Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Polskie piekło czyli jak czytać S-F

Artykuł Bartoszewskiego o Lemie ma parę zabawnych miejsc, ale że nie ma jednorodnych standardów w poczuciu humoru, autor obrywa z wszystkich stron w komentarzach od rodaków. Zresztą ostatnio to jest coraz częściej jego dolą i niekiedy przyczynia się do tego; ja też chętnie złe słówko na jego temat rzucę po tej nagrodzie dla p. Abdullaha, z zawodu (i przyzwyczajenia) króla. Ale czasami Nasi Wielcy miewają takie wpadki, np. ongiś Karol Wojtyła świętością obdarzył pana Josemaría Escrivá de Balaguer, a w moim odczuciu zabawniejsza by była tylko nagroda ex aequo Wysokich Obcasów dla obu tych panów, króla i szefa pół-tajnej organizacji.

Ja też powinienem dostać jakąś nagrodę, bo przeczytałem wszystkie komentarze. Najmniej zabawne są atakujące autora za to, że żyje. No i znane insynuacje, że jak żyje to wiadomo co. Troszkę zabawniejsze jest ruganie go za nieprofesorowatość. Tu jest on w typowej sytuacji bez szansy wygranej, bo gdyby jakaś Rada Państwa nadała mu ten tytuł, to za co, za wysługiwanie się PRL-owi, nie? Jeszcze fajniejsze są narzekania, że dwaj panowie nie zachowywali się jak posągi i nawet kiedyś ukradli ananasa.

Ale największa uciecha jest w odkryciu Całej Prawdy o pisarstwie Lema. Ktoś stwierdza:

zawsze mówiłem, że Lem to Żyd, ale nie chcieli mi wierzyc

No to teraz już jest wszystko jasne z tym rzekomym pisarzem...

Jest i inny człowiek robiący takie odkrycie (nie do przegapienia jest tu przepolski i wszechpolski zwrot „tak naprawdę”):

No, troche tam bylo faktow, np. ze Lem tak naprawde nazywal sie Lehm, o czym uslyszalem juz lata temu od mieszkancow Lwowa...

ale im dalej w las tym więcej smrodu. Ten właśnie komentator ma jakąś długą historię czepiania się pisarza. Kiedyś sporządził jego bibliografię i dostał za to doktorat (co za fucha, to może i ja sobie doktorat sprawię?), po drodze namawiając Lema, by mu za to odwdzięczył się biletami płatniczymi Banku Narodowego w stosownej ilości. Ale Lem uważał, że doktorat mu wystarczy. Więc ten człowiek (choć pod innym sieciowym kapturkiem) już siedem lat temu, za życia pisarza wylał swoją kupę na Forum GW, szkalując Lema w prozie i poezji oraz dowodząc, że jego wczesna twórczość marna była. Zawsze wyobrażałem sobie, że jak ktoś doktoratu się dochrapie to na studentach może się odgrywać, ale okazuje się, że znienawidzony przedmiot studiów też się nadaje do kopania i opluwania.

Łatwo w tym momencie rzucić na mnie podejrzenie, że do latryn wchodzę, by gówien się nawąchać, ale szybko pokażę, że to wcale nie jest tak. Prosze przypomnieć sobie Prawo Wydajności Andsola (im bardziej skomplikowany przyrząd tym większa utrata energii), wykazujące, że ponieważ głowa nie jest instrumentem prostym, to odzysk 1 minuty z zainwestowanej 1 godziny jest bardzo dobrym rezultatem. I często w tych dyskusjach z GW znajdzie się ktoś, kto powie coś ładnego i pracę wynagrodzi. Nie podam linki do komentarza, bo niedługie będzie jej życie (obecnie ma ona coś z „72,2.html”, co jest tymczasowym adresem), więc przepiszę to tutaj. Mówi ktoś podpisany sz-cz:

Cytat z artykułu - Lem: "Ja bez honorarium niczego nie mówię".

Pewnego razu zupełnie nieznajomy student zadzwonił do Lema i powiedział, że chciałby pogadać bo ma być coś o Lemie w jego pracy magisterskiej. Lem natychmiast zaprosił studenta do siebie do domu, gdzie poświęcił mu cały dzień, dwa litry herbaty i trzy paczki mentolowych "Salemów" (w tamtych czasach studenta często na Klubowe nie było stać, więc doceniał). Oczywiście o żadnym honorarium nie było mowy, a spotkanie zakończyło się otwartym zaproszeniem "gdybym jeszcze coś mógł pomóc". A jak pięknie w pracy magisterskiej wyglądały potem cytaty z podaniem źródła: "prywatna rozmowa ze Stanisławem Lemem"!

To był świetny facet.

Co niniejszym oświadcza,
student (były) z powyższej historii

Oddalając się od artykułu, ale pozostając przy pisarzu, ciekaw jestem czy będzie miał długie życie blog dokumentujący błędy Lema. Bardzo sympatyczny i rzeczowy, ale nawet przy pomocy specjalistów z wielu dziedzin (a w każdej dziedzinie dobry specjalista coś zasadnie Lemowi wytknąć może) na lata tego chyba się nie rozciągnie. I nasuwa to refleksję jak ważnym jest czasami być niespecjalistą a wielokwiatkowym motylkiem, bo było by smętnym zatraceniem geniuszu Lema gdyby został adiunktem w jakiejś krajowej uczelni, walczącym ze studentami ze studium zaocznego (nie, wcale nie piję do Ciebie, droga D.B.) (no dobrze, piję, piję), i mającym listę publikacji o tak skomplikowanych tytułach, że żaden frustrat by się do niej nie przyczepił.

A gdzie tak naprawdę leżał jego geniusz? Adam Rybarski, którego wiele świetnych powiedzonek zostało mi w pamięci, kiedyś mniej - więcej tak to wyraził, że byli trzej giganci w S-F odpowiadający trzem okresom historycznym. Verne przekazał olśnienie światem technologii, Wells stopił socjologię z tym kierunkiem pisarstwa, a Lem pokazał jak głębokim narzędziem jest ono gdy mówi się o zawikłaniach psychologicznych i filozoficznych naszego gatunku.

Dodam, że z tych trzech tylko jeden pokazał, że miał wspaniałe poczucie humoru.

niedziela, 11 stycznia 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/01/11 08:14:37
Gdzie lezal geniusz Lema?
Jak dla mnie to w opowiadaniach takich jak "Ratujmy kosmos" gdzie jest mrówka krzesławka dręczypupa albo wężonóg teleskopek i inne dziwadła.

Czytalam owe opowiadania tlumaczone na angielski i to jest żenada, nie ze wzgledu na tlumacza, nie, ale dlatego, ze tego sie przetlumaczyc na angielski po prostu NIE DA, z zachowaniem wdzieku oryginalu.

Co do watkow filozoficznych i futurologicznych doceniam, ale nie osobiscie, bo u źródeł się pasłam, ze tak powiem :)
-
2009/01/11 11:58:05
Jest wiele przyczyn, czy źródeł geniuszu (choć nie lubię tego pompatycznego słowa) Lema. Wśród nich są ogromna erudycja i umiejętność jej wykorzystania. Udało mi się odskrobać mały kawałek i zobaczyć, skąd brały się jego koncepty: my.opera.com/Jurgi/blog/2008/11/15/glos-jasnowidza (że pozwolę tak sobie na małą autoreklamę). Razem z olbrzymią konsekwencją w kreowaniu wizji było to chyba fundamentem jego niezwykłości. Wcześniej podobnie konsekwentnie wcielał w powieści naukę i technikę Verne. Ze współczesnych podobnie tworzy młody Jacek Dukaj (choć jego myślowe eksperymenty są bardziej oderwane, to zarazem jeszcze bardziej muszą być konsekwentne).
Podobne zresztą słyszę czasem narzekania na niezrozumiałość prozy Lema i Dukaja.
-
2009/01/11 19:26:17
To ładnie z Twojej strony, że wyszukałeś ten sympatyczny komentarz, on chyba więcej mówi o Lemie niż cały zakichany wywiad (aż dwóch dziennikarzy poszło żeby tak słaby wywiad zrobić?). Dwie anegdoty niezłe, ale Lem u Bartoszewskiego wychodzi na Żydka liczykrupę, a jego największa zasługa to wylansowanie Bartoszewskiego. W dodatku niepotrzebnie rozmieniał się na drobne, gdyby napisał o holokauście...
-
2009/01/11 22:03:05
artykul czytalam, ale komentarzy pod nim juz nie mialam odwagi... to o trzech gigantach S-F bardzo ladne :)
-
2009/01/11 22:11:34
Jurgi: no wlasnie, Dukaj...ma cos, czego Lem (imho) nie mial: dar tworzenia wielkiej epickiej wizji.
Chylę czoła przed "Lodem". To ksiazka genialna, chociaz oczywiscie nie najlatwiejsza, trzeba sie wczytywac i zastanawiac o co mu chodzilo z taka a nie inna narracja, sposobem budowania zdan... ale to wszystko tak bardzo pasuje do tresci :)
-
2009/01/12 03:22:50
@Jurgi: jaka autoreklama; po prostu odniesienie, na miejscu, na temat i do rzeczy. Pamiętam Twój wpis - mój ci jest przecież jedyny tam zamieszczony komentarz. (Wyszedłem tam na anonymousa, bo czegoś nie dopełniłem.)

@Pajeczaki: to chyba warte jest socjologicznego badania, że nawet gdy długi ciąg komentarzy zaczyna się zgrzytliwie czy chorobliwie, to często pojawi się utkana między nimi ciekawa i kulturalna uwaga. Nie wiem jak Ty reagujesz, ale gdy widzę dziesięciu oszołomów w kolejce, odechciewa mi się w takim towarzystwie ustawiać się z komentarzami. Ale są ludzie mający więcej wiary w bliźnich, pomijają cały uprzedni brud i smród i mówią ładnie i ciekawie. Może mają rację, może tak właśnie trzeba traktować te fora?

@Kwik: rzekłeś. Nie chcę dorzucać kamyczka do tej kupki, ale rzeczywiście dziwi, że człowiek, który przecież nie wypadł sroce spod ogona, dorabia sobie jakieś szlacheckie dokumenta i szczyci się czymś, co jeśli jest prawdą, mogło zostać osłodą na gorzkie momenty, ale nie do publicznego odmlaskania. Tak, z tym holokaustem to całkiem okropne.

@Nina: niewiele jeszcze Ciebie czytałem, ale humble opinion nie ujrzałem, ta będzie pierwsza :) Drakaina też bardzo zachęca do Dukaja, ale czy on pisząc wiedział ile czasu ludzie przebywają na tym świecie? Jeśli kiedyś się dowiem, że mam owego czasu o wiele więcej niż się domyślam, to może wezmę się za osiodłanie takiego nosorożca.
-
2009/01/12 08:31:27
Andrzej: to jest tak, a raczej tak bylo w moim wypadku: zaczelam i wsiaklam. Kazda chwila POZA absolutnie koniecznymi obowiazkami spedzona byla na czytaniu tejze ksiazki. Do stopnia takiego, ze pranie lezalo nie zrobione przez 2 tygodnie i obiadu nie bylo hehe :)
Oczywiscie juz-juz sie prawie zniechecilam w dwoch miejscach ale....

Powiem tyle, ze WARTO. Wkrotce zabieram sie za czytanie tejze po raz drugi. Juz na zimno :)
-
2009/01/13 13:32:38
Wrzeszczacy i ziejacy nienawiscia tlum raczej przeraza niz zacheca do wypowiedzi :) Jesli mam cos do powiedzenia, to wole to zrobic np na blogu, albo w komentarzach pod wpisem. Czasami korci mnie zeby cos napisac na forum, ale mam swiadomosc, ze moj glos zginie... Moze wlasnie w forum odbija sie prawdziwy obraz naszego spoleczenstwa?
Z cala pewnoscia nie moglabym byc adminem takiego forum, bo wiekszosc wypowiedzi nie przeszlaby mojej cenzury ;)
-
2009/01/13 23:56:47
Dla mnie geniusz Lema jest w tym, jak w przyzwoitej a miejscami świetnej literacko formie potrafił zawrzeć solidną filozofię. Powiedzmy sobie szczerze, wnikliwa lektura zestawu: Dzienniki Gwiazdowe, Głos Pana, Fiasko i Pokój na Ziemi powinna gwarantować magisterium z filozofii ;-). Rzemiosło tez jest niezłe, weźmy opisy dworca w Powrocie z gwiazd, czy Tytana w Fiasku, ta wszystkie cudności językowe i parajęzykowe: Ergo samowzbudniki, te co o nich Nina wspomniała, cyprian cynik cyberotoman, robie "nice" przez maszyne do robienia rzeczy na "n", czy nawet takie małe smaczki jak "zacny aż do poczciwości".

Jeszcze się bezczelnie zareklamuję, ale na temat.
-
2009/01/14 01:20:32
@miskidomleka: myślę, że reklama "do rzeczy" jest po prostu informacją i widzę ją tym chętniej, że ostatnie zdanie wpisu u Ciebie skłoniło mnie do ponownego przeczytania owego artykułu. Bowiem napisałeś, że może komitet nagrody Nobla "nie dorósł on do zrozumienia tych książek" i zakończyłeś zapytaniem: "Jak i Bartoszewski?" Postanowiłem sprawdzić czy cokolwiek w artykule sugeruje, że W.B. przeczytał coś Lema. Tak! On pisze, że przeczytał wstęp Lema do swojej książki. I przez to jego wskazówki co Lem powinien był pisać stają się jeszcze bardziej rozczulające.
-
2009/01/16 09:51:16
"Lód" Dukaja może odstraszać objętością osoby, które jeszcze z jego powieściami nie miały do czynienia. Na dodatek to wydanie, w jednym tomie... Ciężko, fizycznie ciężko się czyta takie tomiszcze, swoje waży. Lepiej zacząć od "Innych pieśni". Łatwiejsze językowo, narracja prowadzona w "zwykłym" tempie, skromniejsze objętością.
-
2009/01/23 19:10:39
Czy wiesz po co żyjesz? Warto poświęcić trochę czasu dla wieczności.
Pozdrawiam. Tadeusz katolik
-
2009/01/23 21:03:00
Tadeuszu-katoliku, czy Twój zakon tak cienko przędzie, że chcesz nawracać zdecydowanych bezbożników? Bój się Latającego Potwora Spaghetti, przecież to jest czyste spanowanie! I gdybyś miał choć jedno sensowne słowo na temat Lema czy czegoś związanego z tematem... A kysz, a kysz! Następnym razem, złapany na spamowaniu, polecisz do /dev/null.
-
Gość: Tomek, proxy.computerland.pl
2009/03/18 16:43:44
andsol-br: Postanowiłem sprawdzić czy cokolwiek w artykule sugeruje, że W.B. sugeruje, Lem powinien pisać coś innego, niż pisał. Nie! On pisze, że Lem prawdopodobnie dostałby Nobla gdyby opisał swoje przeżycia wojenne w sposób bardziej dosłowny - i tyle. No ale Lem tego najwyraźniej opisać jednak nie chciał i nobla nie dostał , a Bartoszewski absolutnie go za to nie krytykuje przecież.
Taki był wybór Lema i nie ma podstaw aby twierdzić, ze Bartoszewski ten wybór kwestionował w jakikolwiek sposób.
Podobnie z wpisem @Kwik: ze stwierdzenia, ze Bartoszewski zawdzięcza Lemowi zaistnienie na niemieckim rynku wydawniczym (i że jest za to Lemowi wdzięczny) nie wynika wcale jakieś zanegowanie przez Bartoszewskiego innych zasług Lema.

Oczywiście jak ktoś ma lekką obsesje, to zupełnie dowolne podteksty może sobie "dośpiewywać" do zupełnie dowolnych wypowiedzi, ale to już nie jest problem ani Lema, ani Bartoszewskiego.
Pozdrawiam
-
2009/03/27 03:36:43
Tomku, przypomina mi się stary żydowski dowcip "wysoki sądzie, a co jest ważne, słowo czy melodia?" Co do warstwy słownej, bezprzecznie masz rację: u Bartoszewskiego jest "gdyby... to by ...", więc to jest zdanie warunkowe a nie nakaz czy sugestia. Ale znając głos, muzykę Bartoszewskiego, czuję, że tylko literalna interpretacja wypowiedzi waży mniej niż domniemania, które wielu czytelnikom tam się nasunęły.
-
2009/03/27 09:50:17
@ Tomek - był kiedyś wywiad z niemieckim agentem Lema, Rottensteinerem - i to był ciekawy wywiad, chociaż obu panów łączyły w zasadzie tylko sprawy zawodowe. Bartoszewski znał Lema prywatnie, ale nic ciekawego nie umie o nim powiedzieć, co jest też oczywiście winą rozmawiających z nim dziennikarzy.