Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Komu dziś jest trudno

Ewangelia ks. Franza Schmidbergera jest tania i łatwa do znalezienia. Tytuł jest wyrazisty: „Bomby zegarowe Soboru Watykańskiego II” i jak wydawca masowego nakładu dzieła pisze: „gdy człowiek to zrozumie, szybko odda się Tradycji” (Once a man understands this, he will quickly embrace Tradition). Jakiej tradycji? No przecież nie ma wątpliwości, ale na wszelki wypadek O.Franz, wielka postać w Bractwie Świętego Piusa X (Piusbruderschaft, mówiąc krótko), głosi ludowi:

„Ze smutkiem patrzymy jak Papież Jan Paweł II, a teraz Papież Benedykt XVI wchodzą do żydowskiej synagogi... Żydzi naszych dni są nie tylko naszymi starszymi braćmi w wierze, jak to rzekł papież w czasie swojej wizyty w synagodze w Rzymie w 1986r., ale są wszak współwinni zamordowania Chrystusa tak długo, jak długo nie oddalą się od winy swoich przodków przez uznanie boskości Chrystusa i przez chrzest”.

Opowiadanie, że arcybiskup Marcel Lefebvre i inni biskupi z jego Piusbruderschaft zostali obłożeni ekskomuniką streszcza się zazwyczaj do ostatniego aktu i nie mówi o staraniach, których dokładał JPII, by tego uniknąć. Kardynał Ratzinger zrobił wiele, żeby w 1988r. konflikt załagodzić, no ale twórca Piusbruderschaft postawił się twardo i w zasadzie sprawa stanęła na stopie: „kto tu rządzi”. Lecz skoro JPII zmarł i abp. Lefebvre zmarł, jest zupełnie logiczne, że owieczki wrócą do stada.

Niestety bp. Richard Williamson, z którego też zdjęto ekskomunikę, nie ułatwił życia BXVI, bo oświadczył (nie nowa to u niego teza), że żadnych komór gazowych w Oświęcimiu nie było i że jeśli Żydów zginęło nieco, to co najwyżej 300 tysięcy.

Ojcu Franzowi od Piusbruderschaft też to było nie po drodze i przed paru dniami ogłosił, że się nie zgadza, ale jakoś dziwnie to wyargumentował, że nie może takich stwierdzeń zaakceptować, bo „ojciec arcybiskupa Lefebre umarł w obozie koncentracyjnym i wielu katolickich księży zginęło w obozach koncentracyjnych Hitlera”.

Oczywiście żałować tu nie trzeba Żydów (oni już mieli czas, by się przyzwyczaić do różnych chrześcijańskich teorii i praktyk) ale myślących katolików. To skomplikowane być w ciepłym, ludzkim Kościele i znienacka ujrzeć wokół siebie różne Opus Dei, Bractwo Rydzykowe, Piusbruderschaft. Ich sytuacja jest dziś trudna.

Ale ja jej im nie ułatwię, bo zapytam wprost, choć grzecznie:

no to jak, przemilczycie te zjawiska przyjmując współodpowiedzialność za akcje KK czy też da się usłyszeć jakiś publicznie wyrażony protest?

czwartek, 29 stycznia 2009, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/01/31 07:41:17
Cóż, katoliczką jestem, myśleć tez na ogół się staram (z różnymi efektami) - więc się odezwę w temacie. Tylko nie bardzo wiem, konkretnie jakiego protestu oczekujesz? Odcięcia się od antysemityzmu? Odcinam się i to w szerokim zakresie - po prostu jako człowiek, nie tylko jako katoliczka.
Ani nałożenie ani zdjęcie ekskomuniki z lefebrystów nie miało związku z antysemityzmem. Kara nałożona została z zupełnie innych powodów - inna sprawa, że jakoś mało dostrzegam powody do jej zdjęcia. W Kościele katolickim jest wiele rzeczy i spraw, które mało mi sie podobają. I to nie od wczoraj - zaskoczona nie jestem. Czy powinno to być powodem mojej apostazji? Cóz, dla mnie Kościół to nie tylko hierarchowie, ale przede wszystkim - wierni - czyli również ja. Struktura mało demokratyczna, ale z wielką naiwnością staram się myśleć, ze może się to zmienić. Ostatnio często zamiast w mojej parafii - chodzę na msze do dominikanów - w pewien sposób jest to "głosowanie nogami". Media toruńskie omijam szerokim łukiem, a pełna zachwytu jestem dla wielu programów kanału religia.tv

Z lefebrystami nie zgadzam się w ogóle. Nie tylko z powodu głupich poglądów jednego biskupa na Holocaust - to wbrew pozorom można zignorować. Zdecydowanie groźniejsze jest żądanie uznania przez Żydów Chrystusa jako Syna Bożego, przyznanie się do bogobójstwa, nawrócenie się i przyjęcie chrztu. Tu już dotykamy fundamentów i nie dziwię się, że zawieszony został dialog chrześcijańsko-żydowski.
A moim zdaniem - dyskusja o wyższości jednej religii nad drugą - nie ma kompletnie sensu. Gdybym urodziła się w kraju muzułmańskim - nie byłabym katoliczką i nie w tego Boga bym wierzyła. Każdy ma prawo do własnej drogi życiowej - ja nie czuję się powołana do potępiania innych i nawracania na siłę.
-
2009/01/31 15:01:53
Nie było by to moją sprawą, gdyby hierarchia nie nastawała, że wszystko jest ich sprawą. Więc zmuszają mnie tym do myślenia o ich sprawach. I myslę, że gdy mówisz:

Kościół to nie tylko hierarchowie, ale przede wszystkim - wierni - czyli również ja.

dotykasz źródła wszystkich problemów. Bo dzięki tej dwuznaczności, jakże niesymetrycznej (wierni nie chcą się wypowiadać w imieniu Instytucji) owa kasta, czyli kler, mówi w swoim imieniu i w imieniu społeczności wiernych i udaje (albo wierzy), ze to jest to samo. A co gorsza, ma przekonanie, że mówi też w imieniu swego pozaziemskiego Szefa. Więc końca tragedii nie ma na horyzoncie.
-
2009/01/31 15:43:00
Moja diagnoza jest jeszcze bardziej okrutna: kler uważa , że sam jest Kościołem - mnie w takim kontekście nie dostrzega, a już na pewno nie liczy się z moim zdaniem. Nawet w sprawach jak najbardziej ludzkich i przyziemnych, przede wszystkim - materialnych.
A przeciez dogmat nieomylności jest ograniczony tylko spraw wiary i dotyczy tylko papieża.
-
2009/02/01 22:51:40
W takich momentach cieszę się, że opuściłem tę łódkę, choć jestem jeszcze na liście załogantów (chyba z czystego pragmatyzmu się z niej nie wyrejestrowałem). Mimo to takie sprawy martwią mnie i bolą. Dlaczego? Ano dlatego, że KK wciąż jeszcze ma na tym padole wielki wpływ na ludzi i nie jest wszystko jedno dla losów świata, w jakim kierunku ta instytucja wyewoluuje. Chyba, że w kierunku powolnej atrofii. W takim przypadku na podglebiu użyźnionym trupem tej instytucji ma szansę wyrosnąć coś wartościowego. Choć oczywiście rozpleniłyby się też różne chwasty. Ale już na pewno nie tak dorodne. :)
-
2009/02/02 03:00:39
Tu, Romanie, jest drobny kłopot. Organizmy religijne nie lubią umierać. Gdy staram się przypomniec z historii okoliczności pełnego zgonu ciężko chorych religii - i to dużo mniej licznych - to troszkę nieprzyjemnie człowiekowi się robi i skłonny jestem nawet modlić się, żeby ten Kościół wyleczył się i to jak najszybciej. Ale przyznaję, że z rozdania kart, które już leżą na stole, nie potrafię dojrzeć żadnego optymistycznego scenariusza. Sto dwadzieścia lat temu można było jeszcze wierzyćw religię postępu, że życie będzie coraz lepsze a nauka coraz przyjaźniejsza ludzkości, ale po WWI ta religia zdechła na dobre...
-
2009/02/02 08:49:47
Ja jednak życzę KK powolnej atrofii połączonej z utratą wpływów. Atrofii, a nie ciężkiej choroby i towarzyszących temu torsji, konwulsji, niestrawności i innego fermentu. :)