|
Blog > Komentarze do wpisu
Markopolak w Antypodzie
Pocz±wszy od pewnego wieku nie ma co ujawniaæ naiwno¶ci spojrzenia, bo to przybiera inn± nazwê. Ale ukryæ te¿ nie potrafiê, ¿e prawie wszêdzie potrafi± zdumieæ mnie ludzie. Gdy goni± 60-tk± po uczelnianym parkingu, a przecie¿ na tym odcinku wiêcej ni¿ 10 sekund nie dostanie w nagrodê od ¿ycia. Gdy pani tak manewruje wózkiem w supermarkecie, ¿e mój wózek nie potrafi umkn±æ ani w lewo ani w prawo, a zapa¶æ siê pod ziemiê te¿ nic nie rozwi±¿e, bo ona musi pokazaæ kto panuje nad przestrzeni±. Gdy id±ca naprzeciwko przepiêkna dziewczyna tak czule na mnie patrzy, ¿e jest zupe³nie jasne, ¿e to nie dla mnie a dla roze¼lenia mojej (wieloletniej zreszt±) towarzyszki. Gdy kibicuj±c w szkolnej rozgrywce synowi tatu¶ wrzeszczy: „strzelaj, kurwa twoja maæ!” Gdy go¶æ przy kasie pokazuje, ¿e wyrolowa³ kasjerkê, bo przekabaci³ ceny paczki z piwem okradaj±c sklep mo¿e na 3 z³ote a potem mówi do mnie po kumplowsku: „fajne, nie?!” A gdy mu odpowiadam: „ani trochê” rzuca mi „dureñ” i wsiada do importowanego Audi. (Przyznam, ¿e chcia³em strzykn±æ mu zdjêcie jak wsiada³ z ³upem do wozu, ale mo¿e to jaki¶ sêdzia i by mnie zastrzeli³ za zniewagê, wiêc dobrze, ¿e nie zd±¿y³em wyci±gn±æ cyfrówki.) No i takie tam ró¿ne gry i rozrywki dzikich ludów. W ma³ych ale szlachetnych sklepach mam ostry zakaz otwierania dzioba, bo gdy V. pyta o cenê, wychodzi o po³owê taniej, dobrze mi tak za to, ¿e nie pozby³em siê akcentu. Ale z drugiej strony, gdy z trudno¶ci± j± wprowadzam do gabinetu lekarza, bo siê skrêca z bólu, który j± z³apa³ za krêgos³up, lekarz (za nasze, maæ, niema³e pieni±dze) oczarowany moim akcentem i brzmieniem jej nazwiska wdaje siê w rozkoszne wspominki z podró¿y po Hiszpanii (no bo to blisko Polski) i nie ¶miem mu przypominaæ o cierpi±cej, bo mo¿e uczyniæ mnie wdowcem, ¿eby¶my mogli sobie spokojniej porozmawiaæ. I ten mi³y zreszt± s±siad, który raz na pó³ roku przypomina sobie pytanie czy w Polsce mówi siê po angielsku a jak nie to po jakiemu. Czy ja tak d³ugo mogê? Oj, mogê. Ale rzeczywi¶cie nie warto. Przecie¿ to jeszcze trzech króli albo blisko. Wiêc ci±gle ci±¿± na nas zaklêcia szczê¶liwego nowego i trzeba udawaæ, ¿e teraz wszystko bêdzie inaczej. Wiêc tylko jedna zagadka: oto stó³ biesiadny, wy¿ereczka wystawiona przed obiadem, lokal to hurtownia materia³ów dentystycznych.
Denty¶ci to nie jest miejska biedota, a po figurach klientów (niewidocznych, bo to nie o ich gêby przecie¿ chodzi) s±dz±c z g³odem nie mieli w ¿yciu kontaktu. Jak siê zorientowa³em czekaj±c w kolejce, ob³o¿enie sto³u nijak siê mia³o do ¶redniej ich zakupów. Czemu wiêc d³ugo czeka³em na chwilê luzu, by stó³ bez sztafa¿u sfotografowaæ, bo ci panowie robili biegi jak rybki w akwarium, tu i tam, tu i tam, by jeszcze kawa³ ciacha wcisn±æ do buzi? Aha, hurtowni te¿ nie rozumiem, bo ona nie ma w mie¶cie konkurencji. Wiêc nie jest mi pisane wyj¶æ z roli Forrest Gump. Rzeczy siê dziej± a ja opowiadam. wtorek, 06 stycznia 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2009/01/06 11:27:53
A ja mia³em wczoraj podobnie urocz± scenkê. Wchodzê ci ja do marketu, za drzwiami jest obrotowa bramka, ¿eby wchodziæ pojedynczo (pewnie na okazjê wyprzeda¿y, ¿eby lepiej kontrolowaæ przep³yw). I przede mn± stan±³ sobie facet, akurat prawie w bramce i g³o¶no rozmy¶la 'a koszyk? mo¿e lepiej wzi±æ koszyk?' (w markecie tym nie ma koszyków, s± tylko wózki, trzeba siê po nie cofn±æ na zewn±trz, a drzwi s± na fotokomórkê i przepuszczaj± tylko do wewn±trz). Stan±³em za nim i ostentacyjnie czekam, a¿ ruszy siê w któr±¶ stronê. Zwykle taki zawalidroga w tym momencie siê reflektuje i przepuszcza, czasem nwet ze s³owem 'przepraszam'. A ten popatrzy³ na mnie przez ramiê i nic. Stoi. Towarzysz±ca mu kobieta syczy na niego 'no chod¼! W rêkê se we¼miesz!'. A on stoi, i my¶li, i mamrocze. Tamta czerwona na twarzy ju¿ nie tylko z powodu mrozu (który by³ siarczysty) syczy 'no k*** chod¼! nie stój w przej¶ciu!'. A on nic, stoi. I tak to trwa³o jeszcze dobr± chwilê, wreszcie ruszy³ z wahaniem, roztargnieniem i takim dobrodusznym dziwieniem siê ¶wiatu. Chyba w ogóle sobie nie zdawa³ sprawy, ¿e komu¶ przeszkadza³ w przej¶ciu.
Mija³em i widzia³em ich jeszcze wielekrotnie, za ka¿dym razem z jego towarzyszki coraz bardziej parowa³o ze z³o¶ci. Ot choæby (znów na g³os) my¶li 'a mo¿e by jeszcze p³yn wzi±æ?'. 'No to bierz', z³apa³a p³yn z kartonu i wsadzi³a mu do rêki. 'A to na pewno p³yn?' pow±tpiewa on. 'Na pewno, rusz siê wreszcie!'. Przy kasie znów 'no to zap³aæ', 'a gdzie ja mam pieni±dze?', itd. Dziêki temu zreszt± uda³o mi siê ich wyprzedziæ w kolejce do kasy i chwa³a, ¿e stanêli za mn±, a nie przede mn±. Kasy s± bowiem tak nieszczê¶liwie zaprojektowane, ¿e jest miejsce na tylko jedn± osobê. W ogóle s± przystosowane tylko do osób z wózkami, które szybko przerzuc± towar z powrotem, je¶li kto¶ nie ma wózka, to musi siê pakowaæ do torby z tak± sam± prêdko¶ci±, z jak± kasjerka przerzuca towar przez czytnik, inaczej robi siê zator. Oczywi¶cie, ¿e siê za mn± zrobi³. Za go¶ciem przesz³o jeszcze trzech kolejnych klientów, a on jeszcze rooozwija³ folijki, wk³ada³, oj, upad³o mu... Kobita w ogóle go zostawi³a przy tej kasie, usiad³a na parapecie i udawa³a, ¿e sprawa jej nie dotyczy. Nie wiem, czy ten pan pierwszy raz by³ w markecie, czy to taki wrodzony urok zaspanego wojaka Szwejka? A siê rozpisa³em, to siê na w³asny wpis nadaje, a nie na komentarz. :) 2009/01/06 12:50:33
@Nina: to je¶li obyczaj siê rozprzestrzeni, ca³y ¶wiat zape³ni siê hipopotamami po King Size wy¿erce... Ale komu to i na co? Przecie¿ gdyby sto³u nie by³o, nie wszed³ by do baru, bo organizm nie prosi³.
Jurgi: czuj siê jak u siebie w domu. Rozgadanych siê nie bojê, bo mia³em kolegê Gruzina, to Ty sobie takiego treningu nie wyobra¿asz. Bojê siê tylko oszo³omów, ale je¶li od dwóch lat mi tu nie trafili to mo¿e nie istniej±? 2009/01/06 19:52:12
Andrzej: no w USA sa cale armie grubasow...a zle nawyki zywieniowe juz podbijaja kolejne kraje i kontynenty. Np. najszybciej procent grubasow przyrasta w Chinach.
komu i na co? Z punktu widzenia firmy to dosc tani sposob na udobruchanie i wprowadzenie w dobry nastroj pracownikow. Ludzie sie daja zwiesc. 2009/01/06 20:04:37
@Nina: to tam chyba jest jeszcze du¿o do zrobienia - niedawno wróci³ z jakiej¶ niewymawialnej (dla mnie) metropolii znajomy, by³ na miesiêcznym sta¿u - mówi, ¿e nie widzia³ ani jednego grubego i rozumia³ to dobrze, bo uwa¿a ich jedzenie za okropne. No ale po kuchni brazylijskiej ludzie s± gryma¶ni. Ale jak jedzenie potanieje, to nie obroni± siê przed bigmakiem.
2009/01/08 10:55:32
Ale¿ ja siê tu czujê prawie jak w domu. :) Na co dowód, ¿e czêsto wpadam. A z komenta zrobi³em wpisa, po pewnym wyg³adzeniu oczywi¶cie. A co tam.
|
|
Najczesciej w roli firmowej wyzerki jest zwykla przecietna pizza, jakies tam kanapki, chipsy, salsa etc. i do tego piwo, no ale.
Co gorsza to jest pêd stadny i udziela sie, niestety.
Tez mi sie kiedys udzielal...