z zastrzeżeniem, że należy im się w takim przypadku wynagrodzenie.