Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Skrzyżowanie kultur

Reportaże o błyskawicznym oczyszczaniu ulicy znikły z tv, ale pozostały w pamięci. Były w istocie zdumiewające: jeszcze przed chwilą ciało młodego Araba zamieniało się w poziomy deszcz odłamków żelaza i kawałki jego mięsa mieszały się z mięsem jego ofiar; ryk syreny, kordon, policjanci, ekipa zmywająca bruk – i scena końca świata niczym nie przypominała po 15 minutach o odmienionych na zawsze losach rodzin, o zdeformowanych przechodniach.

O ile bliżej gustów człowieka Zachodu organizowała przedłużenie zdarzeń strona arabska. Pocisk trafiał samochód. Podobno wojskowi izraelscy wiedzieli kto był w środku. Ale zawsze okazywało się, że szef terrorystów miał obstawę przedszkolaków. Zawinięte zwłoki podsuwano kamerze i długo obnoszono po mieście trząsąc nimi, by każdy fotograf ze świata mógł mieć swoje własne ujęcie. Rany, grymasy i rozpacz nabierały barw przy zbliżaniu się ekip dziennikarskich.

Odmienna jest tv brazylijska, szczególnie w lutym. Kamerze nie wystarczy ujęcie passistas (tancerek samby) z boku i z przodu, kładą się na asfalcie, wprowadzają obiektyw w pobliże namalowanego na gołej skórze bikini, starają się połknąć nim sutki, starannie filmują pośladki.

Gdyby stworzono tv arabsko-brazylijską, ekipy by robiły szczegółowe reportaże o miesiączce.

poniedziałek, 16 lutego 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/02/16 21:02:53
Krzyżowanie kultur jest niebywale niebezpieczne. Przekonałem się o tym gdy pragnąłem przeszczepić kulturę picia wina na obszar opanowany przez samogon. Miejscowi natychmiast zaakceptowali nowy trunek nie rezygnując ze starego. Po prostu robli tzw "zlewkę". Chablis z bimbrem w stosunku 4:1 jest niezapomniany! Skutki również.
-
2009/02/16 22:23:15
Nie bądźmy jednak pesymistami. Na brazylijskiej glebie polski mielony rozwija się dobrze i jest w okolicy szanowany. Przynajmniej ten mojej produkcji.
-
2009/02/17 00:52:11
Bo polski mielony, robiony recznie od zera (czytaj kupujemy mieso z dobrego zrodla i sami go mielimy w maszynce, dodajac jajka, przyprawy etc.) jest po prostu dobry ;)

Ja pamietam ze dwa razy sprobowalam hamburgerow w USA, zeby nie bylo, z renomowanej restauracji a nie jakichs junkfoodow. Mialo to konsystencje przemielonej gumy, smakowalo jak guma zmieszana ze smarem od samochodow...natywy nie rozumialy, o co sie czepiam, przeciez to dobry hamburger!

Potem za czas jakis zrobilam polskie mielone i zaprosilam pare osob (jak w Polsce robilam, to smakowaly). Nie smakowalo im, a glownym zarzutem bylo: to jest ZA MIEKKIE i SOCZYSTE. Wody dolalas??? No i kto to widzial dodawac CZOSNEK??? I przyprawy? Dobre mieso obroni sie samo!

Normalnie, rece mi opadly.

-
2009/02/17 01:08:10
Za takie gadanie to bym własnoręcznie wydobył im z brzuszków moje mielone.

Nawiasem, tu nikt nie zna moczenia bułeczki w wodzie i mieszania jej z mięsem. Ani z podsmażaną cebulką. Ani otaczania w jajku i bułce tartej, choć panierowane befsztyki robią. Że posiekanych pieczarek nie dodają to rozumiem, bo to sam niedawno wymyśliłem...