|
Blog > Komentarze do wpisu
Czasami ciągle nie wierzę...
Gdyby za czasów ganiania na zajęcia po Uniwersytecie im. B.Bieruta ktoś mi pokazał to zdjęcie i powiedział: „tu kiedyś pić będziesz piwo” zastanowiłbym się gdzie jakiś Polak knajpkę założył, w Monachium czy w Antwerpii. Drodzy wrocławianie, skoro komunizm się skończył, to zima też się skończy i zobaczycie coś takiego w naturze, a może i jeszcze lepsze, w wizorze swojej lustrzanki. piątek, 02 stycznia 2009, andsol-br
TrackBack
Komentarze
reniferiada
2009/01/02 10:15:03
Może Cię zainteresuje...
2009/01/02 16:18:38
Zawsze, ilekroć jestem w supermarkecie, a to znaczy, że gdzieś ze trzy razy w roku, gdy przechodze alejką z mięsem (jak to brzmi), mówię do Łasica:
- Jakby przenieść jakiegoś Polaka z czasów stanu wojennego do tej alejki, to by zemdlał z wrażenia. Mam podobne, jak Ty, rozrywki. To pewnie obciążenie z czasów niesłusznych ;) 2009/01/02 16:42:33
a ponieważ przebiegam tą drogą kilka razy na tydzień, do tego pijam i tu, i w innych miejscach rynku, doskonale rozumiem twój zachwyt. Bo mi nie mija, a mimo trzydziestu kilku lat pamiętam to miasto, gdy było jeszcze zapyziałe, więc tym bardziej rozumiem i podzielam:)
a jak w końcu tu zawitasz, wezmę Cię na pysznego drinka do Novocainy, bo to moje miejsce najulubieńsze:)) Buziaków noworocznych moc! 2009/01/02 19:08:59
@Reniferiada: trochę mi on nie po drodze, od kiedy ściągnąłem ze scribd jego The Music of the Primes, ale to dłuższe gadanie, zostawię na osobny wpis, dobrze?
A wirus, przegnałaś? 2009/01/02 19:16:30
@S_m: zawsze były alejki z mięsem. Po lewej stronie podwójnej kolejki mówili: rzucili kurwa żółty ser a po prawej stronie chór odpowiadał: nie kurwa biały.
(Jak to łatwo śmiać się z dawnych nieszczęść.) @Daria: dla wierzących skończy się. Ale nie zapomnij o spowiedzi i o tacy. @Kabiria: a może przeskoczyć przez te gry wstępne i od razu pójść do Cocaina na kokainę? Ale z Tobą nikt drinka nie odmówi. Cmoka odwzajemniam. 2009/01/02 21:34:56
Hehe, ale nie pamiętacie już, że tylko od trzynastej i ustawa o wychowaniu w trzeźwości obejmowała nie tylko młodocianych ale i tych po osiemnastce, którym już było wolno. Nie pamiętacie też emblematów ttt (Towarzystwo Trzeźwości Transportowców) na szybach autobusów i tramwajów i innych pojazdów np. karetek pogotowia dających przykład innym. Eeeeech żyźń praklataja - wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie.
Kiedyś poszliśmy z poetą Herbstem Lotharem (idąc za wskazówkami bywałych że jest w "Smaku") do "Smaka". Zgodnie z ustawą za szybą lady chłodniczej leżały artystycznie wyłożone kanapki ze zwiędłymi plasterkami pomidorów i szprotkami z oleju wygiętymi w ostatecznych konwulsjach zeszłego sylwestra. Zamówiliśmy po piwie (więcej na stolik nie można) i coś do konsumpcji zg. z ustawą. płaciło się za piwo i za tę kanapkę, której nikt nie chciał. Lothar wypatrzył w jednej skiepowanego peta i to na zawsze odebrało mu apetyt do ustawowej zagryzki. Powiedział jednak do pani, że jednakowoż by coś przetrącił. Dostaliśmy więc po gulaszu. Kiedy dochodziłem już do połowy talerza mój widelec uchwycił coś i wyciągnął z brązowej mazi "sosiku". Jakby za kapotę z portowych mamorzyn. Naszym oczom ujawnił się dorodny karaluszyna, który niewiadomym sposobem trafił na porcję. Wezwana pani kelnerka zarzekała się, że to nie jest możliwe aby w lokalu o takiej renomie... OK, powiedziałem, to proszę chociaż o zwrot inwestycji plus jeszcze dwa piwa na otarcie łez. Pni na to: Ależ pan zjadł połowę sosiku! Ja: inaczej nie doszedłbym prawdy! Ona: Ale danie wydane! Ja: Zawsze mogę nawet komisyjnie zwrócić. Ona: Przy waszym stoliku zawsze się coś dzieje a inni nie narzekają. Trzeba wiedzieć co to było to "Zawsze". Ostatnim razem kiedy Herbst próbował łyknąć chaust piwa z butelki to zakorkowało się ono od środka. Ciągnął i nic. Aż zauważył, że coś jest w butelce.... To była rozkładająca się w tym piwie myszka. No nie była biała. Z rożewnieniem i smutkiem wspominam te czasy. .... I komu to przeszkadzało? 2009/01/03 00:59:48
Drogi Panie Tadeuszu,
może nie miałam tak ekstremalnych przeżyć, ale do "Smaka" chadzałam jeszcze na studiach swoich historycznych około 13-14 lat temu, jeśli mówimy o tym przybytku w okolicach Więziennej etc. Wystrój był ten sam, tylko już nieco mniej dramatyczne jedzenie. Ale i tak głównie piło się wódkę, ewentualnie, gdy było chudziej, herbatkę - szklanka przrz parę godzin, i jadło jakiś barszczyk czy kiełbaskę. I pisało wierszyki, i uczyło łaciny (tak trzy po trzy), eh... Potem prowadziłam tam swoich studentów na zajęcia z historii XIX wieku, odbywane przy herbatce (ja) i piwie (oni) przy zestawionych stolach. Az w koncu przerobili "Smaka" na Sakane z sushi... Ktoby wtedy pomyslal, ze tak spelni sie koszmar Witkacego;) A z dawniejszych czasow tez zaliczylismy w domu piwo z mysza, jedno oczko miala otwarte, pamietam jak dzis. Trzymalismy butelke na balkonie przez cala zime i sobie ja czesto ogladalam :) PS. przepraszam za brak polskich znakow, ale cos mi sie chwilowo popsulo, z klawiatura oczywiscie;) 2009/01/03 02:59:51
O "Smaku" z niesmakiem.... Mnie też już strzyka w klawiaturze... i pamięć dawnych czasów coraz lepsza. Nie chcę zamęczać wspomnieniami jak jaki dziadunio. Jedno jeszcze tylko dodam o restauracji "Przodownik" (prawda, że nazwa piękna?) gdzie często spotykałem się z innym poetą, moim przyjacielem Jarosławem Brodą, w celach konspiracyjnych. Otóż jedyna sala przedzielona była na połowę białą kredą. Po jednej stronie granicy była "sala dla palących", gdzie było gwarnio jak w portowej spelunce, natomiast w sali "dla niepalących" panował dostojny spokój a biesiadnicy z godnością lordów wsuwali menu. Byłoby tamtejszych przygód na książkę. Łza się w oku kręci.
|
|