Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Ścinki (2)

(z eseju 8 z Makutryny)

Trudno odróżnić

Przed miesiącem Telemach zaczął swój esej słowami „Skąd wiemy to co wiemy?” i choć nie odpowiedział sobie, to pokazał, że często lepiej by było gdybyśmy nie wiedzieli, bo tyle to miewa wspólnego z wiedzą co oglądanie Big Brother z oglądaniem pomidora na krzaku. Nierzadko wiedzący lub podejrzewający, że są niewiedzący, myślą czemu świat wiedzy jest tak okrutny.

Przypomniałem sobie, że kiedyś pisałem o tym, oczywista lecz zawsze ukojenie duchowe przynosząca refleksja brzmi: często wierzymy w bzdury bo mogą solidniej wyglądać od prawdy, a prawda bzdurniej od bełkotu. I mniej-więcej tak to opowiadałem:

Opowiem o pochodzeniu słów album i kangur. Jeśli jedną z etymologii znasz, to zabawa nie jest dla ciebie. Jeśli nie to nawet wiedząc, że jedna z tych historyjek jest zupełnie prawdziwa a drugą właśnie wymyśliłem, możesz mieć kłopot z odróżnieniem prawdy od wymysłu.

Gdy 16-letni król Francji Ludwik XV (wnuk słynniejszego Ludwika XIV) przyjmował posła Imperium Otomańskiego, przysłanego z osobistą misją przez sułtana Ahmeda III, onieśmielony poseł upuścił na podłogę dokumenty oprawione w okładkę ze skóry z rycinami. Młody król zażartował z cicha „al bum!” naśladując dźwięk upuszczonej teczuszki. „Al bum” skwapliwie powtórzył poseł. Ale dworzanie nie usłyszeli kpinki króla i przyjęto, że słowo „album” oznacza ten typ teczki.

Gdy kapitan James Cook ujrzał w Australii dziwne zwierzę z torebką na brzuchu, a w torebce było podobne dziwne zwierze z torebką na brzuchu, zapytał tubylców: „jak ten zwierz nazywa się?” Ale mówił do nich po angielsku, więc oni po swojemu zapytali go „co ty mówisz?” czyli „kan ga roo?” „Ach, kangur, świetnie” podziękował im uprzejmie kapitan Cook i odpłynął w siną dal.

piątek, 20 lutego 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/02/20 15:13:57
Nie wiem, która jest prawdziwa. Pewnie żadna :-).

Ale znam trzecią, znam ją jako prawdziwą oczywiście, choć jest podejrzanie podobna do tej o Cooku. Otóż kiedy europejski podróżnik odkrywca (Magellan? a może też Cook? nie pamiętam) dotarł do jednej z wysp Filipin i, spostrzegłszy tuziemca w łódce, zapytał "Jak się nazywa ta wyspa?". Zapytany odrzekł "Wiosłuję", sądząc, że pytanie dotyczy wykonywanej przez niego czynności. (Jak mógł tak sądzić, skoro czynność chyba było widać?). Tak czy owak, wyspa odtąd nosi nazwę Luzon. To tak do kolekcji historycznych historyjek.
-
2009/02/20 15:46:58
A skoro już tak sobie o Cooku gawędzimy, jego życiorys przyprawił kiedyś mego przyjaciela o melancholię. Bo Cook od maleńkości do swoich przyszłych podróży się przygotowywał i nieznajomość języka aboryginów (inną historię rozmontowuje białko lub biała tablica czyli albumen) była jedną z jego niewielkich zawodowych wad. A nasi podróżnicy to albo ich wysłano, albo uciekali od długów, albo robili seksturystykę, bo miejscowe panie były za drogie...
-
2009/02/20 21:30:26
historia z albumem jest prawdziwa a z kangurem anegdota.

Bo:
w Internecie (wlaczajac w to wikipedie) mozna przeczytac:
"The Kangaroo myth was debunked in the 1970s by linguist John B. Haviland in his research with the Guugu Yimidhirr people"

A skoro jedna z historii opowiedzianych falszywa a druga prawdziwa, znaczy ta z albumem musi byc prawdziwa :)

Oczywiscie, mozesz nas robic w balona w tej kwestii, ale....

pierwsza rzecza jaka mi przyszla do glowy po przeczytaniu tego wpisu bylo: a jak to moge sprawdzic? ;)
-
2009/02/20 22:47:48
@ nina.mazur - brawo!

Za karę, że nie wiedziałem, przepisałem co poniżej z Haviland, John B. (1974). "A last look at Cook's Guugu-Yimidhirr wordlist". Oceania 44 (3): 216232.

Sam początek:
The word list Lieutenant James Cook collected in 1770 while the Endeavour underwent repairs near what is now Cooktown, Northern Queensland, represents the first written record of an Australian language. Through Cook's journal this language, the modern Guugu Yimidhirr (usually spelled Koko Yimidir), gave the world the word "kangaroo".

Do tego jest przypis:
The reader is perhaps familiar with the apocryphal story that Cook, on seeing this strange creature hopping about, asked a native what is was called and received the reply "Kangaroo..." - menaning in the vernacular "I don't know". Modern Guugu Yimidhirr retains the word gangurru, which refers to a species of large black kangaroo, now, unhappily, rarely seen in the area.

A gdy już przepisałem, znalazłem ten blog:
aidhoss.wordpress.com/2007/06/09/we-dont-understand-you
-
2009/02/21 18:40:45
Trudno się nie uśmiechnąć. Jeszcze trudniej pogodzić się z tym, że popularne mity i przesądy nabierają dzięki takim - niewątpliwie w zasadzie pożytecznym - projektom jak Wikipedia rangi dogmatów. Niby wszystko trzeba sprawdzać czterokrotnie - pytanie o wiarygodność źródeł w których sprawdzamy pozostaje jednak otwarte.

Ja ostatnio uśmiałem się do łez przypominając sobie skąd się wzięły wyspy kanaryjskie.

Pozdrowienia serdeczne
-
2009/02/21 19:40:55
@Nina: a jak to moge sprawdzic? Pytając autoryteta, oczywiście. I byłem nim, ale niestety przestałem, i jak bulbul komentujący zalinkowaną dyskusję mówi: "It kinda breaks my heart to learn its not true"
Oczywiscie, mozesz nas robic w balona w tej kwestii - oczywiście nie mogę. Bardzo mnie niesmaczą różne sztuczki z tv gdzie robi się w durnia Bogu ducha winnego przechodnia czy wydrwiwanie czyjejś niewiedzy. Kpinki można sobie robić w zamkniętym klubie, w którym każdy wie czego może się spodziewać. To jest chorobliwy brak szacunku dla bliźnich i nie mam żadnych ku temu skłonności. Wręcz przeciwnie, gdy od czasu do czasu uda mi się zrobić jakąś zbyt dobrze udającą rzeczywistość kpinkę i ktoś się na to natnie, to głupio mi się robi i szybko przepraszam. Aha, nie wierzyłaś mi oczywiście, że osiołek wszedł do kołyski Jezuska? Całe szczęście.

No i dzięki Waszej (Twojej i Kwika) dociekliwości odpada mi ze zbiorku ulubiona anegdota. Trzeba będzie nauczyć się czegoś o blondynkach.

@Telemach: zauważę (zasmucony własną pedanterią, jak człowiek może być taki nudny), że pochodzenie nazwy a nie wysp :)

Jak to tu mówią apesar dos pesares (mimo wszystko) nawet pertyfikując i dogmatyzując, Wikipedia robi mniej zła niż "klasyczne" encyklopedie, a na wielu zmyłkach i błędach przyłapałem kiedyś Enc. Brit. gdy nie było jeszcze internetu. Bo tam leci to z całym tchnięciem dwóch wieków świętości i zastrasza czytelnika. Wikipedia naocznie (więc i naucznie) jest bardziej demokratyczna.