|
Blog > Komentarze do wpisu
Chłam to wolny wybór, a nie prawo natury
Nauka i nauczanie w Brazylii to rzeka pełna ryb-tematów ważnych dla nas. Bez urazy dla kultury z tysiącletnimi korzeniami, rodacy mogliby wiele skorzystać poznawszy pewne tutejsze historie sukcesu. Więc dziś łup! – idzie cytat z nie byle kogo, mówi (a wie, o czym mówi, bo niewielu tak wiele jak on zrobiło w nauce i dydaktyce) biochemik i biotechnolog, Isaías Raw: Co do rządu, nie możemy oczekiwać, że biurokraci, albo co gorsza, zawodowi politycy, będą wiedzieli jak powinien działać uniwersytet. Jest naszym obowiązkiem sprzedać im określoną ideę, przekonać ich do specyficznego aspektu. Interesuje mnie tu nauczanie w szkołach, ale ono jest nieodzownie powiązane ze szkolnictwem wyższym i z nauką. Ktoś powiedział, że nauczanie to historia nauki. Nawet gdyby przyjąć ten dość pesymistyczny punkt widzenia, to przecież źle skończy społeczność, której wczoraj i dziś są hermetycznie oddzielone. Jedną z wielu rzeczy, które Isaías Raw robił na styku obu światów, było wydawnictwo prowadzone na USP (Universidade de São Paulo) popularyzujące naukę – a także produkcja „zestawów do doświadczeń” (kits para experiências) do domowego użytku. Wkrótce potem powtórzyło się to w gigantycznej skali. W 1972 roku Editora Abril zaczęła wydawać takie zestawy jako miesięczne zeszyty i paczuszki z materiałami, każdy zeszyt „Os Cientistas” dotyczył jednego eksperymentu związanego z twarzą znaną z historii a widniejącą na okładce. Mówią, że wielu dzisiejszych uczonych uważa owe materiały za bodźce, które pomogły im w wyborze kierunku studiów. Zawsze chciałem dotrzeć do tych materiałów, ale wydawnictwo nie miało zwrotów a do bibliotek to naturalnie nie trafiło (materiały żrące i gwiżdżące). Oczywiście taki pomysł miał długie tradycje, rzekomo podobne wydawnictwa istniały już w Niemczech w latach 30-tych. No i tylu tych zbuków z naszych organizacji kulturalnych wyjeżdżało do Brazylii (na ogół, dziwne, w okolicach karnawału), a żaden z nich nie pomyślał, żeby dotrzeć do archiwów Editora Abril i na przykład podpisać umowę pozwalającą na polską re-edycję tych materiałów... A że eksperymenty niekoniecznie wymagają wielkich nakładów ale, owszem, trzeba nauczycieli znających swoją specjalność, dowodzi ten obrazek wzięty z artykułu Ernsta Hamburgera: Trzy cylindry tego samego kształu i wagi, lecz mające odmienny rozkład masy, toczą się w dół. Który dotrze pierwszy? (odpowiedź: mający masę skoncentrowaną blisko osi). wtorek, 03 lutego 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/02/03 06:28:38
to nawet mialoby sens, bo:
"Dowodem najwyższego uznania dla misji dydaktycznej MT jest fakt, że jest to jedyny tytuł w segmencie nauk ścisłych i techniki, zalecany jako lektura dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych, którego prenumerata szkolna jest sponsorowana przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Z tej prenumeraty korzysta około 10.000 szkół, w których ogólną liczbę czytelników Młodego Technika można oszacować ma 200.000 uczniów. " 2009/02/03 06:34:09
wlasnie a propos Mlodego Technika... zajrzalam na ich strone www i zaglebilam sie w lekturze artykulu wyjasniajacego jak dziala odkurzacz :)
Dodac musze, ze moj brat za mlodu kolekcjonowal kolejne wydania a ja je od czasow 5 klasy podstawowki namietnie czytalam... :) 2009/02/03 08:50:46
Oj tak, Młody Techik to zawsze było świetne pisemko. Ale za PRL było ich więcej: ABC Techniki dla najmłodszych, Kalejdoskop Techniki, Szkiełko i Oko... - wszystko dla dzieci i młodzieży. Tudzież świetne książki rozwijające myślenie. Chwała moim Rodzicom, że kupowali takie rzeczy (i sobie i mnie), dzięki temu, mimo że humanista, jestem zorientowany w technice i nauce.
2009/02/03 10:05:56
Doświadczenie z cylindrami turlającymi się po skłonie jest wygodnym śladem do szukania podobnych materiałów w sieci.
Tłumaczenie braku doświadczeń na lekcjach fizyki brakiem czasu to stary perelowski dowcip o bieganiu z pustymi taczkami po budowie. 2009/02/03 13:21:26
Do tej pory mam w domu roczniki Młodego Technika z 20lat/na których mój syn uczył się czytać/.Pomimo braków doswiadczeń szkolnych dużo potrafi.W czasie relaksu chętnie po nie sięga. Ja też je czytałam pomimo anytalentu technicznego.A pamiętacie Sondę ?W TV.Jed
2009/02/03 22:30:33
Ach, Sonda, to było coś, oczywiście, że pamiętam, trochę odcinków można znaleźć w sieci, reszta niestety gnije w archiwach TVP: my.opera.com/Jurgi/blog/2008/12/08/sonda-ginie-w-otchlaniach
2009/02/03 22:56:47
I musi pojawić się tu boczny, ale ważny mini-wątek przypominający, że system, co naukowym się mianował, choć naukowości w nim nic nie było, statusu nauki nie podważał. Wiem, nauka miała im być lekarstwem przeciw religii, ale jakie by nie były zagmatwania myślowe owego czasu, jak bardzo by Łysenkę nie forowano, a żydowskie nauki Cantora i Einsteina usuwano, to jednak "nauka" była obiektem szacunku.
Dowcipu o bieganiu z pustymi taczkami jeszcze nie znam, ale już mi się podoba. 2009/02/03 23:17:27
Musiałeś słyszałeć, dziennikarza na wielkiej budowie która miała być otwarta przed terminem zainteresowało, dlaczego robotnicy biegają z pustymi taczkami. "Panie, taki zapierdol, że nie mamy czasu ładować".
2009/02/03 23:20:01
Ciekawy wyraz słyszaleć. Miało być słyszeć, przerabiałem z "na pewno słyszałeś" :)
2009/02/04 00:52:21
Nie, ten dowcip jakoś mnie ominął. Ale nawet dziś cieszy. Tym bardziej, że jak pokazałeś, jest ponadczasowy.
|
|
W Polsce mogliby zaczac wydawac takie pakiety jako dodatki do Mlodego Technika - zaloze sie, ze zwiekszyloby to sprzedawalnosc.